Bitwa nad Bzurą - Muzeum Historii Polski w Warszawie SKIP_TO
Wizyta w muzeum Przejdź do sklepu
Zdjęcie przedstawia kilkanaście głazów stojących w dwóch rzędach na trawie, na brzegu rzeki. Na każdym głazie widnieje metalowy krzyż i nazwa formacji wojskowej.
9 września 1939 r. Armia „Poznań”, dowodzona przez gen. Tadeusza Kutrzebę, uderzeniem z rejonu Łęczycy na lewe skrzydło niemieckiej 8. Armii rozpoczęła bitwę nad Bzurą, największą bitwę wojny obronnej 1939 r. Walczyło w niej po obu stronach ponad pół miliona żołnierzy, a Polacy finalnie ponieśli ogromne straty. Mimo to bitwa (a właściwie ciąg powiązanych bojów) miała wyjątkowe znaczenie, bo aż do końca 1941 r. była to jedyna operacja, kiedy Wehrmacht był przez kogoś atakowany.
Zdjęcie przedstawia generała Kutrzebę w mndurze z wieloma orderami na lewej piersi.  Generał ma pociągłą twarz, jasne, bystre oczy, wysokie czoło i bardzo krótkie włosy. powiększ
Generał dywizji Tadeusz Kutrzeba, między 1920 a 1939 r. (Instytut Polski im. Gen. Sikorskiego w Londynie, domena publiczna)

Wojna obronna 1939

Armia polska nie była jednak całkowicie rozbita. Punktowe uderzenia Niemców na granice, które miały przynieść im znaczną przewagę, spowodowały, że nie wszystkie jednostki polskie były w pełni zaangażowane w walkę, a niemieckie dowództwo albo to zlekceważyło, albo po prostu nie zdawało sobie sprawy z tego, że za ich plecami znalazły się liczne zgrupowania polskie. Celem Wehrmachtu było jak najszybsze okrążenie całości wojsk polskich w wielkim kotle na zachód od Wisły, obejmującym tereny przyznane Niemcom w tajnym protokole do paktu Ribbentrop-Mołotow. Niemcy zlekceważyli jednak najdalej wysuniętą na zachód Armię „Poznań”, dowodzoną przez gen. Tadeusza Kutrzebę, przekonani, że wycofała się ona już za Wisłę. Tymczasem Armia „Poznań” – mimo chęci jej dowódcy – nie włączyła się do walki. Cofała się, ale w sposób uporządkowany i w pewnym momencie spotkała się z dywizjami Armii „Pomorze” gen. Władysława Bortnowskiego, które wycofywały się z województwa pomorskiego, gdzie poniosły ciężkie straty w bitwie granicznej pierwszych dni kampanii. Były to jednak wojska wciąż  gotowe do działania. To dało pewne możliwości działań ofensywnych.

Inicjatorem zwrotu zaczepnego obu armii był gen. Kutrzeba, który 7 września ustalił z gen. Bortnowskim zasady współdziałania. Obaj dowódcy uzgodnili koncepcję uderzenia na skrzydło wojsk niemieckich maszerujących w kierunku Warszawy. Było to działanie konieczne, bo niemiecka 8. Armia, dowodzona przez gen. Johannesa Blaskowitza, wyprzedzała polskie jednostki o dwa dni marszu w kierunku Warszawy. Sytuacja operacyjna wymusiła podjęcie kontrofensywy – w przeciwnym razie siły polskie zostałyby okrążone. Poza tym Niemcy nie spodziewali się takiego manewru polskiej armii.

Atak Polaków wymusił na Wehrmachcie zmianę dotychczasowych założeń. Pospiesznie ściągnięto nad Bzurę dodatkowe siły niemieckie z 8. Armii (X Korpus Armijny: 24. Dywizja Piechoty, pozostałości 30. Dywizji Piechoty; XIII Korpus Armijny: 10. Dywizja Piechoty, 17. Dywizja Piechoty oraz 221. Dywizję Piechoty z odwodu Grupy Armii „Południe”). Niemcy skierowali też do bitwy główne siły 10. Armii, w tym XVI Korpus Armijny spod Warszawy, XV Korpus Armijny i XIV Korpus Armijny. Sprowadzenie dodatkowych sił zapobiegło przerwaniu niemieckiego frontu. Wielką pomocą dla Niemców było również lotnictwo, które miało znaczną przewagę. Sytuacja była na tyle poważna, że po kilku dniach w okolicach tego odcinka frontu pojawił się sam Adolf Hitler.

