Google Arts & Culture
Artykuły
PRL 1944–1989
Historia współczesna po 1989
Kultura
Biografie
Nauczyciele
Dorośli
Licealiści
Studenci
To nie był jego krzyk, czyli rzecz o Jacku Kaczmarskim
czas czytania:
W latach 80. i 90. XX wieku jego utwory znała i śpiewała cała Polska. „Mury” stały się hymnem Solidarności i symbolem walki z reżimem komunistycznym. Jacek Kaczmarski był jednak kimś znacznie więcej niż „bardem opozycji” – był charyzmatycznym poetą, prozaikiem i kompozytorem.
Nie byłoby zapewne muzyki Kaczmarskiego bez babci Felicji. To ona zmuszała siedmioletniego Jacka do gry na pianinie, czego – jak przyznawał dużo później – szczerze nie znosił. Zgodził się jednak na ognisko muzyczne, potem na prywatne lekcje, a w końcu na szkołę muzyczną II stopnia. Postawił tylko jeden warunek – w zamian za spełnienie pragnienia babci miał dostać gitarę. I tak Kaczmarski zaczął łączyć naukę gry na pianinie z nauką akordów gitarowych. Bardzo szybko stworzył autorską technikę gry na instrumencie. Wzięła się ona stąd, że nieświadomie trzymał gitarę odwrotnie, choć nie był leworęczny. Nie zmienił przy tym ułożenia strun na gryfie, dlatego był zmuszony w inny sposób wykonywać chwyty, a to z kolei – jak z czasem zauważył – pomagało w nadawaniu specyficznego brzmienia niektórym akordom.
Nie dysponował ani wybitnym głosem, ani szczególnym talentem muzycznym. Miał natomiast rzadko spotykaną wrażliwość, która pomagała mu w zwięzłej i barwnej formie uchwycić złożone problemy, odczytywać uniwersalne motywy w wydarzeniach z przeszłości i dziełach europejskiej kultury. Dzięki temu twórczość Kaczmarskiego cechują wielowarstwowa metaforyka i liczne gry słowne, które sprawiają, że jego utwory są trudne do przetłumaczenia na obce języki.
Nie dysponował ani wybitnym głosem, ani szczególnym talentem muzycznym. Miał natomiast rzadko spotykaną wrażliwość, która pomagała mu w zwięzłej i barwnej formie uchwycić złożone problemy, odczytywać uniwersalne motywy w wydarzeniach z przeszłości i dziełach europejskiej kultury. Dzięki temu twórczość Kaczmarskiego cechują wielowarstwowa metaforyka i liczne gry słowne, które sprawiają, że jego utwory są trudne do przetłumaczenia na obce języki.
To jest dla mnie rola
Uczęszczał do renomowanego warszawskiego XV Liceum Ogólnokształcącego im. Narcyzy Żmichowskiej. Wtedy też zaczął pisać pierwsze piosenki – inspirowane twórczością Georgesa Brassensa, Boba Dylana, Wojciecha Młynarskiego, Bułata Okudżawy oraz Włodzimierza Wysockiego. To właśnie rosyjski bard najbardziej wpłynął na twórczość Kaczmarskiego. „Oglądając go [Wysockiego] po raz pierwszy «na żywo», uświadomiłem sobie, jakie wrażenie wywołuje twarz, pełna najwyższego wysiłku i ekspresji, kiedy artysta wydobywa z siebie ten niezwykły głos. Pomyślałem sobie: to jest dla mnie rola, ja chcę tak samo przeżywać to, co robię” – wspominał. Uczestnicząc w prywatnym koncercie Wysockiego w warszawskim domu reżysera Jerzego Hoffmana, młody poeta usłyszał pieśń „Polowanie na wilki”. Niedługo potem napisał własną jej wersję – „Obławę” – jeden z jego najbardziej rozpoznawalnych utworów. W okresie licealnym Kaczmarski stworzył jeszcze kilka znanych do dziś piosenek: „Wędrówkę z cieniem”, „Przypowieść o ślepcach” (wg obrazu Pietera Bruegela starszego) czy „Oblężenie”, które zostało w 1978 r. zatrzymane przez komunistyczną cenzurę. Kaczmarski, zainspirowany Witoldem Gombrowiczem, podjął też próbę napisania pierwszej powieści pt. „Szkoła korków”, która miała być buntem „przeciwko traktowaniu młodzieży jako kawałków korka unoszonych przez wodę”.
