Artykuły
I Rzeczpospolita 1569-1795
Społeczeństwo
Wojny
Biografie
Nauczyciele
Dorośli
Licealiści
Studenci
Jan Kazimierz Waza. Król Polski w latach 1648-1668
czas czytania:
Jan Kazimierz Waza to jeden z tych monarchów, którym historia wystawiła bezlitosny rachunek. Już za jego życia szlachta złośliwie rozwijała królewskie inicjały I.C.R. – Ioannes Casimirus Rex – jako „Initium calamitatis regni", czyli „początek nieszczęść królestwa”. Bywa dziś nazywany najgorszym królem Polski, ale za tym krzywdzącym sądem kryje się biografia człowieka uwikłanego w splot katastrof, na które on sam miał tylko ograniczony wpływ.
Urodził się 22 marca 1609 r. na Wawelu jako młodszy syn Zygmunta III Wazy i habsburskiej księżniczki Konstancji. Od początku był tym drugim. Starszy brat, Władysław, szykowany był na tron polski i szwedzki, on zaś musiał znaleźć sobie inne miejsce w świecie. To poszukiwanie doprowadzi go kolejno do hiszpańskiej floty, francuskiego więzienia, jezuickiego nowicjatu i kapelusza kardynalskiego – zanim w ogóle pomyśli o koronie
Burzliwa młodość
Już w wieku trzydziestu lat zasłynął jako cokolwiek narwany królewicz. Gdy Władysław wysłał go do Wiednia, by w jego imieniu zawarł małżeństwo z cesarzówną Cecylią Renatą, Jan Kazimierz zakochał się w jednej z dwórek, Lukrecji Annie Guldenstern, i zażądał pozwolenia na natychmiastowy ślub. Otrzymał kategoryczne „nie”. Zraniona duma popchnęła go do przyjęcia fantastycznie brzmiącej propozycji Habsburgów: miał zostać wicekrólem Portugalii i admirałem floty. Wyruszył więc do Hiszpanii – w sam środek wojny trzydziestoletniej. Po drodze, w porcie Fort de Bouc, Francuzi aresztowali go jako potencjalnego szpiega i przez niemal dwa lata trzymali w więzieniu. Europa protestowała, a kardynał Richelieu próbował wykorzystać królewicza w dyplomatycznej grze, podsuwając mu kandydatki na żony, które mogłyby odwrócić polskie sojusze.
Według tradycji to właśnie tam, w niewoli, Jan Kazimierz ślubował, że jeśli odzyska wolność, poświęci się służbie Bogu. Po zwolnieniu z aresztu konsekwencji starczyło mu na kilka lat: w 1643 r. wstąpił do jezuitów w Loreto, potem w Rzymie przyjął kapelusz kardynalski jako „kardynał-diakon”. Była to godność bardziej polityczna niż duchowna. Zresztą, w Polsce zaczęto go złośliwie nazywać „niedonoszonym kardynałem”, bo nie przyjął święceń kapłańskich i szybko porzucił zakon, wracając do świeckiego życia. Cała ta historia – nagłe zwroty, zapały i porzucenia – dobrze oddaje jego charakter: emocjonalny, impulsywny, słabo zdolny do długodystansowej konsekwencji.
Według tradycji to właśnie tam, w niewoli, Jan Kazimierz ślubował, że jeśli odzyska wolność, poświęci się służbie Bogu. Po zwolnieniu z aresztu konsekwencji starczyło mu na kilka lat: w 1643 r. wstąpił do jezuitów w Loreto, potem w Rzymie przyjął kapelusz kardynalski jako „kardynał-diakon”. Była to godność bardziej polityczna niż duchowna. Zresztą, w Polsce zaczęto go złośliwie nazywać „niedonoszonym kardynałem”, bo nie przyjął święceń kapłańskich i szybko porzucił zakon, wracając do świeckiego życia. Cała ta historia – nagłe zwroty, zapały i porzucenia – dobrze oddaje jego charakter: emocjonalny, impulsywny, słabo zdolny do długodystansowej konsekwencji.
