Zamek Królewski w Warszawie
Artykuły
I Rzeczpospolita 1569-1795
Społeczeństwo
Wojny
Biografie
Nauczyciele
Dorośli
Licealiści
Studenci
Jan III Sobieski
czas czytania:
Jan Sobieski herbu Janina urodził się 17 sierpnia 1629 roku w Olesku na Rusi, w rodzinie, która dopiero od dwóch pokoleń pięła się po drabinie magnackiej. Jego dziad, Marek, był jeszcze klientem Jana Zamoyskiego, jednym z wielu na dworze potężnego kanclerza. Ojciec przyszłego króla, Jakub Sobieski, zrobił już karierę senatorską jako kasztelan krakowski. Matka, Teofila z Daniłowiczów, była wnuczką hetmana Stanisława Żółkiewskiego. Wychowywany w cieniu legendy dziadka, poległego pod Cecorą, młody Jan od początku słyszał, że od żołnierskiej sławy nie ma w Rzeczypospolitej nic cenniejszego.
Księgi i szable
Pierwsze lata spędził w Żółkwi, rodowej rezydencji Daniłowiczów i Sobieskich. Ojciec dbał o jego wykształcenie: Jan i starszy brat Marek uczyli się w krakowskim Collegium Nowodworskiego, a następnie na Akademii Krakowskiej, gdzie – jak Sobieski sam później wspominał – „książki z rąk nie wypuszczali”. Po lekturach przyszły podróże. W latach czterdziestych XVII wieku bracia odbyli typowy dla magnaterii grand tour po Niemczech, Francji, Niderlandach i Anglii. Zobaczyli dwory, które nadawały ton w ówczesnej Europie, poznali języki, maniery i nowoczesną sztukę wojenną. Ten światowy szlif zaprocentuje później w polityce i korespondencji Jana, ale też wyostrzy jego poczucie prowincjonalności upadającej Rzeczypospolitej.
Bardzo szybko musiał jednak zamienić księgi na szable. Gdy wybuchło powstanie Chmielnickiego, młodzi Sobiescy wrócili z podróży prosto pod Zborów, Zbaraż i Beresteczko. W 1652 roku pod Batohem Tatarzy wymordowali kilka tysięcy jeńców, wśród nich Marka Sobieskiego. Dla Jana była to osobista tragedia, ale i przełom polityczny. Odziedziczył po bracie ogromne dobra na Rusi i stał się jedynym spadkobiercą trzech fortun – Daniłowiczów, Żółkiewskich i Sobieskich. Z dobrze urodzonego, ale nie pierwszoplanowego szlachcica wyrósł nagle magnat, który musiał nauczyć się zarządzać wielkim majątkiem i klientelą.
W czasie potopu szwedzkiego Jan Sobieski, wówczas pułkownik wojsk koronnych, przeszedł na stronę Karola X Gustawa. Jak wielu reprezentantów magnaterii szukał w silnym monarsze ratunku dla chwiejącej się Rzeczypospolitej. Potem jednak wrócił do Jana Kazimierza, walczył pod Warszawą i powoli rósł w hierarchii wojskowej. Już wtedy ujawniał się jego talent taktyczny. Nie stawiał na rycerski romantyzm, wyżej cenił przygotowanie, rozpoznanie i logistykę.
Bardzo szybko musiał jednak zamienić księgi na szable. Gdy wybuchło powstanie Chmielnickiego, młodzi Sobiescy wrócili z podróży prosto pod Zborów, Zbaraż i Beresteczko. W 1652 roku pod Batohem Tatarzy wymordowali kilka tysięcy jeńców, wśród nich Marka Sobieskiego. Dla Jana była to osobista tragedia, ale i przełom polityczny. Odziedziczył po bracie ogromne dobra na Rusi i stał się jedynym spadkobiercą trzech fortun – Daniłowiczów, Żółkiewskich i Sobieskich. Z dobrze urodzonego, ale nie pierwszoplanowego szlachcica wyrósł nagle magnat, który musiał nauczyć się zarządzać wielkim majątkiem i klientelą.
W czasie potopu szwedzkiego Jan Sobieski, wówczas pułkownik wojsk koronnych, przeszedł na stronę Karola X Gustawa. Jak wielu reprezentantów magnaterii szukał w silnym monarsze ratunku dla chwiejącej się Rzeczypospolitej. Potem jednak wrócił do Jana Kazimierza, walczył pod Warszawą i powoli rósł w hierarchii wojskowej. Już wtedy ujawniał się jego talent taktyczny. Nie stawiał na rycerski romantyzm, wyżej cenił przygotowanie, rozpoznanie i logistykę.
