Wojtek – miś, który został żołnierzem
czas czytania:
Niedźwiadek – żołnierzem? Tak! Polscy żołnierze przygarnęli małego osieroconego misia i otoczyli go czułą opieką. On zaś odwdzięczył się im na wojennych szlakach.
Chyba najbardziej niezwykłym spośród żołnierzy walczących w bitwie o Monte Cassino w 1944 roku był niedźwiedź Wojtek, adoptowany dwa lata wcześniej w Iranie przez żołnierzy 22. Kompanii Zaopatrywania Artylerii w 2. Korpusie Polskim generała Władysława Andersa.
Miś dołącza do polskiej armii
Na przestrzeni wieków zwierzęta były wykorzystywane w celach militarnych. Wojtek nie był ani pierwszy, ani ostatni. Różnica jest jednak znamienna. Niedźwiedź brunatny syryjski uczestniczył w drugiej wojnie światowej na własnych zasadach. Był nie tylko dobrym duchem i przyjacielem polskich żołnierzy, ale także odegrał niemałą rolę w decydującej bitwie. Jednocześnie, jego nieoczywiste i tragiczne losy – śmierć matki, bliskowschodnia odyseja, chwila chwały z polskimi żołnierzami, a wreszcie smutny kres życia w ogrodzie zoologicznym – w pewien sposób symbolizują trudną historię Polski w tamtym okresie. Wojsko polskie, choć wniosło ogromny wkład w walkę z Niemcami, po 1945 roku nie mogło w pełni cieszyć się ze zwycięstwa. Polska znalazła się w strefie wpływów Moskwy, a duża grupa żołnierzy, w tym znaczna część 2. Korpusu, postanowiła pozostać na Zachodzie, gdzie nie dość że tęsknili za ojczyzną, to – jak się szybko okazało – ich codzienne życie wcale nie było usłane różami.
W jakich okolicznościach Wojtek trafił pod skrzydła wojsk Andersa? Niedźwiedź urodził się pod koniec 1941 roku w pobliżu miejscowości Hamadan w Iranie. Kilka miesięcy później został adoptowany przez żołnierzy, którzy przemierzali dawną Persję, kierując się w stronę Palestyny. Konwój napotkał przy drodze bosonogiego chłopca, który w przewieszonym przez plecy worku jutowym chował małego niedźwiedzia. Zwierzę miało nie więcej niż kilka miesięcy i było niedożywione. Jego głównym opiekunem został Piotr Prendysz, który pełnił funkcję "niedźwiedziej matki" przez ponad pięć lat. Urodzony w 1895 roku kapral należał do grupy Polaków aresztowanych przez Sowietów i zesłanych na Syberię w pierwszych dniach wojny. Adopcja zwierzaka została zaakceptowana przez dowodzącego 22. Kompanią Antoniego Chełkowskiego. Major wnet zrozumiał, że miś będzie ważnym czynnikiem podtrzymującym wysokie morale jednostki.
Co Polacy robili w tej części świata? W roku urodzenia niedźwiadka miały miejsce wydarzenia kluczowe dla formowania polskich sił zbrojnych na Wschodzie. 30 lipca 1941 roku w Londynie zawarto traktat Sikorski-Majski, na mocy którego przywrócono stosunki dyplomatyczne między Warszawą a Moskwą. Uwolniono również polskich obywateli, przetrzymywanych w sowieckich więzieniach. Następnie w sierpniu 1941 roku podpisano umowę, dającą podstawę do sformowania Polskich Sił Zbrojnych w Związku Sowieckim. Naczelny Wódz powierzył dowodzenie formacją generałowi dywizji Andersowi, wcześniej przetrzymywanemu w więzieniu NKWD w Moskwie. Rok później jego armia weszła w skład Armii Polskiej na Wschodzie. W tej strukturze 21 lipca 1943 roku utworzono 2. Korpus Polski.
W jakich okolicznościach Wojtek trafił pod skrzydła wojsk Andersa? Niedźwiedź urodził się pod koniec 1941 roku w pobliżu miejscowości Hamadan w Iranie. Kilka miesięcy później został adoptowany przez żołnierzy, którzy przemierzali dawną Persję, kierując się w stronę Palestyny. Konwój napotkał przy drodze bosonogiego chłopca, który w przewieszonym przez plecy worku jutowym chował małego niedźwiedzia. Zwierzę miało nie więcej niż kilka miesięcy i było niedożywione. Jego głównym opiekunem został Piotr Prendysz, który pełnił funkcję "niedźwiedziej matki" przez ponad pięć lat. Urodzony w 1895 roku kapral należał do grupy Polaków aresztowanych przez Sowietów i zesłanych na Syberię w pierwszych dniach wojny. Adopcja zwierzaka została zaakceptowana przez dowodzącego 22. Kompanią Antoniego Chełkowskiego. Major wnet zrozumiał, że miś będzie ważnym czynnikiem podtrzymującym wysokie morale jednostki.
