Krwawy rok 1666
czas czytania:
Rok 1666, który wedle części przepowiedni miał być diabelski w dziejach świata, przeszedł raczej bez echa. Owszem, były miejsca, w których przyniósł wielkie zmiany, np. w Anglii, gdzie w Londynie wybuchł jeden z największych pożarów, ale poza tym „szatański” rok upłynął bez większych zmian dla świata. Inaczej było w Rzeczypospolitej, gdzie w decydującą fazę wkroczył konflikt Jana Kazimierza z Jerzym Sebastianem Lubomirskim – jedno z najbardziej tragicznych wydarzeń w dziejach tego państwa.
Lata 1648–1666 należały do najtrudniejszych w całej historii I Rzeczypospolitej. Kraj doświadczył kozackiego buntu, najazdu Szwedów, Siedmiogrodzian oraz Moskwy. Hetman Lubomirski w 1660 roku pobił Rosjan pod Cudnowem, wojna wydawała się zakończona. Jednak wraz z ustaniem działań wojennych powstał nowy problem: armia, która wczoraj walczyła z wrogiem, teraz zaczęła walczyć o zaległy żołd. Konfederacja wojskowa stała się elementem wielkiej walki wewnętrznej – o reformy i kierunek, w jakim Rzeczpospolita miała podążać.
Po potopie szwedzkim obóz króla chciał przedstawić propozycję reform, które pomogłyby zmienić państwo. Impuls wyszedł ze strony królewskiej małżonki, Marii Gonzagi, i profrancuskiego środowiska dworskiego. Wśród proponowanych zmian była elekcja vivente rege, czyli wybieranie króla jeszcze za życia jego poprzednika. Projekt ten wzmacniał samego monarchę, a osłabiał pozycję szlachty. Propozycja takiej reformy państwa nie była w Rzeczypospolitej nowa i, podobnie jak wcześniej, spotkała się z ostrym sprzeciwem znacznej części szlachty. Ta zaś miała swojego reprezentanta – doświadczonego wodza, Jerzego Sebastiana Lubomirskiego, pogromcę Węgrów, Szwedów i Moskwy. Człowieka, który wkrótce z bohatera miał się stać zdrajcą.
Po potopie szwedzkim obóz króla chciał przedstawić propozycję reform, które pomogłyby zmienić państwo. Impuls wyszedł ze strony królewskiej małżonki, Marii Gonzagi, i profrancuskiego środowiska dworskiego. Wśród proponowanych zmian była elekcja vivente rege, czyli wybieranie króla jeszcze za życia jego poprzednika. Projekt ten wzmacniał samego monarchę, a osłabiał pozycję szlachty. Propozycja takiej reformy państwa nie była w Rzeczypospolitej nowa i, podobnie jak wcześniej, spotkała się z ostrym sprzeciwem znacznej części szlachty. Ta zaś miała swojego reprezentanta – doświadczonego wodza, Jerzego Sebastiana Lubomirskiego, pogromcę Węgrów, Szwedów i Moskwy. Człowieka, który wkrótce z bohatera miał się stać zdrajcą.
Młody marszałek
Jerzy Sebastian Lubomirski, herbu Szreniawa bez Krzyża, był synem wojewody krakowskiego Stanisława, jednego z największych magnatów w całej Rzeczypospolitej. Jego ojciec zadbał o to, by Jerzy mógł przejąć po nim schedę i stać się jednym z najważniejszych ludzi w kraju. W tym celu kształcił go na męża stanu i obywatela. Młody magnat najpierw pobierał nauki u domowych nauczycieli, a następnie wyjechał na edukacyjne tournée do Włoch, Niemiec i Holandii. Po powrocie do ojczyzny zaczął uczestniczyć w życiu politycznym, początkowo jako poseł, później jako marszałek izby poselskiej. Został nim w 1643 roku, mając zaledwie 27 lat.
