Władysław Gomułka i wydarzenia roku 1956 w Polsce - Muzeum Historii Polski w Warszawie SKIP_TO
Wizyta w muzeum Przejdź do sklepu

Władysław Gomułka i wydarzenia roku 1956 w Polsce

czas czytania:
Przemówienie Władysława Gomułki
Tekst Władysław Gomułka i wydarzenia roku 1956 w Polsce to fragment książki Istvána Kovácsa Cud nad Wisłą i nad Bałtykiem. Piłsudski - Katyń – Solidarność w przekładzie Jerzego Snopka. Publikacja wydana przez Muzeum Historii Polski dostępna jest w sklepie internetowym.

Spektakularne zmiany zapoczątkowała siedemdziesięciodwustronicowa, poniekąd samizdatowa publikacja, która ujrzała w Polsce światło dzienne pod koniec marca 1956 roku. Zawierała ona tekst tajnego referatu pt. O kulcie jednostki i jego następstwach, wygłoszonego przez pierwszego sekretarza KC KPZR Nikitę Chruszczowa podczas ostatniego zamkniętego posiedzenia XX Zjazdu KPZR w nocy z 24 na 25 lutego. Jak wiadomo, podczas posiedzenia poświęconego demaskacji zbrodni stalinowskich nie wolno było robić notatek, gdyż wygłoszone przemówienie „było skierowane wyłącznie do członków partii, a w żadnym wypadku do prasy...”. Jednakże bezpośrednio po zakończeniu zjazdu Chruszczow uznał, że radzieckie organy partyjne oraz przywódcy braterskich partii krajów socjalistycznych powinni poznać treść referatu i wesprzeć proces konsekwentnej demaskacji stalinizmu. Treść przemówienia nie wywołała jednak takiego efektu, jakiego oczekiwał Chruszczow. Ci, którzy rywalizowali między sobą o tytuł najlepszego ucznia Stalina –  z przywódcą węgierskich komunistów Matyasem Rakosim na czele –  nie potrafili i nie chcieli nagle odwrócić się od wszystkiego, co wyznawali i czynili, gdyż byli za to również odpowiedzialni.
Władysław Gomułka powiększ
Władysław Gomułka
Wikimedia Commons
Władysław Gomułka podczas ósmego Plenum Komitetu Centralnego PZPR w październiku 1956 roku powiększ
Władysław Gomułka podczas VIII Plenum Komitetu Centralnego PZPR w październiku 1956 roku
Wikimedia Commons

10 kwietnia, wskutek nieoczekiwanego rozgłosu wokół mowy Chruszczowa, kierownictwo partyjne zarządziło, by traktować ją jako materiał poufny, w który wgląd mogą mieć tylko przywódcy partii. Było już jednak za późno. W dodatku referat uskrzydlił prasę – namiętnie czytano nie tylko tygodniki opinii, jak „Nowa Kultura” i „Po Prostu”, lecz także dziennik „Życie Warszawy”. Rozpoczął się kwitnący okres w życiu kulturalnym. Z kierownictwa Związku Literatów Polskich usunięto funkcjonariuszy stalinowskich, m.in. Jerzego Putramenta i Leona Kruczkowskiego. Dokonała się rehabilitacja Armii Krajowej, czego dowodzi fakt, że Andrzej Wajda mógł stworzyć film na temat powstania warszawskiego (Kanał), a Roman Bratny opublikować powieść, przedstawiającą ludzi uważanych do niedawna za faszystów i najemników Hitlera (Kolumbowie). Do głosu doszły różne grupy inteligenckie, w tym filozofowie i ekonomiści. Ci ostatni podczas II Kongresu Polskich Ekonomistów, który odbył się 7 lipca 1956 roku, zakwestionowali dominującą rolę przemysłu ciężkiego w rozwoju gospodarki socjalistycznej i zaprezentowali kilka modeli socjalistycznej gospodarki wolnorynkowej. Mieli wiele do przedyskutowania, gdyż wyniki zakończonego w 1955 roku planu sześcioletniego trudno było uznać za sukces. Dochód narodowy zamiast o 112% wzrósł zaledwie o 73,5%, a wzrost płac realnych – nawet według oficjalnych, a więc upiększonych wskaźników – wyniósł tylko 27%, w rzeczywistości zaś nie osiągnął nawet 25% (wobec planowanych 40%).

