Od wiosny 1942 r. w Generalnym Gubernatorstwie polityka Niemców wobec ludności żydowskiej weszła w fazę masowych deportacji do ośrodków zagłady. Działania te, prowadzone pod kryptonimem akcji „Reinhardt”, miały na celu Zagładę wszystkich Żydów na obszarze GG. Wśród nielicznych, którzy zbiegli przed wywózką i szukali schronienia po tzw. aryjskiej stronie, byli m.in. Goldmanowie z Łańcuta. Ze względów humanitarnych małżonkowie Wiktoria i Józef Ulmowie ze wsi Markowa zdecydowali się udzielić pomocy Żydom szukającym schronienia. Za swoją decyzję oni i ich dzieci zapłacili najwyższą cenę.
Nim nadeszła wojna
7 lipca 1935 r. w kościele parafialnym pw. św. Doroty w Markowej odbył się ślub Wiktorii z domu Niemczak i Józefa Ulmy. Mszę świętą odprawił ówczesny wikariusz, ks. Józef Przybylski, świadkami zaś byli Antonina Szylar i Antoni Szpytma. Po uroczystości kościelnej odbyło się przyjęcie weselne w domu Niemczaków.
Zgodnie z tradycją lokalną, ważną dla młodej pary, narzeczeni osobiście zapraszali gości na ślub i wesele. Kilka tygodni przed planowanym terminem odwiedzali w tym celu rodzinę i przyjaciół. Zaślubiny świętowano co najmniej dwa dni. Wesele Ulmów zostało utrwalone na fotografii. Widać na niej małżonków w odświętnych strojach w otoczeniu kilkudziesięciu gości, pozujących na tle chaty. Zdjęcia wykonywane później przez Józefa Ulmę, zafascynowanego fotografowaniem, będą towarzyszyć im przez cały czas – aż do tragicznego końca ich wspólnego życia. Staną się też niezwykłym źródłem wiedzy o tym, jak ono wyglądało.
Wiktoria i Józef poznali się na długo przed założeniem rodziny. Dzieliła ich spora różnica wieku – dwanaście lat. Józef urodził się 2 marca 1900 r. jako syn Marcina i Franciszki z domu Kluz. Pochodził z ubogiej rodziny, miał troje rodzeństwa. Z kolei Wiktora przyszła na świat 10 grudnia 1912 r. w wielodzietnej rodzinie Jana i Franciszki z domu Homy. W wieku sześciu lat straciła matkę. Franciszek, brat Wiktorii, przyjaźnił się z Józefem Ulmą, jako sąsiedzi i koledzy odwiedzali się wzajemnie, dzięki czemu młodzi mogli się poznać i pogłębić znajomość. Oboje byli wierzący. Oboje ukończyli szkołę podstawową w Markowej. Ze względu jednak na dzielącą ich różnicę wieku nie uczęszczali do niej w tym samym czasie. W 1929 r. Józef rozpoczął naukę w szkole rolniczej w Pilźnie. Ukończył ją z bardzo dobrymi notami.
Oboje mieszkali we wsi Markowa – w okresie międzywojennym leżącej w województwie lwowskim, a dziś w województwie podkarpackim. Wieś powstała w drugiej połowie XIV w., sprowadzono do niej wówczas osadników niemieckich. Z czasem miejscowość coraz bardziej się polonizowała; zwiększała się też zamieszkująca ją populacja. Wprowadzenie tam w drugiej połowie XIX w. samorządu oraz oddanie ziemi mieszkańcom na własność wpłynęły na rozwój Markowej. Warto zwrócić uwagę, że od początku XX w. największe wpływy polityczne w tej miejscowości, a poniekąd także w regionie, miały ugrupowania chłopskie: Polskie Stronnictwo Ludowe „Piast”, a następnie Stronnictwo Ludowe. Duże znaczenie miał też Związek Młodzieży Wiejskiej RP „Wici”. W czasie, kiedy Wiktoria i Józef wiedli swoje świadome, dorosłe życie, Markowa liczyła blisko 4,5 tys. mieszkańców. Była to zatem duża miejscowość, uznawana za dobrze zorganizowaną i zamożną.
