Latem 1981 roku Gdańsk stał się sceną wydarzenia, które w sposób niespotykany połączyło muzykę z doświadczeniem odzyskiwanej wolności. Ogólnopolski Przegląd Piosenki Prawdziwej „Zakazane Piosenki”, który odbył się w dniach 20–22 sierpnia, był publicznym sprzeciwem wobec cenzury i symbolem kultury opozycyjnej rodzącej się wraz z „Solidarnością.
W czasach PRL istniał podziemny nurt zakazanych piosenek. Najczęściej kojarzył się ze środowiskami młodzieżowymi i studenckimi, choć nie ograniczał się wyłącznie do nich. Ta alternatywna twórczość obejmowała utwory różnych gatunków – od pieśni religijnych i patriotycznych, przez ballady polityczne komentujące bieżącą sytuację, aż po utwory satyryczne i kabaretowe. Łączyło je jedno: funkcjonowały w nieoficjalnym obiegu. Były wykonywane podczas prywatnych, kameralnych koncertów, rejestrowane na kasetach magnetofonowych, które następnie przechodziły z rąk do rąk, wielokrotnie przegrywane.
Dla takiej twórczości powstanie „Solidarności” było przełomem. Związek zawodowy walczył nie tylko o prawa pracowników, ale starał się także otworzyć przestrzeń dla swobodnej ekspresji artystycznej. Zakazane piosenki i wiersze pojawiały się już w folklorze strajkowym w sierpniu 1980 roku. Właśnie w nawiązaniu do rocznicy strajków oraz podpisania porozumień sierpniowych zorganizowano w Gdańsku Ogólnopolski Przegląd Piosenki Prawdziwej „Zakazane Piosenki”. Pomysłodawcą festiwalu był Maciej Zembaty – twórca związany z kręgami opozycyjnymi, od lat siedemdziesiątych pracujący w Programie Trzecim Polskiego Radia. Inicjatywę zorganizowania takiego przedsięwzięcia przedstawiono przewodniczącemu „Solidarności” Lechowi Wałęsie, któremu pomysł przypadł do gustu – objął on całe wydarzenie honorowym patronatem.
„Solidarność” udzieliła pomysłodawcom logistycznego wsparcia. Z ramienia związku festiwalem opiekował się Szymon Pawlicki, członek Zarządu Regionu Gdańskiego oraz koordynator Krajowej Komisji Porozumiewawczej NSZZ do spraw kultury. To on stanął na czele Komitetu Organizacyjnego, w skład którego wchodzili przedstawiciele komisji zakładowych związku z Trójmiasta. Kluczowe okazało się wsparcie ze strony Klubu Stoczni Północnej „Lastadia”, kierowanego przez Waldemara Banasika.
Marian Kołpak, zastępca Banasika do spraw kulturalno-oświatowych, wspominał w rozmowie z Katarzyną Goc:
Kiedy Maciek Zembaty zdecydował, że to my robimy Zakazane Piosenki, było nas w Lastadii zaledwie kilka osób. Waldek Banasik, ja i paru naszych przyjaciół, m.in. Mirka Sokołowska. Do dyspozycji mieliśmy jeden klubowy aparat telefoniczny, oczywiście na podsłuchu. To było parę tygodni szaleńczej pracy. Spaliśmy w klubie, bo nie było czasu jeździć do domu. (...) Dwustu artystów, ponad trzysta osób obsługujących, trzy dni po pięć tysięcy na widowni i wszystko chodziło jak w zegarku. Zarzucano nam m.in. brak profesjonalizmu. Oczywiście, że nie byliśmy profesjonalistami, bo robiliśmy to pierwszy raz w życiu. Ale czy ktoś wcześniej robił festiwal piosenki antykomunistycznej? Gdyby władze wtedy wiedziały, jak to będzie wyglądało w fazie końcowej, nigdy by do tego festiwalu nie dopuściły.
Zbigniew Kresowaty „Maciej Zembaty” (Wikimedia Commons, domena publiczna)
Nad stroną artystyczną festiwalu czuwała Rada Artystyczna, w której skład weszli przedstawiciele środowisk twórczych i opozycyjnych. Znaleźli się w niej m.in.: dziennikarz związany z „Solidarnością” Lech Bądkowski, satyryk i aktor Jacek Fedorowicz, grafik Jerzy Janiszewski odpowiedzialny za opracowanie plastyczne przeglądu, reżyser wydarzenia Maciej Karpiński, muzyk Andrzej Pawlukiewicz stojący na czele grupy Wały Jagiellońskie, dziennikarz i krytyk muzyczny Jacek Piskorzyński oraz wybitny eseista i krytyk teatralny Konstanty Puzyna. Rolę dyrektora artystycznego pełnił sam Maciej Zembaty, a honorowym przewodniczącym Rady został Andrzej Wajda.
