Krakowskie Przedmieście, Warszawa
Traktat ryski
czas czytania:
W 1918 roku Polska odzyskała niepodległość, jednak kwestia granic nowego państwa pozostawała niewiadomą, szczególnie na jej wschodnich rubieżach. Dopiero traktat zawarty 18 marca 1921 roku w Rydze zakończył wojnę polsko-bolszewicką i przesądził o podziale terytorium.
Chwilę przed tym, jak Polska powróciła na mapę Europy, przez Rosję przeszły polityczne i społeczne wstrząsy. Władzę przejęli bolszewicy pod przywództwem Włodzimierza Lenina. Ambicją nowych rządzących nie było wyłącznie utrzymanie kontroli nad państwem, lecz również ekspansja na Zachód. Odrodzona Polska stała im na drodze.
Bolszewicy liczyli, że przez terytorium Polski dotrą do Niemiec, gdzie w listopadzie 1918 roku wybuchła rewolucja, będąca skutkiem klęski wojennej oraz kryzysu gospodarczego. Trocki objaśniał oddziałom Armii Czerwonej w listopadzie 1919 roku, że dokonanie rewolucji w środkowoeuropejskich krajach umożliwi stworzenie „europejskiej federacji komunistycznej – Związku Proletariackich Republik Europy”.
Odradzająca się Rzeczpospolita walczyła nie tylko o granice, lecz także o swoją pozycję w nowym układzie sił europejskich. Józef Piłsudski był przekonany, że młode państwo będzie zbyt słabe, aby przetrwać między Niemcami a Rosją. Polska niepodległość nie mogła opierać się wyłącznie na własnym potencjale militarnym i gospodarczym, lecz wymagała stworzenia pasa sprzymierzonych państw na wschodzie, zdolnych zrównoważyć presję obu sąsiadów.
Spór dotyczył nie tylko przebiegu granic, ale także kształtu powojennego ładu europejskiego. Obie wizje – polska i bolszewicka – pozostawały ze sobą w zasadniczej sprzeczności. Lenin tłumaczył: „W Niemczech i w Anglii stworzyliśmy całkowicie nowe pasmo rewolucji proletariackiej przeciwko światowemu imperializmowi, dlatego że Polska, jako bufor między Rosją i Niemcami, Polska jako ostatnie państwo w całości pozostanie w rękach światowego imperializmu przeciwko Rosji. Okazuje się ona filarem całego systemu wersalskiego”.
Bolszewicy liczyli, że przez terytorium Polski dotrą do Niemiec, gdzie w listopadzie 1918 roku wybuchła rewolucja, będąca skutkiem klęski wojennej oraz kryzysu gospodarczego. Trocki objaśniał oddziałom Armii Czerwonej w listopadzie 1919 roku, że dokonanie rewolucji w środkowoeuropejskich krajach umożliwi stworzenie „europejskiej federacji komunistycznej – Związku Proletariackich Republik Europy”.
Odradzająca się Rzeczpospolita walczyła nie tylko o granice, lecz także o swoją pozycję w nowym układzie sił europejskich. Józef Piłsudski był przekonany, że młode państwo będzie zbyt słabe, aby przetrwać między Niemcami a Rosją. Polska niepodległość nie mogła opierać się wyłącznie na własnym potencjale militarnym i gospodarczym, lecz wymagała stworzenia pasa sprzymierzonych państw na wschodzie, zdolnych zrównoważyć presję obu sąsiadów.
Spór dotyczył nie tylko przebiegu granic, ale także kształtu powojennego ładu europejskiego. Obie wizje – polska i bolszewicka – pozostawały ze sobą w zasadniczej sprzeczności. Lenin tłumaczył: „W Niemczech i w Anglii stworzyliśmy całkowicie nowe pasmo rewolucji proletariackiej przeciwko światowemu imperializmowi, dlatego że Polska, jako bufor między Rosją i Niemcami, Polska jako ostatnie państwo w całości pozostanie w rękach światowego imperializmu przeciwko Rosji. Okazuje się ona filarem całego systemu wersalskiego”.
