Artykuły
PRL 1944–1989
Historia współczesna po 1989
Kultura
Biografie
Nauczyciele
Dorośli
Licealiści
Studenci
Andrzej Wajda – legenda polskiego kina
czas czytania:
Reżyser, który jak mało kto rozsławił polską kulturę na świecie i współtworzył narodową wyobraźnię kolejnymi dziełami. Uznawany za jednego z najwybitniejszych twórców kina w historii, był laureatem największych nagród filmowych, na czele ze Złotą Palmą w Cannes i Oscarem za całokształt twórczości. Przez blisko sześć dekad kariery Wajda opowiadał na ekranie dramatyczne losy Polski XX wieku – od wojennych tragedii, przez stalinowski terror, po zryw Solidarności. Sto lat temu urodził się Andrzej Wajda
W cieniu wojny
Przyszły reżyser urodził się w rodzinie o silnych tradycjach patriotycznych. Jego ojciec, kapitan Jakub Wajda, był oficerem Wojska Polskiego i jedną z ofiar zbrodni katyńskiej. Dorastając w okupowanej Polsce, młody Andrzej już jako nastolatek wstąpił do konspiracji; w 1942 roku dołączył do Armii Krajowej i do końca drugiej wojny światowej działał w ruchu oporu. Po wojnie Wajda próbował najpierw sztuk plastycznych. W latach 1946–1949 studiował malarstwo w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, jednak ostatecznie porzucił pędzel na rzecz kamery. W 1950 rozpoczął naukę reżyserii w słynnej Szkole Filmowej w Łodzi, którą ukończył w 1953 roku.
Już dwa lata później zadebiutował jako reżyser filmem „Pokolenie” (1955) – opowieścią o warszawskiej młodzieży okresu okupacji, która wstępuje do Gwardii Ludowej (komunistycznej organizacji podziemnej) i dojrzewa w wojennej zawierusze. Debiut ten, zrealizowany pod okiem mentora Wajdy, reżysera Aleksandra Forda, wpisywał się częściowo w ówczesne socrealistyczne wymogi (bohaterami byli komunistyczni bojownicy), ale zarazem zapowiadał nowy, świeży głos w polskim kinie.
W kolejnych filmach Wajda szybko wybił się na czołowego kronikarza wojennych losów Polaków. Już drugi jego obraz, „Kanał” (1957), okazał się wydarzeniem. Był to pierwszy w historii film fabularny o powstaniu warszawskim, pokazujący dramatyczną ucieczkę powstańców kanałami oblężonej stolicy. Za ten przejmujący, naturalistyczny obraz klęski powstania Wajda otrzymał w Cannes Nagrodę Specjalną Jury, a świat zwrócił uwagę na młode polskie kino.
Już dwa lata później zadebiutował jako reżyser filmem „Pokolenie” (1955) – opowieścią o warszawskiej młodzieży okresu okupacji, która wstępuje do Gwardii Ludowej (komunistycznej organizacji podziemnej) i dojrzewa w wojennej zawierusze. Debiut ten, zrealizowany pod okiem mentora Wajdy, reżysera Aleksandra Forda, wpisywał się częściowo w ówczesne socrealistyczne wymogi (bohaterami byli komunistyczni bojownicy), ale zarazem zapowiadał nowy, świeży głos w polskim kinie.
W kolejnych filmach Wajda szybko wybił się na czołowego kronikarza wojennych losów Polaków. Już drugi jego obraz, „Kanał” (1957), okazał się wydarzeniem. Był to pierwszy w historii film fabularny o powstaniu warszawskim, pokazujący dramatyczną ucieczkę powstańców kanałami oblężonej stolicy. Za ten przejmujący, naturalistyczny obraz klęski powstania Wajda otrzymał w Cannes Nagrodę Specjalną Jury, a świat zwrócił uwagę na młode polskie kino.