Babcia namawia wnuka
W 1975 r. Kaczmarski rozpoczął studia na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. „Inspirował się wszystkim, na co tylko zwrócił uwagę. Banalne rzeczy, które działy się obok nas, i które przechodziły, wydawało się, bez echa, dla Jacka mogły być czymś szalenie istotnym. Obserwował ludzi, niektóre rzeczy wręcz prowokował, jak choćby «Hymn wieczoru kawalerskiego», napisany na wieczór kawalerski Staśka Ledóchowskiego […], w którym wszyscy braliśmy udział” – wspominał przyjaciel Kaczmarskiego z tamtego czasu, Kazimierz Wojtaniec. Cały czas pisał i komponował. Pewnego dnia babcia Felicja natknęła się w prasie na ogłoszenie o eliminacjach do Festiwalu Piosenki Studenckiej. Namówiła wnuka, by spróbował swoich sił. Kaczmarski zaprezentował utwory: „Przybycie tytanów”, „Przedszkole” i „Obława”. Zakwalifikował się do finału w Krakowie, gdzie otrzymał pierwszą nagrodę. Wygrana otworzyła mu drzwi do dalszej kariery – od tego momentu zaczął być regularnie zapraszany na koncerty. „Myśmy dostawali, zdaje się, 150 zł za recital, to starczało praktycznie na posiłek, jednak ilość tych koncertów i pewna świadomość, że dociera się do bardzo dużej liczby ludzi, były wynagrodzeniem dla artysty” – opowiadał po latach. Niedługo później Kaczmarski otrzymał zaproszenie od Jana Pietrzaka i rozpoczął współpracę z kabaretem „Pod Egidą”. Zaczął też wspólnie tworzyć z poznanymi na FPS Przemysławem Gintrowskim i Zbigniewem Łapińskim.
To właśnie we współpracy z nimi stworzył najbardziej kompletne utwory, w których głęboka warstwa liryczna została dopełniona harmonijną linią melodyczną i skomplikowanymi niekiedy aranżacjami fortepianowymi. Styl muzyczny miał więc dla tekstu charakter ilustracyjny. „Mieliśmy jednego tekściarza – Jacka. Był to niezaprzeczalny lider grupy. I było trzech kompozytorów […]. Jacek przynosił kilkanaście swoich tekstów i trzeba było do tych tekstów napisać muzykę. A ponieważ było trzech kompozytorów i kilkanaście tekstów, to część Jacek czytał, część czytaliśmy razem… to się nazywało próba programu” – opowiadał po latach Zbigniew Łapiński. „Być może to kwestia temperamentu czy znaku Baran w zodiaku, czyli indywidualizmu i niecierpliwości. Ale jeżeli już byłem wychowywany na człowieka wśród ludzi, to na takiego z charakterem przywódczym” – przyznawał sam Kaczmarski.
To właśnie we współpracy z nimi stworzył najbardziej kompletne utwory, w których głęboka warstwa liryczna została dopełniona harmonijną linią melodyczną i skomplikowanymi niekiedy aranżacjami fortepianowymi. Styl muzyczny miał więc dla tekstu charakter ilustracyjny. „Mieliśmy jednego tekściarza – Jacka. Był to niezaprzeczalny lider grupy. I było trzech kompozytorów […]. Jacek przynosił kilkanaście swoich tekstów i trzeba było do tych tekstów napisać muzykę. A ponieważ było trzech kompozytorów i kilkanaście tekstów, to część Jacek czytał, część czytaliśmy razem… to się nazywało próba programu” – opowiadał po latach Zbigniew Łapiński. „Być może to kwestia temperamentu czy znaku Baran w zodiaku, czyli indywidualizmu i niecierpliwości. Ale jeżeli już byłem wychowywany na człowieka wśród ludzi, to na takiego z charakterem przywódczym” – przyznawał sam Kaczmarski.
Jacek Kaczmarski podczas koncertu „Wojna postu z karnawałem” w Gdańsku w 1992 roku, fot. Paweł Plenzer (Wikimedia Commons)
Bard Solidarności?