Zarówno Wiktoria, jak i Józef działali w lokalnych strukturach Związku Młodzieży Wiejskiej RP „Wici”. Józef był tam aktywny m.in. jako bibliotekarz oraz pasjonat fotografii. Angażował się też w działalność o charakterze artystycznym. Odegrał jedną z głównych ról w spektaklu „Kordian i cham” na motywach powieści Leona Kruczkowskiego. Z powodu swojej działalności w Związku popadł w konflikt z proboszczem z Markowej, ks. Władysławem Tryczyńskim, dla którego idee propagowane przez „Wici” były zbyt liberalne i komunizujące. Wiktoria również uczestniczyła w inicjatywach lokalnych, była członkinią Amatorskiego Zespołu Teatralnego w Markowej; w jasełkach odegrała rolę Matki Boskiej.
Nieopodal, we wsi Gać, leżącej około 5 km od Markowej, od 1933 r. mieścił się Uniwersytet Ludowy. Jego kierownikiem był inż. Ignacy Solarz, znany wówczas działacz ludowy i oświatowy. Józef Ulma niejednokrotnie się z nim spotykał i rozmawiał na tematy społeczne. Uniwersytet prowadził działalność oświatowo-wychowawczą w różnych dziedzinach, w tym w zakresie unowocześnień w życiu codziennym polskiej wsi. Do 1939 r. w Gaci odbyło się 14 kursów, w których uczestniczyło ponad pół tysiąca młodych kobiet i mężczyzn, w tym Józef i Wiktoria.
Wykształcenie zdobyte tam i we wcześniejszych szkołach, w połączeniu z ciągłym dążeniem do rozwijania pasji i zainteresowań, sprawiało, że Józef wyróżniał się jako rolnik w rodzinnej miejscowości. Specjalizował się w uprawie warzyw i owoców oraz w pszczelarstwie. Zorganizował szkółkę drzew owocowych, zajmował się m.in. szczepieniem jabłoni. Podjął się również hodowli jedwabników i drzew morwy. Ten element jego aktywności wzbudzał zainteresowanie przedstawicieli lokalnych władz oraz elit. Przetrwała część prywatnej biblioteki Józefa Ulmy, w której oprócz książek o tematyce religijnej, znalazły się m.in. takie prace jak: „Podręcznik elektrotechniczny”, „Podręcznik fotografii”, „Przyroda i technika”, „Atlas geograficzny”, „Słownik wyrazów obcych” czy „Wykorzystanie wiatru w gospodarce”. Szczególnie ta ostatnia pozycja pokazuje, jak bardzo był postępowy. Sam skonstruował niewielką elektrownię wiatrową, dzięki której pierwszy we wsi oświetlał dom częściowo za pomocą elektryczności.
Uczestnictwo lokalnej młodzieży w kursach wspomnianego uniwersytetu, a także wiele innych inicjatyw oddolnych realizowanych w Markowej (m.in. przygotowywanie i wydawanie od 1939 r. gazety „Kobieta Wiejska”) sprawiały, że wzrastała tu grupa osób o poglądach postępowych i prospołecznych. Zaliczali się do nich Ulmowie. Markowa wyróżniała się na tle innych miejscowości w regionie.
Po ślubie życie Wiktorii i Józefa toczyło się wokół uprawy roli i codziennych spraw oraz inicjatyw we wsi Markowa. Wspólnie prowadzili małe gospodarstwo, ich niewielki dom znajdował się na uboczu wsi. Józef, prócz codziennych obowiązków, nadal pasjonował się fotografią i hodowlą, był też zaangażowany w sprawy społeczne. Z kolei Wiktoria w pełni poświęcała się domowi i dzieciom. A tych z każdym rokiem w ich rodzinie przybywało. 18 lipca 1936 r. pierwsza urodziła się Stanisława. Rok później, 6 października 1937 r., na świat przyszła druga córka – Barbara. 5 grudnia 1938 r. urodził się pierwszy syn, Władysław. Już w trakcie okupacji niemieckiej, 3 kwietnia 1940 r., na świat przyszedł Franciszek. 6 czerwca 1941 r. urodził się Antoni, a 16 września 1942 r. – Maria. Na zachowanych fotografiach widać Wiktorię przy różnych czynnościach w domu i gospodarstwie. Wiele zdjęć przedstawia uśmiechnięte dzieci, w trakcie zabawy lub z członkami rodziny i sąsiadami. Są też wspólne zdjęcia obejmujących się małżonków. Jedna z fotografii przykuwa szczególną uwagę – to Wiktoria Ulma pochylająca się nad kartkami papieru i pomagająca w nauce najstarszej córce, Stanisławie. Wykształcenie było ważne w życiu obojga małżonków, chcieli te wartości przekazać swoim dzieciom.