Mural przedstawiający Zbigniewa Cybulskiego w roli Maćka Chełmickiego w filmie Andrzeja Wajdy „Popiół i diament”, Łódź, ul. Srebrzyńska 1, fot. Maciek Szostek (Wikimedia Commons)
Jeszcze większy rozgłos zdobył kolejny film, „Popiół i diament” (1958), ekranizacja powieści Jerzego Andrzejewskiego. Wajda przedstawił w nim dzień zakończenia drugiej wojny światowej na polskiej prowincji, gdzie dla bohaterów wojna wcale się nie kończy, bo żołnierze podziemia niepodległościowego muszą zdecydować, czy podjąć walkę z nowym, komunistycznym wrogiem. W pamięci widzów na zawsze zapisała się kreacja Zbigniewa Cybulskiego w roli młodego akowca Maćka Chełmickiego – idealisty w ciemnych okularach, który stał się symbolem zbuntowanego pokolenia polskiej inteligencji. „Popiół i diament” do dziś uchodzi za arcydzieło i jeden z najważniejszych polskich filmów XX wieku.
Te trzy wczesne filmy – „Pokolenie”, „Kanał”, „Popiół i diament” – stworzyły podstawy Polskiej Szkoły Filmowej, nowego nurtu w kinie polskim drugiej połowy lat 50. Wajda wraz z innymi młodymi reżyserami (takimi jak Andrzej Munk) zerwali z propagandowym schematem bohaterskiej martyrologii, przedstawiając wojenną rzeczywistość w sposób bardziej prawdziwy, gorzki i niejednoznaczny. Ich filmy opowiadały o zwykłych ludziach rzuconych w wir Historii – akowcach, powstańcach, rozbitkach powojennego chaosu – ukazując zarówno ich bohaterstwo, jak i tragiczne wybory.
Te trzy wczesne filmy – „Pokolenie”, „Kanał”, „Popiół i diament” – stworzyły podstawy Polskiej Szkoły Filmowej, nowego nurtu w kinie polskim drugiej połowy lat 50. Wajda wraz z innymi młodymi reżyserami (takimi jak Andrzej Munk) zerwali z propagandowym schematem bohaterskiej martyrologii, przedstawiając wojenną rzeczywistość w sposób bardziej prawdziwy, gorzki i niejednoznaczny. Ich filmy opowiadały o zwykłych ludziach rzuconych w wir Historii – akowcach, powstańcach, rozbitkach powojennego chaosu – ukazując zarówno ich bohaterstwo, jak i tragiczne wybory.
Od „Niewinnych czarodziejów” po „Ziemię obiecaną”
Lata 60. przyniosły Wajdzie dalsze eksperymenty artystyczne i ugruntowanie pozycji mistrza. Po sukcesie wojennej trylogii reżyser zwrócił się ku współczesności – w filmie „Niewinni czarodzieje” (1960) sportretował młode pokolenie okresu odwilży, bywalców klubów jazzowych, egzystencjalnych włóczęgów po Warszawie. Scenariusz napisał współpracujący z Wajdą debiutant Jerzy Skolimowski, a w epizodycznej roli na ekranie pojawił się dwudziestosześcioletni Roman Polański. Ten lekki, nowofalowy w tonie film udowodnił, że Wajda potrafi opowiadać nie tylko o tragediach narodowych, ale i o życiu codziennym młodych Polaków, szukających wolności i miłości w cieniu komunizmu.
Równocześnie twórca nie unikał tematów historycznych. W 1965 roku zrealizował rozbudowane, malarskie „Popioły” na motywach prozy Stefana Żeromskiego – epicki fresk o polskich legionistach Napoleona. Film wywołał głośne spory krytyków: jedni zarzucali mu obrazoburstwo historyczne, inni doceniali rozrachunek z romantycznymi mitami. Bardzo osobistym dziełem było „Wszystko na sprzedaż” (1968), autotematyczny film zainspirowany tragiczną śmiercią przyjaciela Wajdy, Zbigniewa Cybulskiego. Reżyser rozliczał się w nim z własną legendą i sensem sztuki filmowej.
