Bitwa nad Bzurą
czas czytania:
9 września 1939 r. Armia „Poznań”, dowodzona przez gen. Tadeusza Kutrzebę, uderzeniem z rejonu Łęczycy na lewe skrzydło niemieckiej 8. Armii rozpoczęła bitwę nad Bzurą, największą bitwę wojny obronnej 1939 r. Walczyło w niej po obu stronach ponad pół miliona żołnierzy, a Polacy finalnie ponieśli ogromne straty. Mimo to bitwa (a właściwie ciąg powiązanych bojów) miała wyjątkowe znaczenie, bo aż do końca 1941 r. była to jedyna operacja, kiedy Wehrmacht był przez kogoś atakowany.
Zaostrzająca się w latach trzydziestych sytuacja między Polską a Niemcami musiała skończyć się wojną. Armia polska, chociaż dość liczna, nie była tak nowoczesna jak wojska niemieckie. Dobitnie pokazał to atak na Polskę 1 września. Doktryna wojenna II RP zakładała obronę całości polskich granic. Było to zadanie dla polskiej armii niewykonalne, ale miało mieć znaczenie propagandowe i pokazać sojusznikom, że Polacy chcą walczyć i zasługują na pomoc z Zachodu. Uderzenie niemieckie było szybkie i skoncentrowane na wybranych miejscach, przez co Wehrmacht osiągał niezwykłą przewagę. Doprowadziło to do tego, że wojska niemieckie posuwały się bardzo szybko w kierunku Warszawy i 9 września czołówki 4. Dywizji Pancernej znalazły się już na przedpolach polskiej stolicy.
Generał dywizji Tadeusz Kutrzeba, między 1920 a 1939 r. (Instytut Polski im. Gen. Sikorskiego w Londynie, domena publiczna)
Wojna obronna 1939
Armia polska nie była jednak całkowicie rozbita. Punktowe uderzenia Niemców na granice, które miały przynieść im znaczną przewagę, spowodowały, że nie wszystkie jednostki polskie były w pełni zaangażowane w walkę, a niemieckie dowództwo albo to zlekceważyło, albo po prostu nie zdawało sobie sprawy z tego, że za ich plecami znalazły się liczne zgrupowania polskie. Celem Wehrmachtu było jak najszybsze okrążenie całości wojsk polskich w wielkim kotle na zachód od Wisły, obejmującym tereny przyznane Niemcom w tajnym protokole do paktu Ribbentrop-Mołotow. Niemcy zlekceważyli jednak najdalej wysuniętą na zachód Armię „Poznań”, dowodzoną przez gen. Tadeusza Kutrzebę, przekonani, że wycofała się ona już za Wisłę. Tymczasem Armia „Poznań” – mimo chęci jej dowódcy – nie włączyła się do walki. Cofała się, ale w sposób uporządkowany i w pewnym momencie spotkała się z dywizjami Armii „Pomorze” gen. Władysława Bortnowskiego, które wycofywały się z województwa pomorskiego, gdzie poniosły ciężkie straty w bitwie granicznej pierwszych dni kampanii. Były to jednak wojska wciąż gotowe do działania. To dało pewne możliwości działań ofensywnych.
Inicjatorem zwrotu zaczepnego obu armii był gen. Kutrzeba, który 7 września ustalił z gen. Bortnowskim zasady współdziałania. Obaj dowódcy uzgodnili koncepcję uderzenia na skrzydło wojsk niemieckich maszerujących w kierunku Warszawy. Było to działanie konieczne, bo niemiecka 8. Armia, dowodzona przez gen. Johannesa Blaskowitza, wyprzedzała polskie jednostki o dwa dni marszu w kierunku Warszawy. Sytuacja operacyjna wymusiła podjęcie kontrofensywy – w przeciwnym razie siły polskie zostałyby okrążone. Poza tym Niemcy nie spodziewali się takiego manewru polskiej armii.
Inicjatorem zwrotu zaczepnego obu armii był gen. Kutrzeba, który 7 września ustalił z gen. Bortnowskim zasady współdziałania. Obaj dowódcy uzgodnili koncepcję uderzenia na skrzydło wojsk niemieckich maszerujących w kierunku Warszawy. Było to działanie konieczne, bo niemiecka 8. Armia, dowodzona przez gen. Johannesa Blaskowitza, wyprzedzała polskie jednostki o dwa dni marszu w kierunku Warszawy. Sytuacja operacyjna wymusiła podjęcie kontrofensywy – w przeciwnym razie siły polskie zostałyby okrążone. Poza tym Niemcy nie spodziewali się takiego manewru polskiej armii.
