Krakowskie Przedmieście, Warszawa
Wywiad
Zabory 1795–1918
II Rzeczpospolita 1918-1939
Społeczeństwo
Wojny
Biografie
Nauczyciele
Dorośli
Licealiści
Studenci
Józef Piłsudski – ojciec polskiej demokracji, który doprowadził do jej upadku
czas czytania:
Rozmowa z prof. Tomaszem Nałęczem
II Rzeczpospolita została zbudowana na mocnym fundamencie wolności i demokracji – w jej zasadach ustrojowych znalazło się kilka najbardziej postępowych rozwiązań w ówczesnej Europie. Wiele z nich przeforsował Józef Piłsudski. Choć był ojcem polskiej demokracji, stał się jednocześnie jej zabójcą. Dramatyczne poszukiwania siły dla Polski popchnęły go do bardzo ryzykownego kroku: sięgnięcia po autorytaryzm – mówi prof. Tomasz Nałęcz, historyk specjalizujący się w historii politycznej pierwszej połowy XX wieku.
Muzeum Historii Polski: O jakiej Polsce marzył Piłsudski?
Tomasz Nałęcz: Piłsudski walczył o odrodzenie państwa przez blisko trzy dziesięciolecia, więc na przestrzeni lat to się zmieniało. Przede wszystkim jednak wyobrażał sobie Polskę jako państwo wielu narodów. To był główny element jego sporu z Dmowskim i środowiskiem endeków, którzy uważali, że odrodzona Rzeczpospolita powinna być rządzona przez etnicznych Polaków. Dla Piłsudskiego to była droga donikąd. Twierdził, że jeśli Polska ma rozdawać karty w Europie Wschodniej, to musi wrócić do tradycji jagiellońskiej, być państwem nie tylko Polaków, ale też Ukraińców, Litwinów, Białorusinów. Potocznie nazywano to koncepcją federacyjną, choć tak naprawdę nie chodziło o federację, lecz o sojusz wolnych państw.
Dla Piłsudskiego każdy obywatel, niezależnie od płci, narodowości, wyznania czy poziomu zamożności powinien być traktowany tak samo. Opowiadał się za wolnością i równością. Przyświecała mu też idea państwowa – w swoim przekonaniu robił wszystko, żeby Polska, która się odrodzi, była silna i bezpieczna. Należy jednak pamiętać, że mimo tych podniosłych haseł Piłsudski twardo stąpał po ziemi. Wiedział, że powrót Polski na polityczną mapę Europy będzie zależał od dwóch czynników – zmiany układu sił na kontynencie oraz skuteczności Polaków w dopominaniu się o swoje państwo. Rozumiał, że trzeba sprawić, by chcieli oni walczyć o ojczyznę, dlatego wizja odrodzonej Polski musiała być dla nich atrakcyjna. Tak też starał się ją formułować.
Tomasz Nałęcz: Piłsudski walczył o odrodzenie państwa przez blisko trzy dziesięciolecia, więc na przestrzeni lat to się zmieniało. Przede wszystkim jednak wyobrażał sobie Polskę jako państwo wielu narodów. To był główny element jego sporu z Dmowskim i środowiskiem endeków, którzy uważali, że odrodzona Rzeczpospolita powinna być rządzona przez etnicznych Polaków. Dla Piłsudskiego to była droga donikąd. Twierdził, że jeśli Polska ma rozdawać karty w Europie Wschodniej, to musi wrócić do tradycji jagiellońskiej, być państwem nie tylko Polaków, ale też Ukraińców, Litwinów, Białorusinów. Potocznie nazywano to koncepcją federacyjną, choć tak naprawdę nie chodziło o federację, lecz o sojusz wolnych państw.
Dla Piłsudskiego każdy obywatel, niezależnie od płci, narodowości, wyznania czy poziomu zamożności powinien być traktowany tak samo. Opowiadał się za wolnością i równością. Przyświecała mu też idea państwowa – w swoim przekonaniu robił wszystko, żeby Polska, która się odrodzi, była silna i bezpieczna. Należy jednak pamiętać, że mimo tych podniosłych haseł Piłsudski twardo stąpał po ziemi. Wiedział, że powrót Polski na polityczną mapę Europy będzie zależał od dwóch czynników – zmiany układu sił na kontynencie oraz skuteczności Polaków w dopominaniu się o swoje państwo. Rozumiał, że trzeba sprawić, by chcieli oni walczyć o ojczyznę, dlatego wizja odrodzonej Polski musiała być dla nich atrakcyjna. Tak też starał się ją formułować.