W kolejnej dekadzie powstały uznawane za arcydzieła adaptacje literatury w reżyserii Wajdy. „Wesele” (1973), według dramatu Stanisława Wyspiańskiego, przeniosło na ekran narodową klasykę, stawiając pytania o zdolność Polaków do czynu. „Ziemia obiecana” (1975), adaptacja powieści Władysława Reymonta o dziewiętnastowiecznej Łodzi, zachwyciła rozmachem inscenizacyjnym i gorzkim obrazem miasta, w którym polski szlachcic, niemiecki przemysłowiec i żydowski kupiec wspólnie budują kapitalistyczne imperium fabryczne. Wajda stworzył tam barwną panoramę społeczną, a film – z wybitnymi rolami Daniela Olbrychskiego, Wojciecha Pszoniaka i Andrzeja Seweryna – zdobył międzynarodowe uznanie i nominację do Oscara.
Równocześnie twórca nie unikał tematów historycznych. W 1965 roku zrealizował rozbudowane, malarskie „Popioły” na motywach prozy Stefana Żeromskiego – epicki fresk o polskich legionistach Napoleona. Film wywołał głośne spory krytyków: jedni zarzucali mu obrazoburstwo historyczne, inni doceniali rozrachunek z romantycznymi mitami. Bardzo osobistym dziełem było „Wszystko na sprzedaż” (1968), autotematyczny film zainspirowany tragiczną śmiercią przyjaciela Wajdy, Zbigniewa Cybulskiego. Reżyser rozliczał się w nim z własną legendą i sensem sztuki filmowej.
W kolejnej dekadzie powstały uznawane za arcydzieła adaptacje literatury w reżyserii Wajdy. „Wesele” (1973), według dramatu Stanisława Wyspiańskiego, przeniosło na ekran narodową klasykę, stawiając pytania o zdolność Polaków do czynu. „Ziemia obiecana” (1975), adaptacja powieści Władysława Reymonta o dziewiętnastowiecznej Łodzi, zachwyciła rozmachem inscenizacyjnym i gorzkim obrazem miasta, w którym polski szlachcic, niemiecki przemysłowiec i żydowski kupiec wspólnie budują kapitalistyczne imperium fabryczne. Wajda stworzył tam barwną panoramę społeczną, a film – z wybitnymi rolami Daniela Olbrychskiego, Wojciecha Pszoniaka i Andrzeja Seweryna – zdobył międzynarodowe uznanie i nominację do Oscara.
Rozrachunki
z komunizmem
Pod koniec lat 70. Wajda dokonał śmiałego filmowego rozrachunku z najnowszą historią. W „Człowieku z marmuru” (1977) opowiedział historię Mateusza Birkuta – fikcyjnego przodownika pracy z czasów stalinowskich – którego losy próbuje po latach odtworzyć młoda studentka reżyserii Agnieszka, kręcąc o nim film. Wajda wykorzystał ten fabularny pretekst, by po raz pierwszy w PRL tak otwarcie ukazać mechanizmy komunistycznej propagandy i terroru lat 50.: upadek ideałów, manipulacje wokół „bohatera pracy”, brutalne ukaranie robotnika, który ośmielił się myśleć samodzielnie. Scenariusz Aleksandra Ścibora-Rylskiego, napisany jeszcze na początku dekady, przez lata czekał na zgodę cenzury.
„Człowiek z marmuru” okazał się wstrząsem. Dla publiczności w Polsce było to odkrywanie białych plam najnowszej historii, a dla cenzorów – ryzykowny eksperyment, który jednak dopuszczono na ekrany. Film odniósł ogromny sukces artystyczny, a krytyka zagraniczna przyjęła go entuzjastycznie. Wajda otrzymał za „Człowieka z marmuru” Nagrodę FIPRESCI na festiwalu w Cannes, a aktorka Krystyna Janda dzięki roli energicznej Agnieszki stała się gwiazdą i symbolem pokolenia. Co ciekawe, sam Wajda w tamtym okresie balansował między sprzeciwem a ostrożnością. Nie angażował się otwarcie w działalność opozycyjną – dla dobra swoich filmów unikał podpisywania listów protestacyjnych przeciw władzy, by nie zamknięto mu drogi do realizacji kolejnych projektów.
