Drużyna Górskiego
czas czytania:
1 grudnia 1970 roku selekcjonerem reprezentacji piłkarskiej został Kazimierz Górski. Urodzony we Lwowie trener doprowadził polską drużynę do największych sukcesów w historii – dwóch medali olimpijskich (1972, 1976) i trzeciego miejsca na mistrzostwach świata (1974).
Urodził się 2 marca 1921 r. Był napastnikiem kilku lwowskich klubów, po wojnie grał w Legii Warszawa. W reprezentacji zagrał jedno spotkanie. Nowy trener rozpoczął swoją przygodę z kadrą od nieudanych eliminacji do mistrzostw Europy (awans do turnieju finałowego był nieporównywalnie trudniejszym wyzwaniem niż dzisiaj). Górski dostał od działaczy kredyt zaufania i szansę na przebudowę reprezentacji na własnych zasadach. Jego drużyna przeszła do historii jako „Orły Górskiego”. Dzięki umiejętnej selekcji oraz oparciu składu na „złotym pokoleniu” odniosła wspominane do dziś zwycięstwa i rozegrała wiele pamiętnych meczy.
„Piłka jest okrągła”
Choć Górski miał wizerunek miłego starszego pana, to wbrew pozorom w szatni był prawdziwym szefem. Na każdej pozycji miał własny ranking. Współpracował z polskimi trenerami, poszukiwał optymalnych rozwiązań szkoleniowych i personalnych. Unikał konfliktów, był też dobrym psychologiem, potrafił dotrzeć do swoich zawodników i odpowiednio ich zmotywować. Został zapamiętany z piłkarskich aforyzmów: „Chodzi o to, żeby strzelić jedną bramkę więcej od przeciwnika”, „Czasami się wygrywa, czasami się przegrywa, a czasami remisuje”, „Dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe”, „Piłka jest okrągła, a bramki są dwie, albo my wygramy, albo oni”. Jak widać, w prostych słowach potrafił wytłumaczyć istotę piłki nożnej.
Drużyna Górskiego opierała się na zawodnikach z polskiej ligi. Niejako zwiastunem świetnych występów reprezentacji były dobre występy polskich klubów, które regularnie grały o najwyższe miejsca w europejskich pucharach. W 1968 r. Górnik Zabrze z Włodzimierzem Lubańskim w składzie dotarł do ćwierćfinału Pucharu Europy Mistrzów Klubowych (poprzednika Ligi Mistrzów), w którym minimalnie przegrał z Manchesterem United. W 1970 r. do półfinału tych rozgrywek dotarła warszawska Legia z Kazimierzem Deyną w składzie. W tym samym sezonie Górnik zagrał w finale Pucharu Zdobywców Pucharów.
Drużyna Górskiego opierała się na zawodnikach z polskiej ligi. Niejako zwiastunem świetnych występów reprezentacji były dobre występy polskich klubów, które regularnie grały o najwyższe miejsca w europejskich pucharach. W 1968 r. Górnik Zabrze z Włodzimierzem Lubańskim w składzie dotarł do ćwierćfinału Pucharu Europy Mistrzów Klubowych (poprzednika Ligi Mistrzów), w którym minimalnie przegrał z Manchesterem United. W 1970 r. do półfinału tych rozgrywek dotarła warszawska Legia z Kazimierzem Deyną w składzie. W tym samym sezonie Górnik zagrał w finale Pucharu Zdobywców Pucharów.
Olimpiada w Monachium 1972
Polska reprezentacja nie była faworytem turnieju olimpijskiego w Monachium. Sytuacja zmieniła się po trzech zwycięstwach w fazie grupowej. W drugiej fazie rozgrywek Orły Górskiego dwa razy zwyciężyły i jeden mecz zremisowały. Tym samym drużyna awansowała do finału, w którym zmierzyła się z Węgrami. Choć do przerwy Polacy przegrywali 0:1, to po dwóch bramkach Deyny okazali się lepsi i wygrali 2:1. Skład był oparty na graczach Legii i Górnika, a rezerwowym był Grzegorz Lato ze Stali Mielec. Po powrocie do kraju piłkarze byli witani niczym bohaterowie. 10 września (dzień meczu z Węgrami) ogłoszono Dniem Piłkarza. Trener Górski otrzymał Krzyż Kawalerski Odrodzenia Polski. Minister spraw zagranicznych Olszowski przyznał drużynie nagrodę „za rozsławianie imienia Polski za granicą”.
Kazimierz Górski, fot. Hans Peters, 1973 r. (National Archief Fotocollective Anefo, domena publiczna)
Zwycięski mecz z Anglią 1973
Rok później, 6 czerwca 1973 r., drużyna Górskiego na Stadionie Śląskim pokonała Anglię 2:0. Mecz był kluczem do zakwalifikowania się do piłkarskich mistrzostw świata w 1974 r. i pokazał światu, że sukces z Monachium nie był przypadkowy. Było to jedyne w historii zwycięstwo polskiej drużyny nad reprezentacją Anglii. Pierwszą bramkę strzelił Robert Gadocha, napastnik Legii. Drugą zdobył Lubański, kapitan drużyny. Był to jeden z najwybitniejszych napastników tego pokolenia, jego transfer do Realu Madryt został zablokowany przez polskie władze. Do czasów Roberta Lewandowskiego był najlepszym strzelcem reprezentacji Polski, a do dziś dzierży inny rekord – najmłodszego debiutanta i jednocześnie strzelca bramki w reprezentacji. Miał 16 lat i 188 dni. Niestety, właśnie w zwycięskim meczu z Anglią odniósł fatalną kontuzję kolana, która zatrzymała jego karierę. Opaskę kapitana przejął po nim Deyna, środkowy pomocnik, uważany za najlepszego polskiego piłkarza XX wieku.