„Portret Marii Kazimiery d’Arquien jako pokutującej Marii Magdaleny lub Astrei”, malarz nieznany, ok. 1658-1660 (Zamek Królewski na Wawelu)
Marysieńka
Druga połowa lat sześćdziesiątych XVII wieku to okres, w którym Sobieski zrobił błyskawiczną karierę i wszedł w najtrudniejszy romans swojego życia. Maria Kazimiera d’Arquien – Marysieńka, wychowanka dworu królowej Ludwiki Marii Gonzagi i żona Jana Sobiepana Zamoyskiego – pojawia się w jego listach jako białogłowa o „czarnych oczach i złotym sercu”. Związek, początkowo ukrywany, potem jawny, był skandalem obyczajowym. Politycznie otwierał jednak Sobieskiemu drzwi do świata francuskich intryg. W 1665 roku, tuż po śmierci Zamoyskiego, królowa Ludwika Maria niemal dosłownie wyciągnęła kochanków z alkowy do ołtarza; ślub, wzięty w pośpiechu w nocy, stał się natychmiast tajemnicą poliszynela.
Równolegle Jan budował swoją pozycję wojskową. W czasie rokoszu Jerzego Sebastiana Lubomirskiego opowiedział się – po długim wahaniu – po stronie Jana Kazimierza. Walczył pod Mątwami, gdzie źle poprowadzona szarża doprowadziła do rzezi wojsk królewskich. Sam był przeciwny tej taktyce, ale jako dowódca nie zdołał zapobiec katastrofie. Po roku 1665 został marszałkiem wielkim koronnym, w 1666 – hetmanem polnym, a w 1668 – wielkim hetmanem koronnym. W ciągu kilku lat przeszedł drogę od chorążego do najwyższego urzędu wojskowego w państwie.
Równolegle Jan budował swoją pozycję wojskową. W czasie rokoszu Jerzego Sebastiana Lubomirskiego opowiedział się – po długim wahaniu – po stronie Jana Kazimierza. Walczył pod Mątwami, gdzie źle poprowadzona szarża doprowadziła do rzezi wojsk królewskich. Sam był przeciwny tej taktyce, ale jako dowódca nie zdołał zapobiec katastrofie. Po roku 1665 został marszałkiem wielkim koronnym, w 1666 – hetmanem polnym, a w 1668 – wielkim hetmanem koronnym. W ciągu kilku lat przeszedł drogę od chorążego do najwyższego urzędu wojskowego w państwie.
Droga do korony
Sobieski nie był wzorem lojalisty. Po abdykacji Jana Kazimierza stał się jednym z filarów stronnictwa profrancuskiego, popierającego na elekcji księcia Kondeusza. Gdy szlachta niespodziewanie wybrała Michała Korybuta Wiśniowieckiego, Sobieski, wraz z prymasem Mikołajem Prażmowskim, przeszedł do opozycji. Organizował konfederacje, nie cofał się przed szantażem i groźbą wojny domowej. Jak trafnie zauważono, wówczas nauczył szlachtę, że wobec króla można sobie pozwolić na bardzo wiele. Dwadzieścia lat później doświadczył tego już jako monarcha.
Paradoks polega na tym, że to właśnie broniąc zagrożonej Rzeczypospolitej, zdobył sławę, która otworzyła mu drogę do korony. Gdy w 1672 roku wojska tureckie uderzyły na Podole, zdobyły Kamieniec, a król Michał podpisał upokarzający pokój w Buczaczu, hetman Sobieski stanął na czele zrywu zbrojnego. Zwycięstwo pod Chocimiem w 1673 roku uczyniło go w oczach szlachty „królem wojennikiem”, zanim jeszcze włożył koronę.
Po niespodziewanej śmierci Michała Korybuta w listopadzie 1673 roku wybór następcy okazał się prosty. Europa patrzyła na Rzeczpospolitą jak na pionek w swojej grze. Habsburgowie i Burbonowie wystawiali własnych kandydatów, ale sytuacja militarna kraju wymuszała pragmatyzm. Wiosną 1674 roku na polach pod Warszawą szlachta zgodnie wybrała Jana Sobieskiego. On sam, świadom wagi chwili, nie pojechał od razu do Krakowa po koronę. Najpierw ruszył przeciw Turkom. Dopiero po kampanii wojennej, w lutym 1676 roku, wraz z Marysieńką koronował się na Wawelu. Król, który wstępował na tron, był już doświadczonym wodzem, głową licznej rodziny i właścicielem imponującej fortuny.
