Dziesięć dni wolności
czas czytania:
Manifest październikowy cara Mikołaja II
z 1905 roku
Od początku 1905 roku Cesarstwo Rosyjskie znajdowało się w stanie rewolucji, która objęła wszystkie niemal sfery funkcjonowania tego ogromnego państwa. Do jej wybuchu przyczyniła się niewątpliwie wojna z Japonią, obnażając słabość Rosji. Okazało się, że Mikołaj II rządzi nie wielkim imperium, lecz kolosem na glinianych nogach. Samodzierżawie jako system polityczny było skrajnie niewydolne, a klęski pod Cuszimą czy Mukdenem pokazały, że jest także całkowicie skompromitowane.
Wrzenie, które przeszło do historii pod nazwą rewolucji 1905 roku, miało wiele punktów kulminacyjnych pogrążających kraj w coraz większym kryzysie. Doradcy cara zdawali sobie sprawę z konieczności reform, które mogłyby zaspokoić niezrealizowane aspiracje grup społecznych, domagających się od lat przekształcenia Rosji w państwo choć odrobinę nowocześniejsze. Już po Krwawej Niedzieli, kiedy imperium ogarnęła proletariacka rewolta, Mikołaj II zapowiedział zwołanie namiastki parlamentu, a projekt jego opracowania zlecił Aleksandrowi Bułyginowi. Ta niedoszła Duma przeszła do historii pod mianem „bułyginowskiej”. Miała być ona jednak tylko organem doradczym, który nikogo by nie zadowolił. W rezultacie, oczekiwania tej części rosyjskiego społeczeństwa, która liczyła na zmiany ustrojowe podobne do tych, jakie miały miejsce w Austrii na przełomie lat 60. i 70. XIX wieku, jeszcze się zwiększyły.
O autonomię
i podmiotowość
W Królestwie Polskim rewolucja miała swoje specyficzne, narodowe oblicze. Dla wszystkich niemal warstw społeczeństwa oczywistym hasłem stała się autonomia, czyli powrót do rozwiązań znanych z czasów konstytucyjnych (jako ostatni próbował je restytuować Aleksander Wielopolski). Polacy żyjący w Kraju Przywiślańskim zdawali sobie sprawę z wolności, jakimi cieszyli się ich rodacy w Galicji. Gdy tylko nadarzyła się okazja, natychmiast upomnieli się o własne prawa.
Imponujące rozmiary objął strajk szkolny, który w październiku 1905 r. zmusił władze do wydania zgody na zakładanie prywatnych szkół średnich z polskim językiem wykładowym. Strajkowali też studenci wyższych uczelni znajdujących się w Warszawie, choć ich wysiłki zakończyły się niepowodzeniem – nie doszło do upragnionego przez wiele generacji powołania polskiego uniwersytetu i politechniki. Powszechnie domagano się samorządu na każdym szczeblu administracji, polonizacji sądownictwa i urzędów. Rozbudzone oczekiwania Polaków nie mogły zostać zaspokojone przez politykę drobnych ustępstw lub działania pozorowane.
Imponujące rozmiary objął strajk szkolny, który w październiku 1905 r. zmusił władze do wydania zgody na zakładanie prywatnych szkół średnich z polskim językiem wykładowym. Strajkowali też studenci wyższych uczelni znajdujących się w Warszawie, choć ich wysiłki zakończyły się niepowodzeniem – nie doszło do upragnionego przez wiele generacji powołania polskiego uniwersytetu i politechniki. Powszechnie domagano się samorządu na każdym szczeblu administracji, polonizacji sądownictwa i urzędów. Rozbudzone oczekiwania Polaków nie mogły zostać zaspokojone przez politykę drobnych ustępstw lub działania pozorowane.
