Stanisław August Poniatowski. Król Polski 1764-1795 - Muzeum Historii Polski w Warszawie SKIP_TO
Wizyta w muzeum Przejdź do sklepu

Stanisław August Poniatowski.
Król Polski 1764-1795

czas czytania:
Król Stanisław August w mundurze i peruce wskazuje ręką na dokument trzymany przez urzędnika. Wokół stoi grupka szlachciców w kontuszach, dama i chłopiec.
Stanisław August Poniatowski był ostatnim królem Rzeczypospolitej Obojga Narodów i jednym z jej najbardziej kontrowersyjnych władców. Uosabia zarówno rozpad dawnego państwa, jak i ostatnią próbę jego modernizacji. Jedni widzieli w nim „króla Stasia” – próżnego estetę, który przegrał wszystko. Inni – pełnego uporu reformatora, pracującego ponad siły, by kraj wyciągnąć z kryzysu. Spór o jego ocenę trwa do dziś.
powiększ
Marcello Bacciarelli „Portret alegoryczny Stanisława Augusta Poniatowskiego z klepsydrą”, olej na płótnie (Muzeum Narodowe w Krakowie)

Król reformator

Elekcja 1764 r. była jedną z najspokojniejszych w dziejach – również dlatego, że trzy kilometry od pola elekcyjnego stały rosyjskie wojska. Pod lufami ich karabinów szlachta obwołała królem stolnika litewskiego Stanisława Antoniego Poniatowskiego, który przyjął imiona Stanisław August. W jego wyborze było jednocześnie coś z osobistej kariery zdolnego magnata i coś z upokorzenia: od pierwszego dnia panowania wiedział, że zawdzięcza koronę obcej władczyni.

Nowy król od razu rzucił się w wir reform. Już sejm konwokacyjny, obradujący „pod węzłem konfederacji”, a więc bez liberum veto, uchwalił szereg praw ograniczających samowolę hetmanów i ministrów, tworzących kolegialne komisje skarbowe i wojskowe. Stanisław August i związani z nim politycy próbowali odbudować elementarną sprawność państwa. W kolejnych latach powołano komisje dobrego porządku w miastach, powstał Teatr Narodowy, a w 1765 r. – elitarna Szkoła Rycerska, która miała tworzyć nowoczesne kadry wojskowe i obywatelskie. Król żywo interesował się programem nauczania, wciągał kadetów w praktykę publiczną, a ich mundury i musztra miały być wizytówką odrodzonego polskiego wojska.

Konstytucja 3 maja uczyniła z niego na moment bohatera europejskiej opinii publicznej. W Warszawie panowała atmosfera rewolucji godności: wydawało się, że Rzeczpospolita dołącza do grona nowoczesnych monarchii konstytucyjnych. Na nieszczęście dla króla i kraju triumf reformatorów zbiegł się z eskalacją wojny rewolucyjnej we Francji. Mocarstwa zaniepokojone „zarazą” zmian uznały Polskę za niebezpieczny precedens. W 1792 r. Rosja wkroczyła zbrojnie, a część polskich magnatów zawiązała konfederację targowicką przeciw konstytucji. Odbudowywane wojska polskie pod dowództwem Tadeusza Kościuszki i Józefa Poniatowskiego, podjęły walkę. Taktyczne zwycięstwa nie mogły jednak zmienić obrazu strategicznej klęski.

Decyzja Stanisława Augusta, by przerwać walkę i przyłączyć się do targowicy, stała się kluczowym argumentem jego krytyków. Romantycy nie mogli mu darować, że nie wybrał śmierci na czele wojska, że nie stał się królem-męczennikiem. Sam władca uważał jednak gest heroicznej rozpaczy za polityczny teatr. Był przekonany, że ustępując, ocali choć część dorobku reform i sam byt państwa. Z dzisiejszej perspektywy wiemy, że przecenił swoją sprawczość i dobrą wolę Katarzyny II. Jednocześnie nie da się sprowadzać tej decyzji do czystej tchórzliwości. Była raczej dramatyczną próbą ratowania tego, co jeszcze się dało – próbą, która nie mogła się powieść.
Pierwsza strona starodruku z napisem „Ustawa Rządowa. Prawo uchwalone dnia tzreciego maja roku 1791”. powiększ
Tekst Konstytucji 3 maja wydany w Warszawie w 1791 r. w Drukarni Uprzywilejowanej M. Grölla (Polona)
Pałac wśród wysokich drzew, nad stawem. Na pierwszym planie widać spacerującą parę. W tle - błękitne niebo. powiększ
Marcin Zaleski „Widok pałacu w Łazienkach latem”, olej na płótnie, ok. 1836-1838 r. (Muzeum Narodowe w Warszawie)

Współcześni oceniali go różnie. Dla części konserwatystów był „królem Stasiem” – miękkim, nazbyt francuskim w manierach, zbyt mało sarmackim. Oświeceniowi publicyści cenili jego mecenat i gotowość do dialogu. Późniejsze pokolenia też widziały w nim to, co chciały: romantycy wynosili na piedestał bohaterów z szablą w dłoni i odrzucali monarchę, który w decydującym momencie postawił na kalkulację; pozytywiści dostrzegali w nim prekursora pracy organicznej, a historycy XX i XXI w. coraz częściej mówią o nim jak o „najlepszym z ministrów kultury” i polityku, który – mimo wszystkich błędów – próbował myśleć o państwie w kategoriach długiego trwania.

W codziennym rytmie pracy bliższy był urzędnikowi niż królowi z romantycznych obrazów. Wstawał wcześnie, godzinami rozmawiał ze współpracownikami. Pisał i poprawiał memoriały, śledził korespondencję zagraniczną, czytał nowe książki. Dbał o detale – od umundurowania gwardii po ikonograficzne niuanse obrazów zamawianych u Bacciarellego – wierząc, że w polityce symbole są równie ważne jak ustawy. Ta drobiazgowość zamieniała się czasem w nadmierną ostrożność, ale świadczy też o tym, jak serio traktował swoją rolę. Wbrew legendzie o pięknoduchu w Łazienkach większość życia spędzał nie na spacerach po ogrodzie, lecz za biurkiem.
1/4

PowiązaneMateriały