Paradoks polega na tym, że to właśnie broniąc zagrożonej Rzeczypospolitej, zdobył sławę, która otworzyła mu drogę do korony. Gdy w 1672 roku wojska tureckie uderzyły na Podole, zdobyły Kamieniec, a król Michał podpisał upokarzający pokój w Buczaczu, hetman Sobieski stanął na czele zrywu zbrojnego. Zwycięstwo pod Chocimiem w 1673 roku uczyniło go w oczach szlachty „królem wojennikiem”, zanim jeszcze włożył koronę.
Po niespodziewanej śmierci Michała Korybuta w listopadzie 1673 roku wybór następcy okazał się prosty. Europa patrzyła na Rzeczpospolitą jak na pionek w swojej grze. Habsburgowie i Burbonowie wystawiali własnych kandydatów, ale sytuacja militarna kraju wymuszała pragmatyzm. Wiosną 1674 roku na polach pod Warszawą szlachta zgodnie wybrała Jana Sobieskiego. On sam, świadom wagi chwili, nie pojechał od razu do Krakowa po koronę. Najpierw ruszył przeciw Turkom. Dopiero po kampanii wojennej, w lutym 1676 roku, wraz z Marysieńką koronował się na Wawelu. Król, który wstępował na tron, był już doświadczonym wodzem, głową licznej rodziny i właścicielem imponującej fortuny.
Miłość i polityka
Małżeństwo z Marią Kazimierą stało się jednym z najbardziej komentowanych związków epoki. W ciągu blisko trzydziestu lat urodziła mu – licząc również ciąże zakończone poronieniem – czternaścioro dzieci, z których tylko czworo dożyło dorosłości. Król, który w bitwie potrafił kierować dziesiątkami tysięcy żołnierzy, w listach do żony rozczula się nad niemowlęcymi choróbkami, opisuje pierwsze słowa Teresy Kunegundy, śmiech Aleksandra Benedykta, figle Konstantego. „Niech zdrowo tańcują, bo chowane są dla świata, a nie do sutanny” – pisał, kreśląc przy okazji własny ideał magnackiego wychowania. Sobiescy byli parą niezwykle nowoczesną jak na swoje czasy – władca traktował żonę nie tylko jak ukochaną, lecz także jak polityczną partnerkę. W momentach kryzysu grali rolę dobrego i złego policjanta. Marysieńka rozmawiała z dyplomatami, król pozornie trzymał się z boku, aby w razie niepowodzenia móc się zdystansować od zbyt śmiałych projektów. To właśnie Maria Kazimiera najsilniej pchała Jana III ku myśli o uczynieniu z Rzeczypospolitej niemal dziedzicznej monarchii poprzez zapewnienie Jakubowi korony po ojcu. Ambicja rodzinna będzie jednym z motorów jego późniejszej polityki.
Jan III Sobieski musiał rządzić Rzecząpospolitą, która wychodziła z serii katastrofalnych wojen – z Kozakami, Moskwą, Szwecją, Turcją i Siedmiogrodem. Państwo było wyludnione, skarb pusty, armia zredukowana, a sejm – sparaliżowany nadużywaniem liberum veto. Nic dziwnego, że wielu historyków wypomina mu, iż nie przeprowadził głębszych reform ustrojowych i nie zdołał wzmocnić władzy królewskiej. Z drugiej strony, działał w systemie, który każdą próbę wzmocnienia centrum natychmiast odczytywał jako groźbę absolutum dominium. Tymczasem Sobieski nie miał ani zaplecza, ani czasu, by ten mechanizm przełamać.
Jan III Sobieski musiał rządzić Rzecząpospolitą, która wychodziła z serii katastrofalnych wojen – z Kozakami, Moskwą, Szwecją, Turcją i Siedmiogrodem. Państwo było wyludnione, skarb pusty, armia zredukowana, a sejm – sparaliżowany nadużywaniem liberum veto. Nic dziwnego, że wielu historyków wypomina mu, iż nie przeprowadził głębszych reform ustrojowych i nie zdołał wzmocnić władzy królewskiej. Z drugiej strony, działał w systemie, który każdą próbę wzmocnienia centrum natychmiast odczytywał jako groźbę absolutum dominium. Tymczasem Sobieski nie miał ani zaplecza, ani czasu, by ten mechanizm przełamać.
