Artykuły
II Rzeczpospolita 1918-1939
II wojna światowa 1939-1945
Wojny
Nauczyciele
Dorośli
Licealiści
Studenci
Obrona Westerplatte – pierwsza bitwa II wojny światowej
czas czytania:
Atak na Westerplatte był jednym z pierwszych aktów zbrojnej agresji Niemiec na Polskę we wrześniu 1939 roku. Heroiczna obrona półwyspu przeszła do historii. Zakładano, że opór potrwa kilka godzin. Tymczasem polska załoga broniła się przez siedem długich dni…
Zachodnia wyspa
Obecne ujście Wisły to sztuczny przekop. Dawniej rzeka uchodziła bowiem do morza w Gdańsku. Nanoszone regularnie osady rzeczne i prądy morskie spowodowały powstanie licznych mielizn i wysepek, a w konsekwencji dwóch wysp: wschodniej Ost Platte (która z czasem połączyła się z lądem) oraz zachodniej West Platte (stąd nazwa Westerplatte). Zachodnia wyspa dwukrotnie stała się areną krwawych walk. W 1734 roku walczyły tam z Rosjanami wojska francuskie, popierające króla Stanisława Leszczyńskiego. Po raz drugi Westerplatte stało się sceną wydarzeń o znaczeniu międzynarodowym w okresie wojen napoleońskich.
W 1840 roku w wyniku zatoru lodowego Wisła przerwała fragment wydmy nadmorskiej i stworzyła sobie nowe ujście: Wisłę Śmiałą. To spowodowało, że dawne ujście w Gdańsku (nazwane Martwą Wisłą) straciło na znaczeniu, a w latach 1845-1847 zostało zasypane, tworząc w ten sposób półwysep. Był on już wówczas wykorzystywany jako miejsce wypoczynku. Intensywny rozwój Westerplatte nastąpił w dwóch ostatnich dekadach XIX wieku. Zmienił się wówczas zasadniczo jego wygląd i charakter. Dotychczasowe niewielkie kąpielisko o lokalnym znaczeniu przekształciło się w znany kurort i uzdrowisko.
W 1840 roku w wyniku zatoru lodowego Wisła przerwała fragment wydmy nadmorskiej i stworzyła sobie nowe ujście: Wisłę Śmiałą. To spowodowało, że dawne ujście w Gdańsku (nazwane Martwą Wisłą) straciło na znaczeniu, a w latach 1845-1847 zostało zasypane, tworząc w ten sposób półwysep. Był on już wówczas wykorzystywany jako miejsce wypoczynku. Intensywny rozwój Westerplatte nastąpił w dwóch ostatnich dekadach XIX wieku. Zmienił się wówczas zasadniczo jego wygląd i charakter. Dotychczasowe niewielkie kąpielisko o lokalnym znaczeniu przekształciło się w znany kurort i uzdrowisko.
Eksklawa w Wolnym Mieście
Klęska Niemiec w I wojnie światowej wszystko zmieniła. Decyzją zwycięskich mocarstw Gdańsk stał się Wolnym Miastem. Ten kompromis nie zadowalał żadnej ze stron i od razu stał się zarzewiem sporów. Dla Polaków był to jedyny dostępny nad Bałtykiem port. Niemcy uznawali tymczasem Pomorze za ziemie niemieckie i nie mieli zamiaru z nich rezygnować. Dalszy bieg wydarzeń tylko to potwierdzał. Gdy w 1920 roku odbudowująca się Polska walczyła z najazdem bolszewickim, w gdańskim porcie niemieccy dokerzy celowo blokowali transporty broni i amunicji dla polskiego wojska. Żeby zapewnić sobie możliwość kontroli nad fragmentem gdańskiego portu, należało stworzyć polską eksklawę. II Rzeczpospolita miała co prawda zbudować port w Gdyni, ale w tamtym czasie były to dopiero plany.
W takich okolicznościach doszło do powstania Wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte. Polacy już wcześniej wykupili część terenów na półwyspie. Wielką rolę w tym procesie odegrał piastujący wówczas stanowisko generalnego delegata Ministerstwa Aprowizacji na miasto Gdańsk Mieczysław Jałowiecki. Władze Gdańska nie chciały się jednak zgodzić na powstanie wyodrębnionego obszaru. Po wielu sporach, decyzją Rady Ligi Narodów, półwysep Westerplatte został przekazany Polsce na bazę przeładunku broni i amunicji. Od 1924 trwały tam prace budowlane, a 18 stycznia 1926 roku o godzinie 14.00 na trałowcu ORP „Mewa” przybył pierwszy oddział pod dowództwem por. Stefana Koniecznego. Liczył dwóch oficerów, czterech podoficerów i szesnastu szeregowców. Dwa dni później rozpoczął pełnienie służby wartowniczej.