„Człowiek z marmuru” okazał się wstrząsem. Dla publiczności w Polsce było to odkrywanie białych plam najnowszej historii, a dla cenzorów – ryzykowny eksperyment, który jednak dopuszczono na ekrany. Film odniósł ogromny sukces artystyczny, a krytyka zagraniczna przyjęła go entuzjastycznie. Wajda otrzymał za „Człowieka z marmuru” Nagrodę FIPRESCI na festiwalu w Cannes, a aktorka Krystyna Janda dzięki roli energicznej Agnieszki stała się gwiazdą i symbolem pokolenia. Co ciekawe, sam Wajda w tamtym okresie balansował między sprzeciwem a ostrożnością. Nie angażował się otwarcie w działalność opozycyjną – dla dobra swoich filmów unikał podpisywania listów protestacyjnych przeciw władzy, by nie zamknięto mu drogi do realizacji kolejnych projektów.
Kontynuacją „Człowieka z marmuru” stał się „Człowiek z żelaza” (1981). Ten film kręcony był w niezwykłych okolicznościach – na gorąco, krótko po strajkach sierpniowych i w trakcie rodzenia się ruchu Solidarności. Wajda ukazał w nim dalsze losy środowiska bohaterów: syn Birkuta, młody robotnik Maciek Tomczyk, wyrasta na lidera strajku w Stoczni Gdańskiej, a u jego boku trwa żona Agnieszka (ta sama bohaterka grana przez Jandę). Co więcej, w filmie pojawili się na ekranie autentyczni przywódcy strajku – na czele z Lechem Wałęsą, który zagrał samego siebie. „Człowiek z żelaza” stał się więc unikatowym połączeniem fabuły z dokumentem – artystycznym zapisem historycznego przełomu. Premiera odbyła się w lipcu 1981, zaledwie kilka miesięcy przed wprowadzeniem stanu wojennego, gdy euforia Solidarności została zdławiona przez reżim gen. Jaruzelskiego. Film Wajdy zdążył jednak odnieść światowy sukces: zdobył Złotą Palmę na festiwalu w Cannes w 1981 roku, co było odczytane jako wyraz poparcia świata dla wolnościowych dążeń Polaków.
Filmowa emigracja lat 80.
Po wprowadzeniu stanu wojennego w grudniu 1981 roku sytuacja twórców w Polsce stała się niezwykle trudna – wielu objęto cenzurą, zakazem pracy lub zmuszono do emigracji wewnętrznej. Andrzej Wajda w tym okresie skupił się na projektach za granicą, by móc tworzyć swobodniej. We Francji zrealizował głośny film „Danton” (1983) – opowieść o krwawej fazie rewolucji francuskiej ze znakomitymi rolami Gérarda Depardieu i Wojciecha Pszoniaka. Dzieło to przyniosło mu we Francji Cezara dla najlepszego reżysera. Następnie Wajda pracował w RFN – powstał tam melodramat wojenny „Miłość w Niemczech” (1986) z Hanną Schygullą – oraz ponownie we Francji, gdzie zaadaptował powieść Dostojewskiego „Biesy” (1988) z Isabelle Huppert.
W Polsce w tym czasie mógł zrealizować jedynie kameralny film „Kronika wypadków miłosnych” (1986) według prozy Tadeusza Konwickiego – nostalgiczną historię młodzieńczej miłości w przededniu wojny, daleką od polityki, choć w tle wisiała już katastrofa września 1939. Wajda pozostał w kraju i nie zerwał kontaktu z teatrem – wyreżyserował w latach 80. kilka ważnych przedstawień (m.in. „Hamleta” Shakespeare’a i „Emigrantów” Mrożka), kontynuując dialog z polską publicznością w innej formie.
Dopiero upadek komunizmu w 1989 roku przywrócił Wajdzie pełną swobodę twórczą w ojczyźnie. Jeszcze zanim to nastąpiło, reżyser zdążył nakręcić we współpracy ze scenarzystką Agnieszką Holland poruszający film „Korczak” (1990) o tragicznych losach Janusza Korczaka i dzieci z warszawskiego getta. Film wywołał kontrowersje, m.in. niesprawiedliwie oskarżano Wajdę o estetyzowanie Holokaustu. Raz jeszcze pokazał jednak, że reżyser nie boi się sięgać po bolesne tematy, dotąd rzadko podejmowane.