Co Polacy robili w tej części świata? W roku urodzenia niedźwiadka miały miejsce wydarzenia kluczowe dla formowania polskich sił zbrojnych na Wschodzie. 30 lipca 1941 roku w Londynie zawarto traktat Sikorski-Majski, na mocy którego przywrócono stosunki dyplomatyczne między Warszawą a Moskwą. Uwolniono również polskich obywateli, przetrzymywanych w sowieckich więzieniach. Następnie w sierpniu 1941 roku podpisano umowę, dającą podstawę do sformowania Polskich Sił Zbrojnych w Związku Sowieckim. Naczelny Wódz powierzył dowodzenie formacją generałowi dywizji Andersowi, wcześniej przetrzymywanemu w więzieniu NKWD w Moskwie. Rok później jego armia weszła w skład Armii Polskiej na Wschodzie. W tej strukturze 21 lipca 1943 roku utworzono 2. Korpus Polski.
Wojtek najprawdopodobniej był sierotą, odnalezioną w górskiej jaskini przez perskiego pastuszka. Gdyby dorósł, zapewne zostałby jednym z niedźwiedzi tańczących na bliskowschodnich jarmarkach. Tego typu rozrywka, zanim została całkowicie zakazana, była od średniowiecza aż do XX wieku popularna również w Europie. Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych tego typu atrakcje były dostępne w Bułgarii. Nie wszyscy zdawali sobie sprawę, że zwierzęta były przez właścicieli tresowane w niezwykle brutalny sposób – wyrywano im pazury, zmuszano je do nienaturalnych zachowań, pojono alkoholem, ograniczano im pożywienie, przekuwano przegrody nosowe, wargi i podniebienie. Adopcja perskiego niedźwiadka przez polskich żołnierzy znacząco poprawiła jego los.
Mały Wojtek karmiony był skondensowanym mlekiem z butelki po wódce. Szybko stał się jednak wszystkożerny i rósł jak na drożdżach. Wyżywienie zjadającego odpowiednik 300 jabłek dziennie, blisko ćwierćtonowego zwierzęcia stanowiło nie lada wyzwanie dla stacjonującej w Palestynie kompanii. Miś wraz z opiekunami dużo podróżował w ciężarówce transportowej. Był w Syrii, Iraku, Egipcie i Libanie. Lubił piwo i papierosy, których nie palił, tylko zajadał je ze smakiem. Jego ulubionym kompanem był duży dalmatyńczyk, należący do angielskiego oficera łącznikowego. Oba ssaki potrafiły ganiać po całym obozie, taranując wszystko po drodze. Jak widać, miś cieszył się sporą swobodą. Zdarzyła mu się nawet próba ucieczki. I mimo że miał na koncie liczne występki, jak choćby kradzież bielizny, wszystkie mu wybaczano. Wojtek zasłużył się nawet przyłapaniem w łaźni arabskiego szpiega. I, co ważne, był znacznie przyjaźniejszego usposobienia niż Michał – inny niedźwiedź adoptowany przez 16. Lwowski Batalion Strzelców (ostatecznie zostawiony w zoo w Tel-Awiwie).
Mały Wojtek karmiony był skondensowanym mlekiem z butelki po wódce. Szybko stał się jednak wszystkożerny i rósł jak na drożdżach. Wyżywienie zjadającego odpowiednik 300 jabłek dziennie, blisko ćwierćtonowego zwierzęcia stanowiło nie lada wyzwanie dla stacjonującej w Palestynie kompanii. Miś wraz z opiekunami dużo podróżował w ciężarówce transportowej. Był w Syrii, Iraku, Egipcie i Libanie. Lubił piwo i papierosy, których nie palił, tylko zajadał je ze smakiem. Jego ulubionym kompanem był duży dalmatyńczyk, należący do angielskiego oficera łącznikowego. Oba ssaki potrafiły ganiać po całym obozie, taranując wszystko po drodze. Jak widać, miś cieszył się sporą swobodą. Zdarzyła mu się nawet próba ucieczki. I mimo że miał na koncie liczne występki, jak choćby kradzież bielizny, wszystkie mu wybaczano. Wojtek zasłużył się nawet przyłapaniem w łaźni arabskiego szpiega. I, co ważne, był znacznie przyjaźniejszego usposobienia niż Michał – inny niedźwiedź adoptowany przez 16. Lwowski Batalion Strzelców (ostatecznie zostawiony w zoo w Tel-Awiwie).
