Legiony Polskie
we Włoszech. Nadzieja
na odrodzenie Polski
czas czytania:
Niespełna dwa lata wcześniej na skutek III rozbioru Polska została starta z mapy Europy. 9 stycznia 1797 roku, dzięki staraniom gen. Jana Henryka Dąbrowskiego, utworzono we Włoszech Legiony Polskie, które obok armii Napoleona miały walczyć o niepodległość utraconej ojczyzny.
Zalążek polskiego wojska
9 stycznia 1797 roku w jednym z mediolańskich pałaców generał Jan Henryk Dąbrowski złożył podpis pod konwencją zawartą przez niego w imieniu rodaków z Administracją Generalną Lombardii. Władze nowej republiki, powstałej dzięki zwycięstwom generała Bonaparte w kampanii przeciw Austriakom, wyrażały w niej zgodę na utworzenie polskich legionów na służbie lombardzkiej. Cudzoziemskie oddziały w obcej służbie były od stuleci obecne na europejskich teatrach wojen. Legiony Polskie we Włoszech miały jednak całkowicie odmienny od nich charakter. Jak głosił szósty paragraf umowy:
Lud Lombardii […] uważać będzie Polaków uzbrojonych na obronę wolności jako prawdziwych braci swoich, nie zaś jako wojsko cudzoziemskie.
Władze Lombardii przyznały legionistom pełne prawa obywatelskie wraz z obietnicą, że będą mogli powrócić „do ognisk [domowych] własnych w przypadku potrzeby”. Tych kilka krótkich zdań stanowiło prawdziwą rewolucję w podejściu do służby wojskowej. Zgodnie z republikańskimi wyobrażeniami o wolności, patriotyzmie i obywatelskich obowiązkach, polskich legionistów uznano nie za najemników szukających w obcej służbie źródła zysków, lecz za wolnych obywateli sprzeciwiających się wymazaniu ich państwa z mapy Europy. Dla polskich emigrantów politycznych, którzy opuścili kraj po upadku insurekcji kościuszkowskiej (1794) stanowiło to spełnienie marzeń hołubionych od ponad dwóch lat.
Klęska powstania i trzeci, ostateczny rozbiór Rzeczpospolitej w 1795 roku skłoniły do emigracji znaczną liczbę działaczy politycznych, posłów na sejm i wojskowych. Kierowały nimi dwa motywy – chęć uniknięcia represji, których mogli spodziewać się ze strony Austrii, Prus i Rosji, oraz nadzieja na pomoc rewolucyjnej Francji w działaniach na rzecz odzyskania niepodległego państwa. Układ sił na europejskiej scenie politycznej sprawiał, że Francja była jedynym państwem, które mogło przeciwstawić się zaborczym monarchiom i wesprzeć polskie dążenia niepodległościowe. Przekonanie, że francuska elita polityczna głosząca republikańską krucjatę wolności w Europie jest naturalnym sojusznikiem polskich emigrantów, sprawiło, że to właśnie Paryż stał się areną ich szczególnie intensywnej działalności. Wykorzystując znajomości z przedstawicielami elity politycznej republiki, starali się osiągnąć dwa cele. Pierwszym z nich było skłonienie Francji do zawiązania skierowanej przeciw zaborcom koalicji – na przykład poprzez sojusz z wrogą Rosji i nieuznającą rozbiorów Polski Turcją. Drugim zaś celem było przekonanie francuskich polityków do idei utworzenia polskich sił zbrojnych, walczących u boku republiki w wojnie z Austrią. Polscy działacze niepodległościowi byli przekonani, że podtrzymałoby to obecność sprawy polskiej na scenie politycznej Europy, a w razie rokowań pokojowych skłoniłoby może francuską dyplomację do poruszenia wątku niepodległości Polski w trakcie prowadzonych negocjacji.
Andrea Appiani „Bonaparte w Mediolanie”, 1800 r. (Muzeum Sztuk Pięknych w Montrealu, domena publiczna)
Zabiegi te początkowo nie przynosiły oczekiwanych rezultatów. Francuska elita polityczna chętnie deklarowała nienawiść do despotów i współczucie dla Polaków, lecz w obliczu trudnej sytuacji wojennej starała się unikać działań, które mogłyby zwiększyć polityczną izolację republiki w Europie. Z równą powściągliwością spotkał się pomysł tworzenia polskiego wojska – pamięć o wierności, jaką okazała królowi gwardia szwajcarska w pierwszych latach rewolucji, sprawiła, iż w konstytucji republiki wyraźnie zakazano przyjmowania na żołd francuski cudzoziemskich oddziałów. Długo oczekiwany przez Polaków przełom przyniosła błyskotliwa kampania Napoleona Bonaparte we Włoszech w 1796 roku. Młody generał okazał się nie tylko znakomitym dowódcą, ale także zręcznym i dość niezależnym od Paryża politykiem. Utworzenie przez niego Republiki Lombardzkiej stało się dla polskich emigrantów sygnałem, że zaistniały warunki do przezwyciężenia impasu, w jakim znalazła się sprawa formowania legionów. Generałowi Dąbrowskiemu, zasłużonemu dowódcy z czasów insurekcji kościuszkowskiej, który udał się do Włoch wraz z Józefem Wybickim, swoim cywilnym doradcą i przyjacielem, oraz grupą oficerów, udało się przekonać Bonapartego, że utworzenie polskiej formacji we Włoszech będzie korzystne dla Francji. Francuski dowódca zrozumiał to szybko.
