Krakowskie Przedmieście, Warszawa
Artykuły
II Rzeczpospolita 1918-1939
Społeczeństwo
Cywilizacja
Nauczyciele
Dorośli
Licealiści
Studenci
Zamach majowy Józefa Piłsudskiego
czas czytania:
12 maja 1926 roku na moście Poniatowskiego w Warszawie twarzą w twarz stanęli marszałek Józef Piłsudski i prezydent Stanisław Wojciechowski. Stawką rozmowy dwóch najważniejszych ludzi w Polsce była przyszłość młodej republiki. Ich dramatyczna rozmowa obrosła legendą. Prezydent Wojciechowski kategorycznie odmówił spełnienia żądań Marszałka – nie zamierzał odwoływać legalnego rządu – a Piłsudski odparł, że dla niego „droga legalna [do władzy] jest zamknięta”. Stało się jasne, że uniknięcie rozlewu krwi i otwartej zbrojnej konfrontacji nie będzie możliwe.
Geneza
Zamach majowy to przewrót zbrojny, który w dniach 12–15 maja 1926 roku wstrząsnął fundamentami odrodzonego państwa polskiego. Jego genezy należy szukać w burzliwych realiach pierwszych lat niepodległości. Był to okres wielkich nadziei, ale także narastającego chaosu. Częste zmiany gabinetów, partyjne swary oraz kłótnie w Sejmie – pogardliwie nazywane przez Piłsudskiego „sejmokracją” – osłabiały państwo. Kryzys gospodarczy lat 1925–1926, który nastąpił po okresie hiperinflacji i uzdrowieniu waluty, na nowo potęgował społeczne niezadowolenie.
Józef Piłsudski, uważany przez wielu za ojca niepodległości, źle znosił tę sytuację. Zabójstwo prezydenta Gabriela Narutowicza w grudniu 1922 roku było dla niego wielkim szokiem. Marszałek stracił wiarę w „moralny sens” demokracji i możliwość porozumienia z przeciwnikami politycznymi. Kolejne kryzysy polityczne i ekonomiczne tylko pogłębiały tę frustrację, aż w 1923 roku rozgoryczony Piłsudski ogłosił odejście z czynnej polityki, osiadając w Sulejówku.
Jego zwolennicy nie mieli jednak wątpliwości, że nie pozostanie na uboczu na zawsze. Jesienią 1925 roku stało się jasne, że Piłsudski szykuje się do powrotu. W listopadzie upadł rząd Władysława Grabskiego, a Marszałek wykorzystał tę sytuację, by wywrzeć nacisk na prezydenta Wojciechowskiego przy powoływaniu nowego gabinetu. Próbował przeforsować swojego kandydata na ministra spraw wojskowych, dając do zrozumienia, że on sam cieszy się silnym poparciem wojska. Jednocześnie legioniści i dawni żołnierze Polskiej Organizacji Wojskowej organizowali wiece poparcia dla „pokrzywdzonego wodza”. Kulminacją tych nastrojów była manifestacja 15 listopada 1925 roku w Sulejówku. Pod willę Milusin przybyły oddziały wierne Piłsudskiemu, a gen. Gustaw Orlicz-Dreszer w płomiennym przemówieniu deklarował: „Niesiemy Ci nie tylko wdzięczne serca, ale i w zwycięstwach zaprawione szable”. Ten pokaz siły i lojalności wojska odbił się szerokim echem w kraju. Politycy zrozumieli, że Piłsudski wciąż ma za sobą znaczną część armii i społecznego autorytetu.
Na przełomie 1925 i 1926 roku Piłsudski zaczął coraz śmielej zaznaczać swoją obecność publiczną. Udzielał wywiadów, wygłaszał odczyty i spotykał się z dawnymi towarzyszami broni, dając do zrozumienia, że nie wyrzekł się ambicji politycznych. Jednocześnie kraj pogrążał się w narastającym chaosie gabinetowym i politycznym. Na początku maja 1926 roku upadł rząd Aleksandra Skrzyńskiego. Po długich targach na premiera wybrano Wincentego Witosa, przywódcę centroprawicowej koalicji, z wielką niechęcią przyjmowanej przez piłsudczyków. Dla Marszałka był to sygnał alarmowy. Do władzy wracali jego najzagorzalsi przeciwnicy, których obwiniał m.in. o śmierć Narutowicza i krwawe rozprawy z protestami robotniczymi. Piłsudski uznał, że czas działać.