W takich okolicznościach doszło do powstania Wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte. Polacy już wcześniej wykupili część terenów na półwyspie. Wielką rolę w tym procesie odegrał piastujący wówczas stanowisko generalnego delegata Ministerstwa Aprowizacji na miasto Gdańsk Mieczysław Jałowiecki. Władze Gdańska nie chciały się jednak zgodzić na powstanie wyodrębnionego obszaru. Po wielu sporach, decyzją Rady Ligi Narodów, półwysep Westerplatte został przekazany Polsce na bazę przeładunku broni i amunicji. Od 1924 trwały tam prace budowlane, a 18 stycznia 1926 roku o godzinie 14.00 na trałowcu ORP „Mewa” przybył pierwszy oddział pod dowództwem por. Stefana Koniecznego. Liczył dwóch oficerów, czterech podoficerów i szesnastu szeregowców. Dwa dni później rozpoczął pełnienie służby wartowniczej.
Rozbudowa potencjału
Wraz z przyznaniem terenu pod składnicę materiałów wojennych Polska otrzymała prawo ustanowienia tam straży umundurowanej i uzbrojonej. Jej zadanie brzmiało: „chronić wojskowe magazyny amunicyjne na terenie Składnicy, ochraniać załadunki i wyładunki ładunków wojskowych w Basenie Amunicyjnym oraz strzec terenu samej Składnicy”. Polska wnioskowała o 114 żołnierzy na tym terenie. Z wyliczeń Rady Ligi Narodów wynikało, że mogło ich być zaledwie 88.
Prace budowlane na półwyspie trwały od 1924 roku. Budowę Basenu Amunicyjnego ukończono w listopadzie 1925. Wzdłuż nabrzeży ustawiono sześć dźwigów portowych. Latem 1925 roku ukończono budowę linii kolejowej prowadzącej do składnicy. Wybudowano też magazyny. Po przejęciu terenu przez władze polskie powstała m.in. stacja kolejowa, elektrownia i linia telefoniczna połączona z Pocztą Polską. Teren składnicy od strony kanału portowego ogrodzono murem ceglanym o wysokości dwóch metrów, a w pozostałej części płotem z drutu kolczastego.
Prace budowlane na półwyspie trwały od 1924 roku. Budowę Basenu Amunicyjnego ukończono w listopadzie 1925. Wzdłuż nabrzeży ustawiono sześć dźwigów portowych. Latem 1925 roku ukończono budowę linii kolejowej prowadzącej do składnicy. Wybudowano też magazyny. Po przejęciu terenu przez władze polskie powstała m.in. stacja kolejowa, elektrownia i linia telefoniczna połączona z Pocztą Polską. Teren składnicy od strony kanału portowego ogrodzono murem ceglanym o wysokości dwóch metrów, a w pozostałej części płotem z drutu kolczastego.
Nadal jednak brakowało umocnień. Nie można ich było wybudować oficjalnie, więc strona polska musiała je tworzyć w tajemnicy. W latach 1933-1934 na Westerplatte postawiono pięć wartowni (potajemnie dodatkowo umocnionych i uzbrojonych), a w latach 1934-1936 powstały nowoczesne koszary. Niedługo przed wybuchem wojny na przedpolu wartowni stworzono dodatkowy system placówek – m.in. stanowisk obrony: „Prom”, „Wał”, „Fort”, „Łazienki”, „Elektrownia” i „Przystań”. Jednocześnie zwiększano potajemnie liczbę żołnierzy. W opracowaniach padają różne liczby walczących na Westerplatte. Wahają się one od 164 do 215. Problemem jest to, że nie zachowały się ostatnie rozkazy personalne. Według najnowszych wyliczeń, 1 września 1939 roku na półwyspie stacjonowało 201 żołnierzy oraz siedmiu pracowników cywilnych.