Bardzo pragmatyczne podejście.
To charakteryzowało Piłsudskiego. Owszem, formułował bardzo ambitne cele, ale zawsze starał się dobierać do ich realizacji odpowiednie środki. Jeśli się one nie sprawdzały, bez większego wahania je zmieniał. To podejście było konieczne, bo przyszło mu działać w niełatwych czasach. Układ sił, który ukształtował się w Europie po zjednoczeniu Niemiec w latach 70. XIX wieku, był dla Polaków absolutnie niekorzystny.
Wydawało się wręcz, że sytuacja jest patowa. Na scenie europejskiej dominowały trzy państwa zaborcze i znajdowały się one po przeciwnych stronach barykady. Istniało więc duże prawdopodobieństwo, że niezależnie od tego, jak potoczy się ewentualny konflikt europejski, to i tak któreś z nich będzie dyktowało warunki pokoju. Nikt nie miał złudzeń, że nie będą one korzystne dla Polski, bo godząc się na jej niepodległość, zaborca musiałby zaakceptować własną stratę. Piłsudski uważał, że jedyną szansą dla Polski jest zanegowanie dotychczasowego ładu europejskiego, wywrócenie go do góry nogami. Dlatego właśnie związał się z socjalizmem.
To charakteryzowało Piłsudskiego. Owszem, formułował bardzo ambitne cele, ale zawsze starał się dobierać do ich realizacji odpowiednie środki. Jeśli się one nie sprawdzały, bez większego wahania je zmieniał. To podejście było konieczne, bo przyszło mu działać w niełatwych czasach. Układ sił, który ukształtował się w Europie po zjednoczeniu Niemiec w latach 70. XIX wieku, był dla Polaków absolutnie niekorzystny.
Wydawało się wręcz, że sytuacja jest patowa. Na scenie europejskiej dominowały trzy państwa zaborcze i znajdowały się one po przeciwnych stronach barykady. Istniało więc duże prawdopodobieństwo, że niezależnie od tego, jak potoczy się ewentualny konflikt europejski, to i tak któreś z nich będzie dyktowało warunki pokoju. Nikt nie miał złudzeń, że nie będą one korzystne dla Polski, bo godząc się na jej niepodległość, zaborca musiałby zaakceptować własną stratę. Piłsudski uważał, że jedyną szansą dla Polski jest zanegowanie dotychczasowego ładu europejskiego, wywrócenie go do góry nogami. Dlatego właśnie związał się z socjalizmem.
Czy to była jego jedyna motywacja? Pojawiają się czasem opinie, że Piłsudski w gruncie rzeczy nie był socjalistą, że traktował socjalizm wyłącznie jako środek do celu.
Rzeczywiście można usłyszeć takie głosy, ale nie są one poważne. Jak człowiek, który przez kilkanaście lat angażował się w pracę Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS), wielokrotnie narażając przy tym życie, mógł nie być socjalistą? To absurdalna teza, wymyślona przez endecję i utrwalona w późniejszych latach przez komunistyczną propagandę. Prawdą jest jednak to, że Piłsudskiego do ruchu socjalistycznego nie przyciągała motywacja socjalna. W XIX wieku na ziemiach polskich, jak i w całej Europie, odgrywała ona niemałą rolę, dużo mówiło się o konieczności poprawy statusu robotników, losu ludzi wyzyskiwanych. To wtedy Karol Marks pisał o teorii wyzysku czy dominacji klas posiadających nad wyzyskiwanymi. Idee socjalne padały więc wówczas w Europie na podatny grunt.
Dla Piłsudskiego nie były one jednak główną motywacją dla działań w PPS-ie. Dla niego socjalizm był atrakcyjny, bo w jego ocenie dawał jedyną szansę, żeby wywrócić do góry nogami dotychczasowy układ sił, sankcjonujący rozbiory Polski. Dlatego też – pragmatycznie – zaangażował się w działania tego ugrupowania, dość szybko sięgnął również po przywództwo.
