Legiony Polskie we Włoszech. Nadzieja na odrodzenie Polski - Muzeum Historii Polski w Warszawie SKIP_TO
Wizyta w muzeum Przejdź do sklepu

Legiony Polskie
we Włoszech. Nadzieja
na odrodzenie Polski

czas czytania:

Niespełna dwa lata wcześniej na skutek III rozbioru Polska została starta z mapy Europy. 9 stycznia 1797 roku, dzięki staraniom gen. Jana Henryka Dąbrowskiego, utworzono we Włoszech Legiony Polskie, które obok armii Napoleona miały walczyć o niepodległość utraconej ojczyzny.

Młody Napoleon Bonaparte w granatowo-złotym mundurze, przepasany białą szarfą, z ozdobnym pistoletem w lewej dłoni, prawa dłoń wsparta na biodrze. Napoleon ma lekko kręcone ciemne włosy, bokobrody, ładną pociągłą twarz. powiększ
Andrea Appiani „Bonaparte w Mediolanie”, 1800 r. (Muzeum Sztuk Pięknych w Montrealu, domena publiczna)

Zabiegi te początkowo nie przynosiły oczekiwanych rezultatów. Francuska elita polityczna chętnie deklarowała nienawiść do despotów i współczucie dla Polaków, lecz w obliczu trudnej sytuacji wojennej starała się unikać działań, które mogłyby zwiększyć polityczną izolację republiki w Europie. Z równą powściągliwością spotkał się pomysł tworzenia polskiego wojska – pamięć o wierności, jaką okazała królowi gwardia szwajcarska w pierwszych latach rewolucji, sprawiła, iż w konstytucji republiki wyraźnie zakazano przyjmowania na żołd francuski cudzoziemskich oddziałów. Długo oczekiwany przez Polaków przełom przyniosła błyskotliwa kampania Napoleona Bonaparte we Włoszech w 1796 roku. Młody generał okazał się nie tylko znakomitym dowódcą, ale także zręcznym i dość niezależnym od Paryża politykiem. Utworzenie przez niego Republiki Lombardzkiej stało się dla polskich emigrantów sygnałem, że zaistniały warunki do przezwyciężenia impasu, w jakim znalazła się sprawa formowania legionów. Generałowi Dąbrowskiemu, zasłużonemu dowódcy z czasów insurekcji kościuszkowskiej, który udał się do Włoch wraz z Józefem Wybickim, swoim cywilnym doradcą i przyjacielem, oraz grupą oficerów, udało się przekonać Bonapartego, że utworzenie polskiej formacji we Włoszech będzie korzystne dla Francji. Francuski dowódca zrozumiał to szybko.

O ich dalszych losach zadecydowała wielka polityka. W 1801 roku wojnę francusko-austriacką zakończył traktat pokojowy w Lunéville. Jeden z jego artykułów zobowiązywał obu sygnatariuszy, by zaprzestali popierać „wrogów wewnętrznych” przeciwnej strony. Austria miała zatem nie udzielać pomocy francuskim rojalistom, Francja zaś Polakom działającym na rzecz odbudowy niepodległej Polski. W tej sytuacji Legia Włoska i Legia Nadwiślańska stały się dla generała Bonaparte, który jako pierwszy konsul rządził wówczas republiką, sprzymierzeńcem kłopotliwym i niepożądanym. Francuzów dodatkowo mogły niepokoić nastroje panujące wśród legionistów. Wielu oficerów wyrażało niezadowolenie z pominięcia sprawy polskiej w negocjacjach pokojowych, uważając, że stawia to pod znakiem zapytania sens dalszego istnienia legionów. Część z nich złożyła dymisje i powracała do kraju. Wśród żołnierzy i oficerów szerzyły się również nastroje niechętne Bonapartemu, którego oskarżano o porzucenie sprawy polskiej i przejęcie władzy dyktatorskiej we Francji. W tej sytuacji obie formacje zreorganizowano, tworząc z nich trzy półbrygady piechoty. Jedna z nich oraz pułk legionowych ułanów nadal były na służbie włoskiej pod dowództwem Dąbrowskiego. Dwie pozostałe przeniesiono na służbę francuską, czego nie zabraniała już nowa konstytucja republiki. W maju 1802 roku polską 113. półbrygadę (2,5 tys. żołnierzy) skierowano na San Domingo na Morzu Karaibskim, gdzie miała wspomagać oddziały francuskie w tłumieniu powstania niewolników w dawnej kolonii. W drugim rzucie posiłków, w styczniu 1803 roku, ruszyła za nią 114. półbrygada. Łącznie na wyspie znalazło się ponad 5 tysięcy Polaków.
Scena bitwy między polskimi legionistami a czarnoskórymi mieszkańcami San Domingo na wzgórzu porośniętym palmami. powiększ
January Suchodolski „Bitwa na San Domingo”, 1845 r. (Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie)
Generał Dąbrowski na koniu, z uniesioną wysoko szablą w prawej ręce. Za nim kilku jeźdźców. W tle widać włoski krajobraz - jezioro, cyprysy, wzgórza. powiększ
Juliusz Kossak „Marsz, marsz Dąbrowski”, 1897 r. (Wikimedia Commons)

Liczbę oficerów i żołnierzy, którzy przewinęli się przez szeregi legionów w latach 1797-1806, szacuje się na około 25 tysięcy. Wśród świadków epoki napoleońskiej i w kolejnych generacjach Polaków legiony pozostawiły po sobie niejako podwójną pamięć. Entuzjaści czynu zbrojnego jako drogi do odzyskania niepodległości dowodzili, że w czasach, gdy Napoleon Bonaparte jako jedyny władca w Europie ofiarował Polakom nadzieje na odbudowę ich własnego państwa, walczący u boku Francuza legioniści podtrzymywali jego – raz mocniejsze, raz słabsze – zainteresowanie sprawą polską. Argument ten po raz pierwszy przywołali Dąbrowski z Wybickim w odezwie wydanej w listopadzie 1806 roku, w której wzywali rodaków do poparcia Napoleona, wkraczającego wówczas ze swoją armią do zaboru pruskiego. Zdaniem entuzjastów czynu zbrojnego, legiony stały się dobrą szkołą wojskowego rzemiosła, z której wyszło wielu generałów i oficerów odradzającego się w latach 1806-1807 wojska polskiego. Legiony stanowić miały również piękny przykład patriotycznej determinacji – zgodnie ze słowami powstałej w 1797 roku „Pieśni Legionów Polskich we Włoszech”, znanej również jako „Mazurek Dąbrowskiego”: „Jeszcze Polska nie zginęła, kiedy my żyjemy / Co nam obca przemoc wzięła, szablą odbierzemy”. Straty ponoszone przez legionistów należy zaś uznać za nieuniknioną cenę wykorzystywania politycznej szansy, jaką stworzył dla Polaków Napoleon.
1/4

PowiązaneMateriały