A władza marszałka była duża – polegała przede wszystkim na nadzorowaniu pracy izby, czyli opanowaniu posłów. Nie wszystkim się to udawało. Wystarczy powiedzieć, że w 1650 roku marszałek Andrzej Maksymilian Fredro, dopuścił do użycia po raz pierwszy liberum veto. Lubomirski jednak nie miał z tym kłopotu, był powszechnie lubiany i doceniany. Szybko zyskał również poparcie szlachty, która zaczęła protestować przeciwko planowanym przez Władysława IV Wazę reformom i krucjacie przeciw Turcji. Lubomirski po raz pierwszy zaczął być wtedy traktowany jako trybun szlachecki. Plany zakończyły się fiaskiem wraz ze śmiercią króla. Na następnego władcę wybrano wkrótce Jana Kazimierza.
A władza marszałka była duża – polegała przede wszystkim na nadzorowaniu pracy izby, czyli opanowaniu posłów. Nie wszystkim się to udawało. Wystarczy powiedzieć, że w 1650 roku marszałek Andrzej Maksymilian Fredro, dopuścił do użycia po raz pierwszy liberum veto. Lubomirski jednak nie miał z tym kłopotu, był powszechnie lubiany i doceniany. Szybko zyskał również poparcie szlachty, która zaczęła protestować przeciwko planowanym przez Władysława IV Wazę reformom i krucjacie przeciw Turcji. Lubomirski po raz pierwszy zaczął być wtedy traktowany jako trybun szlachecki. Plany zakończyły się fiaskiem wraz ze śmiercią króla. Na następnego władcę wybrano wkrótce Jana Kazimierza.
Daniel Schultz, „Portret Jana II Kazimierza Wazy”, olej na płótnie, ok. 1658 r. (Zamek Królewski w Warszawie)
Dobre początki
z Janem Kazimierzem
Z nowym monarchą Lubomirski początkowo był w dobrych stosunkach. Młody, ambitny magnat odnalazł się w towarzystwie króla, który też chciał postawić na nowego człowieka. Szybko jednak zaczęły pojawiać się konflikty, Lubomirski był ambitny, a król miał swoje plany. Do tego doszła nieco skandalizująca sprawa zatargu z Hieronimem Radziejowskim, którego Lubomirski oskarżył o korupcję, twierdząc między innymi, że ten kupił sobie urząd podkanclerza koronnego.
Cała sytuacja miała tak naprawdę jeszcze jeden wymiar: Hieronim Radziejowski i Jerzy Lubomirski w tym samym czasie starali się o rękę wdowy po Adamie Kazanowskim. Ta zaś była kochanką Jana Kazimierza. Mimo że ręka pani Kazanowskiej przypadła Radziejowskiemu, Lubomirski pozostał królowi wierny. Wierny był zwłaszcza podczas potopu szwedzkiego, kiedy większość starych magnatów i dowódców opowiedziała się po stronie Karola Gustawa. Lubomirski jako jeden z nielicznych walczył po stronie króla, w dodatku tak mężnie, że to właśnie dzięki jego działaniom Jan Kazimierz mógł wrócić do kraju. Wtedy Jan Kazimierz był jeszcze w sojuszu z Lubomirskim. W 1657 roku dał mu buławę hetmana polnego koronnego, ale wkrótce relacje zaczęły się psuć.
Cała sytuacja miała tak naprawdę jeszcze jeden wymiar: Hieronim Radziejowski i Jerzy Lubomirski w tym samym czasie starali się o rękę wdowy po Adamie Kazanowskim. Ta zaś była kochanką Jana Kazimierza. Mimo że ręka pani Kazanowskiej przypadła Radziejowskiemu, Lubomirski pozostał królowi wierny. Wierny był zwłaszcza podczas potopu szwedzkiego, kiedy większość starych magnatów i dowódców opowiedziała się po stronie Karola Gustawa. Lubomirski jako jeden z nielicznych walczył po stronie króla, w dodatku tak mężnie, że to właśnie dzięki jego działaniom Jan Kazimierz mógł wrócić do kraju. Wtedy Jan Kazimierz był jeszcze w sojuszu z Lubomirskim. W 1657 roku dał mu buławę hetmana polnego koronnego, ale wkrótce relacje zaczęły się psuć.