Problemem przy planowaniu kontrofensywy były kłopoty z łącznością. Polacy nie mieli jej tak rozwiniętej jak Wehrmacht, a poza tym z powodu zbliżania się Niemców do Warszawy polski Naczelny Wódz opuścił stolicę i udał się do Brześcia. Mimo to udało się uzyskać jego zgodę na podjęcie działań zaczepnych. Miały one nie tylko spowolnić Niemców prących na stolicę, ale także odciążyć obronę południowo-wschodnich terenów polskich (tzw. przedmoście rumuńskie), które były kluczowe z uwagi na warunki terenowe. To tam miały się wycofać polskie wojska. W ostateczności dawały one również możliwość ewakuacji do sprzyjających Polsce (lub przynajmniej przyjaźnie neutralnych) państw.
Przebieg bitwy nad Bzurą
Bitwę nad Bzurą można podzielić na trzy fazy. Pierwszą było polskie natarcie na Stryków. Po południu 9 września Grupa Operacyjna gen. bryg. Edmunda Knoll-Kownackiego w składzie trzech dywizji piechoty (14., 17. i 25.), wspierana ze skrzydeł przez Wielkopolską Brygadę Kawalerii pod dowództwem gen. bryg. Romana Abrahama i Podolską Brygadę Kawalerii dowodzoną przez płk. Leona Strzeleckiego, uderzyły znad północnego brzegu Bzury między Łęczycą a Piątkiem w kierunku na Stryków. W drugim rzucie miała wejść do akcji grupa operacyjna gen. Mikołaja Bołtucia (4. i 16. dywizje piechoty) i pozostałe siły z Armii „Pomorze”. W wyniku zaskoczenia znajdujące się na lewym skrzydle niemieckim związki i oddziały 8. Armii, a zwłaszcza 30. Dywizja Piechoty gen. Kurta von Briesena (został ranny w czasie walki), poniosły duże straty. Atak Polaków okazał się skuteczny, bo niemieckie dowództwo nie spodziewało się takiej liczby polskich żołnierzy w tym miejscu. Ewidentnie zawiodło również rozpoznanie lotnicze.
Atak Polaków wymusił na Wehrmachcie zmianę dotychczasowych założeń. Pospiesznie ściągnięto nad Bzurę dodatkowe siły niemieckie z 8. Armii (X Korpus Armijny: 24. Dywizja Piechoty, pozostałości 30. Dywizji Piechoty; XIII Korpus Armijny: 10. Dywizja Piechoty, 17. Dywizja Piechoty oraz 221. Dywizję Piechoty z odwodu Grupy Armii „Południe”). Niemcy skierowali też do bitwy główne siły 10. Armii, w tym XVI Korpus Armijny spod Warszawy, XV Korpus Armijny i XIV Korpus Armijny. Sprowadzenie dodatkowych sił zapobiegło przerwaniu niemieckiego frontu. Wielką pomocą dla Niemców było również lotnictwo, które miało znaczną przewagę. Sytuacja była na tyle poważna, że po kilku dniach w okolicach tego odcinka frontu pojawił się sam Adolf Hitler.
Po trzydniowych walkach impet polskiego uderzenia osłabł na skutek szybko narastających sił nieprzyjaciela. Dodatkowo w polskich szeregach pogłębiały się problemy z łącznością. Czytając spisane w czasie pobytu w obozie jenieckim wspomnienia gen. Kutrzeby, nie sposób nie stwierdzić, że dowodzenie w takich warunkach było czymś bardzo trudnym, wręcz karkołomnym. Linie telegraficzne były uszkodzone, a Niemcy częściowo znali polskie szyfry. Dlatego rozmawiając w otwartym dostępie, używano swoistego kodowania, np. rozkaz (później odwołany), aby pójść na Radom, gen. Kutrzeba otrzymał w formie „maszerować na obiad do Wierzbickiego”. Domyślił się on łatwo, że chodziło o restaurację w Radomiu, ale taki sposób komunikacji powodował liczne problemy, bo nie wszyscy wiedzieli, jak rozszyfrowywać wiadomości. Poza tym sami dowódcy niechętnie korzystali z tej formy kontaktu, a biorąc pod uwagę, że zgodnie z wytycznymi Naczelnego Wodza dowódcy poszczególnych armii nie mieli mieć pełnej orientacji w zadaniach innych związków taktycznych, tylko potęgowało to zamieszanie.