Rzeczywiście można usłyszeć takie głosy, ale nie są one poważne. Jak człowiek, który przez kilkanaście lat angażował się w pracę Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS), wielokrotnie narażając przy tym życie, mógł nie być socjalistą? To absurdalna teza, wymyślona przez endecję i utrwalona w późniejszych latach przez komunistyczną propagandę. Prawdą jest jednak to, że Piłsudskiego do ruchu socjalistycznego nie przyciągała motywacja socjalna. W XIX wieku na ziemiach polskich, jak i w całej Europie, odgrywała ona niemałą rolę, dużo mówiło się o konieczności poprawy statusu robotników, losu ludzi wyzyskiwanych. To wtedy Karol Marks pisał o teorii wyzysku czy dominacji klas posiadających nad wyzyskiwanymi. Idee socjalne padały więc wówczas w Europie na podatny grunt.
Dla Piłsudskiego nie były one jednak główną motywacją dla działań w PPS-ie. Dla niego socjalizm był atrakcyjny, bo w jego ocenie dawał jedyną szansę, żeby wywrócić do góry nogami dotychczasowy układ sił, sankcjonujący rozbiory Polski. Dlatego też – pragmatycznie – zaangażował się w działania tego ugrupowania, dość szybko sięgnął również po przywództwo.
Wywrócenie do góry nogami porządku światowego, ogólnoeuropejska rewolucja – to też podniosłe hasła.
Tak, najlepszym sprawdzianem tego, jak mogą wyglądać w praktyce, była rewolucja, która ogarnęła Rosję w 1905 roku. Piłsudski bacznie ją obserwował i doznał wielkiego rozczarowania. Zrozumiał, że robotnicze zaplecze PPS bardziej ceni sobie kwestie socjalne niż sprawę niepodległości. Partia zaczęła też ewoluować i szukać rozwiązań dla Polski w ramach demokratyzującej się Rosji. Dla Piłsudskiego to było absolutnie nie do przyjęcia. Od najmłodszych lat niezmiennie żywił bowiem jedno przekonanie – rosyjskiego zaborcę uważał za głównego i śmiertelnego wroga Polski. I nie miało dla niego znaczenia, czy chodzi o Rosję białą, czy czerwoną, obstającą przy carskich tradycjach czy modernizującą się. Był głęboko przekonany o tym, że nigdy nie wyzbędzie się ona swoich imperialnych dążeń, nie porzuci ekspansjonistycznej polityki, także wobec Polaków.
Był to więc dla niego otrzeźwiający moment. Od tego czasu już nie stawiał na rewolucję w Rosji i w Europie – największe nadzieje pokładał w światowym konflikcie. Wtedy już pojawiało się coraz więcej znaków sugerujących, że prędzej czy później do niego dojdzie. A był on o tyle istotny, że po raz pierwszy od stu lat zaborcy mieli stanąć zbrojnie przeciwko sobie. Piłsudski uważał, że trzeba wykorzystać tę okazję do tego, by jak najwięcej uzyskać dla Polski. Dlatego zabrał się do tworzenia polskich kadr wojskowych.
Tak, najlepszym sprawdzianem tego, jak mogą wyglądać w praktyce, była rewolucja, która ogarnęła Rosję w 1905 roku. Piłsudski bacznie ją obserwował i doznał wielkiego rozczarowania. Zrozumiał, że robotnicze zaplecze PPS bardziej ceni sobie kwestie socjalne niż sprawę niepodległości. Partia zaczęła też ewoluować i szukać rozwiązań dla Polski w ramach demokratyzującej się Rosji. Dla Piłsudskiego to było absolutnie nie do przyjęcia. Od najmłodszych lat niezmiennie żywił bowiem jedno przekonanie – rosyjskiego zaborcę uważał za głównego i śmiertelnego wroga Polski. I nie miało dla niego znaczenia, czy chodzi o Rosję białą, czy czerwoną, obstającą przy carskich tradycjach czy modernizującą się. Był głęboko przekonany o tym, że nigdy nie wyzbędzie się ona swoich imperialnych dążeń, nie porzuci ekspansjonistycznej polityki, także wobec Polaków.
Był to więc dla niego otrzeźwiający moment. Od tego czasu już nie stawiał na rewolucję w Rosji i w Europie – największe nadzieje pokładał w światowym konflikcie. Wtedy już pojawiało się coraz więcej znaków sugerujących, że prędzej czy później do niego dojdzie. A był on o tyle istotny, że po raz pierwszy od stu lat zaborcy mieli stanąć zbrojnie przeciwko sobie. Piłsudski uważał, że trzeba wykorzystać tę okazję do tego, by jak najwięcej uzyskać dla Polski. Dlatego zabrał się do tworzenia polskich kadr wojskowych.