Wiktoria Ulma (IPN, ze zbiorów krewnych rodziny Ulmów)
Okupacyjne prawodawstwo i polityka
Wybuch drugiej wojny światowej i niemiecka okupacja zmieniły życie mieszkańców Markowej. Ludność wiejska została obciążona obowiązkowymi kontyngentami. Od 1942 r. za niewywiązywanie się z ich dostarczania groziła kara śmierci. Wpływało to na obniżenie racji żywnościowych. Wszechobecny terror, obowiązek przestrzegania godziny policyjnej, obawa przed wywózkami do pracy przymusowej w Rzeszy albo przed poborem do Służby Budowlanej (Baudienst) były elementami wojennej codzienności. Do wsi trafiali najpierw Polacy przesiedleni z tzw. ziem wcielonych do Rzeszy, a od 1943 r. polscy uciekinierzy ze wschodu, szukający ratunku przed nacjonalistami ukraińskimi. Wpływało to na możliwości mieszkaniowe i aprowizacyjne we wsi.
Z kolei od wiosny 1942 r. z powodu niemieckiej polityki Zagłady Żydzi, w tym ci przebywający w Markowej i okolicach, stawali w obliczu niezwykle trudnych wyborów w kontekście strategii przetrwania. Zdecydowana większość stosowała się do obwieszczeń okupanta i zginęła w trakcie akcji „Reinhardt” w jednym z trzech ośrodków Zagłady (Bełżcu, Sobiborze, Treblince). Do dziś brakuje danych dotyczących liczby uciekinierów z gett na tzw. aryjską stronę.
Jednym z czynników, który warunkował zachowania ludności polskiej wobec szukających schronienia Żydów, było prawodawstwo okupacyjne. Kluczowe znaczenie miało tzw. trzecie rozporządzenie o ograniczeniu pobytu w Generalnym Gubernatorstwie z 15 października 1941 r., którym wprowadzono karę śmierci za pomoc ludności żydowskiej. Nie tylko podtrzymywało ono nakaz izolacji Żydów, ale też wprowadzało zapis determinujący stosunki polsko-żydowskie w GG. Zaznaczono w nim m.in., że:
Żydzi, którzy bez upoważnienia opuszczają wyznaczoną im dzielnicę, podlegają karze śmierci. Tej samej karze podlegały osoby, które takim Żydom świadomie dają kryjówkę. Podżegacze i pomocnicy podlegają tej samej karze jak sprawca, czyn usiłowany karany będzie jak czyn dokonany.
W listopadzie 1941 r. niemieckie władze policyjne wydały tak zwany rozkaz strzelania (niem. Schießbefehl), który zobowiązywał funkcjonariuszy policji, w tym granatowej, do rozstrzeliwania bez sądu wszystkich Żydów przebywających bez zezwolenia poza granicami getta. Dotyczyło to także kobiet i dzieci.
Warto zwrócić uwagę, że w Markowej w okresie przedwojennym mieszkali Żydzi. Na tle całej społeczności nie była to grupa liczna. Według spisu ludności z 1921 r., zgodnie z kryterium wyznaniowym, żyło tam 126 osób wyznania mojżeszowego. W cały powiecie przeworskim, w którym leżała wieś, większość mieszkała w miasteczkach, tylko około 2 procent stanowili Żydzi żyjący na wsi. Historycy szacują, że tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej, w Markowej żyło między 20 a 30 żydowskich rodzin, czyli około 120 osób. Do dyspozycji mieli domy modlitwy ulokowane we wsi, a najbliższa synagoga mieściła się w Łańcucie. Ich osadnictwo we wsi nie było zwarte, domy żydowskie stały pośród polskich domostw. Żydzi zajmowali się głównie handlem, nieliczni zaś uprawą roli. Trudno jednoznacznie określić, jak dokładnie wyglądały kontakty między Wiktorią, Józefem a żydowskimi mieszkańcami Markowej. Biorąc pod uwagę to, że Ulmowie skupowali płody rolne, zwierzęta hodowlane, a do wsi sprowadzali produkty przemysłowe, należy założyć, że utrzymywali przynajmniej relacje handlowe.