Po trzydniowych walkach impet polskiego uderzenia osłabł na skutek szybko narastających sił nieprzyjaciela. Dodatkowo w polskich szeregach pogłębiały się problemy z łącznością. Czytając spisane w czasie pobytu w obozie jenieckim wspomnienia gen. Kutrzeby, nie sposób nie stwierdzić, że dowodzenie w takich warunkach było czymś bardzo trudnym, wręcz karkołomnym. Linie telegraficzne były uszkodzone, a Niemcy częściowo znali polskie szyfry. Dlatego rozmawiając w otwartym dostępie, używano swoistego kodowania, np. rozkaz (później odwołany), aby pójść na Radom, gen. Kutrzeba otrzymał w formie „maszerować na obiad do Wierzbickiego”. Domyślił się on łatwo, że chodziło o restaurację w Radomiu, ale taki sposób komunikacji powodował liczne problemy, bo nie wszyscy wiedzieli, jak rozszyfrowywać wiadomości. Poza tym sami dowódcy niechętnie korzystali z tej formy kontaktu, a biorąc pod uwagę, że zgodnie z wytycznymi Naczelnego Wodza dowódcy poszczególnych armii nie mieli mieć pełnej orientacji w zadaniach innych związków taktycznych, tylko potęgowało to zamieszanie.
W końcowej fazie walk przeciwko mocno nadwerężonym polskim ośmiu związkom taktycznym stanęło osiemnaście niemieckich, mających przygniatającą przewagę techniczną, przede wszystkim w broni pancernej i lotnictwie. Generał Kutrzeba zanotował:
o ile dotąd lotnictwo i czołgi wroga pojawiały się tylko sporadycznie i w znośnych ilościach, od 13 września nastąpiło masowe użycie lotnictwa. A nasze lotnictwo myśliwskie już nie istniało od kilku dni. Jedyny ratunek to wiara, że Naczelne Dowództwo przyśle nam obiecaną […] odsiecz powietrzną. Wiara ta płynęła z nieznajomości ogólnie trudnego położenia całości. Nie wiedziałem, że w tym czasie ogólne położenie nasze było omal katastrofalne.
Ze względu na silny opór Niemców gen. Kutrzeba postanowił przerwać natarcie w kierunku południowym, przegrupować się i uderzyć przez Łowicz na Skierniewice i dalej lasami skierniewickimi wycofać się w kierunku Warszawy. 14 września ruszyło znad Bzury natarcie Armii „Pomorze” (4. Dywizja Piechoty, 16. Dywizja Piechoty i 26. Dywizja Piechoty). Pod jej osłoną Armia „Poznań” przegrupowywała się na przeprawy pod Sochaczewem. Początkowo natarcie rozwijało się pomyślnie. Na wieść o niemieckiej odsieczy spod Warszawy XVI Korpusu Pancernego natarcie zostało jednak przerwane, a oddziały wycofane na pozycje wyjściowe. Po raz kolejny pojawiły się najprawdopodobniej problemy z łącznością. Generał Kutrzeba w swoich zapiskach odnotował:
Późnym wieczorem 14 września otrzymałem nieoczekiwaną wiadomość, że uderzenie na Skierniewice nie udało się jakoby z powodu odwołania natarcia Grupy Operacyjnej Bołtucia. Byłem zdania, że musiało zajść jakieś nieporozumienie w wykonaniu operacji [...]. Gdy dla sprawdzenia istotnego i aktualnego położenia Armii »Pomorze« kazałem zatelefonować do jej sztabu, dowiedziałem się, że 16. Dywizja Piechoty jest w odwrocie, że wobec tego 4. Dywizja Piechoty już z nią nie współdziała przez odciążające ją natarcie i również uchodzi za Bzurę.
Do dziś sprawa przerwania natarcia przez gen. Bortnowskiego wywołuje kontrowersje, a na jej temat toczą się spory. Niejasne jest nawet to, czy Bortnowski formalnie podlegał Kutrzebie, bo jeśli nawet tak było, to nie mamy żadnego dokumentu poświadczającego ten fakt.
W takiej sytuacji nie pozostało Polakom nic innego jak zmiana planów. Po przegrupowaniu się gen. Kutrzeba postanowił uderzyć w pasie między Sochaczewem a Wisłą w celu przebicia się do Puszczy Kampinoskiej, a stamtąd do Warszawy.
W nocy z 17 na 18 września główne siły Armii „Poznań” podjęły kolejne natarcie o przełamanie niemieckiego okrążenia. Niemiecki kontratak spowodował jednak okrążenie i stłoczenie wojsk polskich na niewielkim obszarze, a niemieckie lotnictwo bombowe i artyleria przez cały dzień dokonywały dzieła zniszczenia okrążonego polskiego zgrupowania nad Bzurą. Po dwudniowych zażartych walkach, po wyczerpaniu amunicji, medykamentów i żywności dalszy opór równałby się zagładzie wojsk polskich. Oddziały polskie się poddały. Do niewoli dostał się gen. Bortnowski i ponad sto tysięcy żołnierzy, w tym wielu rannych. W bitwie nad Bzurą poległo prawie 16,5 tys. żołnierzy polskich, w tym generałowie: Franciszek Wład, Stanisław Grzmot-Skotnicki i Mikołaj Bołtuć. Rannych zostało 32 tys. żołnierzy. Niemieckie straty szacowane są na ok. 8 tys. zabitych i rannych. Około pięćdziesięciu tysiącom polskich żołnierzy udało się jednak wyrwać z okrążania. Do stolicy dotarli generałowie: Tadeusz Kutrzeba, Edmund Knoll-Kownacki, Michał Tokarzewski-Karaszewicz, Franciszek Alter oraz gen. Roman Abraham na czele Grupy Operacyjnej Kawalerii. Dotarły też resztki 15. i 25. Dywizji Piechoty.
