Jedna z najważniejszych powieściopisarek polskiego pozytywizmu. Nowoczesna i przywiązana do wartości patriotycznych. Eliza Orzeszkowa udowodniła, że walka o prawa kobiet i niepodległość to w istocie ta sama bitwa. W 1905 roku była po raz pierwszy nominowana do literackiej Nagrody Nobla i ostatecznie przegrała z Henrykiem Sienkiewiczem. Część członków Komitetu Noblowskiego skłaniała się nawet ku rozdzieleniu nagrody między obojga pisarzy.
Eliza Pawłowska przyszła na świat 6 czerwca 1841 roku w Milkowszczyźnie niedaleko Grodna. Pochodziła z zamożnej rodziny szlacheckiej o głębokich tradycjach intelektualnych. Jej ojciec, Benedykt Pawłowski, był adwokatem grodzieńskim i człowiekiem o szerokich horyzontach – wolnomularzem, właścicielem imponującej biblioteki oraz galerii obrazów. To po nim Eliza odziedziczyła nie tylko zamiłowanie do lektury, ale także pewien rodzaj racjonalizmu, który później stał się fundamentem jej pozytywistycznego światopoglądu.
Dzieciństwo Elizy było jednak naznaczone wczesną stratą. Śmierć ojca, gdy miała zaledwie trzy lata, zamknęła etap beztroski. Wychowywana przez matkę i babkę w konserwatywnym, kobiecym kręgu, była przygotowywana do tradycyjnej roli „panny z dobrego domu”. Jej wykształcenie, odebrane w elitarnym warszawskim pensjonacie sióstr sakramentek, skupiało się na nauce języków, muzyce i etykiecie – umiejętnościach, które miały uczynić z niej błyszczącą na salonach mężatkę, a nie samodzielną myślicielkę. To właśnie tam, na pensji u sakramentek poznała Marię Wasiłkowską (później Konopnicką), z którą przyjaźniła się do końca życia, choć znajomość ta była naznaczona nutą rywalizacji.
Pochodzenie Orzeszkowej miało kluczowe znaczenie dla jej późniejszej twórczości. To właśnie z Milkowszczyzny wyniosła głęboką miłość do nadniemeńskiej przyrody, którą tak plastycznie opisywała w „Nad Niemnem”. Jednocześnie jej ziemiańskie korzenie stały się dla niej wyzwaniem; jako dorosła pisarka musiała przełamać klasowe uprzedzenia własnego środowiska, by dostrzec krzywdę chłopów czy wyobcowanie Żydów. Urodzona jako szlachcianka, Eliza Orzeszkowa całe życie pracowała na to, by stać się obywatelką, dla której ważniejszy od herbu był wkład w budowę nowoczesnego społeczeństwa.
Miłość z obowiązku
W 1858 roku, mając zaledwie siedemnaście lat, Eliza Pawłowska poślubiła Piotra Orzeszkę, bogatego ziemianina z Polesia, starszego od niej o dwadzieścia lat. Zgodnie z duchem epoki, nie było to małżeństwo z namiętności, lecz układ familijno-majątkowy, w którym młoda kobieta miała pełnić rolę reprezentacyjnej pani domu w Ludwinowie. Orzeszkowa, wychowana na francuskich romansach i marzeniach o intelektualnym partnerstwie, szybko zderzyła się z mentalnością męża – człowieka poczciwego, którego horyzonty kończyły się jednak na gospodarstwie i sąsiedzkich wizytach.
Ludwinów stał się dla niej złotą klatką. Podczas gdy mąż oddawał się rozrywkom typowym dla wiejskiej szlachty, Eliza desperacko szukała sensu w samokształceniu. To właśnie wtedy, z nudów i poczucia egzystencjalnej pustki, zaczęła tworzyć swoją bibliotekę i prowadzić szkołę dla wiejskich dzieci, co budziło niezrozumienie ze strony małżonka. Ten brak duchowego porozumienia stał się fundamentem jej późniejszej krytyki tradycyjnego modelu małżeństwa. Orzeszkowa zrozumiała, że bez wspólnoty idei związek staje się dla kobiety formą niewoli sankcjonowanej prawem, a dom – przestrzenią powolnej degradacji kobiety. Doświadczenie to ukształtowało jej postulat „małżeństwa z wyboru”, opartego na przyjaźni, który później tak żarliwie propagowała w swojej publicystyce.