W Polsce w tym czasie mógł zrealizować jedynie kameralny film „Kronika wypadków miłosnych” (1986) według prozy Tadeusza Konwickiego – nostalgiczną historię młodzieńczej miłości w przededniu wojny, daleką od polityki, choć w tle wisiała już katastrofa września 1939. Wajda pozostał w kraju i nie zerwał kontaktu z teatrem – wyreżyserował w latach 80. kilka ważnych przedstawień (m.in. „Hamleta” Shakespeare’a i „Emigrantów” Mrożka), kontynuując dialog z polską publicznością w innej formie.
Dopiero upadek komunizmu w 1989 roku przywrócił Wajdzie pełną swobodę twórczą w ojczyźnie. Jeszcze zanim to nastąpiło, reżyser zdążył nakręcić we współpracy ze scenarzystką Agnieszką Holland poruszający film „Korczak” (1990) o tragicznych losach Janusza Korczaka i dzieci z warszawskiego getta. Film wywołał kontrowersje, m.in. niesprawiedliwie oskarżano Wajdę o estetyzowanie Holokaustu. Raz jeszcze pokazał jednak, że reżyser nie boi się sięgać po bolesne tematy, dotąd rzadko podejmowane.
W wolnej Polsce
Po transformacji ustrojowej Andrzej Wajda zaangażował się czynnie w życie publiczne odrodzonej Rzeczpospolitej. W latach 1989–1991 zasiadał jako senator w pierwszym wolnym parlamencie Polski, wybrany z ramienia Solidarności. Choć polityka czynna szybko go rozczarowała i wrócił do filmu, ten gest był symbolem – Wajda chciał współtworzyć nową, demokratyczną Polskę, do której powstania przyczyniły się także jego filmy. W kolejnych latach zabierał głos w ważnych debatach publicznych, był autorytetem moralnym polskiej inteligencji. Z czasem jednak skupił się na tym, co potrafił najlepiej: na opowiadaniu historii poprzez kino.
Lata 90. okazały się dla Wajdy czasem poszukiwań i zmiennych sukcesów. Tworzył wówczas filmy różnorodne gatunkowo, przyjmowane dość chłodno zarówno przez widzów, jak i krytykę. Były wśród nich m.in.: „Pierścionek z orłem w koronie” (1993) – dramat o żołnierzach AK tuż po wojnie, próbujący na nowo podjąć temat powojennego podziemia; „Nastazja” (1994) – eksperymentalna adaptacja „Idioty” Dostojewskiego z japońskimi aktorami; „Panna Nikt” (1996) – ekranizacja współczesnej powieści o dorastającej młodzieży. Żaden z nich nie powtórzył sukcesów dawnych dzieł mistrza. Niektórzy zaczęli nawet twierdzić, że Wajda „skończył się razem z PRL”, sugerując, iż w nowej rzeczywistości brak mu już tematów i dawnej siły oddziaływania. Sam reżyser jednak nie ustawał w pracy, poszerzał horyzonty i szukał kontaktu z młodą widownią.
Przełom nastąpił w 1999 roku, gdy Wajda podjął się adaptacji narodowej epopei „Pan Tadeusz” Adama Mickiewicza. Wielu krytyków wątpiło, czy dziewiętnastowieczny poemat da się przełożyć na język filmu. Jednak Wajda zaryzykował i powiodło mu się. „Pan Tadeusz” w jego reżyserii okazał się wielkim sukcesem frekwencyjnym – Polacy tłumnie ruszyli do kin, by zobaczyć na ekranie Soplicowo. Wajda, który wcześniej często przeglądał się krytycznie w krzywym zwierciadle narodowej tradycji, tym razem stworzył film ciepły, nostalgiczny, niemal pojednawczy w tonie. Sukces „Pana Tadeusza” przywrócił Wajdzie pozycję mistrza, który potrafi dotrzeć także do młodszej generacji odbiorców, wychowanych już w III RP.
Rok 2000 przyniósł Wajdzie kolejne ogromne wyróżnienie – Oscara za całokształt twórczości, przyznanego przez Amerykańską Akademię Filmową za „wkład w światowe kino”. Odbierając statuetkę, Wajda zadedykował ją wszystkim polskim filmowcom, których praca umożliwiła jego sukces. Było to symboliczne ukoronowanie kariery i przypieczętowanie jego statusu jako ambasadora polskiej kultury.