W takiej sytuacji nie pozostało Polakom nic innego jak zmiana planów. Po przegrupowaniu się gen. Kutrzeba postanowił uderzyć w pasie między Sochaczewem a Wisłą w celu przebicia się do Puszczy Kampinoskiej, a stamtąd do Warszawy.
W nocy z 17 na 18 września główne siły Armii „Poznań” podjęły kolejne natarcie o przełamanie niemieckiego okrążenia. Niemiecki kontratak spowodował jednak okrążenie i stłoczenie wojsk polskich na niewielkim obszarze, a niemieckie lotnictwo bombowe i artyleria przez cały dzień dokonywały dzieła zniszczenia okrążonego polskiego zgrupowania nad Bzurą. Po dwudniowych zażartych walkach, po wyczerpaniu amunicji, medykamentów i żywności dalszy opór równałby się zagładzie wojsk polskich. Oddziały polskie się poddały. Do niewoli dostał się gen. Bortnowski i ponad sto tysięcy żołnierzy, w tym wielu rannych. W bitwie nad Bzurą poległo prawie 16,5 tys. żołnierzy polskich, w tym generałowie: Franciszek Wład, Stanisław Grzmot-Skotnicki i Mikołaj Bołtuć. Rannych zostało 32 tys. żołnierzy. Niemieckie straty szacowane są na ok. 8 tys. zabitych i rannych. Około pięćdziesięciu tysiącom polskich żołnierzy udało się jednak wyrwać z okrążania. Do stolicy dotarli generałowie: Tadeusz Kutrzeba, Edmund Knoll-Kownacki, Michał Tokarzewski-Karaszewicz, Franciszek Alter oraz gen. Roman Abraham na czele Grupy Operacyjnej Kawalerii. Dotarły też resztki 15. i 25. Dywizji Piechoty.
Skutki bitwy nad Bzurą
Polski zwrot zaczepny znad Bzury – mimo klęski obu polskich armii – był do końca 1941 r. jedynym przeprowadzonym działaniem zaczepnym przeciwko Wehrmachtowi, który do walk w tym rejonie musiał zaangażować 1/3 swoich sił użytych w kampanii polskiej. Wobec ogromnej dysproporcji sił na korzyść nieprzyjaciela, o sukcesie wojsk gen. Kutrzeby nie mogło być mowy. Bitwa nad Bzurą przyczyniła się jednak do przedłużenia polskiej obrony. Działania nad Bzurą miały pozytywny wpływ na obronę Warszawy i w rezultacie przyczyniły się do odciążenia stolicy, dając jej cenny czas na przygotowanie do obrony.
Generał Tadeusz Kutrzeba po dotarciu do Warszawy na krótko został zastępcą dowódcy armii „Warszawa” gen. Juliusza Rómmla. Następnie z jego upoważnienia prowadził rozmowy kapitulacyjne z dowódcą niemieckiej 8. Armii, gen. Johannesem Blaskowitzem, i 28 września podpisał akt kapitulacji stolicy. W wydanych po wojnie wspomnieniach tak skwitował to, co stało się nad Bzurą:
Generał Tadeusz Kutrzeba po dotarciu do Warszawy na krótko został zastępcą dowódcy armii „Warszawa” gen. Juliusza Rómmla. Następnie z jego upoważnienia prowadził rozmowy kapitulacyjne z dowódcą niemieckiej 8. Armii, gen. Johannesem Blaskowitzem, i 28 września podpisał akt kapitulacji stolicy. W wydanych po wojnie wspomnieniach tak skwitował to, co stało się nad Bzurą:
Gdy przyszłe roczniki Wyższej Szkoły Wojennej dla studiów taktycznych zwiedzać będą pola bitwy nad Bzurą, niech nie przeoczą, że formy działań taktycznych są zmienne, ale że prawa wojny są stałe. Niech więc pamiętają, że nie ma zwycięstwa bez bitwy. A przechodząc koło grobów żołnierskich nad Bzurą, niech przyszli nasi dowódcy sprawiedliwie wspomną, że leżą tu jedni z tych, którzy starali się wykonać niewykonalny w 1939 r. obowiązek: obronę Polski.
Daniel Czerwiński