W 1980 r. na XVIII Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu wspólnie wykonali utwór „Mury” do melodii piosenki „L’Estaca”, skomponowanej w 1968 r. przez katalońskiego pieśniarza Lluísa Llacha. Piosenka – wbrew intencjom Kaczmarskiego – z marszu stała się hymnem „Solidarności” i symbolem walki z komunistycznym reżimem. Była śpiewana przez robotników podczas sierpniowych strajków, a jej refren stał się sygnałem dźwiękowym Radia „Solidarność”. „«Mury» napisałem […] jako utwór o nieufności do wszelkich ruchów masowych. Usłyszałem nagranie Lluísa Llacha i śpiewający wielotysięczny tłum i wyobraziłem sobie sytuację – jako egoista i człowiek, który ceni sobie indywidualizm w życiu – że ktoś tworzy coś bardzo pięknego, bo jest to przepiękna muzyka, przepiękna piosenka, a potem zostaje pozbawiony tego swojego dzieła, bo ludzie to przechwytują. Dzieło po prostu przestaje być własnością artysty i o tym są «Mury». I ballada ta sama siebie wywróżyła, bo z nią się to samo stało. Stała się hymnem, pieśnią ludzi i przestała być moja” – twierdził Kaczmarski. Artysta uważał też, że poruszający refren utworu: „Wyrwij murom zęby krat, zerwij kajdany, połam bat! A mury runą, runą, runą, i pogrzebią stary świat” został zrozumiany na opak. „I to, co się później stało z tą piosenką, jej popularność, jej funkcjonowanie w okresie «Solidarności», w czasie stanu wojennego, jest jakby potwierdzeniem jej treści. Czyli to nie był mój krzyk «wyrwij murom zęby krat», a raczej ja byłem tym śpiewakiem, który zostaje sam, a pieśń mnie odebrana funkcjonuje wśród ludzi” – podkreślał. „Kiedy się zamyka pracę nad pisaniem, człowiek się decyduje, żeby to wykonać publicznie, w tym momencie przestaje mieć władzę nad utworem. Oddaje się go” – dodawał.
Niezależnie od intencji Kaczmarski zaczął intensywnie koncertować w czasie kolejnych strajków i protestów. Został okrzyknięty „bardem Solidarności”. I chociaż sam bronił się później przed tym określeniem, nie tylko sympatyzował z pierwszą Solidarnością, ale został nawet jej członkiem. Po latach przyznał, że chodziło mu głównie o wolność słowa, samo zaś wstąpienie do związku było dla niego demonstracją opowiedzenia się przeciw systemowi. Z drugiej strony Kaczmarski nie rezygnował z występów organizowanych przez podmioty państwowe. Jak pisała Anna Grazi, „bard Solidarności” podpisał umowę na kilkadziesiąt koncertów ze Związkiem Socjalistycznej Młodzieży Polskiej, a z koncertu na koncert przemieszczał się czarną wołgą wypożyczoną… z Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej.
Był ogromnie zdolny
W 1980 r., po „Murach”, Kaczmarski, Gintrowski i Łapiński przedstawili kolejny projekt – „Raj” – z tematyką biblijną jako motywem przewodnim. Następny cykl – „Muzeum” – zawierał teksty inspirowane polskim malarstwem historycznym, między innymi obrazami Jacka Malczewskiego, uwielbianego przez Kaczmarskiego malarza. Motywy malarskie i biblijne wykorzystane przez muzyka okazały się w opinii wielu najbardziej dojrzałe w całej jego twórczości. Poetyckie odczytanie owych motywów przy akompaniamencie wyrazistej, trafnie dobranej warstwy melodycznej niewątpliwie ożywiało dawne dzieła i skłaniało odbiorców do refleksji na temat europejskiej kultury. Było także wyrazem poszukiwań w życiu osobistym – Kaczmarski, choć wychowany w ateistycznym domu, nieustannie zadawał pytania o sens wiary. Z Bogiem wadził się przez całe życie, co można dostrzec w wielu jego utworach. Wspólnie z Gintrowskim i Łapińskim po latach nagrali nawet dobrze przyjętą płytę zawierającą kilkanaście autorskich kolęd i pastorałek.