Miś, który nosił amunicję
W grudniu 1943 roku kompanię przeniesiono do Egiptu. Wreszcie 13 lutego 1944 roku,
wraz z całym oddziałem Chełkowskiego, miś został zaokrętowany na statek MS Batory, który wyruszył z Aleksandrii do włoskiego Tarentu. Rozpoczynała się kampania włoska, mająca unieśmiertelnić niezwykłego żołnierza. Wojtek posiadał już swój numer służbowy, książeczkę wojskową i przydział na papierosy. Przez trzy tygodnie poprzedzające polskie natarcie pod Monte Cassino ("Operacja Diadem") kompania zaopatrzeniowa przewoziła amunicję na pozycje artylerii. Było to zadanie wielce ryzykowne, ładunek dostarczano bowiem na wysunięte pozycje, które pozostawały pod niemieckim ostrzałem. Zadanie wykonywano wyłącznie nocą. Niedźwiedź szybko przyzwyczaił się do hałasu wybuchających pocisków. Wspinał się na drzewa i obserwował nieodległe eksplozje. Następnie, podpatrując polskich kompanów, postanowił ich wesprzeć. Stojąc na tylnych łapach, przednimi chwytał ponad czterdziestokilogramowe skrzynie z amunicją i przenosił je do składów. Ponoć nie upuścił ani jednego pocisku i stanowił nieocenione wsparcie przy wyładunku. Pracował na własnych warunkach, do ostatniego dnia bitwy. Podejmował inicjatywę, a kiedy miał na to ochotę, zarządzał przerwy. Jego kompania przewiozła w trakcie całej bitwy ok. 17 tysięcy ton amunicji, 1200 ton paliwa i 1100 ton żywności dla wojsk polskich i brytyjskich.
wraz z całym oddziałem Chełkowskiego, miś został zaokrętowany na statek MS Batory, który wyruszył z Aleksandrii do włoskiego Tarentu. Rozpoczynała się kampania włoska, mająca unieśmiertelnić niezwykłego żołnierza. Wojtek posiadał już swój numer służbowy, książeczkę wojskową i przydział na papierosy. Przez trzy tygodnie poprzedzające polskie natarcie pod Monte Cassino ("Operacja Diadem") kompania zaopatrzeniowa przewoziła amunicję na pozycje artylerii. Było to zadanie wielce ryzykowne, ładunek dostarczano bowiem na wysunięte pozycje, które pozostawały pod niemieckim ostrzałem. Zadanie wykonywano wyłącznie nocą. Niedźwiedź szybko przyzwyczaił się do hałasu wybuchających pocisków. Wspinał się na drzewa i obserwował nieodległe eksplozje. Następnie, podpatrując polskich kompanów, postanowił ich wesprzeć. Stojąc na tylnych łapach, przednimi chwytał ponad czterdziestokilogramowe skrzynie z amunicją i przenosił je do składów. Ponoć nie upuścił ani jednego pocisku i stanowił nieocenione wsparcie przy wyładunku. Pracował na własnych warunkach, do ostatniego dnia bitwy. Podejmował inicjatywę, a kiedy miał na to ochotę, zarządzał przerwy. Jego kompania przewiozła w trakcie całej bitwy ok. 17 tysięcy ton amunicji, 1200 ton paliwa i 1100 ton żywności dla wojsk polskich i brytyjskich.
18 maja 1944 roku o godzinie 10:20 polska flaga zawisła na ruinach klasztoru benedyktyńskiego na Monte Cassino. Czyny Wojtka zostały upamiętnione specjalną odznaką, która przedstawiała maszerującego niedźwiedzia trzymającego w łapach pocisk. Z pewnością był to najchlubniejszy element munduru 22. Kompanii. Bohater odznaki szybko stał się także bohaterem licznych anegdot, o których szczegóły dopytywali żołnierze sił alianckich. John Clarke, jeden z brytyjskich uczestników walk o najważniejszy punkt na Linii Gustawa, wspominał następującą historię:
Oto niespodziewanie spomiędzy drzew wyszedł wielki, poruszający się na tylnych łapach niedźwiedź. Wyglądało na to, że zwierzę taszczyło coś w swych łapach. […] Niedźwiedź doszedł do ogona lawety działa, stawiając na ziemi niesiony przez siebie pocisk artyleryjski. Zwierzę po wykonaniu tej operacji podążyło z powrotem do lasu, aby po chwili pojawić się ponownie, niosąc w swych łapach kolejny pocisk.