Dysponowali oni w znacznej mierze potajemnie przetransportowanym uzbrojeniem w postaci karabinów Mauser, około czterdziestu ciężkich i ręcznych karabinów maszynowych, dwóch działek przeciwpancernych kalibru 37 mm, armaty polowej wz. 1902/26 kalibru 75 mm oraz czterech moździerzy kalibru 81 mm. Komendantem składnicy od 1938 roku był major Henryk Sucharski, a jego zastępcą – kapitan Franciszek Dąbrowski.
Dysponowali oni w znacznej mierze potajemnie przetransportowanym uzbrojeniem w postaci karabinów Mauser, około czterdziestu ciężkich i ręcznych karabinów maszynowych, dwóch działek przeciwpancernych kalibru 37 mm, armaty polowej wz. 1902/26 kalibru 75 mm oraz czterech moździerzy kalibru 81 mm. Komendantem składnicy od 1938 roku był major Henryk Sucharski, a jego zastępcą – kapitan Franciszek Dąbrowski.
Kurtuazyjna wizyta
Polityka III Rzeszy w latach trzydziestych XX wieku musiała doprowadzić do wojny. Stało się to w 1939 roku, a jedne z pierwszych (jeśli nie pierwsze) strzały padły na Westerplatte. Oddał je niemiecki pancernik „Schleswig-Holstein”, który 25 sierpnia zawinął do gdańskiego portu z „kurtuazyjną” wizytą. W rzeczywistości już następnego dnia miał zaatakować polskich żołnierzy. Nie doszło do tego tylko dlatego, że Adolf Hitler przesunął datę napaści na 1 września. Okręt cumował w odległości około 150 metrów od polskiej składnicy. Nocą z 31 sierpnia na 1 września został jednak przeholowany do Zakrętu Pięciu Gwizdków, skąd miał lepsze pole do ostrzału. Tej samej nocy na ląd zeszła przybyła na pokładzie kompania szturmowa Kriegsmarine, której zadaniem było zajęcie półwyspu. Do ataku wyznaczono również jednostki gdańskiej policji i miejscowego SS. Trudno jednoznacznie określić ich liczbę. Szacunki wahają się od nieco ponad pięciuset do ponad trzech tysięcy funkcjonariuszy.
Pancernik Schleswig-Holstein w gdańskim Zakręcie Pięciu Gwizdków, wrzesień 1939 r. (Apoloniusz Zawilski „Bitwy Polskiego Września”, domena publiczna)
„Schleswig-Holstein” był dość starą jednostką, ale dysponował potężną siłą ognia. Jego główne działa miały kaliber 280 mm (choć trzeba przyznać, że stał za blisko, żeby w pełni z nich skorzystać). Zgodnie z rozkazami miał otworzyć ogień o godzinie 4.45, ale w rzeczywistości stało się to trzy minuty później. Wraz z początkiem kanonady w powietrze wyleciały brama kolejowa oraz zaminowane wcześniej fragmenty muru. Niemcy nie spodziewali się polskiej reakcji. Okazało się jednak, że broniący placówki „Prom” dali radę odeprzeć atak. Polacy wykorzystali najpotężniejszą broń, jaką posiadali, działo 75 mm. Pierwsze natarcie zostało odparte.
Kolejny szturm poprzedziło dłuższe przygotowanie artyleryjskie z pancernika oraz baterii z Brzeźna i Wisłoujścia, a nawet cekaemów z wieży kościoła w Nowym Porcie. Zniszczeniu uległo polskie działo polowe, Polacy wycofali się także z placówki „Prom”. Kolejny niemiecki szturm zakończył się jednak klęską. Niemcy nie dawali za wygraną i ponowili atak wieczorem. Tego dnia zginęło czterech polskich żołnierzy.
Kolejny szturm poprzedziło dłuższe przygotowanie artyleryjskie z pancernika oraz baterii z Brzeźna i Wisłoujścia, a nawet cekaemów z wieży kościoła w Nowym Porcie. Zniszczeniu uległo polskie działo polowe, Polacy wycofali się także z placówki „Prom”. Kolejny niemiecki szturm zakończył się jednak klęską. Niemcy nie dawali za wygraną i ponowili atak wieczorem. Tego dnia zginęło czterech polskich żołnierzy.
Tragiczny nalot
Niepowodzenie pierwszych ataków musiało być dla Niemców szokiem. Następnego dnia po raz kolejny piechota próbowała wedrzeć się na półwysep, ale dobrze zamaskowane pozycje strzeleckie w wartowniach okazały się dla niej przeszkodą nie do przejścia. Dlatego do akcji wkroczyło lotnictwo. Niemcy postanowili zniszczyć nieznane im polskie pozycje z powietrza. Czterdzieści siedem samolotów Ju 87 zrzuciło 8 bomb pięćsetkilogramowych, 50 bomb dwustupięćdziesięciokilogramowych i 100 bomb stukilogramowych. Jedna z bomb trafiła bezpośrednio w wartownię nr 5, grzebiąc w niej siedmiu obrońców.