Daniel Schultz „Portret króla Jana Kazimierza w stroju polskim”, olej na płótnie, ok. 1649 r. (Muzeum Narodowe w Sztokholmie, domena publiczna)
Koronacja w trudnych czasach
Przełom przyszedł w latach 1647–1648 r. Najpierw zmarł siedmioletni królewicz Zygmunt Kazimierz, syn Władysława IV, a w maju 1648 r. odszedł sam król. Jan Kazimierz, który rok wcześniej wystąpił ze stanu duchownego, stał się naturalnym kandydatem do tronu. Problem w tym, że państwo stało już wtedy nad przepaścią: kilka dni przed śmiercią monarchy Bohdan Chmielnicki rozbił wojska koronne pod Żółtymi Wodami. W chwilę później przyszła klęska pod Korsuniem.
Elekcja nie była jednak tylko formalnością. O koronę upomniał się młodszy brat, biskup Karol Ferdynand Waza – skrupulatny, gospodarny, powiązany z „partią wojenną” Jeremiego Wiśniowieckiego. Jan Kazimierz opierał się z kolei na obozie ugody z Kozakami, skupionym wokół kanclerza Jerzego Ossolińskiego i wojewody bracławskiego, a później kijowskiego, Adama Kisiela. Pomogła mu kompromitacja stronnictwa wojennego w bitwie pod Piławcami. Szlachta uznała, że wodzowie, którzy uciekli z pola walki i ze Lwowa, nie powinni decydować o tronie. Królem obrano więc Jana Kazimierza. Koronowano go w styczniu 1649 r., a cztery miesiące później poślubił on wdowę po Władysławie, energiczną Francuzkę Ludwikę Marię Gonzagę.
Elekcja nie była jednak tylko formalnością. O koronę upomniał się młodszy brat, biskup Karol Ferdynand Waza – skrupulatny, gospodarny, powiązany z „partią wojenną” Jeremiego Wiśniowieckiego. Jan Kazimierz opierał się z kolei na obozie ugody z Kozakami, skupionym wokół kanclerza Jerzego Ossolińskiego i wojewody bracławskiego, a później kijowskiego, Adama Kisiela. Pomogła mu kompromitacja stronnictwa wojennego w bitwie pod Piławcami. Szlachta uznała, że wodzowie, którzy uciekli z pola walki i ze Lwowa, nie powinni decydować o tronie. Królem obrano więc Jana Kazimierza. Koronowano go w styczniu 1649 r., a cztery miesiące później poślubił on wdowę po Władysławie, energiczną Francuzkę Ludwikę Marię Gonzagę.
Nowy władca obejmował Rzeczpospolitą ogarniętą powstaniem kozackim. Pierwsza wielka kampania zbarasko-zborowska pokazuje wszystkie jego sprzeczności. Z jednej strony potrafił zachować zimną krew w krytycznym momencie pod Zborowem, gdy wojska koronne znalazły się w kleszczach pomiędzy Kozakami a Tatarami. Z drugiej, opóźniał marsz na odsiecz Zbarażowi, wierząc z Ossolińskim, że sama obecność króla na Ukrainie rozwiąże wszystko niczym cudowny lek. Niestety, bunty kozackie zaciążyły nad możliwościami politycznymi, jakie miał Jan Kazimierz. Późniejsze tragedie – jak wielka bitwa pod Beresteczkiem czy masakra wojsk koronnych pod Batohem, gdzie wymordowano kilka tysięcy polskich jeńców – tylko pogłębiały kryzys państwa.
Potop szwedzki
W 1655 r. na naznaczone wojną domową ziemie wkroczyła Szwecja. Potop stał się największą polską katastrofą siedemnastego stulecia. Król uciekł aż na Śląsk, do Głogówka, Karol X Gustaw zajmował kolejne miasta niemal bez oporu, a część elit Rzeczpospolitej złożyła mu hołd. W pamięci zbiorowej pozostanie jednak przede wszystkim obrona Jasnej Góry i powrót polskiego monarchy. W Głogówku Jan Kazimierz wpadł w depresję, romansował z urodziwą Zuzanną von Schönfeld, jednak to Ludwika Maria zmusiła go do działania, organizując dyplomatyczną ofensywę. Król – odzyskawszy wiarę – wezwał szlachtę do walki partyzanckiej, obiecując amnestię tym, którzy porzucą Szwedów.