Józef Piłsudski, uważany przez wielu za ojca niepodległości, źle znosił tę sytuację. Zabójstwo prezydenta Gabriela Narutowicza w grudniu 1922 roku było dla niego wielkim szokiem. Marszałek stracił wiarę w „moralny sens” demokracji i możliwość porozumienia z przeciwnikami politycznymi. Kolejne kryzysy polityczne i ekonomiczne tylko pogłębiały tę frustrację, aż w 1923 roku rozgoryczony Piłsudski ogłosił odejście z czynnej polityki, osiadając w Sulejówku.
Jego zwolennicy nie mieli jednak wątpliwości, że nie pozostanie na uboczu na zawsze. Jesienią 1925 roku stało się jasne, że Piłsudski szykuje się do powrotu. W listopadzie upadł rząd Władysława Grabskiego, a Marszałek wykorzystał tę sytuację, by wywrzeć nacisk na prezydenta Wojciechowskiego przy powoływaniu nowego gabinetu. Próbował przeforsować swojego kandydata na ministra spraw wojskowych, dając do zrozumienia, że on sam cieszy się silnym poparciem wojska. Jednocześnie legioniści i dawni żołnierze Polskiej Organizacji Wojskowej organizowali wiece poparcia dla „pokrzywdzonego wodza”. Kulminacją tych nastrojów była manifestacja 15 listopada 1925 roku w Sulejówku. Pod willę Milusin przybyły oddziały wierne Piłsudskiemu, a gen. Gustaw Orlicz-Dreszer w płomiennym przemówieniu deklarował: „Niesiemy Ci nie tylko wdzięczne serca, ale i w zwycięstwach zaprawione szable”. Ten pokaz siły i lojalności wojska odbił się szerokim echem w kraju. Politycy zrozumieli, że Piłsudski wciąż ma za sobą znaczną część armii i społecznego autorytetu.
Na przełomie 1925 i 1926 roku Piłsudski zaczął coraz śmielej zaznaczać swoją obecność publiczną. Udzielał wywiadów, wygłaszał odczyty i spotykał się z dawnymi towarzyszami broni, dając do zrozumienia, że nie wyrzekł się ambicji politycznych. Jednocześnie kraj pogrążał się w narastającym chaosie gabinetowym i politycznym. Na początku maja 1926 roku upadł rząd Aleksandra Skrzyńskiego. Po długich targach na premiera wybrano Wincentego Witosa, przywódcę centroprawicowej koalicji, z wielką niechęcią przyjmowanej przez piłsudczyków. Dla Marszałka był to sygnał alarmowy. Do władzy wracali jego najzagorzalsi przeciwnicy, których obwiniał m.in. o śmierć Narutowicza i krwawe rozprawy z protestami robotniczymi. Piłsudski uznał, że czas działać.
Dni majowe
10 maja 1926 roku powstał trzeci rząd Witosa. Sprzyjający Piłsudskiemu gen. Lucjan Żeligowski – mianowany ministrem spraw wojskowych – tego samego dnia pod pretekstem manewrów zarządził koncentrację oddziałów wiernych Marszałkowi na poligonie w Rembertowie pod Warszawą. 11 maja Piłsudski udzielił zaś ostrego wywiadu dla dziennika „Kurier Poranny”, krytykując nowy rząd. Władze zareagowały nerwowo: nakazano skonfiskować nakład gazety, a do willi Piłsudskiego rzekomo wysłano agentów z zamiarem aresztowania go. W stolicy krążyły też niepotwierdzone pogłoski, że w nocy z 11 na 12 maja padły strzały w kierunku domu Marszałka. Atmosfera była gorąca. Wszystko wskazywało na zbliżające się przesilenie.
Piłsudski nie zamierzał czekać. Uznał, że powtórzenie pokojowej manifestacji, jak w listopadzie, nic nie da – teraz demonstracja siły miała odbyć się w sercu kraju, w Warszawie. Celem była dymisja rządu Witosa i usunięcie od władzy polityków, których Marszałek obarczał winą za słabość państwa. Liczył przy tym na poparcie społeczne. I rzeczywiście wielu Polaków, zmęczonych kryzysem, patrzyło na Piłsudskiego jak na wybawcę zdolnego uzdrowić sytuację.