13 grudnia 1981 r., gdy Wojciech Jaruzelski ogłosił wprowadzenie stanu wojennego, Kaczmarski był w trasie koncertowej we Francji, zorganizowanej przez lewicowe związki zawodowe. Nie zdecydował się na powrót do kraju. „Przyznawał później, że był to dla niego szok i że po otrzymaniu tej wiadomości wraz z Andrzejem Sewerynem popłakali się. Jeszcze w dniu wprowadzenia stanu wojennego Kaczmarski udał się pod polską ambasadę w Paryżu, gdzie – tak jak to później opisał w powieści «Autoportret z kanalią» – wieszał się na bramie i krzyczał «faszyści, Gestapo»” – pisała Anna Grazi. Poeta szybko zaangażował się w prace paryskiego Komitetu Poparcia „Solidarności”. Zaczął też występować dla Polonii, część zysków przeznaczając na wspieranie podziemia w Polsce. W roku 1982 zaczął współpracować z Radiem Wolna Europa. Sam Jerzy Gierdoyc zaprotegował go Zdzisławowi Najderowi, szefowi polskiej sekcji tej rozgłośni. Przez kolejne dwa lata Kaczmarski przesyłał do RWE korespondencje ze swych podróży po świecie, by na początku 1984 r. otrzymać propozycję stałej pracy. Został członkiem redakcji Rozgłośni Polskiej RWE, prowadził audycję „Kwadrans z Kaczmarskim” i pisał komentarze polityczne dla głównego serwisu informacyjnego „Fakty. Wydarzenia. Opinie”. Przygotowywał też niektóre wydania „Panoramy dnia”. „Świetnie znał języki, miał też naturalny dar lapidarnego ujmowania tematu. Niewątpliwie rygory pracy redakcyjnej były dla niego trudne do zaakceptowania, przez co dochodziło do konfliktów. Był ogromnie zdolny, w wielu kierunkach” – mówił Najder. Kaczmarski pracował w RWE do roku 1994, kiedy to polska sekcja radia została zlikwidowana. Przez cały ten okres tworzył i nagrywał. Utwory zostały zarejestrowane w trzech programach – „Kosmopolak”, „Dzieci Hioba” i „Głupi Jasio”.
13 grudnia 1981 r., gdy Wojciech Jaruzelski ogłosił wprowadzenie stanu wojennego, Kaczmarski był w trasie koncertowej we Francji, zorganizowanej przez lewicowe związki zawodowe. Nie zdecydował się na powrót do kraju. „Przyznawał później, że był to dla niego szok i że po otrzymaniu tej wiadomości wraz z Andrzejem Sewerynem popłakali się. Jeszcze w dniu wprowadzenia stanu wojennego Kaczmarski udał się pod polską ambasadę w Paryżu, gdzie – tak jak to później opisał w powieści «Autoportret z kanalią» – wieszał się na bramie i krzyczał «faszyści, Gestapo»” – pisała Anna Grazi. Poeta szybko zaangażował się w prace paryskiego Komitetu Poparcia „Solidarności”. Zaczął też występować dla Polonii, część zysków przeznaczając na wspieranie podziemia w Polsce. W roku 1982 zaczął współpracować z Radiem Wolna Europa. Sam Jerzy Gierdoyc zaprotegował go Zdzisławowi Najderowi, szefowi polskiej sekcji tej rozgłośni. Przez kolejne dwa lata Kaczmarski przesyłał do RWE korespondencje ze swych podróży po świecie, by na początku 1984 r. otrzymać propozycję stałej pracy. Został członkiem redakcji Rozgłośni Polskiej RWE, prowadził audycję „Kwadrans z Kaczmarskim” i pisał komentarze polityczne dla głównego serwisu informacyjnego „Fakty. Wydarzenia. Opinie”. Przygotowywał też niektóre wydania „Panoramy dnia”. „Świetnie znał języki, miał też naturalny dar lapidarnego ujmowania tematu. Niewątpliwie rygory pracy redakcyjnej były dla niego trudne do zaakceptowania, przez co dochodziło do konfliktów. Był ogromnie zdolny, w wielu kierunkach” – mówił Najder. Kaczmarski pracował w RWE do roku 1994, kiedy to polska sekcja radia została zlikwidowana. Przez cały ten okres tworzył i nagrywał. Utwory zostały zarejestrowane w trzech programach – „Kosmopolak”, „Dzieci Hioba” i „Głupi Jasio”.