Najczęściej Piłsudski przedstawiany jest w mundurze,
w otoczeniu wojskowych, sam również dbał o taki wizerunek. Był bardziej żołnierzem czy politykiem?
Zdecydowanie politykiem, ale faktycznie bardzo zależało mu na wojskowym wizerunku. Jego przeciwnicy nie raz mu to wytykali – że uważa się za wojskowego, a nie ma do tego żadnych formalnych podstaw, nie skończył żadnej szkoły oficerskiej. I rzeczywiście tak było, Piłsudski był samoukiem – ale niezwykle skutecznym, miał ogromny talent.
Sprawdził się jako dowódca szczebla taktycznego w czasie pierwszej wojny światowej, jako komendant I Brygady Legionów Polskich, ale przede wszystkim jako naczelny wódz, tocząc z Rosją Sowiecką w latach 1919-1921 wojnę o wszystko. Nie był więc zdecydowanie ignorantem w kwestii wojskowości. Jego brak wykształcenia w tym kierunku był po części wynikiem specyficznej sytuacji państwa polskiego pod zaborami. Kariery oficerskiej nie dało się bowiem zrobić inaczej, jak poprzez służbę w armii zaborczej, a to było bardzo źle postrzegane w polskim społeczeństwie – niemalże jako wyraz apostazji narodowej.
w otoczeniu wojskowych, sam również dbał o taki wizerunek. Był bardziej żołnierzem czy politykiem?
Zdecydowanie politykiem, ale faktycznie bardzo zależało mu na wojskowym wizerunku. Jego przeciwnicy nie raz mu to wytykali – że uważa się za wojskowego, a nie ma do tego żadnych formalnych podstaw, nie skończył żadnej szkoły oficerskiej. I rzeczywiście tak było, Piłsudski był samoukiem – ale niezwykle skutecznym, miał ogromny talent.
Sprawdził się jako dowódca szczebla taktycznego w czasie pierwszej wojny światowej, jako komendant I Brygady Legionów Polskich, ale przede wszystkim jako naczelny wódz, tocząc z Rosją Sowiecką w latach 1919-1921 wojnę o wszystko. Nie był więc zdecydowanie ignorantem w kwestii wojskowości. Jego brak wykształcenia w tym kierunku był po części wynikiem specyficznej sytuacji państwa polskiego pod zaborami. Kariery oficerskiej nie dało się bowiem zrobić inaczej, jak poprzez służbę w armii zaborczej, a to było bardzo źle postrzegane w polskim społeczeństwie – niemalże jako wyraz apostazji narodowej.
W zaborze austriackim wyglądało to nieco inaczej, ale wciąż nie było dowodem polskiego patriotyzmu – bo w końcu oficer musiał złożyć przysięgę lojalności cesarzowi. A Piłsudski chciał być lojalny tylko wobec Polski. Dlatego sztuki wojskowej uczył się sam. Paradoksalnie te zarzuty można jednak obrócić w atut – bo sam, bez żadnej uczelni, doszedł do ogromnej wprawy, był naprawdę świetnym wojskowym.
A jakim był politykiem?
Zależy, czy mówimy o Piłsudskim przed, czy po zamachu majowym, bo to diametralna różnica. Przed zamachem był na pewno politykiem niezwykle skutecznym. Choć Ojców Niepodległości było więcej, Piłsudski stał się głównym architektem odrodzonego państwa. Stanął też na jego czele – najpierw jako Tymczasowy Naczelnik Państwa, później już z nominacji Sejmu Ustawodawczego jako Naczelnik Państwa. Był też naczelnym wodzem, a więc sprawował dwa najważniejsze urzędy.
Był głęboko przekonany, że jeśli Polska ma być silna, to musi być oparta na fundamencie wolności i demokracji – i na nim rzeczywiście zbudowano II Rzeczpospolitą. W jej zasadach ustrojowych znalazło się kilka rozwiązań najbardziej postępowych w ówczesnej Europie. Przykład? Wystarczy spojrzeć choćby na ordynację wyborczą, wprowadzającą m.in. prawa wyborcze dla kobiet. Nowoczesny był również ustrój państwa zapożyczony z demokratycznej Francji, ustanowiony małą konstytucją z lutego 1919 roku i potwierdzony konstytucją z marca 1921 roku. Za wszystkimi tymi rozwiązaniami stał Piłsudski. Był on autentycznym i szczerym demokratą, uważał, że jest to warunek do stworzenia silnej, bezpiecznej Polski.