Podczas okupacji w Markowej żyło około 20 rodzin żydowskich, w powiecie łącznie blisko 1000 Żydów. Od początku sierpnia 1942 r. wywieziono większość Żydów z Łańcuta i okolicznych wiosek, w tym z Markowej, i zamordowano w ośrodku zagłady w Bełżcu, a niezdolni do transportu zostali rozstrzelani na miejscu. Od sierpnia trwały „polowania” na ukrywających się, którzy akcję eksterminacyjną usiłowali przeczekać w lasach i na polach. Egzekwowanie wspomnianych rozporządzeń dotyczyło przede wszystkim obszarów wiejskich. Po likwidacji kolejnych gett w teren wysyłano specjalne grupy pościgowe (złożone m.in. z niemieckich żandarmów, SS i tzw. policjantów granatowych), których celem było „tropienie” żydowskich zbiegów i tych, którzy próbowali udzielić im schronienia. Nierzadko zdarzało się, że schwytanych na takim „przestępstwie” Polaków rozstrzeliwano na miejscu (także całe rodziny), grabiono i niszczono ich mienie, brutalnie ich bito albo stawiano przed niemieckimi sądami specjalnymi lub sądami doraźnymi. Informacje o takich przypadkach rozchodziły się po okolicy i potęgowały strach u osób, u których chronili się Żydzi. Także lokalne władze okupacyjne, łącznie np. z tzw. policją granatową, wykorzystywały takie wydarzenia, by zniechęcać lokalną ludność do udzielania pomocy.
Zbrodnia o świcie
W świetle dostępnych źródeł nie jest do końca jasne, kiedy do położonego na obrzeżach domu Ulmów w Markowej przybyli Żydzi szukający pomocy. Byli to: Saul Goldman, który przed wojną był znanym w okolicy handlarzem bydła, i jego czterej synowie o nieznanych imionach (w Łańcucie nazywano ich Szallami). Ulmowie udzielili im schronienia na poddaszu. Po pewnym czasie do ukrywających się dołączyły także dwie córki oraz wnuczka Chaima Goldmana z Markowej: Lea Didner z córką o nieznanym imieniu i Genia (Gołda) Grünfeld. Warto dodać, że Goldmanom wcześniej za opłatą pomagał Włodzimierz Leś, funkcjonariusz tzw. policji granatowej, który mieszkał pod Łańcutem. Po pewnym czasie nie tylko odmówił dalszego wsparcia, ale nie chciał też oddać im przechowywanego mienia. Najprawdopodobniej w końcu 1942 r. wspomniani Żydzi trafili do Ulmów.
W niewielkim domu Wiktorii i Józefa przebywali na strychu. Większość czasu spędzali poza kryjówką, uczestnicząc w życiu codziennym i pracach przy gospodarstwie. Mężczyźni pomagali przy garbowaniu skór albo rąbali drwa na opał. Zachowało się jedno zdjęcie wykonane podczas takich prac przez Józefa Ulmę. Kobiety z kolei pomagały Wiktorii w pracach domowych. Od połowy 1943 r. gospodyni była w ciąży, więc każda pomoc była dla niej ważna. Żydzi ukrywali się, kiedy do domu przychodziły jakieś osoby postronne albo kiedy uznano, że sytuacja staje się niebezpieczna i jest ryzyko denuncjacji. Józef wykonywał m.in. zdjęcia do kenkart, więc zapewne dość często zaglądali do jego gospodarstwa różni ludzie. O ile jednak można było utrzymać tajemnicę, co rozgrywało się w domu i obejściu Ulmów, o tyle zdecydowanie trudniej było ukryć np. większe zakupy żywnościowe, dokonywane przez Wiktorię. Wzbudzało to ciekawość i pytania, a w małej społeczności plotki szybko się rozchodziły. Niemniej Żydzi przebywali u Ulmów ponad rok.