Odsiecz wiedeńska
Największą sławę przyniosła mu odsiecz wiedeńska. Gdy w 1683 roku sułtan Mehmed IV wysłał na Wiedeń wielką armię Kara Mustafy, Sobieski znalazł się w politycznej pułapce. Formalnie był sojusznikiem Francji, która wolała widzieć Habsburgów zajętych na kilku frontach, ale dobrze wiedział, że upadek cesarskiej stolicy oznaczałby wzmocnienie Turcji i – prędzej czy później – kolejną ofensywę na Rzeczpospolitą. Po długich negocjacjach zdecydował się zawrzeć sojusz z Leopoldem I, choć Habsburgowie usunęli z traktatu punkt o małżeństwie arcyksiężniczki z Jakubem Sobieskim.
12 września 1683 roku wojska polsko-cesarskie rozbiły armię turecką na wzgórzach Kahlenbergu. Sobieski poprowadził jedną z największych szarż kawaleryjskich w dziejach Europy. List do papieża, zaczynający się od słynnego „Przybyłem, zobaczyłem, Bóg zwyciężył”, szybko obiegł dwory kontynentu. Europa otrzymała efektowny symbol zwycięstwa nad islamem, król Polski – aureolę obrońcy wiary. W praktyce jednak owoce polityczne zebrali przede wszystkim Habsburgowie, którzy odzyskali inicjatywę w wojnie z Turcją. Dla Rzeczypospolitej korzyści były skromniejsze: potwierdzenie sojuszu, doraźne subsydia, wreszcie – już po śmierci Jana III – pokój karłowicki z 1699 roku, gwarantujący zatrzymanie części ziem.
W latach po Wiedniu król próbował realizować ambitną, ale niespójną politykę bałtycką. Marzył o odzyskaniu Prus Książęcych, o wzmocnieniu pozycji w Gdańsku, o wyjściu Rzeczypospolitej z roli państwa śródlądowego. Tu jednak poniósł serię porażek. Nie zdołał przełamać oporu elektora brandenburskiego, nie zbudował trwałego systemu sojuszy, a kolejne sejmy rozchodziły się bez uchwalenia podatków na flotę czy powiększenie armii. Coraz więcej energii pochłaniała mu też walka z wewnętrzną opozycją magnacką, która – wzorem jego dawnej postawy wobec Michała Korybuta – bez skrupułów blokowała inicjatywy dworu.
12 września 1683 roku wojska polsko-cesarskie rozbiły armię turecką na wzgórzach Kahlenbergu. Sobieski poprowadził jedną z największych szarż kawaleryjskich w dziejach Europy. List do papieża, zaczynający się od słynnego „Przybyłem, zobaczyłem, Bóg zwyciężył”, szybko obiegł dwory kontynentu. Europa otrzymała efektowny symbol zwycięstwa nad islamem, król Polski – aureolę obrońcy wiary. W praktyce jednak owoce polityczne zebrali przede wszystkim Habsburgowie, którzy odzyskali inicjatywę w wojnie z Turcją. Dla Rzeczypospolitej korzyści były skromniejsze: potwierdzenie sojuszu, doraźne subsydia, wreszcie – już po śmierci Jana III – pokój karłowicki z 1699 roku, gwarantujący zatrzymanie części ziem.
W latach po Wiedniu król próbował realizować ambitną, ale niespójną politykę bałtycką. Marzył o odzyskaniu Prus Książęcych, o wzmocnieniu pozycji w Gdańsku, o wyjściu Rzeczypospolitej z roli państwa śródlądowego. Tu jednak poniósł serię porażek. Nie zdołał przełamać oporu elektora brandenburskiego, nie zbudował trwałego systemu sojuszy, a kolejne sejmy rozchodziły się bez uchwalenia podatków na flotę czy powiększenie armii. Coraz więcej energii pochłaniała mu też walka z wewnętrzną opozycją magnacką, która – wzorem jego dawnej postawy wobec Michała Korybuta – bez skrupułów blokowała inicjatywy dworu.
„Jan III Sobieski w bitwie pod Wiedniem” (fragment), malarz nieznany, XVII/XVIII w. (Muzeum Książąt Czartoryskich w Krakowie)
Ostatnie lata panowania
Od połowy lat osiemdziesiątych pogarszał się stan zdrowia króla. Otyły, cierpiący na dolegliwości nerkowe i sercowe, leczony rtęcią, stopniowo tracił siły. W Wilanowie, rezydencji wzniesionej na wzór włoskich i francuskich willi, nadal otaczał się uczonymi i artystami, zamawiał książki, wspierał historiografów Rzeczypospolitej. Ale coraz rzadziej mógł osobiście prowadzić kampanie. Ostatnie lata panowania upływały mu między kuracjami a kolejnymi, coraz bardziej rozpaczliwymi próbami zabezpieczenia korony dla jego syna Jakuba.