Lata 90. okazały się dla Wajdy czasem poszukiwań i zmiennych sukcesów. Tworzył wówczas filmy różnorodne gatunkowo, przyjmowane dość chłodno zarówno przez widzów, jak i krytykę. Były wśród nich m.in.: „Pierścionek z orłem w koronie” (1993) – dramat o żołnierzach AK tuż po wojnie, próbujący na nowo podjąć temat powojennego podziemia; „Nastazja” (1994) – eksperymentalna adaptacja „Idioty” Dostojewskiego z japońskimi aktorami; „Panna Nikt” (1996) – ekranizacja współczesnej powieści o dorastającej młodzieży. Żaden z nich nie powtórzył sukcesów dawnych dzieł mistrza. Niektórzy zaczęli nawet twierdzić, że Wajda „skończył się razem z PRL”, sugerując, iż w nowej rzeczywistości brak mu już tematów i dawnej siły oddziaływania. Sam reżyser jednak nie ustawał w pracy, poszerzał horyzonty i szukał kontaktu z młodą widownią.
Przełom nastąpił w 1999 roku, gdy Wajda podjął się adaptacji narodowej epopei „Pan Tadeusz” Adama Mickiewicza. Wielu krytyków wątpiło, czy dziewiętnastowieczny poemat da się przełożyć na język filmu. Jednak Wajda zaryzykował i powiodło mu się. „Pan Tadeusz” w jego reżyserii okazał się wielkim sukcesem frekwencyjnym – Polacy tłumnie ruszyli do kin, by zobaczyć na ekranie Soplicowo. Wajda, który wcześniej często przeglądał się krytycznie w krzywym zwierciadle narodowej tradycji, tym razem stworzył film ciepły, nostalgiczny, niemal pojednawczy w tonie. Sukces „Pana Tadeusza” przywrócił Wajdzie pozycję mistrza, który potrafi dotrzeć także do młodszej generacji odbiorców, wychowanych już w III RP.
Rok 2000 przyniósł Wajdzie kolejne ogromne wyróżnienie – Oscara za całokształt twórczości, przyznanego przez Amerykańską Akademię Filmową za „wkład w światowe kino”. Odbierając statuetkę, Wajda zadedykował ją wszystkim polskim filmowcom, których praca umożliwiła jego sukces. Było to symboliczne ukoronowanie kariery i przypieczętowanie jego statusu jako ambasadora polskiej kultury.
„Katyń” i ostatnie dzieła
Już w latach 90. Wajda przymierzał się do filmu o Katyniu, jednak dopiero w 2007 roku udało mu się zrealizować pełnometrażowy obraz „Katyń” – pierwszy polski film fabularny o zbrodni katyńskiej. Dla Wajdy był to projekt głęboko osobisty: wśród zamordowanych oficerów był przecież jego ojciec, a on sam pół życia musiał spędzić w państwie, które zakłamywało prawdę o tej zbrodni. Film opowiadał o losach kilku polskich rodzin rozdartych tragedią 1940 roku – o oficerach zamordowanych przez NKWD i ich żonach oraz córkach, które długo żyły nadzieją, a potem musiały zmierzyć się z kłamstwem narzuconym przez komunistów. W poruszającym finale Wajda odtworzył sam akt egzekucji w lesie katyńskim, mówiąc w wywiadach, że „przelanie na ekran krwi musiało się dokonać”, aby oczyścić atmosferę długo skrywanej traumy. „Katyń” poruszył widzów w kraju i za granicą, zdobył nominację do Oscara i stał się kolejnym świadectwem, że Wajda – nawet jako osiemdziesięciolatek – nadal podejmuje dialog z narodową pamięcią i najtrudniejszymi rozdziałami historii.