Niezadowolenie okazywane było najdobitniej przez Wydział III, w którym nieformalnym przywódcą stał się I sekretarz Komitetu Zakładowego PZPR Stanisław Matyja, młody stolarz o temperamencie i inteligencji Lecha Wałęsy. Sprzyjał mu przewodniczący Rady Zakładowej Edmund Taszer, który okazywał robotnikom pełne zrozumienie. Matyja nie tylko zręcznie formułował postulaty i żądania robotników, lecz także proponował racjonalne rozwiązania. 8 lipca 1956 roku zostały one zaprezentowane przed delegatami Ministerstwa Przemysłu Maszynowego, którzy złożyli uroczystą obietnicę, że w ciągu siedmiu dni podejmą odpowiednie kroki. Nic się jednak nie wydarzyło. Słynący nie tyle ze swoich kompetencji zawodowych, ile raczej z apodyktycznego stylu dyrektor zakładu Józef Trzcionka notorycznie wykręcał się ze spotkań z przedstawicielami robotników, zniecierpliwionymi z powodu upływu siedmiodniowego terminu. W odpowiedzi na to, 21 czerwca w W-3I (fabryki wagonów) zorganizowano spontaniczne posiedzenie i skierowano do dyrektora ultimatum: jeśli do 26 czerwca nie przyjdą do robotników przedstawiciele Centralnej Rady Związków Zawodowych oraz Ministerstwa Przemysłu Maszynowego, rozpocznie się strajk. Już sama groźba brzmiała jak świętokradztwo, a tym bardziej strajk, w socjalizmie niewyobrażalny. Na dodatek wśród pracowników zakładu było 360 członków partii, a mimo to ich znaczna część popierała ultimatum. W skład delegacji, która miała prowadzić negocjacje z delegacją z Warszawy na planowanym na 26 czerwca posiedzeniu, wchodzili zarówno członkowie partii, jak i bezpartyjni.
Przemówienie Władysława Gomułki powiększ
Przemówienie Władysława Gomułki
Wikimedia Commons
Protesty w Poznaniu 1956r. powiększ
Protesty w Poznaniu 1956r.
Wikimedia Commons

Następnego dnia rano robotnicy z nocnej zmiany już się nie przebierali: w strojach roboczych czekali na tych ze zmiany dziennej. O szóstej dwadzieścia rozbrzmiała mała syrena Zakładów Przemysłu Metalowego. Otworzyły się bramy i robotnicy, którzy kilka dni wcześniej zostali wydelegowani do Warszawy Stanisław Matyja, Edmund Sulejewski, Tadeusz Steciuk, Kazimierz Kaniewski na czele kilku tysięcy osób wyszli na ulicę. „Wszystko to działo się odruchowo, nie byliśmy w żaden sposób zorganizowani, każdy wiedział, że czas ruszać” – wyznał jeden z nich. O szóstej trzydzieści rozległ się głos centralnej syreny. Ten głośny sygnał był znakiem alarmowym dla poznańskich zakładów.

Znad wejścia głównego spadł na ulicę szyld z imieniem i nazwiskiem Stalina, z którego przez wiele lat robotnicy musieli być niezwykle dumni. Lecz teraz go podeptali. Był to pierwszy podczas tej manifestacji gest o wymiarze politycznym. 

23 czerwca 1956 roku na porannej odprawie w Oficerskiej Szkole Wojsk Pancernych i Zmechanizowanych komendant szkoły pułkownik Antoni Filipowicz ogłosił, że na ulicach miasta może dojść do zamieszek, a wówczas wojsko, przede wszystkim oni sami i ich wychowankowie, będą musieli przywrócić porządek. Słowa pułkownika Filipowicza – powołującego się zresztą na rozkaz ministra obrony narodowej – nie zostały przyjęte z jednoznacznym entuzjazmem. Oficerowie w dużej mierze znali przyczyny napięć w Poznaniu. Wiedzieli, że nie są w stanie zmobilizować większej grupy niż batalion podchorążych, a ponadto było wśród nich wielu rezerwowych, wezwanych na ćwiczenia.

Zniecierpliwiony, rozzłoszczony tłum przedarł się do budynku Miejskiej Rady Narodowej, której pracownicy opuścili biuro. Demonstranci wywiesili na zamku białą flagę na znak, że władza poddała się ludowi. Na krótki czas przejęli też panowanie w siedzibie Komitetu Wojewódzkiego partii. Zdjęli czerwone flagi i portrety przywódców partyjnych. Świeżo malowane napisy na fasadzie budynku głosiły: „Do wynajęcia” oraz – magiczne hasła tego dnia – „Chleba”, „Wolności”.

Tłum liczący około 500 osób ruszył w kierunku ulicy Kochanowskiego. Na jego czele stała grupa uczniów szkoły podstawowej. Przeszli koło budynku Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, gdzie z szóstego piętra zrzucano zagłuszarki zachodnich audycji radiowych.