Jan III Sobieski zmarł 17 czerwca 1696 roku w Wilanowie. Zgon poprzedziły ataki apopleksji, obrzęki i utrata węchu – objawy ciężkiego zatrucia organizmu, spotęgowanego nieudolną terapią. Pozostawił po sobie legendę „Lwa Lechistanu” i bardzo niejednoznaczną spuściznę polityczną. Rzeczpospolita była nadal osłabiona, sejm funkcjonował coraz gorzej, a plany sukcesji dla syna nie powiodły się: kolejna elekcja przyniosła triumf Wettynów.
Jak więc patrzeć na Sobieskiego z perspektywy historycznej? Niewątpliwie był jednym z najwybitniejszych wodzów w dziejach Polski: świetnie dowodził w polu, rozumiał znaczenie wywiadu, logistyki i dyscypliny. Umiał rozmawiać z żołnierzami, a jego zwycięstwa pod Chocimiem, Lwowem czy Wiedniem zapisały się nie tylko w polskiej, lecz także w europejskiej pamięci. Jako polityk był bardziej dzieckiem swojej epoki niż jej reformatorem. Zręcznie lawirował między Francją, Austrią i Turcją, lecz nie potrafił przestawić Rzeczypospolitej na nowe tory ustrojowe.
Jan III Sobieski zmarł 17 czerwca 1696 roku w Wilanowie. Zgon poprzedziły ataki apopleksji, obrzęki i utrata węchu – objawy ciężkiego zatrucia organizmu, spotęgowanego nieudolną terapią. Pozostawił po sobie legendę „Lwa Lechistanu” i bardzo niejednoznaczną spuściznę polityczną. Rzeczpospolita była nadal osłabiona, sejm funkcjonował coraz gorzej, a plany sukcesji dla syna nie powiodły się: kolejna elekcja przyniosła triumf Wettynów.
Jak więc patrzeć na Sobieskiego z perspektywy historycznej? Niewątpliwie był jednym z najwybitniejszych wodzów w dziejach Polski: świetnie dowodził w polu, rozumiał znaczenie wywiadu, logistyki i dyscypliny. Umiał rozmawiać z żołnierzami, a jego zwycięstwa pod Chocimiem, Lwowem czy Wiedniem zapisały się nie tylko w polskiej, lecz także w europejskiej pamięci. Jako polityk był bardziej dzieckiem swojej epoki niż jej reformatorem. Zręcznie lawirował między Francją, Austrią i Turcją, lecz nie potrafił przestawić Rzeczypospolitej na nowe tory ustrojowe.
A prywatnie? Z listów, relacji dworzan i świadectw epoki wyłania się obraz monarchy czułego, niepozbawionego poczucia humoru, czasem zaskakująco bezradnego wobec drobiazgów. Król, który rozstrzygał losy bitew i całych kampanii, potrafił skarżyć się Marysieńce, że bez niej w nocy spada mu z głowy czepeczek, bo nie ma komu zawiązać sznureczków pod szyją. Ta mieszanina wielkości i ludzkiej kruchości sprawia, że Jan III Sobieski pozostaje jednym z najbardziej fascynujących bohaterów polskiej historii. Był człowiekiem stojącym jednocześnie na czele armii i u progu nowoczesnej Europy, ale uwikłanym w ograniczenia własnej epoki i własnych ambicji.
* * *
Po jego śmierci pamięć o zwycięzcy spod Wiednia zaczęła żyć własnym życiem. Dla romantyków był przede wszystkim rycerzem chrześcijaństwa, który uratował Europę. Dla działaczy niepodległościowych XIX wieku był argumentem w debatach dyplomatycznych, dowodem, że Polska wniosła do wspólnego dziedzictwa coś więcej niż tylko własne cierpienia. W XIX i XX wieku jego wizerunek powracał w malarstwie historycznym, na pomnikach, w nazwach ulic, a nawet – dużo później – na etykietach towarów konsumpcyjnych. Jednocześnie historycy coraz uważniej oddzielali legendę od faktów. Ten polityk był bowiem zakładnikiem systemu ustrojowego, z którego nie potrafił się wydobyć. Współczesny czytelnik, odwiedzając Wilanów czy patrząc na płótna Matejki, dostrzeże więc nie tylko bohatera spod Wiednia, lecz także symbol państwa, które nie zdołało sprawnie się zreformować.
Krzysztof Laskowski