Proces
Rzeczpospolita toczyła wówczas ostatnią z wojen. Udało się już pokonać Szwedów i Siedmiogród, ale została Moskwa, będąca jednym z najbardziej zaciętych przeciwników. Drugiego listopada 1660 roku hetman Lubomirski pokonał wojska moskiewskie pod Cudnowem, kończąc wojnę z Moskwą, lecz – jak się wkrótce okazało – zaczynając kolejną, tym razem domową.
Atmosfera w kraju gęstniała, biedne i osłabione państwo nie mogło opłacić niedawnych bohaterów. Zawiązali oni dwie konfederacje: Związek Święcony oraz Związek Braterski. Najpierw nieformalnie, a potem już faktycznie stał na ich czele Jerzy Lubomirski. Konflikt hetmana z królem narastał. Ambitny i silny magnat zaczął jawnie atakować Jana Kazimierza, prowadząc kampanię ostracyzmu i sabotażu poprzez zrywanie sejmu. W końcu spotkało się to z reakcją króla i hetman trafił przed sąd. Proces sądowy Lubomirskiego się rozpoczął, jego sprawę połączono z drugą: senatorowie, wbrew szlachcie, oskarżyli hetmana o zbrodnię obrazy majestatu oraz o zbrodnię zdrady kraju. W dodatku Lubomirskiego i jego proces powiązano z procesem Związku Święconego, którego dwóch przedstawicieli zamordowało hetmana Wincentego Gosiewskiego. Wyrok wydano 29 grudnia 1664 roku, srogi i bezkompromisowy. Zasądzono utratę czci oraz majątku ruchomego i nieruchomego, a także pozbawienie urzędów. Był to pierwszy tak wyraźny proces pokazowy w dziejach Rzeczypospolitej, z czego praktycznie każdy zdawał sobie sprawę.
Atmosfera w kraju gęstniała, biedne i osłabione państwo nie mogło opłacić niedawnych bohaterów. Zawiązali oni dwie konfederacje: Związek Święcony oraz Związek Braterski. Najpierw nieformalnie, a potem już faktycznie stał na ich czele Jerzy Lubomirski. Konflikt hetmana z królem narastał. Ambitny i silny magnat zaczął jawnie atakować Jana Kazimierza, prowadząc kampanię ostracyzmu i sabotażu poprzez zrywanie sejmu. W końcu spotkało się to z reakcją króla i hetman trafił przed sąd. Proces sądowy Lubomirskiego się rozpoczął, jego sprawę połączono z drugą: senatorowie, wbrew szlachcie, oskarżyli hetmana o zbrodnię obrazy majestatu oraz o zbrodnię zdrady kraju. W dodatku Lubomirskiego i jego proces powiązano z procesem Związku Święconego, którego dwóch przedstawicieli zamordowało hetmana Wincentego Gosiewskiego. Wyrok wydano 29 grudnia 1664 roku, srogi i bezkompromisowy. Zasądzono utratę czci oraz majątku ruchomego i nieruchomego, a także pozbawienie urzędów. Był to pierwszy tak wyraźny proces pokazowy w dziejach Rzeczypospolitej, z czego praktycznie każdy zdawał sobie sprawę.
Rokoszanin
Wyrok zapadł, a Lubomirski zbiegł na Śląsk – pod opiekę Wielkiego Elektora Rzeszy, któremu konflikt wewnątrz Rzeczypospolitej był bardzo na rękę. I tak oto hetman, przebywając za granicą, zaczął kierować działaniami propagandowymi w Rzeczypospolitej: buntował szlachtę, jawnie występując jako ten, który uratuje Rzeczpospolitą przed absolutystycznymi zapędami Jana Kazimierza.