Zależy, czy mówimy o Piłsudskim przed, czy po zamachu majowym, bo to diametralna różnica. Przed zamachem był na pewno politykiem niezwykle skutecznym. Choć Ojców Niepodległości było więcej, Piłsudski stał się głównym architektem odrodzonego państwa. Stanął też na jego czele – najpierw jako Tymczasowy Naczelnik Państwa, później już z nominacji Sejmu Ustawodawczego jako Naczelnik Państwa. Był też naczelnym wodzem, a więc sprawował dwa najważniejsze urzędy.
Był głęboko przekonany, że jeśli Polska ma być silna, to musi być oparta na fundamencie wolności i demokracji – i na nim rzeczywiście zbudowano II Rzeczpospolitą. W jej zasadach ustrojowych znalazło się kilka rozwiązań najbardziej postępowych w ówczesnej Europie. Przykład? Wystarczy spojrzeć choćby na ordynację wyborczą, wprowadzającą m.in. prawa wyborcze dla kobiet. Nowoczesny był również ustrój państwa zapożyczony z demokratycznej Francji, ustanowiony małą konstytucją z lutego 1919 roku i potwierdzony konstytucją z marca 1921 roku. Za wszystkimi tymi rozwiązaniami stał Piłsudski. Był on autentycznym i szczerym demokratą, uważał, że jest to warunek do stworzenia silnej, bezpiecznej Polski.
W 1926 roku zmienił zdanie?
Dość szybko rozczarował się demokracją. Na tym polega największy paradoks – ojciec polskiej demokracji sam stał się jej zabójcą. Zamach majowy z 1926 roku był autorytarnym przewrotem wymierzonym w legalne władze Rzeczpospolitej. Nie ma żadnego znaczenia, że ówczesny rząd centroprawicy miał własną wizję państwa limitującą pewne rozwiązania wolnościowe – bo miał mandat wyborców. Trudno więc znaleźć jakiekolwiek usprawiedliwienie dla zamachu stanu dokonanego przez Piłsudskiego.
Po nim Rzeczpospolita coraz bardziej ewoluowała w kierunku autorytarnym, by w czasach wielkiego kryzysu gospodarczego, gdy rządzącym piłsudczykom groziła utrata władzy, zamienić się w otwartą dyktaturę. Z demokraty Piłsudski zmienił się w autokratę. Najpewniej było to wynikiem jego dramatycznych poszukiwań siły dla Polski. Widząc, jak ona funkcjonuje, doszedł do wniosku, że demokracja się nie sprawdza i trzeba sięgnąć po rozwiązanie autorytarne. Dramat Piłsudskiego i jego zwolenników polegał na tym, że autorytaryzm ani trochę państwu nie pomógł.
Często mówi się, że takie były wtedy czasy, że w obliczu szalejącego kryzysu gospodarczego Europę ogarniały tendencje autokratyczne. Może to więc szerszy trend?
Owszem, była taka tendencja. O ile po zakończeniu I wojny światowej na kontynencie europejskim nastąpiła fala demokratyzacji – sam wynik konfliktu interpretowano jako triumf demokracji nad autorytaryzmem – o tyle już po paru latach nadciągnął nań wicher autorytaryzmu. W tym kontekście to, co działo się w II Rzeczpospolitej, nie było typowo polską specyfiką. W wielu europejskich krajach, które po I wojnie światowej budowały lub odbudowywały swoją państwowość – od Finlandii, przez Estonię, Łotwę, Litwę, Rumunię, Czechosłowację, Węgry, Austrię, po Bułgarię, Jugosławię i Albanię – dochodziło wówczas do przewrotów.
Nie oznacza to jednak, że w Polsce też tak musiało być. Najlepszym dowodem na to jest Czechosłowacja. Udało jej się uchronić przed autorytarnymi prądami. Zapewne nie bez znaczenia był fakt, że pod względem rozwoju gospodarczego znajdowała się w wyraźnie lepszej pozycji od wielu wymienionych wcześniej państw. Trudno jednak złą kondycję gospodarczą uznać za usprawiedliwienie dla totalitarnych przewrotów, zwłaszcza patrząc na to, jaki koszmar ściągnęły one na Europę.
