Efektowna wystawa „Dwudziestolecie. Oblicza nowoczesności" pokazuje Il Rzeczpospolitą jako okres niezwykle twórczy. I trochę mityczny. Przez sale wystawowe przechodzi się tak, jakby się szło ulicami przedwojennych miast i miasteczek, drogami przez zamożne wsie i biedne przysiółki. Na ścianach rozklejono odezwy partii politycznych, urzędowe obwieszczenia, afisze wzywające do walki z sowieckim najeźdźcą, plakaty reklamowe, filmowe, teatralne. Widać afisze zachęcające do kupienia kawy Pluton, do pójścia na film „Co mój mąż robi w nocy?" z Markiewiczówną, Krukowskim i Zniczem. Mijamy szeregi chałup krytych strzechą, furmanki na placu targowym, kosiarzy na polu. Oglądamy fotografie uroczystości państwowych, procesji religijnych, zawodów sportowych. Wyeksponowano wiele przedmiotów z epoki, m.in. motocykl SHL, narty z bambusowymi kijkami, ławkę szkolną z kałamarzem. Są tu rzeczy dziś dla nas egzotyczne, jak radio na kryształek czy też drewniany piórnik. Magia obcowania z autentycznymi obiektami działa z wielką siłą. Tworzą one archipelagi czasu minionego: dzieciństwo - urzekająco proste zabawki i przybory szkolne; meble w nowoczesnym, a zarazem kokieteryjnym stylu art deco; kapelusiki i wytworne suknie dam oraz cylindry i smokingi panów. Nostalgii towarzyszy poczucie niepokoju, nie tylko dlatego, że wiemy skądinąd, co przyniósł temu światu rok 1939. Polskie dwudziestolecie międzywojenne jest historią niedokończoną, przerwaną tragicznie. Po wojnie odżyło jako mit lub raczej szereg mitów: wedle jednych było czasem wyzysku i bezprawia, wedle innych epoką niezmąconego szczęścia. Wystawa w Zamku Królewskim uświadamia nam, że – choć jednej prawdy tutaj nie ma – był to czas wolności, z której różne grupy narodowe i społeczne mogły korzystać
Lata wytworne, Andrzej Osęka, Dziennik, 2009-02-06