Festiwal odbył się w hali Olivia – tej samej, w której obradował później I Krajowy Zjazd Delegatów NSZZ „Solidarność”. Miejsce, temat i nazwiska gwarantowały publiczność – każdego dnia piosenkom przysłuchiwało się od czterech do pięciu tysięcy osób. Bilety były płatne, lecz zysk w całości przeznaczono na cele społeczne. Wśród widzów rozprowadzano śpiewnik zawierający teksty wszystkich 33 piosenek biorących udział w konkursie.
W kontrze do władz
Po sierpniowych strajkach i powstaniu „Solidarności” margines wolności zdecydowanie się powiększył, jednak organizatorzy tak wielkiego przedsięwzięcia musieli uzyskać wszelkie zgody, także te dotyczące treści prezentowanych piosenek. Cały program, liczący prawie osiemdziesiąt pozycji, przedstawiono do zatwierdzenia w delegaturze Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk w Gdańsku. Marian Kołpak wspominał:
Mimo że istniała już Solidarność, wszystko musiało być najpierw zatwierdzone przez władze. Waldek [Banasik] wraz z Maćkiem Zembatym udali się do cenzora w sprawie zatwierdzenia tekstów piosenek. Cenzor zdecydowanie skreślił z listy znaczną część piosenek, które absolutnie nie mogły być zaśpiewane. Więc co zostało zaśpiewane na festiwalu? Oczywiście piosenki zakazane. Oni się wtedy naprawdę wściekli.
Wspomnienie to nie było do końca precyzyjne. Urząd zakwestionował wykonanie jedynie pięciu piosenek: „Piosenki na wszelki wypadek” Jacka Zwoźniaka, „Przyjaciół nikt nie będzie wybierał” Andrzeja Garczarka, „Felietonu” Jana Tadeusza Stanisławskiego, „Świadków” Jacka Kaczmarskiego i „Pielgrzymki” Leszka Wójtowicza. Decyzja ta została jednak w dużej mierze zignorowana – cztery z pięciu zakwestionowanych piosenek wykonano ze sceny. Wskutek tego we wrześniu 1981 roku władze skierowały sprawę do prokuratury.
Nie było to jedyne artystyczne starcie z władzami. Sprzeciw wzbudziła także festiwalowa scenografia. Nad sceną umieszczono karykatury dawnych peerelowskich przywódców: Bolesława Bieruta, Józefa Cyrankiewicza, Władysława Gomułki, Piotra Jaroszewicza oraz Edwarda Gierka. Pozostawiono także wolne miejsce dla kolejnych dwóch postaci – jak można się było domyślać, dla premiera Wojciecha Jaruzelskiego oraz I sekretarza Stanisława Kani. Po interwencji wicewojewody i prezydenta Gdańska podobizny te miały zostać przesłonięte napisem „Solidarność”. Organizatorzy doczekali się również interwencji w obronie czechosłowackich i enerdowskich gazet, które były celowo rozrzucane i deptane przez uczestników festiwalu.
Samo wydarzenie wzbudziło na tyle duże obawy, że Służba Bezpieczeństwa podjęła działania polegające zarówno na operacyjnym nadzorze przeglądu, jak i na stworzeniu socjotechnicznej dywersji. Dyrektor Departamentu III MSW informował:
Ponieważ uzyskano wyprzedzające dane, z których wynikało, że prezentowane na przeglądzie treści piosenek będą miały charakter napastliwy, ośmieszający władzę i ustrój socjalistyczny, podjęto decyzję o zrealizowaniu działań specjalnych. W efekcie ich realizacji przez trzy kolejne dni rozkolportowano wśród uczestników Przeglądu łącznie około 14 tys. różnego rodzaju wierszy satyrycznych i plakatów stanowiących swego rodzaju przeciwwagę dla utworów zgłoszonych na Przegląd Piosenki Prawdziwej.
Trzy zakazane dni
Program każdego z trzech dni kształtował się według podobnego schematu. Dzień rozpoczynała część konkursowa, w której kilkunastu wykonawców rywalizowało o nagrody: Złoty, Srebrny i Brązowy Knebel. W drugiej, pozakonkursowej części, występowali zaproszeni artyści, zespoły i kabarety. Całość prowadzili konferansjerzy: Andrzej Strzelecki, Daniel Olbrychski, Jerzy Stuhr, Krzysztof Jaroszyński oraz Piotr Skrzynecki.