Manifest nadziei
Jeden z najinteligentniejszych doradców wyraźnie niedorastającego do swej roli Mikołaja II, a od połowy października 1905 roku premier, Siergiej Witte przekonywał samowładcę, że trzeba pójść na większe ustępstwa. Car, jak każda koronowana miernota przekonany o metafizycznym pochodzeniu swej bardzo przecież ziemskiej władzy, miał poważne wątpliwości, czy jakikolwiek krok naprzód jest wskazany. Doszło nawet do tego, że jeden z jego najbliższych generałów zagroził samobójstwem, jeśli Mikołaj nie zdecyduje się na ogłoszenie idących dalej reform. Ostatecznie car zgodził się na ogłoszenie manifestu, zapowiadającego zasadnicze zmiany ustrojowe w Rosji. Wydany 30 (17) października 1905 roku manifest zawierał trzy punkty, z których każdy, sam w sobie, był radykalnym zerwaniem z autorytaryzmem: „Zobowiązujemy rząd, by sprawnie wykonał Naszą niewzruszoną wolę, aby:
1. Obdarzyć ludność najbardziej podstawowymi wolnościami, wypływającymi z zasad prawdziwej nietykalności osobistej, wolności sumienia, słowa, zgromadzeń i stowarzyszeń.
2. Nie opóźniając zaplanowanych wyborów do Dumy Państwowej, przyznać prawo do udziału w Dumie (na tyle, na ile jest to możliwe w krótkim czasie, jaki pozostał do jej zebrania) wszystkich tych klas ludności, które są obecnie całkowicie pozbawione praw wyborczych; a także pozostawić dalsze opracowanie ogólnych zasad wyborów przyszłemu organowi legislacyjnemu.
3. Ustanowić jako niewzruszalną zasadę, że żadne prawo nie może wejść w życie bez zatwierdzenia przez Dumę Państwową, i że wybranym przedstawicielom ludu zostanie zagwarantowana możliwość udziału w nadzorze legalności działania ustanowionych przez Nas władz”.
1. Obdarzyć ludność najbardziej podstawowymi wolnościami, wypływającymi z zasad prawdziwej nietykalności osobistej, wolności sumienia, słowa, zgromadzeń i stowarzyszeń.
2. Nie opóźniając zaplanowanych wyborów do Dumy Państwowej, przyznać prawo do udziału w Dumie (na tyle, na ile jest to możliwe w krótkim czasie, jaki pozostał do jej zebrania) wszystkich tych klas ludności, które są obecnie całkowicie pozbawione praw wyborczych; a także pozostawić dalsze opracowanie ogólnych zasad wyborów przyszłemu organowi legislacyjnemu.
3. Ustanowić jako niewzruszalną zasadę, że żadne prawo nie może wejść w życie bez zatwierdzenia przez Dumę Państwową, i że wybranym przedstawicielom ludu zostanie zagwarantowana możliwość udziału w nadzorze legalności działania ustanowionych przez Nas władz”.
Rosja wkraczała na drogę konstytucyjną, dołączając w ten sposób do tych z ówczesnych monarchii, które zmodernizowały swój ustrój polityczny według standardów typowych dla drugiej połowy XIX stulecia. Nietykalność osobista oznaczała przecież podstawę liberalnego porządku społecznego, o który walczyło europejskie mieszczaństwo, począwszy od rewolucji francuskiej. Do kanonu tych – używając dzisiejszego języka – podstawowych praw człowieka zaliczały się także wolność sumienia, wolność słowa, zgromadzeń i stowarzyszeń. Znaczne rozszerzenie praw wyborczych stanowiło istotną różnicę w stosunku do tego, co planował Bułygin. Już sam charakter Dumy, która miała się stać realnym parlamentem, a nie tylko ciałem doradczym, był jak przewrót kopernikański w historii Rosji. Wszystko wskazywało na to, że imperium carów dołączy do kręgu państw o wysoko rozwiniętym ustroju społeczno-politycznym. Tak się jednak nie stało, a podpis Mikołaja II pod manifestem, choć był czymś więcej niż zwykły blef, nie oznaczał bynajmniej rezygnacji z polityki samodzierżawia.
Euforia na ulicach
Jak zareagowali na manifest mieszkańcy Królestwa Polskiego? Napisać, że entuzjastycznie, to nie napisać nic. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że zwłaszcza w kręgach mieszczańskich zapanowała euforia. Te odłamy społeczeństwa, dla których – jak dla inteligencji – polityczny aspekt trwającej rewolucji był ważniejszy niż jej aspekt socjalny, mogły się czuć wielkimi wygranymi. Nieco wbrew logice, która nakazywałaby zdecydowaną nieufność wobec caratu, mieszkańcy stolicy naprawdę uwierzyli, że właśnie doczekali upragnionej wolności.