Chociaż Wojtek najbardziej interesował się zawartością pojemników z pokarmem, zachowało się także wiele relacji o tym, jak pomagał kolegom przy noszeniu kijów do szermierki bądź drewna. Zdarzało się, że niedźwiedź był agresywny wobec koni i osłów. Te zwierzęce instynkty nie dawały o sobie znać nazbyt często, jednak podczas nieobecności najbliższych opiekunów był trzymany na uwięzi. Stąd jego charakterystyczna obroża, widoczna na większości zdjęć z tamtego okresu. Poza niesieniem pomocy Wojtek dostarczał żołnierzom także rozrywki, na przykład kiedy wspiął się na zaparkowany na poboczu samobieżny dźwig, wykonując cyrkowe akrobacje i wstrzymując na moment marsz wojsk na północ Włoch. Innym razem pomylił drogę i dostał się do obozu Hindusów, którzy śmiertelnie przestraszeni niemal go postrzelili.
Po ostatniej bitwie kampanii włoskiej Wojtek towarzyszył zwycięskim Polakom w trakcie urlopu nad Adriatykiem. Szczególnie upodobał sobie zabawy wodne, co niekoniecznie przypadło do gustu innym wypoczywającym. Ulubionymi rozrywkami kompanii były zapasy (kilku na jednego) lub udawana walka wręcz ze stojącym na tylnych łapach, mierzącym dobrze ponad 180 centymetrów niedźwiedziem. Po zakończeniu wojny, we wrześniu 1946 roku, wraz z całą kompanią Wojtek znalazł się na oficjalnej liście pasażerów statku płynącego z Neapolu do Szkocji. Jego towarzystwo, jak pisze biografka żołnierza Aileen Orr, "stanowiło jaśniejszą stronę wojskowej codzienności, dając ludziom możliwość oderwania się od gnębiących ich problemów".
Po ostatniej bitwie kampanii włoskiej Wojtek towarzyszył zwycięskim Polakom w trakcie urlopu nad Adriatykiem. Szczególnie upodobał sobie zabawy wodne, co niekoniecznie przypadło do gustu innym wypoczywającym. Ulubionymi rozrywkami kompanii były zapasy (kilku na jednego) lub udawana walka wręcz ze stojącym na tylnych łapach, mierzącym dobrze ponad 180 centymetrów niedźwiedziem. Po zakończeniu wojny, we wrześniu 1946 roku, wraz z całą kompanią Wojtek znalazł się na oficjalnej liście pasażerów statku płynącego z Neapolu do Szkocji. Jego towarzystwo, jak pisze biografka żołnierza Aileen Orr, "stanowiło jaśniejszą stronę wojskowej codzienności, dając ludziom możliwość oderwania się od gnębiących ich problemów".
Gorzki pokój
Nowym szkockim domem Wojtka był obóz Winfield pod Glasgow, gdzie zamieszkał w drewnianej szopie. Niedźwiedź znacznie lepiej niż jego przyzwyczajeni do upałów towarzysze zaadoptował się do ostrej zimy 1946/1947. Szybko stał się ulubieńcem miejscowej ludności, a każde jego pojawienie się w okolicy wywoływało entuzjazm, nie tylko wśród szkockich dzieci. Miejscowe Towarzystwo Polsko-Szkockie mianowało go swoim dożywotnim członkiem. Kiedy w 1947 roku nastąpiła całkowita demobilizacja polskich żołnierzy, towarzysze Wojtka przez kilka miesięcy toczyli burzliwe dyskusje, co z nim dalej zrobić. Chcieli wybrać mniejsze zło. W grę wchodził ogród zoologiczny lub odstrzelenie. Jako że przekazanie niedźwiedzia do Warszawy okazało się niemożliwe, wybrano zoo w Edynburgu. Uzgodniono, że placówka nigdy nie pozbędzie się zwierzęcia. Przeniesienie, w asyście Prendysza i żołnierza imieniem Jan, nastąpiło 15 listopada 1947 roku. Kiedy odpięto łańcuch, miś zgodnie ze starym zwyczajem polizał po twarzy swojego przyjaciela. Ówczesny dyrektor zoo wspominał po latach, że „nigdy nie odczuwał większego smutku, widząc umieszczane w klatce zwierzę, tak bardzo uwielbiające bawić się i korzystać ze swojej wolności”.
