Tadeusz Konwicki – sumienie XX wieku - Muzeum Historii Polski w Warszawie SKIP_TO
Wizyta w muzeum Przejdź do sklepu
Przy stoliku z bukietem kwiatów siedzą od lewej Konwicki i Borusewicz. Rozmawiają, Borusewicz gestykuluje.
U Konwickiego film i literatura to naczynia połączone, tworzące wspólny, autorski świat. Tak jak jego literatura jest obrazowa i operująca plastycznym detalem, tak film jest na wskroś literacki – nasycony monologiem wewnętrznym i gęstą metaforą. Konwicki-reżyser filmował to, czego Konwicki-pisarz nie potrafił do końca nazwać słowami, i odwrotnie.

Plakat przedstawia niebieskie sylwetki wileńskich budowli - kościołów, kamienic, wież - na tle żółtego nieba. powiększ
Stefan Norblin „Wilno”, plakat stworzony dla PKP, ok. 1930 r. (Wikimedia Commons)

Tęskniąc za wileńską Arkadią

Przełomem w biografii Konwickiego stała się odwilż październikowa 1956 roku. To wtedy, wraz z upadkiem stalinowskiego monolitu, reżyser i pisarz zaczął głośno artykułować swoje rozczarowanie. Po latach wielokrotnie i ze wstydem wspominał własne zaangażowanie w komunizm, nazywając je „ukąszeniem heglowskim”. Jednak polityczne rozstanie z systemem dokonywało się etapami. Konwicki należał do grupy tzw. rewizjonistów, którzy wierzyli jeszcze w możliwość naprawy socjalizmu od wewnątrz. Kluczowym momentem tej drogi stał się rok 1966, kiedy to w dziesiątą rocznicę Października Leszek Kołakowski wygłosił na Uniwersytecie Warszawskim słynny wykład, podsumowujący dekadę zmarnowanych nadziei. Solidaryzując się z filozofem, Konwicki podpisał list protestacyjny przeciwko usunięciu go z PZPR. W odpowiedzi sam został wydalony z szeregów partii.

Konwicki-pisarz stworzył własny, niepodrabialny styl: „łże-autobiografię”. W dziełach takich jak „Sennik współczesny”, „Wniebowstąpienie” czy „Mała apokalipsa” Warszawa miesza się z sennymi powidokami Wilna. Jego wileńska Arkadia nie jest jednak sielanką – to kraina duchów, kraina, która zginęła, a której jedynym depozytariuszem jest pamięć autora. To tęsknota bolesna, bo podszyta świadomością, że tamtego świata nie da się już odbudować.

Konwicki nie tylko pisał i reżyserował, ale jako kierownik literacki legendarnego „Kadru” był spiritus movens Polskiej Szkoły Filmowej. To on szlifował scenariusze najważniejszych filmów tamtej epoki, takich jak „Popiół i diament” Andrzeja Wajdy czy „Pociąg” Jerzego Kawalerowicza. Jego rola polegała na nadawaniu surowym tekstom specyficznego, egzystencjalnego niepokoju oraz pilnowaniu, by polskie kino nie uciekało w tanią dydaktykę, lecz by mierzyło się z tragizmem historii.

Dla Konwickiego ekran był przedłużeniem literatury – przestrzenią, gdzie można było przywołać duchy Kresów, rozliczyć się z „pryszczatą” młodością i postawić diagnozę narodowej duszy, która – zdaniem autora – wciąż tkwi w stanie „małej apokalipsy”.

W pracy nad filmem Konwicki przejawiał specyficzną, literacką hierarchię ważności. Jako literat w większym stopniu myślał o inscenizacji, a mniejszą wagę przywiązywał do pracy operatora. Ta ostatnia była więc czymś wtórnym wobec starannie zaplanowanego kadru. Sam jednak stronił od oglądania finalnego efektu – nie uczestniczył w pokazach swoich filmów, nie czytał swoich książek i nie zwracał uwagi na estetykę okładek. Dzieło, które opuściło jego biurko lub montażownię, stawało się więc niejako bytem osobnym. Sam akt tworzenia był dla Konwickiego ważniejszy niż jego materialny efekt.
Na pierwszym planie ulica z kamienicami po bokach, samochodem i gołebiami. W głębi - Pałac Kultury. powiększ
Pałac Kultury i Nauki – widok z ul. Złotej, 1959 r. (NAC)
1/4

PowiązaneMateriały