Piłsudski nie zamierzał czekać. Uznał, że powtórzenie pokojowej manifestacji, jak w listopadzie, nic nie da – teraz demonstracja siły miała odbyć się w sercu kraju, w Warszawie. Celem była dymisja rządu Witosa i usunięcie od władzy polityków, których Marszałek obarczał winą za słabość państwa. Liczył przy tym na poparcie społeczne. I rzeczywiście wielu Polaków, zmęczonych kryzysem, patrzyło na Piłsudskiego jak na wybawcę zdolnego uzdrowić sytuację.
Bazę poparcia Marszałka stanowiły głównie środowiska lewicowe (na czele z Polską Partią Socjalistyczną) i niepodległościowa inteligencja, ale nie tylko. Co ciekawe, początkowo nawet część komunistów i skrajnej lewicy przyjęła zamach z aprobatą, uznając Piłsudskiego za „mniejsze zło” w porównaniu z prawicowym rządem Witosa. Wkrótce jednak komuniści okrzyknęli to poparcie „błędem majowym”, gdy stało się jasne, że Marszałek nie zamierza wprowadzać radykalnych, rewolucyjnych zmian społecznych.
Samo poparcie społeczne to jednak zbyt mało. Zmobilizowano zatem oddziały wojskowe pewne politycznie. Do Rembertowa ściągnięto m.in. 7 Pułk Ułanów pod dowództwem płk. Kazimierza Stamirowskiego oraz 36 Pułk Piechoty Legii Akademickiej ppłk. Kazimierza Sawickiego. 12 maja od rana te siły – ok. 2 tysięcy żołnierzy z kilkoma bateriami artylerii – ruszyły z rembertowskiego poligonu w kierunku stolicy.
Władze nie spały. Prezydent Wojciechowski, dowiedziawszy się o marszu, powrócił pospiesznie z letniej rezydencji w Spale do Warszawy. Rząd Witosa ogłosił, że Piłsudski dopuszcza się zamachu stanu, i wezwał go do złożenia broni. Gen. Tadeusz Rozwadowski wydał rozkaz stawienia zbrojnego oporu. Padły przy tym słowa o „nieoszczędzaniu życia” buntowników, co Piłsudski odebrał osobiście. Około godziny 17.00 doszło do próby mediacji – na moście Poniatowskiego Marszałek spotkał się z Prezydentem RP. Obaj przywódcy pozostali jednak nieugięci. Wojciechowski odmówił zdymisjonowania gabinetu Witosa, a Piłsudski – wycofania wojska. Po krótkiej wymianie zdań rozstali się bez porozumienia. Piłsudski udał się na Pragę, by tam z prowizorycznego sztabu kierować dalszymi działaniami.
Samo poparcie społeczne to jednak zbyt mało. Zmobilizowano zatem oddziały wojskowe pewne politycznie. Do Rembertowa ściągnięto m.in. 7 Pułk Ułanów pod dowództwem płk. Kazimierza Stamirowskiego oraz 36 Pułk Piechoty Legii Akademickiej ppłk. Kazimierza Sawickiego. 12 maja od rana te siły – ok. 2 tysięcy żołnierzy z kilkoma bateriami artylerii – ruszyły z rembertowskiego poligonu w kierunku stolicy.
Władze nie spały. Prezydent Wojciechowski, dowiedziawszy się o marszu, powrócił pospiesznie z letniej rezydencji w Spale do Warszawy. Rząd Witosa ogłosił, że Piłsudski dopuszcza się zamachu stanu, i wezwał go do złożenia broni. Gen. Tadeusz Rozwadowski wydał rozkaz stawienia zbrojnego oporu. Padły przy tym słowa o „nieoszczędzaniu życia” buntowników, co Piłsudski odebrał osobiście. Około godziny 17.00 doszło do próby mediacji – na moście Poniatowskiego Marszałek spotkał się z Prezydentem RP. Obaj przywódcy pozostali jednak nieugięci. Wojciechowski odmówił zdymisjonowania gabinetu Witosa, a Piłsudski – wycofania wojska. Po krótkiej wymianie zdań rozstali się bez porozumienia. Piłsudski udał się na Pragę, by tam z prowizorycznego sztabu kierować dalszymi działaniami.