Wstawał o szóstej rano
i siadał do pisania
W pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych Kaczmarski często przebywał i koncertował w Polsce. „Kochał publiczność, która zwłaszcza w czasach przemian traktowała jego występy jako manifestacje polityczne. On potrafił pojechać na koncert, gdzie w sali było dziesięć osób. Jechał tam i śpiewał przez dwie godziny” – mówił Przemysław Gintrowski. Trio Kaczmarski, Gintrowski, Łapiński współpracowało jeszcze przy płytach „Wojna postu z karnawałem” z 1993 r. i wydaną rok później „Sarmatią”. Pierwsza z nich była twórczym odczytaniem rzeczywistości w Polsce czasu transformacji ustrojowej, w tym sporów w obozie władzy, przez pryzmat dzieł nowożytnych malarzy i burzliwych wydarzeń w dziejach Europy. Tytułowa „Wojna postu z karnawałem” jest więc wykorzystaniem obrazu niderlandzkiego malarza Pietera Bruegela jako ilustracji dla konfliktu między Lechem Wałęsą a Tadeuszem Mazowieckim. „Sarmatia” to z kolei projekt podejmujący dyskusję o historii Polski przedrozbiorowej, momentów chwały, a także tych mniej chlubnych, które z całą mocą piętnował. Przeszłość miała być drogowskazem i jednocześnie przestrogą dla współczesnych.
„On pracował zawsze i wszędzie. Na wyjazdach potrafił wstać o szóstej rano i siadał do pisania” – podkreślał Gintrowski. W 1994 r. Kaczmarski opublikował swą pierwszą powieść „Autoportret z kanalią”, opowiadającą o losach dwóch studentów warszawskiej polonistyki – Daniela Błowskiego i Jacka Kaczmarskiego – zaangażowanych w działalność opozycyjną. „Usiłowałem w tej książce, oprócz konwencji literackiej, umieścić cały zestaw swoich najbardziej prywatnych klęsk i przeżyć. Nie ukrywam, nie byłem pewny, czy jest to rzeczywiście droga, która wiedzie do samouwolnienia się od wszystkich przeszłych obciążeń i do nazwania siebie publicznie po raz któryś z rzędu w nowy sposób” – tłumaczył. Rok później zdecydował się wraz z rodziną zamieszkać w Australii, niedaleko Perth. Krótko przed odlotem udzielił Grażynie Preder wywiadu, który został wydany jako książka „Pożegnanie barda”. Wspominał w niej m.in. o swoim pochodzeniu żydowskim, zmaganiach z alkoholizmem i kontaktach z kobietami. O pracy twórczej w tym okresie mówił:
Przez ostatnie pięć lat zrobiłem więcej niż przez poprzednie dwadzieścia. Australia wpływa kojąco i daje dystans niezbędny do pisania. Wyjechałem nie po to, żeby pisać piosenki o aborygenach, czego czasem ludzie ode mnie oczekują, tylko po to, żeby stamtąd patrzeć na Europę”. „Australia to jedyny sen w moim 40-letnim życiu, który przetrwał. Stała się dla mnie miejscem, gdzie mogłem sobie stworzyć taki jak chciałem warsztat myślenia, warunki pracy. Tam moja twórczość przestała być reakcją na to, co przynosi świat, a stała się wyszukiwaniem czy wydłubywaniem z samego siebie tego, co najistotniejsze, co trwałe, a nie koniunkturalne lub związane z kontekstami politycznymi.
W roku 2001 poeta obchodził dwudziestopięciolecie pracy twórczej, co upamiętnił płytą „Dwadzieścia (5) lat później”, tytułem nawiązując jednocześnie do dwudziestolecia „Solidarności”. Rok później wykryto u niego raka przełyku w zaawansowanym stadium. Kaczmarski zdecydował się na kosztowną i skomplikowaną terapię w Austrii, wierząc, że uniknie operacji, która trwale uszkodziłaby mu struny głosowe. Musiał się poddać zabiegowi tracheotomii, a na początku 2004 r. całkowicie stracił głos. Dopiero na łożu śmierci przyjął chrzest. Po dwóch latach walki z chorobą Kaczmarski zmarł w jednym z gdańskich szpitali w Wielką Sobotę 10 kwietnia 2004 r.
Jan Hlebowicz