W kwietniu 1665 roku Jerzy Lubomirski wraz z ośmiuset zaciężnymi żołnierzami wkroczył w granice Rzeczypospolitej. Szedł i podburzał szlachtę, prowadząc coraz ostrzejszą akcję propagandową, wymierzoną szczególnie w królową.
Kraj się spolaryzował, część szlachty jawnie wystąpiła przeciwko królowi. Trzeba pamiętać, że Jerzy Lubomirski cieszył się naprawdę olbrzymim poparciem tej warstwy, a zwłaszcza żołnierzy, którzy widzieli w nim swojego wybawiciela. Poza tym miał ogromne doświadczenie, zdobyte w czasie wojny szwedzkiej. To doświadczenie wykorzystał Lubomirski w walce z siłami króla Jana Kazimierza, stosując tak zwaną taktykę tańca gonionego, polegającą na unikaniu bezpośrednich starć z siłami króla, uciekaniu przed nimi i ciągłym ich nękaniu. Tak referował to sam Jan Kazimierz w liście do żony:
W kwietniu 1665 roku Jerzy Lubomirski wraz z ośmiuset zaciężnymi żołnierzami wkroczył w granice Rzeczypospolitej. Szedł i podburzał szlachtę, prowadząc coraz ostrzejszą akcję propagandową, wymierzoną szczególnie w królową.
Kraj się spolaryzował, część szlachty jawnie wystąpiła przeciwko królowi. Trzeba pamiętać, że Jerzy Lubomirski cieszył się naprawdę olbrzymim poparciem tej warstwy, a zwłaszcza żołnierzy, którzy widzieli w nim swojego wybawiciela. Poza tym miał ogromne doświadczenie, zdobyte w czasie wojny szwedzkiej. To doświadczenie wykorzystał Lubomirski w walce z siłami króla Jana Kazimierza, stosując tak zwaną taktykę tańca gonionego, polegającą na unikaniu bezpośrednich starć z siłami króla, uciekaniu przed nimi i ciągłym ich nękaniu. Tak referował to sam Jan Kazimierz w liście do żony:
Odłączyłem się i ja następnie z konnicą, zostawiając w tyle piechotę z oddziałem artyleryi, aby tem prędzej dogonić Lubomirskiego, i co więcej, oddzieliłem znowuż od tegoż korpusu jazdy 3 tysiące koni pod Połubińskim i Bidzińskim, ażeby powstrzymali Lubomirskiego, aż ja nadciągnę z resztą kawaleryi – i z jakim skutkiem? Oto po kilku wycieczkach podjazdowych nie chcieli iść naprzód. Ścigałem go potem sam znowu aż do Gostynia, a kiedy sądziłem, że go nareszcie dopadnę, zdarzył się deszcz tak rzęsisty, że rozproszył wszystkich żołnierzy do tego stopnia, iż nie pozostało na polu więcej, jak po dziesięciu na kompanię, i z konieczności trzeba było się zatrzymać, a tym sposobem dało się nieprzyjacielowi czas do ponownego oddalenia się, nie moja zatem wina, jeśli Nieba i przeznaczenie nie chcą jeszcze jego zguby.
Do walnej konfrontacji wciąż jednak nie dochodziło, Lubomirski chciał wymęczyć wroga. Dopiero we wrześniu rozegrała się bitwa pod klasztorem jasnogórskim w Częstochowie. Dowodzony przez Aleksandra Hilarego Połubińskiego oddział litewski, wierny królowi, ruszył na wojska rokoszan, którymi dowodził Aleksander Polanowski. Początkowo wydawało się, że szala zwycięstwa przechyla się na stronę wojsk królewskich, ale zostały one nagle zaatakowane przez dodatkowe siły rokoszan z lekką jazdą i zaciężnymi wojskami cudzoziemskiego autoramentu. Wojska króla musiały się wycofać, licząc, że uda im się schronić w klasztorze. Paulini jednak ich nie wpuścili i siły królewskie musiały bronić się u bram klasztoru. Zginęło blisko 300 żołnierzy króla, a około 1200 trafiło do niewoli. Mimo przegranej wojsk królewskich zawarto rozejm w Palczynie, lecz nie na długo. Sąsiedzi Rzeczypospolitej – Austria i Brandenburgia – wiedzieli, że wojna domowa w Polsce jest im na rękę. Rokosz się nie skończył, tylko wszedł w kolejną, tragiczną dla kraju fazę.