Jak przekonuje historyk Kamil Piskała, prawa zapowiedziane przez Mikołaja II zaczęto spontanicznie wcielać w życie, nie czekając na ich oficjalne wprowadzenie. Za wybryk sługusów samodzierżawia, nierozumiejących nowych czasów, uznano strzały, jakie padły 1 listopada pod budynkiem magistratu stolicy, na placu Teatralnym. Wówczas to tłum domagający się uwolnienia więźniów politycznych został potraktowany tak jak zwykle, czyli strzałami. Zginąć miało nawet 40 osób. Ku zdumieniu Rosjan, nazajutrz manifestacja nie tylko się powtórzyła, ale była jeszcze potężniejsza niż dzień wcześniej. Tak pisał o tym „Kurier Warszawski”:
Jak przekonuje historyk Kamil Piskała, prawa zapowiedziane przez Mikołaja II zaczęto spontanicznie wcielać w życie, nie czekając na ich oficjalne wprowadzenie. Za wybryk sługusów samodzierżawia, nierozumiejących nowych czasów, uznano strzały, jakie padły 1 listopada pod budynkiem magistratu stolicy, na placu Teatralnym. Wówczas to tłum domagający się uwolnienia więźniów politycznych został potraktowany tak jak zwykle, czyli strzałami. Zginąć miało nawet 40 osób. Ku zdumieniu Rosjan, nazajutrz manifestacja nie tylko się powtórzyła, ale była jeszcze potężniejsza niż dzień wcześniej. Tak pisał o tym „Kurier Warszawski”:
3 listopada 1905: lud polski wyszedł na place i ulice Warszawy i ku zdumieniu biurokracji, ufającej tylko bagnetom i nahajkom kozackim, był jedynie pochodnią, co świeci, nie był jednak pożarem, co niszczy. Szedł rozradowany i uroczysty z pieśnią tryumfu na ustach, szedł wielki w swoim spokoju, bo czuł się wolnym, bo świstu bicza policyjnego nie słyszał, bo zrozumiał, że skoro zdobył swobodę, więc za czyny swoje.
Informowano o ogromnych manifestacjach, które opanowały cały kraj. Już nie tylko Warszawa czy Łódź, ale i małe miasteczka, takie jak Łęczyca czy Nasielsk, były świadkami patriotycznych zgromadzeń. Największa w trakcie całej rewolucji 1905 roku manifestacja na ziemiach polskich przeszła ulicami Warszawy 5 listopada. Miało w niej wziąć udział nawet 200 tysięcy osób.
Z perspektywy czasu zdumiewa, jak bardzo pewne siebie było wówczas polskie społeczeństwo. Nie czekając na oficjalne zniesienie cenzury, pisano wprost o rzeczach, o których jeszcze kilka miesięcy temu dziennikarzom nawet nie śniłoby się pisać. Krytykowano władze, otwarcie domagano się kolejnych praw dla Królestwa. Już nie na kartach nielegalnej „bibuły”, ale na łamach legalnych czasopism pojawił się konkurencyjny dyskurs polityczny, a kolejne redakcje czuły się w obowiązku, by ogłaszać urbi et orbi swoje poglądy oraz informować o działalności partii politycznych i ich wzajemnych stosunków.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że podobna atmosfera pojawiła się w dziejach Polski jeszcze tylko jeden raz – w trakcie „karnawału Solidarności”, bezpośrednio przed wprowadzeniem stanu wojennego w 1981 roku. I podobnie, jak będzie to miało miejsce 75 lat później, właśnie stan wojenny okazał się bronią, której użyli rządzący przeciwko społeczeństwu.