Walki
Jeszcze tego samego wieczoru, 12 maja, padły pierwsze strzały. Oddziały Piłsudskiego zajęły łączący Pragę z warszawskim Starym Miastem most Kierbedzia, na co stacjonujący tam oddział rządowy odpowiedział ogniem. Rozpoczęły się regularne walki uliczne.
Wielu badaczy zwraca uwagę, że Piłsudski początkowo nie planował krwawego przewrotu. Zamierzał jedynie zademonstrować siłę i zmusić rząd do ustępstw. Dopiero zdecydowany opór władz i pierwsze strzały uczyniły dalszą eskalację nieuchronną. Siły piłsudczyków szybko opanowały centrum. Zajęto m.in. plac Zamkowy, Krakowskie Przedmieście i okolice placu Saskiego z budynkami rządowymi. Po stronie rządowej broniono jeszcze gmachu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i niektórych koszar, lecz przewaga leżała po stronie zamachowców. Ich liczebność i sprzęt górowały nad siłami wiernymi rządowi, liczącymi niespełna tysiąc ludzi. Na ulicach zapanował chaos. Mieszkańcy tłumnie wybiegli z domów, wielu jako ciekawscy obserwatorzy, co niestety zwiększyło liczbę ofiar cywilnych w trakcie strzelanin.
Wielu badaczy zwraca uwagę, że Piłsudski początkowo nie planował krwawego przewrotu. Zamierzał jedynie zademonstrować siłę i zmusić rząd do ustępstw. Dopiero zdecydowany opór władz i pierwsze strzały uczyniły dalszą eskalację nieuchronną. Siły piłsudczyków szybko opanowały centrum. Zajęto m.in. plac Zamkowy, Krakowskie Przedmieście i okolice placu Saskiego z budynkami rządowymi. Po stronie rządowej broniono jeszcze gmachu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i niektórych koszar, lecz przewaga leżała po stronie zamachowców. Ich liczebność i sprzęt górowały nad siłami wiernymi rządowi, liczącymi niespełna tysiąc ludzi. Na ulicach zapanował chaos. Mieszkańcy tłumnie wybiegli z domów, wielu jako ciekawscy obserwatorzy, co niestety zwiększyło liczbę ofiar cywilnych w trakcie strzelanin.
13 maja losy przewrotu coraz wyraźniej przechylały się na stronę Piłsudskiego. Zdecydowała o tym nie tylko przewaga w stolicy, ale i brak posiłków dla rządu. Polska Partia Socjalistyczna proklamowała natychmiastowy strajk kolejarzy, paraliżując transport wojsk rządowych do Warszawy. Składy z oddziałami wiernymi rządowi utknęły na bocznicach, podczas gdy pociągi wiozące piłsudczyków docierały bez przeszkód. Pomoc z garnizonów w kraju nie nadeszła – oddziały z Krakowa i Lwowa pozostały na miejscu, w Poznaniu zaś doszło do rozłamu. Tamtejszy dowódca, gen. Kazimierz Sosnkowski, bliski przyjaciel Piłsudskiego, targany dylematem lojalności próbował popełnić samobójstwo. Z kolei gen. Władysław Sikorski we Lwowie kategorycznie odmówił przysłania swoich pułków w obawie przed zagrożeniem na granicy wschodniej. Natomiast w Wilnie inspektor armii gen. Edward Rydz-Śmigły od początku stanął po stronie Piłsudskiego.
Do końca 14 maja sytuacja się rozstrzygnęła. Wojska Piłsudskiego kontrolowały już niemal całe miasto. Prezydent Wojciechowski i rząd schronili się w podwarszawskim Wilanowie, gdzie odbyło się ostatnie posiedzenie gabinetu. Tam dotarła wieść, że z odsieczą wyruszyły pułki wielkopolskie, lecz było już za późno. Widząc beznadziejne położenie, prezydent zdecydował się przerwać bratobójczą walkę, nim przerodzi się ona w regularną wojnę domową.