Mistrzostwa świata 1974
W zwycięskim meczu z Anglią u boku Lubańskiego wystąpił Jan Banaś, również gracz Górnika. Temu synowi Niemca i Polki, z powodu jego ucieczki na Zachód w latach sześćdziesiątych, polskie władze uniemożliwiły grę w reprezentacji na turniejach rozgrywanych w RFN – na olimpiadzie i mistrzostwach świata. Wobec nieobecności gwiazd Górnika w 1974 r. Górski zdecydował się wystawić w ataku, oprócz doświadczonego Gadochy, dwóch dwudziestoczterolatków: Latę i Grzegorza Szarmacha. Zresztą selekcjoner powołał do dwudziestodwuosobowej kadry aż dziewięciu piłkarzy, którzy nie występowali w eliminacjach. Nie pomylił się, Szarmach strzelił aż pięć goli, a dwudziestoletni Władysław Żmuda był filarem obrony we wszystkich meczach.
Polska trafiła do trudnej grupy, z Argentyną i wicemistrzami świata – Włochami. Drużyna prowadzona przez Górskiego zwyciężyła w obu spotkaniach (3:2 z Argentyną, 2:1 z Włochami). W trzecim meczu pokonała Haiti aż 7:0. W drugiej fazie turnieju polscy piłkarze spotkali się ze Szwecją, Jugosławią i RFN. Po dwóch zwycięstwach o awansie do finału miało zadecydować spotkanie z gospodarzami, które przeszło do historii polskiej piłki nożnej jako „mecz na wodzie”. 3 lipca 1974 r. nad Frankfurtem przeszła ulewa, która zmieniła murawę w wielką kałużę. Polska przegrała 0:1 i w meczu o trzecie miejsce spotkała się z Brazylijczykami broniącymi tytułu mistrzowskiego. Orły Górskiego zwyciężyły w Monachium 1:0 po bramce Laty, króla strzelców turnieju (7 bramek). Polska grała efektownie w ataku i solidnie w obronie. W prestiżowym plebiscycie „Złota Piłka” aż trzech zawodników Górskiego znalazło się w pierwszej dziesiątce roku 1974: Deyna (3 bramki), Lato (6 bramek), Gadocha (8 bramek).
Polska trafiła do trudnej grupy, z Argentyną i wicemistrzami świata – Włochami. Drużyna prowadzona przez Górskiego zwyciężyła w obu spotkaniach (3:2 z Argentyną, 2:1 z Włochami). W trzecim meczu pokonała Haiti aż 7:0. W drugiej fazie turnieju polscy piłkarze spotkali się ze Szwecją, Jugosławią i RFN. Po dwóch zwycięstwach o awansie do finału miało zadecydować spotkanie z gospodarzami, które przeszło do historii polskiej piłki nożnej jako „mecz na wodzie”. 3 lipca 1974 r. nad Frankfurtem przeszła ulewa, która zmieniła murawę w wielką kałużę. Polska przegrała 0:1 i w meczu o trzecie miejsce spotkała się z Brazylijczykami broniącymi tytułu mistrzowskiego. Orły Górskiego zwyciężyły w Monachium 1:0 po bramce Laty, króla strzelców turnieju (7 bramek). Polska grała efektownie w ataku i solidnie w obronie. W prestiżowym plebiscycie „Złota Piłka” aż trzech zawodników Górskiego znalazło się w pierwszej dziesiątce roku 1974: Deyna (3 bramki), Lato (6 bramek), Gadocha (8 bramek).
Srebrny medal w Montrealu 1976
W 1975 r. mimo wielkiego zwycięstwa na Stadionie Śląskim (4:1) nad wicemistrzem świata –Holandią – reprezentacja Polski po raz kolejny nie awansowała do turnieju finałowego mistrzostw Europy. Tym bardziej kibice liczyli na igrzyska olimpijskie w Montrealu w 1976 r. i powtórzenie sukcesu z Monachium. Górski powołał doświadczonych zawodników. Zrezygnował wprawdzie z Gadochy, ale nie zdecydował się na odmłodzenie składu. Choć drużyna prezentowała się znacznie gorzej niż na poprzednich turniejach, dotarła aż do finału, w którym przegrała z NRD 1:3. W kraju srebrny medal piłkarzy odebrano jako porażkę, atmosfera wokół reprezentacji dawno nie była tak zła.
Pożegnanie
W lipcu 1976 r. Górski zrezygnował z funkcji selekcjonera. Pod jego wodzą Polska rozegrała 73 mecze, z których wygrała 45. W jednym z późniejszych wywiadów tłumaczył, że „zebrała się w nim gorycz” (chodziło m.in. o pomijanie w premiach i atmosferę po olimpiadzie), ale z perspektywy czasu żałował decyzji: „Zostawiałem kadrę u szczytu kariery trenerskiej”. Jego następcą został Jacek Gmoch, który poprowadził drużynę do miejsc 5–8 na mistrzostwach świata w 1978 r., co odebrano jako jeszcze większą porażkę niż występ w Montrealu.
Trener stulecia zmarł w 2006 r. W 2015 r. pod Stadionem Narodowym w Warszawie odsłonięto jego pomnik, a sześć lat później Kazimierz Górski został ustanowiony patronem tego stadionu.
Trener stulecia zmarł w 2006 r. W 2015 r. pod Stadionem Narodowym w Warszawie odsłonięto jego pomnik, a sześć lat później Kazimierz Górski został ustanowiony patronem tego stadionu.
Piotr Bejrowski