Z perspektywy czasu zdumiewa, jak bardzo pewne siebie było wówczas polskie społeczeństwo. Nie czekając na oficjalne zniesienie cenzury, pisano wprost o rzeczach, o których jeszcze kilka miesięcy temu dziennikarzom nawet nie śniłoby się pisać. Krytykowano władze, otwarcie domagano się kolejnych praw dla Królestwa. Już nie na kartach nielegalnej „bibuły”, ale na łamach legalnych czasopism pojawił się konkurencyjny dyskurs polityczny, a kolejne redakcje czuły się w obowiązku, by ogłaszać urbi et orbi swoje poglądy oraz informować o działalności partii politycznych i ich wzajemnych stosunków.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że podobna atmosfera pojawiła się w dziejach Polski jeszcze tylko jeden raz – w trakcie „karnawału Solidarności”, bezpośrednio przed wprowadzeniem stanu wojennego w 1981 roku. I podobnie, jak będzie to miało miejsce 75 lat później, właśnie stan wojenny okazał się bronią, której użyli rządzący przeciwko społeczeństwu.
Imperium kontratakuje
Urzędujący w zamku królewskim generał-gubernator Gieorgij Skałon w pisanych do Petersburga depeszach alarmował, że sytuacja w Królestwie jest wyjątkowo poważna. Jedynie powrót do tak znienawidzonej przez Polaków rzeczywistości stanu wojennego mógł spacyfikować nastroje. Stało się to 10 listopada, czyli po dekadzie wolności. Rosjanie mylili się jednak, uważając, że tak rozbudzone społeczeństwo łatwo się podda. Po ogłoszeniu nowego prawa „Kurier Warszawski” 13 listopada pisał:
[…] wielkie dzieła historii nie mogą być zatamowane przeżytymi frazesami o „zbuntowanym kraju” , o „zamachu na całość państwa” itd. W tym przekonaniu będąc, nie chcemy tracić słów na polemikę z komunikatem dzisiejszym, chociaż jego oskarżenia byłoby łatwo obalić. Uważamy je za wyziew reakcji, który długo utrzymać się nie może, bo jest zaprzeczeniem życia.
Zarządzenia te spadają na nasz kraj ciężkim, dotkliwym ciosem, tym potężniejszym, że istotnie niezasłużonym; ale one mogą nas tylko umocnić w wytrwałym dążeniu do pozyskania, w porozumieniu z nową Rosją, praw niezbędnych dla lepszej obu narodów przyszłości.
Czy te pełne patosu deklaracje nie były naiwne? Z perspektywy czasu zapewne tak, ale czy można się dziwić, że naród oczekujący na wolność z taką niecierpliwością domagał się realizacji swoich słusznych żądań? A Polacy w 1905 roku niewątpliwie takim narodem byli. Wielokulturowe polskie społeczeństwo było przygotowane na to, by samodzielnie decydować o swoim losie.
Skutki chwilowej wolności
W kolejnych miesiącach, już pod rządami Stołypina, Rosja coraz bardziej wkraczała na ścieżkę reakcji. Dramatyczna próba obrony tradycji samodzierżawia musiała za sobą pociągnąć stopniowe ograniczania nadanych praw, nawet jeżeli pewne zmiany, dokonane w trakcie rewolucji 1905 roku, okazały się nie do zatrzymania. Pierwsza Duma państwowa, choć początkowo bardzo progresywna, szybko została rozwiązana, podobnie jak jej następczyni. Dopiero ta trzecia była wystarczająco zachowawcza dla Mikołaja II i jego otoczenia, toteż pozwolono jej dotrwać do końca kadencji.
Dla wielu Polaków, którzy przeszli szkołę edukacji politycznej w 1905 roku, odrodzenie Niepodległej było już tylko kwestią czasu. Często wspominali oni dekadę wolności jako swoje doświadczenie formacyjne – ten pierwszy raz, kiedy naprawdę uwierzyli, że carat może upaść, a Polska odzyskać wolność. Bez tamtych uniesień z października 1905 r. trudno wyobrazić sobie zatem listopad 1918.
Dla wielu Polaków, którzy przeszli szkołę edukacji politycznej w 1905 roku, odrodzenie Niepodległej było już tylko kwestią czasu. Często wspominali oni dekadę wolności jako swoje doświadczenie formacyjne – ten pierwszy raz, kiedy naprawdę uwierzyli, że carat może upaść, a Polska odzyskać wolność. Bez tamtych uniesień z października 1905 r. trudno wyobrazić sobie zatem listopad 1918.
Kamil Śmiechowski