Owszem, była taka tendencja. O ile po zakończeniu I wojny światowej na kontynencie europejskim nastąpiła fala demokratyzacji – sam wynik konfliktu interpretowano jako triumf demokracji nad autorytaryzmem – o tyle już po paru latach nadciągnął nań wicher autorytaryzmu. W tym kontekście to, co działo się w II Rzeczpospolitej, nie było typowo polską specyfiką. W wielu europejskich krajach, które po I wojnie światowej budowały lub odbudowywały swoją państwowość – od Finlandii, przez Estonię, Łotwę, Litwę, Rumunię, Czechosłowację, Węgry, Austrię, po Bułgarię, Jugosławię i Albanię – dochodziło wówczas do przewrotów.
Nie oznacza to jednak, że w Polsce też tak musiało być. Najlepszym dowodem na to jest Czechosłowacja. Udało jej się uchronić przed autorytarnymi prądami. Zapewne nie bez znaczenia był fakt, że pod względem rozwoju gospodarczego znajdowała się w wyraźnie lepszej pozycji od wielu wymienionych wcześniej państw. Trudno jednak złą kondycję gospodarczą uznać za usprawiedliwienie dla totalitarnych przewrotów, zwłaszcza patrząc na to, jaki koszmar ściągnęły one na Europę.
Jak społeczeństwo polskie zareagowało na przewrót majowy?
Znaczna część społeczeństwa poparła Piłsudskiego, ale wynikało to z dużego nieporozumienia. Zamach majowy był postrzegany przez społeczeństwo polskie i opinię międzynarodową jako przewrót lewicy wymierzony w autorytarną prawicę. Tymczasem było zupełnie odwrotnie. Owszem, Piłsudskiego poparła lewica. Jej środowisko, zdominowane głównie przez dwa ugrupowania – Polską Partię Socjalistyczną i Polskie Stronnictwo Ludowe „Wyzwolenie” – za głównego swojego wroga postrzegało endecję. Przyłączyło się więc do zamachu Marszałka z pobudek ideowych, licząc na to, że po dojściu do władzy będzie on realizował postulaty lewicowe, pogłębiał demokrację w kraju. To było oczywiście błędne myślenie.
Piłsudskiemu nie chodziło o realizowanie polityki lewicowej, on po prostu szukał autorytarnych środków. Gdy lewica to zrozumiała, natychmiast przeszła do opozycji. Po czterech latach głównym wrogiem Piłsudskiego nie była już endecja, lecz socjaliści i lewicowi ludowcy.
Znaczna część społeczeństwa poparła Piłsudskiego, ale wynikało to z dużego nieporozumienia. Zamach majowy był postrzegany przez społeczeństwo polskie i opinię międzynarodową jako przewrót lewicy wymierzony w autorytarną prawicę. Tymczasem było zupełnie odwrotnie. Owszem, Piłsudskiego poparła lewica. Jej środowisko, zdominowane głównie przez dwa ugrupowania – Polską Partię Socjalistyczną i Polskie Stronnictwo Ludowe „Wyzwolenie” – za głównego swojego wroga postrzegało endecję. Przyłączyło się więc do zamachu Marszałka z pobudek ideowych, licząc na to, że po dojściu do władzy będzie on realizował postulaty lewicowe, pogłębiał demokrację w kraju. To było oczywiście błędne myślenie.
Piłsudskiemu nie chodziło o realizowanie polityki lewicowej, on po prostu szukał autorytarnych środków. Gdy lewica to zrozumiała, natychmiast przeszła do opozycji. Po czterech latach głównym wrogiem Piłsudskiego nie była już endecja, lecz socjaliści i lewicowi ludowcy.
Jak silna była ta opozycja?
Z czasem się umacniała, czemu sprzyjała bez wątpienia trudna sytuacja wewnętrzna. Polskę szczególnie mocno dotknął wielki światowy kryzys gospodarczy z lat 1929-1935, który zataczał coraz szersze kręgi, prowadził do pauperyzacji społeczeństwa. Ludziom żyło się coraz ciężej. Kogo mieli o to oskarżać? Oczywiście rząd. Dla opozycji to był wiatr w żagle – na fali niezadowolenia społecznego zyskiwała na znaczeniu. Piłsudski to widział. Obawiał się, że trzymając się demokratycznych rozwiązań, straci władzę, więc postanowił temu zapobiec.