W wyniku nalotu doszło do sytuacji, która do dziś budzi najwięcej kontrowersji. Pewne jest, że mjr Sucharski nakazał spalić tajne szyfry, aby nie trafiły w ręce wroga. Zdaniem niektórych doznał on załamania nerwowego, a nawet miał ogłosić kapitulację i wywiesić białą flagę. Sprzeciwić się temu miał jego zastępca, kpt. Franciszek Dąbrowski. Czy rzeczywiście tak było? Trudno jednoznacznie rozstrzygnąć.
W wyniku nalotu doszło do sytuacji, która do dziś budzi najwięcej kontrowersji. Pewne jest, że mjr Sucharski nakazał spalić tajne szyfry, aby nie trafiły w ręce wroga. Zdaniem niektórych doznał on załamania nerwowego, a nawet miał ogłosić kapitulację i wywiesić białą flagę. Sprzeciwić się temu miał jego zastępca, kpt. Franciszek Dąbrowski. Czy rzeczywiście tak było? Trudno jednoznacznie rozstrzygnąć.
Dalsza walka
W kolejnych dniach Niemcy kontynuowali ataki. Próbowali ostrzału z Zatoki Gdańskiej, ale nie był on tak skuteczny, jak zakładali. Ponadto jeden źle odmierzony pocisk wpadł między cysterny oleju w Gdańsku-Letniewie, trzy dalsze zaś eksplodowały dokładnie w środku kanału portowego. W wyniku niefortunnych ostrzeliwań zaniechano działań zaczepnych od strony morza. Niemcy byli jednak przekonani o istnieniu na Westerplatte bardzo nowoczesnych urządzeń obronnych. Ich zdaniem bunkry były połączone przejściami podziemnymi. Coraz rzadsze, ale zarastające nadal teren walk drzewa uniemożliwiały im prawidłową ocenę sytuacji. Dlatego też postanowiono użyć cystern z benzyną i miotaczy ognia. 6 września o godzinie 3.00 Niemcy dokonali pierwszej próby podpalenia lasu poprzez wtoczenie torem kolejowym cysterny wypełnionej benzolem. Operacja nie powiodła się, bowiem wagon-cysterna dotarł tylko do własnych ubezpieczeń, gdzie się zatrzymał i uległ eksplozji. Niemieckie oddziały zdążono wcześniej wycofać. Zapalenie lasu za pomocą miotaczy ognia przez pionierów również się nie powiodło. Około godziny 15.45 Niemcy wznowili próbę podpalenia lasu. Tym razem dwa wagony-cysterny wypełnione benzolem dotarły na przewidziane miejsce, lecz słabo rozwijający się ogień wygasł po piętnastu minutach.
„Westerplatte broni się nadal!” – słowa spikera Polskiego Radia podczas pierwszych dni września dodawały nadziei nie tylko tysiącom polskich żołnierzy toczącym nierówną walkę z niemiecką agresją, ale także całemu polskiemu społeczeństwu. Załoga, która miała wytrzymać od sześciu do dwunastu godzin, zaciekle odpierała ataki przez siedem dni.
„Westerplatte broni się nadal!” – słowa spikera Polskiego Radia podczas pierwszych dni września dodawały nadziei nie tylko tysiącom polskich żołnierzy toczącym nierówną walkę z niemiecką agresją, ale także całemu polskiemu społeczeństwu. Załoga, która miała wytrzymać od sześciu do dwunastu godzin, zaciekle odpierała ataki przez siedem dni.