Do końca 14 maja sytuacja się rozstrzygnęła. Wojska Piłsudskiego kontrolowały już niemal całe miasto. Prezydent Wojciechowski i rząd schronili się w podwarszawskim Wilanowie, gdzie odbyło się ostatnie posiedzenie gabinetu. Tam dotarła wieść, że z odsieczą wyruszyły pułki wielkopolskie, lecz było już za późno. Widząc beznadziejne położenie, prezydent zdecydował się przerwać bratobójczą walkę, nim przerodzi się ona w regularną wojnę domową.
Rozstrzygnięcia polityczne
Po południu 14 maja Stanisław Wojciechowski złożył urząd prezydenta, a Wincenty Witos podał swój rząd do dymisji. Funkcję głowy państwa przejął zgodnie z konstytucją marszałek Sejmu Maciej Rataj, który natychmiast porozumiał się z Piłsudskim. Jeszcze tego samego dnia Rataj powierzył misję stworzenia nowego rządu prof. Kazimierzowi Bartlowi, kandydatowi wskazanemu przez Marszałka. Józef Piłsudski objął w tym gabinecie stanowisko ministra spraw wojskowych oraz Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych, stając się najpotężniejszą osobą w państwie.
Bilans przewrotu okazał się tragiczny. W trzydniowych bratobójczych walkach zginęło łącznie 215 wojskowych i 164 cywilów, a ponad 900 osób zostało rannych. Warszawa doznała znacznych zniszczeń. Walki toczono na ulicach pełnych cywilów, stąd wiele ofiar to przypadkowi mieszkańcy stolicy. Dzięki decyzji Wojciechowskiego o kapitulacji udało się jednak uniknąć dalszej eskalacji.
Ówczesna prasa podkreślała, że gdyby nie opanowanie prezydenta i ustąpienie rządu, kraj pogrążyłby się w chaosie, co mogły wykorzystać wrogie mocarstwa. Berlin i Moskwa bacznie obserwowały wydarzenia majowe, zakładając, że osłabiona wewnętrznie Polska stoi na skraju upadku. Sowieckie komentarze wprost liczyły na wybuch rewolucji w Polsce i interwencję Armii Czerwonej. Najgorszego scenariusza udało się szczęśliwie uniknąć.
W następstwie przewrotu piłsudczycy internowali też wielu uczestników obozu rządowego. Większość zatrzymanych wkrótce zwolniono, ale kilku najwyższych dowódców pozostało w areszcie. Generałowie Tadeusz Rozwadowski (dowodzący obroną Warszawy) i Włodzimierz Zagórski (szef lotnictwa) zostali oskarżeni o udział w „spisku” przeciw Marszałkowi. Zagórski, który podczas walk planował zbombardować pozycje zamachowców, wkrótce po zamachu zaginął w tajemniczych okolicznościach. Do dziś los gen. Zagórskiego pozostaje niewyjaśniony i stanowi jeden z mrocznych epizodów związanych z majem 1926 roku.
Przewrót od razu wywołał gorące dyskusje polityczne i społeczne. Działacze lewicy i centrum w większości przyjęli go z aprobatą, licząc że silna władza uzdrowi państwo polskie, natomiast prawica i ludowcy zgodnie potępili „zamach” na demokrację. Podzielona była też prasa. Pisma sympatyzujące z Piłsudskim (m.in. socjalistyczne) usprawiedliwiały przewrót jako konieczność dziejową, podczas gdy gazety endeckie i ludowe pisały o krwawej awanturze i żądały ukarania winnych.
Bilans przewrotu okazał się tragiczny. W trzydniowych bratobójczych walkach zginęło łącznie 215 wojskowych i 164 cywilów, a ponad 900 osób zostało rannych. Warszawa doznała znacznych zniszczeń. Walki toczono na ulicach pełnych cywilów, stąd wiele ofiar to przypadkowi mieszkańcy stolicy. Dzięki decyzji Wojciechowskiego o kapitulacji udało się jednak uniknąć dalszej eskalacji.
Ówczesna prasa podkreślała, że gdyby nie opanowanie prezydenta i ustąpienie rządu, kraj pogrążyłby się w chaosie, co mogły wykorzystać wrogie mocarstwa. Berlin i Moskwa bacznie obserwowały wydarzenia majowe, zakładając, że osłabiona wewnętrznie Polska stoi na skraju upadku. Sowieckie komentarze wprost liczyły na wybuch rewolucji w Polsce i interwencję Armii Czerwonej. Najgorszego scenariusza udało się szczęśliwie uniknąć.