W grudniu 1655 r. zawiązano w Tyszowcach konfederację, a w kwietniu 1656 r. król złożył we Lwowie uroczyste śluby, powierzając Rzeczpospolitą opiece Matki Bożej. Wojenna karta zaczęła się odwracać: Stefan Czarniecki wygrał pod Warką, potem przyszło chwilowe odzyskanie Warszawy, choć trzydniowa bitwa pod stolicą zakończyła się ostatecznie klęską wojsk królewskich. Jednocześnie Jan Kazimierz próbował skomplikowanej gry dyplomatycznej. Zawarty w 1656 r. rozejm w Niemieży z Moskwą – przewidujący w teorii wybór cara Aleksego na przyszłego króla Polski – był w istocie sprytnym kupieniem sobie dwóch lat spokoju na wschodzie za cenę obietnic, których polskie prawo i tak nie pozwalało spełnić.
Gdy Rzeczpospolita podźwignęła się po pierwszym uderzeniu, inicjatywę przejęli sąsiedzi. W 1656 r. w Radnot zawiązano koalicję, która de facto projektowała rozbiór państwa polsko-litewskiego, a siedmiogrodzki książę Jerzy II Rakoczy wraz z Kozakami spustoszył południowe ziemie Korony, zanim sam został rozgromiony przez Czarnieckiego i Lubomirskiego. Ceną za spacyfikowanie Prus Książęcych było uznanie ich faktycznej niezależności w roku 1657 r. Pokój w Oliwie ze Szwedami przyszedł dopiero w 1660 r. i był pyrrusowym zwycięstwem.
Epokę wielkich wojen z sąsiadami zakończył wreszcie rozejm w Andruszowie w 1667 r. Rzeczpospolita zatrzymała część Inflant, ale Moskwa ostatecznie przejęła Smoleńsk, Czernihowszczyznę, Siewierszczyznę oraz lewobrzeżną Ukrainę wraz z Kijowem (tymczasowo, jak się wówczas łudzono). Trwały podział Ukrainy na prawo- i lewobrzeżną stał się jednym z najbardziej długofalowych skutków panowania Jana Kazimierza.
W grudniu 1655 r. zawiązano w Tyszowcach konfederację, a w kwietniu 1656 r. król złożył we Lwowie uroczyste śluby, powierzając Rzeczpospolitą opiece Matki Bożej. Wojenna karta zaczęła się odwracać: Stefan Czarniecki wygrał pod Warką, potem przyszło chwilowe odzyskanie Warszawy, choć trzydniowa bitwa pod stolicą zakończyła się ostatecznie klęską wojsk królewskich. Jednocześnie Jan Kazimierz próbował skomplikowanej gry dyplomatycznej. Zawarty w 1656 r. rozejm w Niemieży z Moskwą – przewidujący w teorii wybór cara Aleksego na przyszłego króla Polski – był w istocie sprytnym kupieniem sobie dwóch lat spokoju na wschodzie za cenę obietnic, których polskie prawo i tak nie pozwalało spełnić.
Gdy Rzeczpospolita podźwignęła się po pierwszym uderzeniu, inicjatywę przejęli sąsiedzi. W 1656 r. w Radnot zawiązano koalicję, która de facto projektowała rozbiór państwa polsko-litewskiego, a siedmiogrodzki książę Jerzy II Rakoczy wraz z Kozakami spustoszył południowe ziemie Korony, zanim sam został rozgromiony przez Czarnieckiego i Lubomirskiego. Ceną za spacyfikowanie Prus Książęcych było uznanie ich faktycznej niezależności w roku 1657 r. Pokój w Oliwie ze Szwedami przyszedł dopiero w 1660 r. i był pyrrusowym zwycięstwem.