Kapitulacja
7 września strona niemiecka postanowiła po raz kolejny wykorzystać stojący w gdańskim porcie „Schleswig-Holstein”. Strzelał on nie tylko z głównej artylerii, ale i z dział mniejszego kalibru. Głównym celem tym razem był schron osypany ziemią oraz wartownia nr 2. Ta ostatecznie została trafiona. Ponownie użyto też benzyny do ataku. Tym razem skutecznie. Ponadto artyleria przeciwlotnicza strzelała w korony drzew, gdzie mieli rzekomo kryć się strzelcy wyborowi, których na Westerplatte nigdy nie było…
Szturm piechoty został odparty, ale był to ostatni triumf załogi Westerplatte. Kolejny dzień –w nierównej walce, bez chwili wypoczynku, bez wody, bez ciepłego jedzenia, z bilansem piętnastu zabitych i kilkudziesięciu rannych, pod ogniem dział, moździerzy, miotaczy min i bomb lotniczych – załoga trwała w swych zrujnowanych umocnieniach. Przetrzymała 17 zmasowanych ostrzałów, odparła 14 ataków i 19 nocnych wypadów. Opór był jednak bezcelowy. O 10.15 (według innych o 9.30) Niemcy zauważyli białą flagę. W uznaniu dla bitności polskiego wojska Niemcy pozwolili idącemu do niewoli dowódcy zachować szablę.
Szturm piechoty został odparty, ale był to ostatni triumf załogi Westerplatte. Kolejny dzień –w nierównej walce, bez chwili wypoczynku, bez wody, bez ciepłego jedzenia, z bilansem piętnastu zabitych i kilkudziesięciu rannych, pod ogniem dział, moździerzy, miotaczy min i bomb lotniczych – załoga trwała w swych zrujnowanych umocnieniach. Przetrzymała 17 zmasowanych ostrzałów, odparła 14 ataków i 19 nocnych wypadów. Opór był jednak bezcelowy. O 10.15 (według innych o 9.30) Niemcy zauważyli białą flagę. W uznaniu dla bitności polskiego wojska Niemcy pozwolili idącemu do niewoli dowódcy zachować szablę.
Kontrowersje
Trwająca niemal siedem dni obrona obrosła do dziś wieloma mitami. Powstały już na ten temat liczne opracowania, filmy, audycje, a nawet sztuki teatralne. Wszystko rozbija się o to, jakie właściwie rozkazy miała składnica? W powszechnej opinii mowa jest o tym, że mieli wytrzymać sześć (ewentualnie dwanaście godzin). Tyle że dotyczyło to lokalnej prowokacji ze strony Niemców w Gdańsku. Sytuacja z 1 września była zupełnie inna. Majora Sucharskiego dzień przed atakiem najprawdopodobniej odwiedził szef Wydziału Wojskowego Komisariatu Generalnego RP w Wolnym Mieście ppłk Wincenty Sobociński. Przekazał mu jakieś informacje, bo zgodnie z wojskową hierarchią nie miał prawa wydawać Sucharskiemu rozkazów. Czy poinformował go o tym, że odsiecz dla Westerplatte nie przyjdzie? Czy wydał mu dyspozycję walki przez dwanaście godzin? Na ten temat napisano już wiele, a nadal nie ma pewności co do przebiegu wydarzeń. Być może to właśnie był powód, dla którego mjr Sucharski chciał zakończyć obronę po ataku na wartownię nr 5. Bez nowych źródeł nie da się tego jednoznacznie rozstrzygnąć. Są dziś tacy, którzy twierdzą, że nawet kapitulacja 7 września była zbyt pochopna….
W różnych opracowaniach padają też różne liczby zabitych. Według najnowszych badań na półwyspie zginęło piętnastu żołnierzy, z czego jeden zmarł w gdańskim szpitalu. Niemcy po kapitulacji zabrali ponadto radiotelegrafistę, który nigdy nie powrócił. Po ostatnich badaniach archeologicznych wiemy na pewno, że na oddanym w 2022 roku cmentarzu na Westerplatte spoczywa dziewięciu obrońców i ich dowódca (którego prochy złożono na starym cmentarzu w 1971 roku). Ciało jednego żołnierza złożone zostało na cmentarzu na gdańskiej Zaspie. Gdzie są pozostali?
W różnych opracowaniach padają też różne liczby zabitych. Według najnowszych badań na półwyspie zginęło piętnastu żołnierzy, z czego jeden zmarł w gdańskim szpitalu. Niemcy po kapitulacji zabrali ponadto radiotelegrafistę, który nigdy nie powrócił. Po ostatnich badaniach archeologicznych wiemy na pewno, że na oddanym w 2022 roku cmentarzu na Westerplatte spoczywa dziewięciu obrońców i ich dowódca (którego prochy złożono na starym cmentarzu w 1971 roku). Ciało jednego żołnierza złożone zostało na cmentarzu na gdańskiej Zaspie. Gdzie są pozostali?
Daniel Czerwiński