Drzeworyt Aleksandra Regulskiego przedstawiający Elizę Orzeszkową, 1876 r. (Polona)
Duch powstania styczniowego
W przeciwieństwie do Elizy, Piotr Orzeszko nie podzielał powstańczego entuzjazmu. Jako człowiek dojrzały i pragmatyczny, patrzył na zryw z dużą dozą sceptycyzmu i lęku o los rodowego majątku. Nie wierzył w powodzenie partyzanckiej walki z potęgą imperium. Jednak to on poniósł konsekwencje udzielenia schronienia wyczerpanemu dyktatorowi powstania, Romualdowi Trauguttowi. Przybył do Ludwinowa jako dowódca oddziału kobryńskiego, będąc u kresu sił fizycznych. Przez kilka tygodni dwór Orzeszków stał się jego tajnym azylem i sztabem. Choć Piotr wiedział, że ryzykuje wszystkim, nie wydał gościa i milcząco zaakceptował rolę, jaką narzuciła mu sytuacja.
Gdy Traugutt wrócił do sił, w lipcu 1863 roku Orzeszkowa odwiozła go swoim powozem do granic Królestwa. Podczas gdy Eliza uniknęła bezpośrednich represji po rewizji w Ludwinowie, Piotr został aresztowany i po ciężkim śledztwie skazany na konfiskatę majątku oraz dożywotnie zesłanie do guberni permskiej. To on zapłacił najwyższą cenę za „gościnność” Ludwinowa – stracił wszystko: dom, pozycję i ojczyznę. Fakt, że Eliza nie zdecydowała się towarzyszyć mu na Syberię, dopełnił jego osobistego dramatu. Było to jednocześnie jej ostateczne zerwanie z „miłością z obowiązku” na rzecz wolności osobistej, bez której – jak sądziła – nie mogłaby zostać pisarką.
Sama po latach dość twardo tłumaczyła swoją decyzję: nie kochała męża, choć ta postawa była jej wyrzutem sumienia w późniejszych latach. Nie tylko porzuciła Piotra, ale zamierzała też żyć na własny rachunek. Jeszcze gdy ten przebywał na katordze, Eliza rozpoczęła starania o unieważnienie małżeństwa. Piotr powrócił z zesłania w 1867 roku i przez kolejne lata, pozbawiony majątku, żył w ubóstwie. Gdy zmarł w 1874 roku, jego była już żona nie pojawiła się nawet na pogrzebie. Towarzyszył temu prawdziwy skandal. Romansowała wówczas z lekarzem Zygmuntem Święcickim, młodszym o siedemnaście lat dziennikarzem Janem Gadomskim, a potem związała się z żonatym adwokatem z Grodna, Stanisławem Nahorskim. Dość powiedzieć, że ten ostatni opiekował się wówczas chorą żoną, co wzmacniało negatywne opinie o postawie moralnej pisarki.
Po śmierci żony Nahorski wziął ślub z Orzeszkową, jednak małżeństwo trwało zaledwie trzy lata, przerwała je śmierć Nahorskiego. Orzeszkowa przeżyła jeszcze kilkanaście lat, jednak i w tym czasie targały nią namiętności do kilku młodszych mężczyzn.
Zielniczek Elizy Orzeszkowej z kwiatami nadniemeńskimi dedykowany przez pisarkę „panu Ryszardowi” w Poniemuniu w 1890 r. (Polona)
„Nad Niemnem” – epos Grodzieńszczyzny
W swoim najważniejszym dziele, powieści „Nad Niemnem” opublikowanej w formie książkowej w 1888 roku, Orzeszkowa przedstawiła panoramę polskiego społeczeństwa drugiej połowy XIX wieku. Autorka podjęła się karkołomnego zadania: chciała uleczyć traumę powstania styczniowego poprzez kult codziennego trudu. W centrum powieści postawiła dwa rody – szlacheckich Korczyńskich i zaściankowych Bohatyrowiczów. Ich konflikt to miniatura polskiego losu: wzajemne pretensje, poczucie wyższości i bolesna pamięć o wspólnej mogile z 1863 roku. Orzeszkowa wskazała wyjście z tego impasu nie w kolejnym zrywie, ale w pracy na roli, która staje się tu czynnością niemal sakralną. Małżeństwo Jana i Cecylii – mitycznych przodków rodu – to fundament jej filozofii: szlachectwo nie wynika z herbu, ale z potu wylanego nad własną ziemią. Kreując sylwetkę Benedykta Korczyńskiego, pragnęła stworzyć swoistą syntezę mitu walki o ojczyznę z modną wówczas pracą organiczną.
Osobiste doświadczenia stały się kanwą innych dzieł pisarki. W „Meirze Ezofowiczu” opowiedziała się po stronie postępowego judaizmu. Wierzyła, że polscy Żydzi mogą i powinni stać się pełnoprawnymi obywatelami, a ich asymilacja jest warunkiem postępu całego społeczeństwa.
Powieść ta powstała zresztą pod wpływem kazań Markusa Jastrowa, zasłyszanych w 1862 roku. Jastrow głosił hasła braterstwa między Żydami a Polakami i wspólnego przeciwstawienia się caratowi. Był jednym z rzeczników wzmocnienia tożsamości Polaków wyznania mojżeszowego.