Epokę wielkich wojen z sąsiadami zakończył wreszcie rozejm w Andruszowie w 1667 r. Rzeczpospolita zatrzymała część Inflant, ale Moskwa ostatecznie przejęła Smoleńsk, Czernihowszczyznę, Siewierszczyznę oraz lewobrzeżną Ukrainę wraz z Kijowem (tymczasowo, jak się wówczas łudzono). Trwały podział Ukrainy na prawo- i lewobrzeżną stał się jednym z najbardziej długofalowych skutków panowania Jana Kazimierza.
Konflikty wewnętrzne
Równolegle rozpadała się wewnętrzna zgoda. Król, zamiast budować szeroki obóz regalistyczny, skłócił się z wieloma rodami magnackimi; już na początku panowania odsunął od buławy Jeremiego Wiśniowieckiego, później zwlekał z obsadą kluczowych urzędów hetmańskich. W latach 60. całą energię polityczną dworu pochłonęła próba przeforsowania elekcji francuskiego kandydata na następcę jeszcze za życia króla, co było w dużej mierze projektem ambitnej Ludwiki Marii.
Odpowiedzią szlachty był rokosz Jerzego Sebastiana Lubomirskiego. Hetman, skazany wcześniej w politycznym procesie, zebrał wojsko i przez dwa lata tańczył z królem „taniec goniony”, unikając decydującej bitwy. Kulminacją stało się starcie pod Mątwami: 13 lipca 1666 r. rokoszanie wyrżnęli około czterech tysięcy żołnierzy królewskich, a Jan Sobieski ledwo uszedł z życiem. Szlachta wymusiła zgodę – amnestię dla buntowników i rezygnację z planów vivente rege. Z politycznego punktu widzenia to Lubomirski, choć skazany na banicję, wyszedł z konfliktu zwycięsko. Jan Kazimierz stracił resztki autorytetu.
W 1667 r. zmarła Ludwika Maria, pół roku później Lubomirski. Bez energicznej królowej, znużony konfliktami, rozczarowany własną rolą, Jan Kazimierz coraz poważniej myślał o rezygnacji. 16 września 1668 r. abdykował, uzyskawszy od Ludwika XIV wysokie apanaże w zamian za poparcie francuskiego kandydata na tron. Wyjechał do Francji, otrzymał opactwo Saint-Germain-des-Prés, ostatnie lata spędził jednak głównie w Nevers, gdzie zmarł 16 grudnia 1672 r.
Odpowiedzią szlachty był rokosz Jerzego Sebastiana Lubomirskiego. Hetman, skazany wcześniej w politycznym procesie, zebrał wojsko i przez dwa lata tańczył z królem „taniec goniony”, unikając decydującej bitwy. Kulminacją stało się starcie pod Mątwami: 13 lipca 1666 r. rokoszanie wyrżnęli około czterech tysięcy żołnierzy królewskich, a Jan Sobieski ledwo uszedł z życiem. Szlachta wymusiła zgodę – amnestię dla buntowników i rezygnację z planów vivente rege. Z politycznego punktu widzenia to Lubomirski, choć skazany na banicję, wyszedł z konfliktu zwycięsko. Jan Kazimierz stracił resztki autorytetu.
W 1667 r. zmarła Ludwika Maria, pół roku później Lubomirski. Bez energicznej królowej, znużony konfliktami, rozczarowany własną rolą, Jan Kazimierz coraz poważniej myślał o rezygnacji. 16 września 1668 r. abdykował, uzyskawszy od Ludwika XIV wysokie apanaże w zamian za poparcie francuskiego kandydata na tron. Wyjechał do Francji, otrzymał opactwo Saint-Germain-des-Prés, ostatnie lata spędził jednak głównie w Nevers, gdzie zmarł 16 grudnia 1672 r.
Ocena rządów Jana Kazimierza
Bilans, jaki zostawił po sobie Jan Kazimierz, jest druzgocący. Po latach wojen – z Kozakami, Moskwą, Szwecją, Siedmiogrodem i Turcją – Rzeczpospolita znalazła się w ruinie. Szacuje się, że populacja kraju spadła o 30–40 procent. Całe regiony wyludniły się, tysiące wsi i miasteczek zniknęły z mapy, a eksport zboża dramatycznie zmalał. Potop szwedzki przyniósł nie tylko straty materialne, ale też cywilizacyjny regres, z którego kraj podnosił się niemal przez stulecie.