Za niepodległość Polski… we Włoszech
i na Karaibach
Wojna trwała nadal, więc kilka tysięcy dodatkowych żołnierzy stanowiło siłę, z której szkoda było rezygnować – tym bardziej że koszt ich utrzymania ponosić mieli Włosi. Dodatkową korzyścią z utworzenia Legionów Polskich mógł być spadek dyscypliny w wojskach austriackich operujących na Półwyspie Apenińskim. Stanowiska oficerskie w polskiej formacji mieli objąć doświadczeni wojskowi przybywający z emigracji lub z kraju, natomiast szeregowców i podoficerów zamierzano pozyskać, prowadząc werbunek wśród jeńców wojennych, z których wielu było chłopami z zaboru austriackiego, przymusowo wcielonymi do armii habsburskiej. Wieść o istnieniu Legionów Polskich mogła sprawić, że ci, którzy pozostawali nadal w austriackich szeregach, zapragnęliby je porzucić, by służyć w polskim mundurze i pod polską komendą. Status prawny legionów – oddziałów „posiłkujących” Lombardię – pozwalał również obejść konstytucyjny zakaz formowania cudzoziemskich oddziałów w armii francuskiej.
Po kilku miesiącach prac Dąbrowski miał prawo mówić o sukcesie. W kwietniu 1797 roku w szeregach dwóch legii (każda po trzy bataliony) znalazło się niemal 6 tysięcy żołnierzy. Ich związek z tradycją niepodległego państwa i narodowy charakter podkreślał polski krój mundurów. O republikańskim charakterze nowego wojska świadczyły czytelne symbole – trójkolorowa francuska kokarda i włoski napis na naramiennikach: „Ludzie wolni są braćmi”. Republikańskie były również obowiązujące w nim zasady: zniesienie kar cielesnych, umożliwienie oficerskich awansów zasłużonym szeregowcom, wywodzącym się z chłopów i mieszczan, czy wprowadzenie nowej formy zwracania się do podkomendnych i przełożonych, których odtąd tytułowano „obywatelami”. Oficerom zalecano dobre traktowanie żołnierzy, a nawet uczenie ich czytania i pisania oraz kształcenie w zakresie historii Polski. Choć zapewne nie wszyscy brali sobie te wskazówki do serca, inicjatywy legionowego dowództwa dowodzą, że miało ono wyraźną wizję żołnierza, który jest nie tylko sprawnym narzędziem na polu bitwy, ale także świadomym obywatelem.
Francuscy przełożeni Dąbrowskiego szybko docenili przede wszystkim wartość bojową legionów. Tempo, w jakim udało się ją osiągnąć, nie dziwi, zważywszy na fakt, że legiony formowano nie z niedoświadczonych rekrutów, niedawno wcielonych do wojska, lecz z dawnych żołnierzy austriackich, którzy mieli już za sobą pierwsze bitwy. Legionowa piechota szybko przyswoiła sobie stosowany w armii francuskiej styl działań ofensywnych. Polegał on na przygotowaniu ataku przez strzelców rozsypanych w tyralierę przed własnymi głównymi siłami, które, uszykowane w kolumny, ruszały szybkim krokiem na przeciwnika. W odległości kilkudziesięciu metrów od niego zatrzymywały się, oddawały salwę i ruszały do ataku na bagnety. Podobna taktyka dawała zwykle dobre rezultaty w kampaniach przeciwko Austriakom w 1797 roku. Nieco gorzej sprawdzała się podczas wojny 1799 roku, w której legionistom przyszło zmierzyć się z doświadczoną rosyjską piechotą z korpusu feldmarszałka Suworowa. W krwawej bitwie nad Trebbią (17-19 czerwca 1799) straty poniesione przez nich sięgały kilkuset zabitych, rannych i jeńców.