Od wojny do pokoju
Konflikt był nieunikniony. Rozpoczęła się wojna polsko-bolszewicka. Jej losy były zmienne, jednak latem 1920 roku sytuacja odrodzonej Rzeczypospolitej stała się dramatyczna: Armia Czerwona zbliżała się do stolicy. W sierpniu nastąpił przełom. Bitwa Warszawska okazała się wielkim sukcesem polskiej armii. Zwycięstwo nie tylko uratowało stolicę, lecz także zmieniło bieg całej wojny. Armia Czerwona została zmuszona do odwrotu, a inicjatywa strategiczna wymknęła się bolszewikom z rąk.
Losy negocjacji pokojowych odzwierciedlały sytuację na froncie. Rozpoczęto je 14 sierpnia 1920 roku w Mińsku, na dzień przed Bitwą Warszawską. Delegacji polskiej przewodniczył wiceminister spraw zagranicznych Jan Dąbski, bolszewickiej zaś – Karl Daniszewski, przewodniczący niesławnego Wojskowego Trybunału Rewolucyjnego. Polskich przedstawicieli traktowano z pogardą, inwigilowano ich i utrudniano im kontakty. Nastawienie strony bolszewickiej ulegało jednak zmianie wraz z napływem kolejnych informacji z frontu.
Zepchnięci do defensywy bolszewicy zdecydowali się na podjęcie rokowań pokojowych. Nie oznaczało to rezygnacji z długofalowych planów – pokój miał być tylko strategiczną pauzą. Lenin mówił do delegatów IX Konferencji Rosyjskiej Komunistycznej Partii (bolszewików):
Losy negocjacji pokojowych odzwierciedlały sytuację na froncie. Rozpoczęto je 14 sierpnia 1920 roku w Mińsku, na dzień przed Bitwą Warszawską. Delegacji polskiej przewodniczył wiceminister spraw zagranicznych Jan Dąbski, bolszewickiej zaś – Karl Daniszewski, przewodniczący niesławnego Wojskowego Trybunału Rewolucyjnego. Polskich przedstawicieli traktowano z pogardą, inwigilowano ich i utrudniano im kontakty. Nastawienie strony bolszewickiej ulegało jednak zmianie wraz z napływem kolejnych informacji z frontu.
Zepchnięci do defensywy bolszewicy zdecydowali się na podjęcie rokowań pokojowych. Nie oznaczało to rezygnacji z długofalowych planów – pokój miał być tylko strategiczną pauzą. Lenin mówił do delegatów IX Konferencji Rosyjskiej Komunistycznej Partii (bolszewików):
Chcemy uniknąć kampanii zimowej. Dlatego proponujemy Polakom zawrzeć pokój teraz, natychmiast […]. Nie byliśmy w stanie odnieść decydującego zwycięstwa, które rozbiłoby pokój wersalski. Mieliśmy przed sobą rozerwany układ wersalski ogólnoświatowego, tryumfującego imperializmu, jednak nie byliśmy w stanie tego dokonać. Nasza zasadnicza polityka pozostała taka sama. Wykorzystamy każdą okazję, by przejść od obrony do natarcia. Układ wersalski już naderwaliśmy i rozerwiemy go przy pierwszej dogodnej okazji.
Mogło się wydawać, że zaistniała szansa na realizację federalistycznej koncepcji Józefa Piłsudskiego. On sam opowiadał, że w tamtym czasie „Armia bolszewicka była tak rozbita, że nie miałem żadnych przeszkód wojskowych, abym mógł sięgnąć, gdziebym chciał, na całym prawie froncie”. Jednak wymagałoby to dalszej, bardzo kosztownej kampanii. Społeczeństwo polskie było tymczasem wyczerpane wojną, trwającą nieprzerwanie od 1914 roku. Zarówno względy militarne, jak i polityczne skłaniały obie strony do zawarcia pokoju.