Doprowadził do rozwiązania Sejmu i zarządził nowe wybory, które nie miały nic wspólnego z demokratycznymi standardami. Towarzyszyła im fala represji wobec przywódców, działaczy i kandydatów demokratycznej opozycji – wielu jej liderów trafiło do więzienia wojskowego w Brześciu. Aresztowanych zostało ponad 80 dotychczasowych posłów i senatorów, unieważniono też co czwartą listę opozycyjną. Ostrze represji wymierzone było nie tyle w endecję, tradycyjnego przeciwnika Piłsudskiego, ile w lewicę, która głośno protestowała przeciwko jego autorytarnym rządom.
Z czasem się umacniała, czemu sprzyjała bez wątpienia trudna sytuacja wewnętrzna. Polskę szczególnie mocno dotknął wielki światowy kryzys gospodarczy z lat 1929-1935, który zataczał coraz szersze kręgi, prowadził do pauperyzacji społeczeństwa. Ludziom żyło się coraz ciężej. Kogo mieli o to oskarżać? Oczywiście rząd. Dla opozycji to był wiatr w żagle – na fali niezadowolenia społecznego zyskiwała na znaczeniu. Piłsudski to widział. Obawiał się, że trzymając się demokratycznych rozwiązań, straci władzę, więc postanowił temu zapobiec.
Doprowadził do rozwiązania Sejmu i zarządził nowe wybory, które nie miały nic wspólnego z demokratycznymi standardami. Towarzyszyła im fala represji wobec przywódców, działaczy i kandydatów demokratycznej opozycji – wielu jej liderów trafiło do więzienia wojskowego w Brześciu. Aresztowanych zostało ponad 80 dotychczasowych posłów i senatorów, unieważniono też co czwartą listę opozycyjną. Ostrze represji wymierzone było nie tyle w endecję, tradycyjnego przeciwnika Piłsudskiego, ile w lewicę, która głośno protestowała przeciwko jego autorytarnym rządom.
Mimo to Piłsudski został pożegnany jako bohater.
Tak, na jego pogrzeb przybyły miliony Polaków. Żegnali go w głębokim żalu w przekonaniu, że odszedł wielki człowiek, i wśród wielu obaw. Widzieli, że sytuacja na arenie międzynarodowej mocno się komplikuje, że nad Europą gromadzą się czarne chmury, a Polska straciła przywódcę, który jej przewodził w najbardziej burzliwym okresie. Pojawiło się poczucie, że nikt go nie zastąpi, i w tym opinia publiczna rzeczywiście się nie pomyliła – tak w obozie sanacyjnym, jak i w szeregach opozycji zabrakło silnego przywódcy, który byłby w stanie stawić czoła śmiertelnemu zagrożeniu, z jakim przyszło zmierzyć się Polsce. W społeczeństwie pojawiło się więc autentyczne poruszenie.
Absolutnie nie oznacza to jednak, że tłumy na pogrzebie Piłsudskiego były wyrazem poparcia dla jego działań po zamachu majowym. One były przede wszystkim dowodem uznania dla jego zasług z okresu walki o niepodległość, budowy odrodzonej Polski. Były one bezsprzeczne, dlatego na pogrzebie Piłsudskiego zjawili się też jego zagorzali przeciwnicy polityczni z okresu po 1926 r.
Tak, na jego pogrzeb przybyły miliony Polaków. Żegnali go w głębokim żalu w przekonaniu, że odszedł wielki człowiek, i wśród wielu obaw. Widzieli, że sytuacja na arenie międzynarodowej mocno się komplikuje, że nad Europą gromadzą się czarne chmury, a Polska straciła przywódcę, który jej przewodził w najbardziej burzliwym okresie. Pojawiło się poczucie, że nikt go nie zastąpi, i w tym opinia publiczna rzeczywiście się nie pomyliła – tak w obozie sanacyjnym, jak i w szeregach opozycji zabrakło silnego przywódcy, który byłby w stanie stawić czoła śmiertelnemu zagrożeniu, z jakim przyszło zmierzyć się Polsce. W społeczeństwie pojawiło się więc autentyczne poruszenie.
Absolutnie nie oznacza to jednak, że tłumy na pogrzebie Piłsudskiego były wyrazem poparcia dla jego działań po zamachu majowym. One były przede wszystkim dowodem uznania dla jego zasług z okresu walki o niepodległość, budowy odrodzonej Polski. Były one bezsprzeczne, dlatego na pogrzebie Piłsudskiego zjawili się też jego zagorzali przeciwnicy polityczni z okresu po 1926 r.