Francuscy przełożeni Dąbrowskiego szybko docenili przede wszystkim wartość bojową legionów. Tempo, w jakim udało się ją osiągnąć, nie dziwi, zważywszy na fakt, że legiony formowano nie z niedoświadczonych rekrutów, niedawno wcielonych do wojska, lecz z dawnych żołnierzy austriackich, którzy mieli już za sobą pierwsze bitwy. Legionowa piechota szybko przyswoiła sobie stosowany w armii francuskiej styl działań ofensywnych. Polegał on na przygotowaniu ataku przez strzelców rozsypanych w tyralierę przed własnymi głównymi siłami, które, uszykowane w kolumny, ruszały szybkim krokiem na przeciwnika. W odległości kilkudziesięciu metrów od niego zatrzymywały się, oddawały salwę i ruszały do ataku na bagnety. Podobna taktyka dawała zwykle dobre rezultaty w kampaniach przeciwko Austriakom w 1797 roku. Nieco gorzej sprawdzała się podczas wojny 1799 roku, w której legionistom przyszło zmierzyć się z doświadczoną rosyjską piechotą z korpusu feldmarszałka Suworowa. W krwawej bitwie nad Trebbią (17-19 czerwca 1799) straty poniesione przez nich sięgały kilkuset zabitych, rannych i jeńców.
Dalsze losy legionów odzwierciedlały dynamiczność przemian sytuacji politycznej na Półwyspie Apenińskim. U schyłku 1797 roku legiony zostały przeniesione na służbę Republiki Cisalpińskiej, a w trzy lata później, jako Legia Włoska, weszły w skład sił zbrojnych Republiki Włoskiej. Uznanie, jakie zyskały wśród francuskich generałów, skłoniło ministerstwo wojny w Paryżu do powtórzenia inicjatywy Dąbrowskiego na niemieckim teatrze działań wojennych. W 1800 roku z doświadczonych oficerów legionowych oraz wziętych do niewoli Polaków z armii austriackiej sformowano tak zwaną Legię Naddunajską pod dowództwem generała Karola Kniaziewicza. Jeszcze w tym samym roku w dużym stopniu przyczyniła się ona do decydującego o losach wojny francuskiego zwycięstwa w bitwie pod Hohenlinden (3 grudnia 1800 r.). Był to moment, w którym polskie formacje zbrojne walczące u boku Francuzów osiągnęły największą liczebność – w szeregach legionów we Włoszech i Legii Naddunajskiej znajdowało się wówczas około 17 tysięcy żołnierzy.
O ich dalszych losach zadecydowała wielka polityka. W 1801 roku wojnę francusko-austriacką zakończył traktat pokojowy w Lunéville. Jeden z jego artykułów zobowiązywał obu sygnatariuszy, by zaprzestali popierać „wrogów wewnętrznych” przeciwnej strony. Austria miała zatem nie udzielać pomocy francuskim rojalistom, Francja zaś Polakom działającym na rzecz odbudowy niepodległej Polski. W tej sytuacji Legia Włoska i Legia Nadwiślańska stały się dla generała Bonaparte, który jako pierwszy konsul rządził wówczas republiką, sprzymierzeńcem kłopotliwym i niepożądanym. Francuzów dodatkowo mogły niepokoić nastroje panujące wśród legionistów. Wielu oficerów wyrażało niezadowolenie z pominięcia sprawy polskiej w negocjacjach pokojowych, uważając, że stawia to pod znakiem zapytania sens dalszego istnienia legionów. Część z nich złożyła dymisje i powracała do kraju. Wśród żołnierzy i oficerów szerzyły się również nastroje niechętne Bonapartemu, którego oskarżano o porzucenie sprawy polskiej i przejęcie władzy dyktatorskiej we Francji. W tej sytuacji obie formacje zreorganizowano, tworząc z nich trzy półbrygady piechoty. Jedna z nich oraz pułk legionowych ułanów nadal były na służbie włoskiej pod dowództwem Dąbrowskiego. Dwie pozostałe przeniesiono na służbę francuską, czego nie zabraniała już nowa konstytucja republiki. W maju 1802 roku polską 113. półbrygadę (2,5 tys. żołnierzy) skierowano na San Domingo na Morzu Karaibskim, gdzie miała wspomagać oddziały francuskie w tłumieniu powstania niewolników w dawnej kolonii. W drugim rzucie posiłków, w styczniu 1803 roku, ruszyła za nią 114. półbrygada. Łącznie na wyspie znalazło się ponad 5 tysięcy Polaków.
Krwawe i okrutne walki z powstańcami oraz choroby tropikalne w ciągu kilkunastu miesięcy doprowadziły do ogromnych ubytków w szeregach. Około 4 tysięcy dawnych legionistów poległo, zmarło w szpitalach albo dostało się do niewoli. Kilkuset trafiło do niewoli powstańców lub angielskiej. Część z nich, za zgodą władz powstańczych, osiedliła się na wyspie. Szacuje się, że do Europy powróciło w różnych latach nie więcej niż 700 żołnierzy i oficerów.
„Jeszcze Polska
nie zginęła!”