Tuż po wojnie w Szkocji mieszkało ponad 50 tysięcy Polaków, na początku lat pięćdziesiątych było ich już tylko 10 tysięcy. Część wróciła do swoich rodzin w Polsce, pozostali emigrowali – nie mogąc powrócić do kraju rządzonego przez komunistów, osiedlili się w innych krajach. Największa grupa udała się do Anglii, gdzie było łatwiej o pracę. Tak uczynił między innymi Prendysz, dla którego pożegnanie z przyjacielem było szczególnie bolesne. Przeniósł się do Londynu i pracował tu jako robotnik budowlany. Po latach rozłąki dołączyła do niego żona, której pozwolono opuścić znajdujący się na Bliskim Wschodzie obóz dla uchodźców. Prendysz zmarł w 1968 roku.
Pięć lat wcześniej, 2 grudnia 1963 roku, w wieku dwudziestu dwóch lat odszedł jego przyjaciel. Zdrowie Wojtka było w złym stanie, został uśpiony, a jego szczątki skremowano. Ostatnie szesnaście lat spędził w szkockim ogrodzie zoologicznym. Czy był to jego drugi dom, czy raczej więzienie? Nieprzywykły do kontaktu z innymi zwierzętami i do przebywania w ograniczonej przestrzeni, mimo licznych odwiedzin i niesłabnącej popularności nie czuł się w Edynburgu najlepiej. Z biegiem lat opuszczały go siły i coraz więcej czasu spędzał w swojej pieczarze. Ożywiał się tylko wtedy, gdy słyszał język polski. Papierosy przyjmował tylko od Polaków.
Tuż po wojnie w Szkocji mieszkało ponad 50 tysięcy Polaków, na początku lat pięćdziesiątych było ich już tylko 10 tysięcy. Część wróciła do swoich rodzin w Polsce, pozostali emigrowali – nie mogąc powrócić do kraju rządzonego przez komunistów, osiedlili się w innych krajach. Największa grupa udała się do Anglii, gdzie było łatwiej o pracę. Tak uczynił między innymi Prendysz, dla którego pożegnanie z przyjacielem było szczególnie bolesne. Przeniósł się do Londynu i pracował tu jako robotnik budowlany. Po latach rozłąki dołączyła do niego żona, której pozwolono opuścić znajdujący się na Bliskim Wschodzie obóz dla uchodźców. Prendysz zmarł w 1968 roku.
Pięć lat wcześniej, 2 grudnia 1963 roku, w wieku dwudziestu dwóch lat odszedł jego przyjaciel. Zdrowie Wojtka było w złym stanie, został uśpiony, a jego szczątki skremowano. Ostatnie szesnaście lat spędził w szkockim ogrodzie zoologicznym. Czy był to jego drugi dom, czy raczej więzienie? Nieprzywykły do kontaktu z innymi zwierzętami i do przebywania w ograniczonej przestrzeni, mimo licznych odwiedzin i niesłabnącej popularności nie czuł się w Edynburgu najlepiej. Z biegiem lat opuszczały go siły i coraz więcej czasu spędzał w swojej pieczarze. Ożywiał się tylko wtedy, gdy słyszał język polski. Papierosy przyjmował tylko od Polaków.
Miś Wojtek został ocalony od zapomnienia. Jego historia jest powszechnie znana w Polsce i dociera do coraz liczniejszych rzesz zagranicznych miłośników historii. W 2015 roku w parku Princess Street Gardens w centrum Edynburga odsłonięto pomnik niedźwiedzia i towarzyszącego mu polskiego żołnierza z podpisem: "Pamięci Polaków i Polek, którzy walczyli o wolność Twoją i naszą". Trzy lata później w szkockiej stolicy odsłonięto pomnik generała Stanisława Maczka, bohatera drugiej wojny światowej, którego powojenne losy odzwierciedlają smutną sytuację polskich żołnierzy, którzy nie mogli albo nie chcieli wrócić do komunistycznej Polski. Dowódca 1. Dywizji Pancernej został pozbawiony polskiego obywatelstwa, a ponieważ nie przysługiwało mu prawo do świadczeń, imał się różnych prac. Przez dłuższy czas był barmanem i pilnował bramy klubu sportowego w Edynburgu. Tymczasem w Londynie generał Tadeusz "Bór" Komorowski utrzymywał się z pracy tapicera, a generał Stanisław Sosabowski zarabiał na życie jako magazynier. Bohaterski niedźwiedź podzielił los swoich przybranych rodaków – wojna dobiegła końca, lecz nie przyniosła im zasłużonej wolności.
Piotr Bejrowski