Pierwszy dzień rozpoczął się od części konkursowej prowadzonej przez Daniela Olbrychskiego i Andrzeja Strzeleckiego. Spośród jedenastu uczestników publiczność wybrała laureatów. Złoty Knebel zdobył Jacek Zwoźniak, który uzyskał 1072 głosy za wykonanie utworów „Najpiękniejsza w klasie robotniczej” oraz „Piosenka na wszelki wypadek” (którą cenzura próbowała wcześniej usunąć z programu). Drugą nagrodę, Srebrny Knebel, otrzymał Jacek Kaczmarski (942 głosy) za piosenki „Świadkowie” i „Rejtan”. Trzecie miejsce – Brązowy Knebel – zdobyła Małgorzata Bratek (137 głosów) za utwory „Modlitwa” i „Kiedym stawił się”. Część pozakonkursową prowadził Piotr Skrzynecki z krakowskiej Piwnicy pod Baranami. Wystąpili m.in. grupa B-Complex założona przez Jacka Zwoźniaka, a także Leszek Wójtowicz oraz Marek Grechuta. Jacek Fedorowicz przedstawił program satyryczny odnoszący się do bieżącej sytuacji w kraju i negocjacji prowadzonych przez rząd z „Solidarnością”.
Drugiego dnia w części konkursowej wystąpiło piętnastu artystów, m.in.: Mieczysław Cholewa, Krzysztof Jaroszyński, Przemysław Gintrowski, Ewa Dałkowska, Piotr Szczepanik, Antonina Krzysztoń, Tadeusz Sikora, grupa Pomorzanie, a także Maciej Zembaty. Ten ostatni został nagrodzony Złotym Kneblem za wykonanie piosenek „Izba chorych” i „Brygadzista Albin”. Srebrny Knebel otrzymała grupa Pomorzanie za utwory „Ten grudniowy dzień” i „Mario-Matko”, natomiast Brązowy Knebel – Tadeusz Sikora za piosenki „Targowica pod Grunwaldem” i „Samitowski”. W pozakonkursowej części wystąpili m.in. zespół Stalowy Bagaż, Trzeci Oddech Kaczuchy, Jacek Kleyff oraz grupa Pod Budą.
W ostatnim dniu do konkursu stanęło jedenastu uczestników. Szczególne uznanie publiczności zdobyły m.in. piosenki Grzegorza Bukały, Aleksandra Grotkowskiego (nawiązujące do strajku studentów łódzkich z lutego 1981 roku), poetyckie interpretacje Niny Czermińskiej, „Koszula Rejtana” Stefana Zygmunta, utwór Leszka Wesołowskiego poświęcony pamięci Imre Nagya, a także ballady sierpniowe Macieja Pietrzyka. Złoty Knebel otrzymał Jan Tadeusz Stanisławski (1916 głosów), Srebrny Knebel – Aleksander Grotkowski (503), a Brązowy Knebel – Maciej Pietrzyk (383). Przyznano również nagrodę specjalną Gdańskiego Komitetu Obrony Więzionych za Przekonania, którą uhonorowano Ewę Dałkowską i Piotra Szczepanika za wykonanie pieśni patriotycznych z okresu powstania listopadowego.
W kolejnej części zarezerwowano miejsce dla Bułata Okudżawy oraz Włodzimierza Wysockiego. Daniel Olbrychski recytował wiersz poświęcony temu drugiemu. Część koncertową, prowadzoną przez Jerzego Stuhra, wypełniły występy m.in. Maanamu, Wałów Jagiellońskich, Wolnej Grupy Bukowina, kabaretu Tu 60-tka oraz Andrzeja Rosiewicza. Na prośbę obecnej na sali Anny Walentynowicz Maciej Pietrzyk wykonał pieśń „Boże nasz”, będącą w sierpniu 1980 roku nieoficjalnym hymnem strajkujących stoczniowców.
Maciej Pietrzyk śpiewa pod Pomnikiem Poległych Stoczniowców w Gdańsku, 31 sierpnia 2006 (Wikimedia Commons, domena publiczna)
Pierwszy i ostatni
Festiwal, który zakończył się w nocy z 22 na 23 sierpnia, nie miał kontynuacji przed 1989 rokiem. Paradoksalnie wprowadzenie stanu wojennego przyczyniło się do umocnienia legendy Przeglądu Piosenki Prawdziwej. Jego recepcja w 1981 roku wcale nie była jednoznacznie pozytywna. Wątpliwości wzbudzał fakt, że dyrektor artystyczny festiwalu sam stanął do konkursu, który wygrał. Narzekano też na problemy organizacyjne i dłużyzny. W głównym piśmie związkowym, „Tygodniku Solidarność”, opublikowano artykuł Małgorzaty Niezabitowskiej, w którym zwracała uwagę, że „można by wyzłośliwiać się nad poziomem artystycznym piosenek: słowa «dupa», «kurwa» itp. wyśpiewywano w co drugim tekście obok (często) częstochowskich rymów; i co gorsza były one gromko oklaskiwane”.
Faktem jest jednak, że był to pierwszy taki festiwal zorganizowany w komunistycznym kraju. Wprowadzenie stanu wojennego tylko podkreśliło jego wyjątkowość. A „zakazane piosenki” cieszyły się – jak zawsze w czasie wojny – wyjątkowym zainteresowaniem.