Losy dawnych legionowych formacji, które skierowano na służbę włoską, ukształtowały się odmiennie, choć nie mniej dramatycznie. Latem 1806 roku przeniesiono je ze służby włoskiej do Królestwa Neapolu, rządzonego wówczas przez Józefa Bonaparte. Wiosną 1807 roku, w trakcie trwającej na ziemiach zaboru pruskiego wojny Napoleona z Prusami i Rosją, sformowano z nich Legię Polsko-Włoską, która, wzmocniona polskimi rekrutami z kraju, miała zasilić szeregi tworzącego się wojska polskiego. Stało się jednak inaczej. Legioniści trafili najpierw na służbę króla Westfalii Hieronima Bonaparte. W 1808 roku trzy polskie pułki piechoty i jeden ułanów wcielono do armii francuskiej jako tak zwaną Legię Nadwiślańską. Przez kolejne trzy lata miała ona zdobywać sławę (i ponosić straty) w krwawych walkach z Hiszpanami i Anglikami na Półwyspie Iberyjskim. Dopiero po piętnastu latach od utworzenia Legionów Polskich we Włoszech, w 1812 roku, ta część ich weteranów, która przeżyła dotychczasowe wojenne trudy i bitwy, powróciła do kraju – maszerując na wojnę z Rosją jako część gwardii Napoleona. Ocalałe po klęsce resztki Legii Nadwiślańskiej walczyły u boku cesarza Francuzów aż do jego abdykacji w 1814 roku.
Liczbę oficerów i żołnierzy, którzy przewinęli się przez szeregi legionów w latach 1797-1806, szacuje się na około 25 tysięcy. Wśród świadków epoki napoleońskiej i w kolejnych generacjach Polaków legiony pozostawiły po sobie niejako podwójną pamięć. Entuzjaści czynu zbrojnego jako drogi do odzyskania niepodległości dowodzili, że w czasach, gdy Napoleon Bonaparte jako jedyny władca w Europie ofiarował Polakom nadzieje na odbudowę ich własnego państwa, walczący u boku Francuza legioniści podtrzymywali jego – raz mocniejsze, raz słabsze – zainteresowanie sprawą polską. Argument ten po raz pierwszy przywołali Dąbrowski z Wybickim w odezwie wydanej w listopadzie 1806 roku, w której wzywali rodaków do poparcia Napoleona, wkraczającego wówczas ze swoją armią do zaboru pruskiego. Zdaniem entuzjastów czynu zbrojnego, legiony stały się dobrą szkołą wojskowego rzemiosła, z której wyszło wielu generałów i oficerów odradzającego się w latach 1806-1807 wojska polskiego. Legiony stanowić miały również piękny przykład patriotycznej determinacji – zgodnie ze słowami powstałej w 1797 roku „Pieśni Legionów Polskich we Włoszech”, znanej również jako „Mazurek Dąbrowskiego”: „Jeszcze Polska nie zginęła, kiedy my żyjemy / Co nam obca przemoc wzięła, szablą odbierzemy”. Straty ponoszone przez legionistów należy zaś uznać za nieuniknioną cenę wykorzystywania politycznej szansy, jaką stworzył dla Polaków Napoleon.
Krytycy idei legionowej wskazywali, że ofiara życia tysięcy polskich żołnierzy walczących na obcej ziemi nie przyczyniła się do odbudowy niepodległej Polski. Podkreślali, że legiony wykorzystywano w walce na rzecz francuskiej racji stanu, co prowadziło do sytuacji dwuznacznych moralnie. Jaskrawym tego przykładem był udział dwóch polskich półbrygad w ekspedycji na San Domingo – za smutny paradoks uznawano fakt, iż polscy żołnierze, kilka lat wcześniej walczący pod hasłem „ludzie wolni są braćmi”, zostali tam skierowani do tłumienia wolnościowych aspiracji czarnych niewolników.
Oba warianty pamięci ujawniały się w XIX wieku z różną siłą, w zależności od sytuacji politycznej. Który z nich ostatecznie przeważył? Odpowiedź wydaje się prosta. W 1918 roku Polska odzyskała niepodległość – w dużej mierze dzięki wysiłkowi zbrojnemu kolejnych Legionów Polskich, sformowanych w 1914 roku. W 1927 roku zaś „Mazurek Dąbrowskiego” został zatwierdzony jako oficjalny hymn państwowy.
Oba warianty pamięci ujawniały się w XIX wieku z różną siłą, w zależności od sytuacji politycznej. Który z nich ostatecznie przeważył? Odpowiedź wydaje się prosta. W 1918 roku Polska odzyskała niepodległość – w dużej mierze dzięki wysiłkowi zbrojnemu kolejnych Legionów Polskich, sformowanych w 1914 roku. W 1927 roku zaś „Mazurek Dąbrowskiego” został zatwierdzony jako oficjalny hymn państwowy.
Jarosław Czubaty