Król próbował ze wszystkich sił załagodzić konflikt, gotów był nawet cofnąć wyrok banicji i infamii, przyznać się do błędu, przywrócić Lubomirskiego do łask, oddać mu jego urzędy. Ale hetman był już zupełnie zaślepiony i szedł na konfrontację.
Król próbował ze wszystkich sił załagodzić konflikt, gotów był nawet cofnąć wyrok banicji i infamii, przyznać się do błędu, przywrócić Lubomirskiego do łask, oddać mu jego urzędy. Ale hetman był już zupełnie zaślepiony i szedł na konfrontację.
Trzynastego lipca 1666 roku podjazd królewski starł się z siłami Lubomirskiego pod Mątwami. Oddziały króla nad ranem próbowały niepostrzeżenie przekroczyć Noteć i zaskoczyć buntowników. Plan był dobry, ale się nie powiódł. Zamiast atakować dalej, oddziały okopały się na przyczółku, który uważano za bezpieczny. W tym czasie król przerzucił pozostałe swoje siły przez rzekę i to był błąd. Liczne wojsko Jana Kazimierza utknęło w wąskim brodzie i wtedy zaatakowali je rokoszanie. Jan Chryzostom Pasek tak relacjonował tamte wydarzenia:
Bo było to, co jeden brat przy królu, a drugi przy Lubomirskim, ociec tam, syn tu, to nie wiedzieć, jako się było bić. Prawda, że oni mieli znaki, lewe ręce chustką wiązane, aleśmy tego nierychło postrzegli. Ja też, skoro poczęto bardzo golić, przewiązałem też sobie rękę nad łokciem i nie bardzo od nich stronię. Poznali mię z daleka: „A nasz, czy nie nasz?”. Podniosę rękę z chustką i mówię: „Wasz”. Aż rzecze: „O francie, nie nasz! Jedź sobie albo przedaj się do nas”. Ale po wszystkiej okazyjej przyjechał z boku towarzysz z tamtego wojska, a Czop, pułkownik kozacki, stoi na koniu, nie strzeże się go, rozumiejąc, że swój, pomalusieńku człapią przyjechawszy do niego, strzelił mu w ucho z pistoletu i zabił. To to taka wojna zdradliwa, kiedy to tenże strój, taż moda. Bogdaj do tego w naszej Polszcze więcej nie przychodziło!
Doszło do prawdziwej rzezi wojsk koronnych. W bitwie pod Mątwami zginęło około 4 tysięcy żołnierzy króla i jedynie dwustu żołnierzy rokoszan.
Bilans był tym tragiczniejszym, że część żołnierzy króla poniosła śmierć już jako jeńcy – wymordowali ich rokoszanie, głównie wywodzący się z pospolitego ruszenia. Po tych wydarzeniach doszło do „trzęsienia ziemi” w Rzeczypospolitej, obie strony zdały sobie sprawę z ogromu tragedii. Niedługo później król abdykował, a hetman Lubomirski, choć oczyszczony z win, nie wrócił już do kraju; umarł we Wrocławiu, rok po zakończeniu rokoszu.
Bilans był tym tragiczniejszym, że część żołnierzy króla poniosła śmierć już jako jeńcy – wymordowali ich rokoszanie, głównie wywodzący się z pospolitego ruszenia. Po tych wydarzeniach doszło do „trzęsienia ziemi” w Rzeczypospolitej, obie strony zdały sobie sprawę z ogromu tragedii. Niedługo później król abdykował, a hetman Lubomirski, choć oczyszczony z win, nie wrócił już do kraju; umarł we Wrocławiu, rok po zakończeniu rokoszu.
Paweł Rzewuski