W następstwie przewrotu piłsudczycy internowali też wielu uczestników obozu rządowego. Większość zatrzymanych wkrótce zwolniono, ale kilku najwyższych dowódców pozostało w areszcie. Generałowie Tadeusz Rozwadowski (dowodzący obroną Warszawy) i Włodzimierz Zagórski (szef lotnictwa) zostali oskarżeni o udział w „spisku” przeciw Marszałkowi. Zagórski, który podczas walk planował zbombardować pozycje zamachowców, wkrótce po zamachu zaginął w tajemniczych okolicznościach. Do dziś los gen. Zagórskiego pozostaje niewyjaśniony i stanowi jeden z mrocznych epizodów związanych z majem 1926 roku.
Przewrót od razu wywołał gorące dyskusje polityczne i społeczne. Działacze lewicy i centrum w większości przyjęli go z aprobatą, licząc że silna władza uzdrowi państwo polskie, natomiast prawica i ludowcy zgodnie potępili „zamach” na demokrację. Podzielona była też prasa. Pisma sympatyzujące z Piłsudskim (m.in. socjalistyczne) usprawiedliwiały przewrót jako konieczność dziejową, podczas gdy gazety endeckie i ludowe pisały o krwawej awanturze i żądały ukarania winnych.
Konsekwencje
Zamach majowy przyniósł zasadnicze zmiany ustrojowe i polityczne, choć po zwycięstwie Piłsudski nie ogłosił oficjalnej dyktatury. Doszło natomiast do wyborów prezydenta. Marszałek odmówił jednak objęcia tej godności, choć Zgromadzenie Narodowe wybrało go 31 maja 1926 roku. Zarekomendował jednak na głowę państwa swojego współpracownika, prof. Ignacego Mościckiego. Sam wolał działać zza kulis, jako minister spraw wojskowych i Generalny Inspektor Sił Zbrojnych skupiał w swych rękach realną władzę. Rozpoczął się okres rządów sanacji (od hasła „sanacji moralnej” życia publicznego), trwający nieprzerwanie do wybuchu II wojny światowej.
Demokratyczne mechanizmy zostały stopniowo ograniczone. Parlament stracił znaczenie, a opozycję polityczną szykanowano, czego kulminacją były aresztowania przywódców opozycji przed wyborami w 1930 roku. Z kolei nowela sierpniowa do konstytucji marcowej, a wreszcie uchwalenie konstytucji kwietniowej w 1935 dały podstawy prawne systemowi autorytarnemu. Piłsudski aż do swojej śmierci w 1935 roku pozostał faktycznym sternikiem państwa. Stabilizacja polityczna została okupiona odwrotem od demokracji.
Demokratyczne mechanizmy zostały stopniowo ograniczone. Parlament stracił znaczenie, a opozycję polityczną szykanowano, czego kulminacją były aresztowania przywódców opozycji przed wyborami w 1930 roku. Z kolei nowela sierpniowa do konstytucji marcowej, a wreszcie uchwalenie konstytucji kwietniowej w 1935 dały podstawy prawne systemowi autorytarnemu. Piłsudski aż do swojej śmierci w 1935 roku pozostał faktycznym sternikiem państwa. Stabilizacja polityczna została okupiona odwrotem od demokracji.
Przewrót majowy pozostaje tematem żywej debaty. Dla jednych Piłsudski jawi się jako mąż stanu, który ocalił państwo przed widmem anarchii. Dla innych – jako przywódca, który zadał cios demokracji i zaprowadził rządy autorytarne. Bezsporne jest jedno: maj 1926 roku był punktem zwrotnym, który przypomina, jak krucha bywa państwowa stabilność i jak niebezpieczne skutki może mieć eskalacja wewnętrznego konfliktu. Historia zamachu majowego skłania do refleksji nad odpowiedzialnością rządzących za państwo oraz nad ceną, jaką nieraz naród bywa zmuszony płacić za wybory politycznych liderów.
Piotr Pokrzywiński
Piotr Pokrzywiński