Wiktoria Ulma z córką Stasią (IPN, ze zbiorów Mateusza Szpytmy)
O świcie 24 marca 1944 r. do domu Ulmów przybyła ekspedycja karna złożona z pięciu niemieckich żandarmów z posterunku w Łańcucie: Eilerta Diekena (szefa żandarmerii niemieckiej w Łańcucie), Josepha Kokota, Michaela Dziewulskiego, Ericha Wildego i Gustawa Unbehenda oraz czterech tzw. granatowych policjantów, w tym Włodzimierza Lesia i Eustachego Kolmana. Doskonale wiedzieli, dokąd i po co jadą, otrzymali donos o ukrywających się Żydach. Policjanci z policji granatowej otoczyli dom Ulmów, a żandarmi niemieccy po kolei wyprowadzali z niego ofiary, które następnie rozstrzeliwali przed domem. Najpierw zamordowano Żydów, po nich przyszła kolej na małżeństwo Ulmów, a na końcu wykonano egzekucję na małoletnich dzieciach. Zwłoki pogrzebano na terenie gospodarstwa; do jednego dołu wrzucono ciała Żydów, do drugiego – polskiej rodziny. Dom Ulmów splądrowano, żandarmi zabrali co cenniejsze rzeczy.
Wiadomość o zbrodni dokonanej na Ulmach i ich dzieciach oraz na ukrywających się u nich Żydach bardzo szybko rozeszła się po Markowej i okolicach. Był to okres poprzedzający Wielkanoc, ludzie gromadzili się przed kościołem i rozmawiali o tych wydarzeniach. Dla całej wsi była to ogromna tragedia. Szczególny ciężar odczuwali ci, u których nadal ukrywali się inni Żydzi.
Historycy oceniają, że w Markowej uratowało się 21 Żydów, w tym m.in. Weltzowie (Aron, jego żona, dwoje dzieci i trzech krewnych), którzy przez kilkanaście miesięcy ukrywali się na strychu domu Doroty i Antoniego Szylarów. W niedługim czasie po tej zbrodni mieszkańcy wsi potajemnie umieścili zwłoki Ulmów w prowizorycznych trumnach i ponownie zakopali. Tuż po wojnie ich szczątki zostały przeniesione na cmentarz parafialny w Markowej. Jesienią 1947 r. ekshumowano zwłoki zamordowanych Żydów i przeniesiono na Cmentarz Ofiar Hitleryzmu w Jagielle-Niechciałkach.
Kilka tygodni po zbrodni w Markowej policjant granatowy z posterunku w Łańcucie, Włodzimierz Leś, został uznany przez polskie podziemie konspiracyjne za winnego donosu i zastrzelony 10 września 1944 r. na mocy wyroku Polskiego Państwa Podziemnego.
***
Zbrodnia na rodzinie Ulmów z Markowej stała się w pewnym sensie symbolem niemieckich represji na Polakach pomagających Żydom w czasie drugiej wojny światowej. W 1995 r. Józef i Wiktoria Ulmowie zostali pośmiertnie uhonorowani tytułem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, przyznawanym przez Instytut Yad Vashem w Jerozolimie. W 2010 r. Ulmowie zostali odznaczeni przez prezydenta RP Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Z kolei w 2016 r. otwarto Muzeum Polaków Ratujących Żydów podczas II wojny światowej im. Rodziny Ulmów w Markowej. Od 2018 r. w rocznicę tragicznych wydarzeń w Markowej, 24 marca, obchodzony jest Narodowy Dzień Pamięci Polaków Ratujących Żydów pod Okupacją Niemiecką. We wrześniu 2003 r. rozpoczął się proces beatyfikacyjny rodziny Ulmów, którego finał miał miejsce w niedzielę 10 września 2023 r. w Markowej. Wyjątkowość tego wydarzenia polega na tym, że proces dotyczył nie tylko małżonków, ale także ich potomstwa, w tym dziecka nienarodzonego.