Czy można więc bez wahania nazwać Jana Kazimierza najgorszym królem Polski? Krytycy wskazują jego impulsywność, brak konsekwencji, konflikty z magnaterią, błędy strategiczne w wojnach kozackich i w polityce wewnętrznej. Z drugiej strony był władcą dramatycznie trudnej epoki: przejął państwo z „problemem kozackim” i słabym aparatem wojskowym, musiał stawić czoło skoordynowanemu naciskowi niemal wszystkich sąsiadów. Strukturalne słabości Rzeczypospolitej – rozbuchane przywileje szlacheckie, liberum veto, słaby skarb – ograniczały jego możliwości bardziej, niż chciały to przyznać pokolenia późniejszych oskarżycieli.
Paradoksalnie, jedna z najbardziej przenikliwych diagnoz przyszłości wyszła właśnie spod jego pióra. W ostatniej mowie sejmowej Jan Kazimierz ostrzegał, że jeśli szlachta będzie nadal traktować króla jak wroga, jeśli w imię „złotej wolności” będzie paraliżować wszelką reformę, sąsiedzi prędzej czy później dokonają rozbioru Rzeczypospolitej. Osiemdziesiąt kilka lat po jego śmierci przepowiednia zaczęła się sprawdzać.
Jan Kazimierz był człowiekiem głęboko religijnym, ale jego pobożność miała w sobie coś z teatralności epoki baroku. Z jednej strony gorliwie pielęgnował kult maryjny – śluby lwowskie stały się jednym z fundamentów nowożytnej polskiej religijności i do dziś wspominane są w kazaniach i podręcznikach. Z drugiej – w listach i relacjach pamiętnikarzy przewija się obraz władcy chwiejnego, rozpiętego między ideałem króla-ascety a bardzo ludzką skłonnością do wygód, dworskich romansów i wybuchów gniewu. Jego dwór, poddany silnym wpływom francuskim dzięki obecności Ludwiki Marii i jej otoczenia, stał się kuźnią nowego typu polityki – opartej na propagandzie, salonowych intrygach, zręcznych małżeństwach i pieniądzu z kiesy zagranicznych monarchów. Tam właśnie kształciło się pokolenie magnatów, które odegra kluczową rolę za panowania Michała Korybuta i Jana Sobieskiego.
Pomimo katastrofalnego kontekstu to za Jana Kazimierza powstały inicjatywy, które miały trwalsze znaczenie niż jego polityczne projekty. W 1661 r. król założył Akademię Lwowską – podstawę późniejszego uniwersytetu, który przez stulecia będzie jednym z najważniejszych ośrodków polskiej nauki na wschodzie. W licznych przywilejach dla miast – od Rawicza po Krzywiń – widać natomiast próbę podtrzymania życia gospodarczego i handlu w kraju pustoszonym przez kolejne armie. Również numizmatycy i sfragistycy podkreślają, że jego pieczęcie i monety, jak dukat gdański z 1658 r., stanowią ciekawy zapis królewskiej samoświadomości. Majestatyczny profil władcy otoczony jest bogatą tytulaturą, jakby wbrew coraz skromniejszej rzeczywistości politycznej.
W polskiej pamięci historycznej Jan Kazimierz zapisał się negatywnie. Oświeceniowi krytycy widzieli w nim uosobienie sarmackiego chaosu, a dziewiętnastowieczni patrioci zarzucali, że nie umiał ocalić dawnej potęgi. Popularne syntezy z XX wieku pielęgnowały obraz króla, który uciekł z kraju. Dopiero dziś historycy próbują ten schemat niuansować. W tej perspektywie Jan Kazimierz jawi się jako tragiczny aktor spektaklu, którego scenariusz napisano ponad jego głową. Król-kardynał, niedoszły jezuita, więzień Richelieu, uciekinier z potopu i wreszcie świadek początku końca „państwa bez stosów”. Wszystkie te twarze składają się na postać znacznie ciekawszą, niż sugeruje szydercza formułka o „początku nieszczęść królestwa”.