W kolejnych filmach mistrz kontynuował rozliczenia z przeszłością, ale też eksperymentował z formą. W „Tataraku” (2009), adaptacji opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza, odważnie połączył fabułę z dokumentalną opowieścią aktorki Krystyny Jandy o śmierci jej męża – tworząc poruszającą medytację o przemijaniu i radzeniu sobie ze stratą. Z kolei „Wałęsa. Człowiek z nadziei” (2013) domknął niejako trylogię zapoczątkowaną „Człowiekiem z marmuru”. Pośrednio sportretowana wcześniej historia Lecha Wałęsy została tu pokazana wprost – Wajda przedstawił drogę charyzmatycznego elektryka od zwykłego robotnika do przywódcy Solidarności i symbolu walki o wolność. Choć film wywołał polityczne spory (oceniano, czy nie jest zbyt hagiograficzny lub zbyt powierzchowny), stanowił ważny głos reżysera w dyskusji o dziedzictwie lat 80. Sam Wajda nazywał Wałęsę „skarbem narodowym” i bronił jego legendy, a filmem oddał mu hołd.
Swoje ostatnie dzieło Andrzej Wajda nakręcił w wieku 90 lat. „Powidoki” (2016) – to opowieść o malarzu Władysławie Strzemińskim, wybitnym artyście awangardy, który na początku lat 50. odmówił podporządkowania się doktrynie realizmu socjalistycznego i poniósł za to surowe konsekwencje. Wajda, sam niegdyś student malarstwa, znakomicie rozumiał tę historię – pokazał w „Powidokach” człowieka sztuki, który w zderzeniu z totalitarną władzą pozostał wierny sobie, nawet za cenę odrzucenia i upokorzenia. Krytycy uznali ten film za swoisty artystyczny testament reżysera. W ostatniej scenie Strzemiński – alter ego Wajdy – gaśnie zapomniany, ale jego idee przetrwają. „Artysta to człowiek wolny, któremu nie można nic narzucać” – mówił Wajda, tłumacząc przesłanie „Powidoków”. Te słowa mogłyby posłużyć za motto całej jego twórczości.
Niedługo po ukończeniu „Powidoków”, w październiku 2016 roku, Andrzej Wajda zmarł, dożywszy 90 lat. Odszedł mistrz, który do końca pozostał wierny zasadzie, że sztuka ma obowiązek mówić prawdę i upominać się o wolność.
W kolejnych filmach mistrz kontynuował rozliczenia z przeszłością, ale też eksperymentował z formą. W „Tataraku” (2009), adaptacji opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza, odważnie połączył fabułę z dokumentalną opowieścią aktorki Krystyny Jandy o śmierci jej męża – tworząc poruszającą medytację o przemijaniu i radzeniu sobie ze stratą. Z kolei „Wałęsa. Człowiek z nadziei” (2013) domknął niejako trylogię zapoczątkowaną „Człowiekiem z marmuru”. Pośrednio sportretowana wcześniej historia Lecha Wałęsy została tu pokazana wprost – Wajda przedstawił drogę charyzmatycznego elektryka od zwykłego robotnika do przywódcy Solidarności i symbolu walki o wolność. Choć film wywołał polityczne spory (oceniano, czy nie jest zbyt hagiograficzny lub zbyt powierzchowny), stanowił ważny głos reżysera w dyskusji o dziedzictwie lat 80. Sam Wajda nazywał Wałęsę „skarbem narodowym” i bronił jego legendy, a filmem oddał mu hołd.
Swoje ostatnie dzieło Andrzej Wajda nakręcił w wieku 90 lat. „Powidoki” (2016) – to opowieść o malarzu Władysławie Strzemińskim, wybitnym artyście awangardy, który na początku lat 50. odmówił podporządkowania się doktrynie realizmu socjalistycznego i poniósł za to surowe konsekwencje. Wajda, sam niegdyś student malarstwa, znakomicie rozumiał tę historię – pokazał w „Powidokach” człowieka sztuki, który w zderzeniu z totalitarną władzą pozostał wierny sobie, nawet za cenę odrzucenia i upokorzenia. Krytycy uznali ten film za swoisty artystyczny testament reżysera. W ostatniej scenie Strzemiński – alter ego Wajdy – gaśnie zapomniany, ale jego idee przetrwają. „Artysta to człowiek wolny, któremu nie można nic narzucać” – mówił Wajda, tłumacząc przesłanie „Powidoków”. Te słowa mogłyby posłużyć za motto całej jego twórczości.
