czas czytania:
Śmierć hetmana Żółkiewskiego
Na przełomie XVI i XVII w. tereny dzisiejszej Rumunii, czyli Mołdawia, Wołoszczyzna i Siedmiogród, były obiektami półoficjalnej ekspansji polskich magnatów. Zawieranie małżeństw i wyprawy w celu osadzania na tamtejszych tronach przychylnych sobie kandydatów były na porządku dziennym. Księstwa te były lennikami Turcji, więc polskie interwencje nie sprzyjały utrzymywaniu przyjaznych stosunków. Mimo wszystko do roku 1620 udawało się utrzymać stan pokoju między Turcją a Rzecząpospolitą.
W tym roku jednak młody sułtan turecki, Osman II, stwierdził, że nie może już dłużej tolerować mieszania się Rzeczypospolitej w sprawy jego lenników. Czarę goryczy przechylił najazd polskich lisowczyków na Siedmiogród (przysługa uczyniona Habsburgom, których książę Siedmiogrodu oblegał w Wiedniu). Król polski Zygmunt III czuł się silny po interwencjach w Moskwie (z przejściowym zajęciem Krymu). Postanowił wysłać armię polską do Mołdawii w celu wsparcia hospodara Kacpra Grazzianiego – przychylnego Rzeczpospolitej – i odparcia Turków przez wydanie im bitwy na ich własnym terytorium.
We wrześniu 1620 r. siły polskie dotarły do Mołdawii. Tam w zakolu rzeki Prut założono obóz warowny i oczekiwano na liczniejszą armię turecką. Uważano, że najlepszym sposobem walki z Tatarami i Turkami jest obrona na ufortyfikowanym terenie lub bitwa z wykorzystaniem taboru wozów. Istotnie – armie tureckie były zazwyczaj dość liczne, a tereny Mołdawii dzieliło od Stambułu wiele kilometrów. Turcy dążyli więc zazwyczaj do szybkiego rozstrzygnięcia starcia i decydowali się na atak nawet w niesprzyjających warunkach.
Hetman Żółkiewski się nie mylił. Armia turecka była liczebnie znacznie silniejsza od Polaków – liczyła prawdopodobnie ponad 20 tys. żołnierzy wobec 8–10 tys. Polaków, Kozaków i lokalnych sił księstwa Mołdawii. Żółkiewski postanowił stoczyć bitwę w szyku taborowym. Na obydwu skrzydłach armii miały posuwać się wozy spięte ze sobą łańcuchami i obsadzone piechotą oraz lekkimi działami. Była to zapora w teorii nie do zdobycia dla armii tureckiej złożonej w większości z kawalerii. Między łańcuchami wozów miała natomiast operować świetna polska jazda z dużym kontyngentem husarii. W ten sposób Turcy nie mogli wykorzystać swojej przewagi liczebnej.
Podczas bitwy (19 września) nie wszystko poszło jednak zgodnie z planem. Wozy na lewym skrzydle w pewnym momencie się zatrzymały i odsłoniły skrzydło kawalerii. Turecki dowódca Iskander Pasza natychmiast wykorzystał tę okazję. W szeregi polskie wkradł się chaos i jazda uciekła do obozu, a niektóre wozy po części utknęły w zatorze i część z nich utracono. Mimo to Polacy utrzymali się w obozie. Około tygodnia trwało oblężenie obozu, po czym hetman Żółkiewski zdecydował o odwrocie w obliczu coraz liczniejszych dezercji. O dziwo, siły polskie, chroniąc się za sprytnie poustawianymi wozami, zaczęły wymykać się Turkom. Odwrót do polskiej granicy trwał tydzień. Niestety z każdym dniem rosła wśród kawalerzystów pokusa, by porzucić powolne wozy i piechotę i konno uciekać w granice Rzeczypospolitej.
7 października nastąpiły ogólny bunt i chaos. Żołnierze wyprzęgali konie z wozów i coraz liczniej dezerterowali. W tym momencie doszło do ataku Tatarów, którzy tylko czekali na taką okazję. W ogólnym zamieszaniu zginął hetman Żółkiewski, a większość pozostałych przy nim żołnierzy poległa lub dostała się do niewoli.
Ilustracja: Śmierć hetmana Stanisława Żółkiewskiego pod Cecorą, obraz Walerego Eljasza Radzikowskiego, Wikimedia commons, domena publiczna
We wrześniu 1620 r. siły polskie dotarły do Mołdawii. Tam w zakolu rzeki Prut założono obóz warowny i oczekiwano na liczniejszą armię turecką. Uważano, że najlepszym sposobem walki z Tatarami i Turkami jest obrona na ufortyfikowanym terenie lub bitwa z wykorzystaniem taboru wozów. Istotnie – armie tureckie były zazwyczaj dość liczne, a tereny Mołdawii dzieliło od Stambułu wiele kilometrów. Turcy dążyli więc zazwyczaj do szybkiego rozstrzygnięcia starcia i decydowali się na atak nawet w niesprzyjających warunkach.
Hetman Żółkiewski się nie mylił. Armia turecka była liczebnie znacznie silniejsza od Polaków – liczyła prawdopodobnie ponad 20 tys. żołnierzy wobec 8–10 tys. Polaków, Kozaków i lokalnych sił księstwa Mołdawii. Żółkiewski postanowił stoczyć bitwę w szyku taborowym. Na obydwu skrzydłach armii miały posuwać się wozy spięte ze sobą łańcuchami i obsadzone piechotą oraz lekkimi działami. Była to zapora w teorii nie do zdobycia dla armii tureckiej złożonej w większości z kawalerii. Między łańcuchami wozów miała natomiast operować świetna polska jazda z dużym kontyngentem husarii. W ten sposób Turcy nie mogli wykorzystać swojej przewagi liczebnej.
Podczas bitwy (19 września) nie wszystko poszło jednak zgodnie z planem. Wozy na lewym skrzydle w pewnym momencie się zatrzymały i odsłoniły skrzydło kawalerii. Turecki dowódca Iskander Pasza natychmiast wykorzystał tę okazję. W szeregi polskie wkradł się chaos i jazda uciekła do obozu, a niektóre wozy po części utknęły w zatorze i część z nich utracono. Mimo to Polacy utrzymali się w obozie. Około tygodnia trwało oblężenie obozu, po czym hetman Żółkiewski zdecydował o odwrocie w obliczu coraz liczniejszych dezercji. O dziwo, siły polskie, chroniąc się za sprytnie poustawianymi wozami, zaczęły wymykać się Turkom. Odwrót do polskiej granicy trwał tydzień. Niestety z każdym dniem rosła wśród kawalerzystów pokusa, by porzucić powolne wozy i piechotę i konno uciekać w granice Rzeczypospolitej.
7 października nastąpiły ogólny bunt i chaos. Żołnierze wyprzęgali konie z wozów i coraz liczniej dezerterowali. W tym momencie doszło do ataku Tatarów, którzy tylko czekali na taką okazję. W ogólnym zamieszaniu zginął hetman Żółkiewski, a większość pozostałych przy nim żołnierzy poległa lub dostała się do niewoli.
Ilustracja: Śmierć hetmana Stanisława Żółkiewskiego pod Cecorą, obraz Walerego Eljasza Radzikowskiego, Wikimedia commons, domena publiczna