Czy można więc bez wahania nazwać Jana Kazimierza najgorszym królem Polski? Krytycy wskazują jego impulsywność, brak konsekwencji, konflikty z magnaterią, błędy strategiczne w wojnach kozackich i w polityce wewnętrznej. Z drugiej strony był władcą dramatycznie trudnej epoki: przejął państwo z „problemem kozackim” i słabym aparatem wojskowym, musiał stawić czoło skoordynowanemu naciskowi niemal wszystkich sąsiadów. Strukturalne słabości Rzeczypospolitej – rozbuchane przywileje szlacheckie, liberum veto, słaby skarb – ograniczały jego możliwości bardziej, niż chciały to przyznać pokolenia późniejszych oskarżycieli.
Paradoksalnie, jedna z najbardziej przenikliwych diagnoz przyszłości wyszła właśnie spod jego pióra. W ostatniej mowie sejmowej Jan Kazimierz ostrzegał, że jeśli szlachta będzie nadal traktować króla jak wroga, jeśli w imię „złotej wolności” będzie paraliżować wszelką reformę, sąsiedzi prędzej czy później dokonają rozbioru Rzeczypospolitej. Osiemdziesiąt kilka lat po jego śmierci przepowiednia zaczęła się sprawdzać.
Jan Kazimierz był człowiekiem głęboko religijnym, ale jego pobożność miała w sobie coś z teatralności epoki baroku. Z jednej strony gorliwie pielęgnował kult maryjny – śluby lwowskie stały się jednym z fundamentów nowożytnej polskiej religijności i do dziś wspominane są w kazaniach i podręcznikach. Z drugiej – w listach i relacjach pamiętnikarzy przewija się obraz władcy chwiejnego, rozpiętego między ideałem króla-ascety a bardzo ludzką skłonnością do wygód, dworskich romansów i wybuchów gniewu. Jego dwór, poddany silnym wpływom francuskim dzięki obecności Ludwiki Marii i jej otoczenia, stał się kuźnią nowego typu polityki – opartej na propagandzie, salonowych intrygach, zręcznych małżeństwach i pieniądzu z kiesy zagranicznych monarchów. Tam właśnie kształciło się pokolenie magnatów, które odegra kluczową rolę za panowania Michała Korybuta i Jana Sobieskiego.
Pomimo katastrofalnego kontekstu to za Jana Kazimierza powstały inicjatywy, które miały trwalsze znaczenie niż jego polityczne projekty. W 1661 r. król założył Akademię Lwowską – podstawę późniejszego uniwersytetu, który przez stulecia będzie jednym z najważniejszych ośrodków polskiej nauki na wschodzie. W licznych przywilejach dla miast – od Rawicza po Krzywiń – widać natomiast próbę podtrzymania życia gospodarczego i handlu w kraju pustoszonym przez kolejne armie. Również numizmatycy i sfragistycy podkreślają, że jego pieczęcie i monety, jak dukat gdański z 1658 r., stanowią ciekawy zapis królewskiej samoświadomości. Majestatyczny profil władcy otoczony jest bogatą tytulaturą, jakby wbrew coraz skromniejszej rzeczywistości politycznej.
W polskiej pamięci historycznej Jan Kazimierz zapisał się negatywnie. Oświeceniowi krytycy widzieli w nim uosobienie sarmackiego chaosu, a dziewiętnastowieczni patrioci zarzucali, że nie umiał ocalić dawnej potęgi. Popularne syntezy z XX wieku pielęgnowały obraz króla, który uciekł z kraju. Dopiero dziś historycy próbują ten schemat niuansować. W tej perspektywie Jan Kazimierz jawi się jako tragiczny aktor spektaklu, którego scenariusz napisano ponad jego głową. Król-kardynał, niedoszły jezuita, więzień Richelieu, uciekinier z potopu i wreszcie świadek początku końca „państwa bez stosów”. Wszystkie te twarze składają się na postać znacznie ciekawszą, niż sugeruje szydercza formułka o „początku nieszczęść królestwa”.
Krzysztof Laskowski