Wejście główne siedziby UB zabarykadowano już przed godziną dziesiątą. Do budynku tylnym wejściem dotarły posiłki: 17 młodych żołnierzy 10. Pułku Korpusu Urzędu Bezpieczeństwa. Nie byli oni znani funkcjonariuszom, gdyż przybyli z Warszawy. Delegacja demonstrantów nie została przyjęta przez dowódcę Urzędu Bezpieczeństwa. Nakazał oczyszczenie przedsionka budynku strumieniem wody. W odpowiedzi posypały się kamienie. Dochodziła dziesiąta trzydzieści.
Protesty w Poznaniu 1956r. powiększ
Protesty w Poznaniu 1956r.
Wikimedia Commons
Czołgi na Placu Józefa Stalina w Poznaniu, 1956r. powiększ
Czołgi na Placu Józefa Stalina w Poznaniu, 1956r.
Wikimedia Commons

Na placu Stalina nieprzerwanie krążył samochód z megafonem, który pojawił się tam wczesnym popołudniem i informował mieszkańców o przebiegu walk. Większość manifestantów jeszcze o dwunastej czekała na placu Stalina na przybycie Cyrankiewicza. Demonstranci, widząc przejeżdżające nieopodal czołgi Oficerskiej Szkoły Wojsk Pancernych, wykrzykiwali radośnie: „Niech żyje wojsko!”. Czołgi przybywały, by chronić gmach UB. Atmosfera tego dnia zauroczyła zżytych z miastem wychowanków szkoły oficerskiej. Poza tym obowiązywał ich zakaz: nie mogli strzelać. Także dlatego tak łatwo poddali się młodzieży zapełniającej wieże pancerne. W ten sposób dwa albo trzy czołgi trafiły w ręce młodych demonstrantów. Kadeci wycofali się pośpiesznie. Brakowało jednak ostrej amunicji do czołgów, dlatego czołgi nie stanowiły takiego przełomu w oblężeniu, jak cztery miesiące później pancerniki węgierskiej armii ludowej przed siedzibą partii komunistycznej w Budapeszcie.

Wówczas wkroczył na scenę premier Cyrankiewicz, którego obarcza się główną odpowiedzialnością za dramatyczne wydarzenia w Poznaniu. Jego pierwsze poranne rozporządzenie dotyczyło usunięcia ciał ofiar. To dlatego nawet dzisiaj trudno określić ich dokładną liczbę. Sporządzona w 1981 roku lista 74 osób nie jest ani kompletna, ani dokładna. Zdecydowana większość ofiar śmiertelnych to robotnicy, średnio w wieku 26 lat, wśród pozostałych jest wiele dzieci. Liczbę rannych można oszacować na 900.

Cyrankiewicz w mowie wygłoszonej 29 czerwca o dwudziestej trzydzieści wypowiedział następujące słowa: „Każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść przeciw władzy ludowej rękę, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie w interesie klasy robotniczej, w interesie walki o podniesienie stopy życiowej ludności, w interesie dalszej demokratyzacji naszego życia...”
Protesty w Poznaniu 1956r. powiększ
Protesty w Poznaniu 1956r.
Wikimedia Commons
Władysław Gomułka 1967r. powiększ
Władysław Gomułka 1967r.
Ulrich Kohls, CC BY-SA 3.0

19 października rano, kilka godzin przed otwarciem plenum, na podwarszawskie lotnisko wojskowe przybyła liczna radziecka delegacja partyjna, na której czele stali Chruszczow, Mikojan, Mołotow, Kaganowicz, minister obrony narodowej marszałek Gieorgij Żukow oraz marszałek Iwan Koniew, dowódca Zjednoczonych Sił Zbrojnych Układu Warszawskiego, w towarzystwie 11 generałów. Chruszczow wprawdzie sygnalizował swoje odwiedziny, lecz Ochab poinformował go, że będzie mógł być przyjęty dopiero po plenum. W tej przymusowej sytuacji musiał jednak wraz z Cyrankiewiczem i kilkoma innymi przedstawicielami partii wyjść po nich na lotnisko. Chcąc zademonstrować swą konsekwencję, zabrał ze sobą Gomułkę. Atmosfera pierwszych chwil spotkania nie zapowiadała nic dobrego. Chruszczow, potrząsając pięścią w stronę grupy Ochaba, zaczął ostentacyjnie witać się z radzieckimi generałami z Rokossowskim na czele. Następnie ponownie zacisnął pięść, „witając” Ochaba i próbując nie zwracać uwagi na Gomułkę.
1/4

PowiązaneMateriały