Ostatnim wielkim dziełem Orzeszkowej był zbiór nowel „Gloria victis”, wydany w 1910 roku, tuż przed śmiercią pisarki. Tytuł zbioru – będący odwróceniem rzymskiej sentencji Vae victis (biada zwyciężonym) – nieprzypadkowo nawiązywał do gorącej dyskusji na temat sensu ofiary i praw rządzących historią. „Chwała zwyciężonym” stanowiła uroczyste przypomnienie o heroizmie powstańców styczniowych, którego pamięć wśród młodszego pokolenia zaczynała niebezpiecznie zacierać się pod wpływem pragmatyzmu i upływu czasu.
Bezpośrednim impulsem do napisania tych opowiadań była atmosfera po rewolucji 1905 roku. Rozluźnienie carskiej cenzury stało się dla Orzeszkowej dogodną, a zarazem ostatnią okazją, by po niemal pół wieku milczenia wyrzucić z siebie prawdę o 1863 roku. Pisarka czuła, że nowe pokolenie rewolucjonistów, choć pełne zapału, potrzebuje zakorzenienia w narodowej tradycji walki o wolność. Autorka nie idealizowała już wojny jako takiej, ale dokonała sakralizacji moralnego zwycięstwa tych, którzy zginęli. Dla niej powstańcy nie byli „przegranymi”, lecz zasiewem przyszłej niepodległości. Domykając ten cykl tytułowym opowiadaniem, Orzeszkowa wyrastała tu ponad pozytywizm, stając się strażniczką romantycznych ideałów i godząc oba pozornie sprzeczne nurty.
Emancypacja po polsku
Dla Orzeszkowej emancypacja nie była jedynie walką o prawa kobiet – była warunkiem przetrwania narodu. W swoich pismach programowych i powieściach, takich jak „Marta”, pokazywała tragizm kobiet pozbawionych wykształcenia i zawodu, które po stracie męża czy ojca stawały się bezbronne wobec brutalnej rzeczywistości ekonomicznej.
Owe poglądy emancypacyjne Orzeszkowej miały charakter pragmatyczny i etyczny. Pisarka przekonywała, że kobieta nie jest „wiecznym dzieckiem” ani jedynie „ozdobą domowego ogniska”, lecz pełnoprawnym członkiem społeczeństwa, na którym spoczywa współodpowiedzialność za losy kraju. Jej postulat „kobiety samodzielnej” nie wynikał z chęci naśladowania mężczyzn, ale z bolesnej obserwacji rzeczywistości po powstaniu styczniowym. Tysiące wdów i sierot, pozbawionych majątków i wsparcia, stawały przed wyborem: nędza, upokarzająca zależność od dalszej rodziny lub – jak w przypadku tytułowej Marty – śmierć pod kołami pociągu dziejów. Dla Orzeszkowej feminizm nie był importowaną nowinką, lecz twardą koniecznością wynikającą z polskiej martyrologii.
Orzeszkowa wierzyła, że emancypacja musi zacząć się od reformy edukacji. Domagała się dla kobiet rzetelnej wiedzy i konkretnego fachu w ręku, co miało im zapewnić „chleb zasłużony”. Jednocześnie jej feminizm był głęboko patriotyczny: wykształcona kobieta to świadoma matka, która lepiej wychowa przyszłe pokolenia obywateli. W tym sensie emancypacja była dla niej formą nowoczesnej służby narodowej – tylko naród składający się z dwóch silnych, samodzielnych skrzydeł, męskiego i żeńskiego, mógł liczyć na przetrwanie w dobie zaborów. Była to więc wizja społeczeństwa jako sprawnego organizmu, w którym wykluczenie kobiet oznaczało paraliż połowy narodowych sił.
Przez większą część życia pozostawała w oddaleniu od Kościoła katolickiego. Dopiero w ostatnich latach życia dokonał się jej zwrot religijny, choć pozostał on zabarwiony jej osobistym, etycznym rozumieniem chrześcijaństwa.
Czujące serce całej epoki
Gdy Eliza Orzeszkowa zmarła 18 maja 1910 roku, Grodno pogrążyło się w żałobie, jakiej nigdy wcześniej ani później nie widziano w tym mieście. Choć władze carskie obawiały się politycznych demonstracji i próbowały ograniczyć uroczystości, nie były w stanie powstrzymać rzeki ludzi, która wyległa na ulice. W pogrzebie uczestniczyło około piętnastu tysięcy osób – liczba na tamte czasy i warunki ogromna, stanowiąca niemal połowę mieszkańców ówczesnego Grodna.
Józef Kotarbiński, pisarz i krytyk, powiedział nad jej grobem: „Ona była żywą mądrością i czującym sercem całej epoki”. Orzeszkowa nie dożyła odzyskania przez Polskę niepodległości, którą przez lata tak skrupulatnie projektowała.