Z czego to wynikało? Wielu Polaków włożyło duży wkład w odrodzenie Polski, a żaden nie był żegnany w tak podniosły sposób.
Niemałą rolę odegrała w tym działalność propagandowa piłsudczyków. Przez trzynaście lat po 1926 roku byli oni u władzy. Mocno akcentowali dokonania Marszałka, spychając pozostałych Ojców Niepodległości na dalszy plan, umniejszając ich rolę w procesie odradzania Polski. To przyniosło odpowiednie skutki. Nigdy by się to jednak nie udało, gdyby nie autentyczne zasługi Piłsudskiego w walce o niepodległość. Tego w żaden sposób nie można mu odmówić. Społeczeństwo było mu wdzięczne za to, że przezwyciężył przekleństwo zaborów i doprowadził do cudu odrodzenia Polski – i to jako kraju liczącego się w Europie, bo w latach 20. i 30. XX wieku Rzeczpospolita rzeczywiście miała silną pozycję na arenie międzynarodowej. Do tego zesłanie na Syberię, aresztowanie w Magdeburgu, ale i utworzenie polskich sił zbrojnych czy zwycięstwo nad bolszewikami. To wszystko sprawiało, że już za życia Piłsudski stał się legendą.
Niemałą rolę odegrała w tym działalność propagandowa piłsudczyków. Przez trzynaście lat po 1926 roku byli oni u władzy. Mocno akcentowali dokonania Marszałka, spychając pozostałych Ojców Niepodległości na dalszy plan, umniejszając ich rolę w procesie odradzania Polski. To przyniosło odpowiednie skutki. Nigdy by się to jednak nie udało, gdyby nie autentyczne zasługi Piłsudskiego w walce o niepodległość. Tego w żaden sposób nie można mu odmówić. Społeczeństwo było mu wdzięczne za to, że przezwyciężył przekleństwo zaborów i doprowadził do cudu odrodzenia Polski – i to jako kraju liczącego się w Europie, bo w latach 20. i 30. XX wieku Rzeczpospolita rzeczywiście miała silną pozycję na arenie międzynarodowej. Do tego zesłanie na Syberię, aresztowanie w Magdeburgu, ale i utworzenie polskich sił zbrojnych czy zwycięstwo nad bolszewikami. To wszystko sprawiało, że już za życia Piłsudski stał się legendą.
Ona chyba przetrwała do dziś.
Zdecydowanie. Dzisiejsza popularność Piłsudskiego jest efektem nie tyle różnych analiz czy dywagacji historycznych, ile właśnie siły tej legendy. Legendy zawsze bardziej trafiają do wyobraźni społeczeństwa niż ustalenia badaczy. Nie bez znaczenia dla legendy Piłsudskiego była również data jego śmierci. Zmarł w 1935 roku, kiedy Polska wydawała się jeszcze silna i bezpieczna. Nie dożył 1939 roku, a więc nie sposób było obarczyć go winą za klęskę wrześniową. Mało tego – wiele osób zwykło wówczas powtarzać, że gdyby Marszałek żył, na pewno by do niej nie dopuścił. Dziś nie wiadomo, jak byłoby naprawdę, nigdy nie dowiemy się, co zrobiłby Piłsudski w 1939 roku. Dla Polaków nie miało to jednak większego znaczenia. Wręcz jeszcze bardziej wzmocniło jego legendę – do tego stopnia, że obowiązuje po dziś dzień.
Zdecydowanie. Dzisiejsza popularność Piłsudskiego jest efektem nie tyle różnych analiz czy dywagacji historycznych, ile właśnie siły tej legendy. Legendy zawsze bardziej trafiają do wyobraźni społeczeństwa niż ustalenia badaczy. Nie bez znaczenia dla legendy Piłsudskiego była również data jego śmierci. Zmarł w 1935 roku, kiedy Polska wydawała się jeszcze silna i bezpieczna. Nie dożył 1939 roku, a więc nie sposób było obarczyć go winą za klęskę wrześniową. Mało tego – wiele osób zwykło wówczas powtarzać, że gdyby Marszałek żył, na pewno by do niej nie dopuścił. Dziś nie wiadomo, jak byłoby naprawdę, nigdy nie dowiemy się, co zrobiłby Piłsudski w 1939 roku. Dla Polaków nie miało to jednak większego znaczenia. Wręcz jeszcze bardziej wzmocniło jego legendę – do tego stopnia, że obowiązuje po dziś dzień.
Rozmawiała Natalia Pochroń.