Po trzydniowych walkach impet polskiego uderzenia osłabł na skutek szybko narastających sił nieprzyjaciela. Dodatkowo w polskich szeregach pogłębiały się problemy z łącznością. Czytając spisane w czasie pobytu w obozie jenieckim wspomnienia gen. Kutrzeby, nie sposób nie stwierdzić, że dowodzenie w takich warunkach było czymś bardzo trudnym, wręcz karkołomnym. Linie telegraficzne były uszkodzone, a Niemcy częściowo znali polskie szyfry. Dlatego rozmawiając w otwartym dostępie, używano swoistego kodowania, np. rozkaz (później odwołany), aby pójść na Radom, gen. Kutrzeba otrzymał w formie „maszerować na obiad do Wierzbickiego”. Domyślił się on łatwo, że chodziło o restaurację w Radomiu, ale taki sposób komunikacji powodował liczne problemy, bo nie wszyscy wiedzieli, jak rozszyfrowywać wiadomości. Poza tym sami dowódcy niechętnie korzystali z tej formy kontaktu, a biorąc pod uwagę, że zgodnie z wytycznymi Naczelnego Wodza dowódcy poszczególnych armii nie mieli mieć pełnej orientacji w zadaniach innych związków taktycznych, tylko potęgowało to zamieszanie.
Zdjęcie przedstawia porozrzucane, zniszczone wozy bojowe na brzegu rzeki. powiększ
Zniszczony polski sprzęt wojskowy na brzegu Bzury, wrzesień 1939 r. (NAC)
Zdjęcie przedstawia generała Bortnowskiego - mężczyznę w  średnim wieku, o podłużnej twarzy, wysuniętej brodzie z dołeczkiem i wysikim czole.  Generał ma na sobie mundur z orderem na prawej piersi. powiększ
Generał brygady Władysław Bortnowski, między 1932 a 1936 r. (NAC)

Do dziś sprawa przerwania natarcia przez gen. Bortnowskiego wywołuje kontrowersje, a na jej temat toczą się spory. Niejasne jest nawet to, czy Bortnowski formalnie podlegał Kutrzebie, bo jeśli nawet tak było, to nie mamy żadnego dokumentu poświadczającego ten fakt.

W takiej sytuacji nie pozostało Polakom nic innego jak zmiana planów. Po przegrupowaniu się gen. Kutrzeba postanowił uderzyć w pasie między Sochaczewem a Wisłą w celu przebicia się do Puszczy Kampinoskiej, a stamtąd do Warszawy.

W nocy z 17 na 18 września główne siły Armii „Poznań” podjęły kolejne natarcie o przełamanie niemieckiego okrążenia. Niemiecki kontratak spowodował jednak okrążenie i stłoczenie wojsk polskich na niewielkim obszarze, a niemieckie lotnictwo bombowe i artyleria przez cały dzień dokonywały dzieła zniszczenia okrążonego polskiego zgrupowania nad Bzurą. Po dwudniowych zażartych walkach, po wyczerpaniu amunicji, medykamentów i żywności dalszy opór równałby się zagładzie wojsk polskich. Oddziały polskie się poddały. Do niewoli dostał się gen. Bortnowski i ponad sto tysięcy żołnierzy, w tym wielu rannych. W bitwie nad Bzurą poległo prawie 16,5 tys. żołnierzy polskich, w tym generałowie: Franciszek Wład, Stanisław Grzmot-Skotnicki i Mikołaj Bołtuć. Rannych zostało 32 tys. żołnierzy. Niemieckie straty szacowane są na ok. 8 tys. zabitych i rannych. Około pięćdziesięciu tysiącom polskich żołnierzy udało się jednak wyrwać z okrążania. Do stolicy dotarli generałowie: Tadeusz Kutrzeba, Edmund Knoll-Kownacki, Michał Tokarzewski-Karaszewicz, Franciszek Alter oraz gen. Roman Abraham na czele Grupy Operacyjnej Kawalerii. Dotarły też resztki 15. i 25. Dywizji Piechoty.
1/4

PowiązaneMateriały