Niedługo po ukończeniu „Powidoków”, w październiku 2016 roku, Andrzej Wajda zmarł, dożywszy 90 lat. Odszedł mistrz, który do końca pozostał wierny zasadzie, że sztuka ma obowiązek mówić prawdę i upominać się o wolność.
Dziedzictwo i znaczenie
Andrzej Wajda pozostawił po sobie imponującą spuściznę: blisko 60 filmów, z których wiele to kamienie milowe kultury polskiej. Pozostała także pamięć o artyście, który stał się sumieniem swojego narodu. Jego filmy – od „Kanału” i „Popiołu i diamentu”, przez „Człowieka z marmuru”, po „Katyń” – nie tylko dokumentowały kluczowe momenty historii, ale też kształtowały świadomość widzów, skłaniając ich do refleksji nad przeszłością i teraźniejszością. Nie będzie przesady w stwierdzeniu, że sztuka filmowa była dla niego narzędziem dialogu z narodem.
Wajda bywa nazywany narodowym bardem kina, porównywanym do wielkich wieszczów literatury – Mickiewicza, Sienkiewicza – którzy kształtowali polską tożsamość zbiorową. Oni opisywali polskie losy słowem, on czynił to obrazem. Co ważne, jego twórczość trafiła też do świadomości światowej. Dzięki niemu wiele osób na świecie dowiedziało się o polskiej historii i kulturze – o powstaniu warszawskim, o robotnikach z Gdańska, o Katyniu – opowiedzianych uniwersalnym językiem kina. Zyskał tym samym status klasyka kina europejskiego, stanowiąc inspirację dla filmowców spoza Polski.
Wajda bywa nazywany narodowym bardem kina, porównywanym do wielkich wieszczów literatury – Mickiewicza, Sienkiewicza – którzy kształtowali polską tożsamość zbiorową. Oni opisywali polskie losy słowem, on czynił to obrazem. Co ważne, jego twórczość trafiła też do świadomości światowej. Dzięki niemu wiele osób na świecie dowiedziało się o polskiej historii i kulturze – o powstaniu warszawskim, o robotnikach z Gdańska, o Katyniu – opowiedzianych uniwersalnym językiem kina. Zyskał tym samym status klasyka kina europejskiego, stanowiąc inspirację dla filmowców spoza Polski.
Mimo tak ogromnego dorobku sam Wajda pozostawał człowiekiem skromnym, krytycznym wobec
siebie. Często powtarzał, że „nie wszystkie moje filmy są udane”, a po premierach wyliczał ich słabości – wciąż poszukiwał doskonałości i nowych środków wyrazu. Dzięki temu jednak do końca zachował twórczą młodość ducha. Jego odejście było wielką stratą, ale pozostawił nam swoje filmy – żywą pamięć zbiorową zapisaną na taśmie. Pozostawił też pokolenia uczniów i następców.
Andrzej Wajda jest dziś patronem nagród, szkół i ulic, ale przede wszystkim żyje w swoich dziełach. Jego kino stało się częścią polskiej kultury narodowej – tak jak obrazy Matejki czy powieści Sienkiewicza – i jednocześnie częścią światowego dziedzictwa dziesiątej muzy. Nie sposób wyobrazić sobie polskiej kultury bez „Kanału”, „Popiołu i diamentu” czy „Człowieka z marmuru”.
Tomasz Wilczyński
siebie. Często powtarzał, że „nie wszystkie moje filmy są udane”, a po premierach wyliczał ich słabości – wciąż poszukiwał doskonałości i nowych środków wyrazu. Dzięki temu jednak do końca zachował twórczą młodość ducha. Jego odejście było wielką stratą, ale pozostawił nam swoje filmy – żywą pamięć zbiorową zapisaną na taśmie. Pozostawił też pokolenia uczniów i następców.
Andrzej Wajda jest dziś patronem nagród, szkół i ulic, ale przede wszystkim żyje w swoich dziełach. Jego kino stało się częścią polskiej kultury narodowej – tak jak obrazy Matejki czy powieści Sienkiewicza – i jednocześnie częścią światowego dziedzictwa dziesiątej muzy. Nie sposób wyobrazić sobie polskiej kultury bez „Kanału”, „Popiołu i diamentu” czy „Człowieka z marmuru”.
Tomasz Wilczyński