Ryskie negocjacje
We wrześniu rozmowy pokojowe przeniesiono do Łotwy. Na czele polskiej delegacji ponownie stanął Jan Dąbski, jego przeciwnikiem został Adolf Joffe, doświadczony dyplomata, uczestnik rokowań brzeskich oraz rozmów pokojowych z Estonią i Łotwą. „Joffe doskonale przygotował się do realizacji swojego zadania” – pisał prof. Mirosław Szumiło. „Posiadał szczegółowe charakterystyki członków polskiej delegacji, ogromnie przydatne w grze psychologicznej, oraz pozyskaną agenturalnie wiedzę o konfliktach wewnętrznych wśród nich, z której zrobił znakomity użytek. Konsekwentnie realizował swoją taktykę w rozmowach z Polakami”.
Polska grupa liczyła około osiemdziesięciu osób: przedstawicieli różnych sił politycznych oraz ekspertów. Utrzymywały się między nimi poważne napięcia. Władysław Pobóg-Malinowski pisał:
Polska grupa liczyła około osiemdziesięciu osób: przedstawicieli różnych sił politycznych oraz ekspertów. Utrzymywały się między nimi poważne napięcia. Władysław Pobóg-Malinowski pisał:
Walki wewnętrzne w łonie delegacji pochłaniały jej więcej czasu i energii niż rokowania z przedstawicielami Sowietów i w konsekwencji musiały osłabić jej pozycję wobec przeciwnika, który dobrze się orientował w tym rozbiciu wewnętrznym i nieraz zręcznie je wyzyskiwał.
Istotną rolę odgrywali przedstawiciele Narodowej Demokracji, na czele ze Stanisławem Grabskim, konsekwentnie opowiadającym się za koncepcją państwa możliwie jednorodnego narodowo. Z jego perspektywy priorytetem było włączenie do Polski przede wszystkim tych obszarów, na których ludność polska stanowiła znaczący odsetek mieszkańców. Efektem były liczne ustępstwa na rzecz Joffego.
W tamtym okresie nawet Piłsudski nie stał już jednoznacznie przy projekcie federacyjnym. W grudniu 1920 roku, rozmawiając z oficerami na Wileńszczyźnie, wyjaśniał, że realizacja tej koncepcji jest nierealna: społeczeństwo nie wykazywało dla takiego programu poparcia, kraj był wyniszczony długotrwałą wojną, a armia zbyt zmęczona, aby podjąć kolejny militarny wysiłek.
Prof. Mariusz Wołos tak oceniał kalkulacje Marszałka:
W tamtym okresie nawet Piłsudski nie stał już jednoznacznie przy projekcie federacyjnym. W grudniu 1920 roku, rozmawiając z oficerami na Wileńszczyźnie, wyjaśniał, że realizacja tej koncepcji jest nierealna: społeczeństwo nie wykazywało dla takiego programu poparcia, kraj był wyniszczony długotrwałą wojną, a armia zbyt zmęczona, aby podjąć kolejny militarny wysiłek.
Prof. Mariusz Wołos tak oceniał kalkulacje Marszałka:
[był to] rezultat rozwoju wydarzeń na tyłach frontu. Idea federacji nie była tam popularna, co znalazło swój wyraz w działaniach polskich władz wojskowych, politycznych i administracyjnych. Zajęte tereny Mińszczyzny czy Ukrainy traktowano jak zdobycz wojenną, skutecznie odstraszając Białorusinów i Ukraińców od bliższych związków z Polską. W tym zakresie Piłsudski poniósł porażkę, ale przecież nie klęskę. Inkorporacji nigdy nie wyłączał z politycznych planów, choć postrzegał jako rozwiązanie gorsze od federacji, bo mniej bezpieczne w obliczu rosyjskiego imperializmu.
Elementem odejścia od projektu federacyjnego było uznanie sowieckiej Ukrainy – marionetkowego państwa wspieranego przez Moskwę – za pełnoprawną stronę negocjacji pokojowych w Rydze. Przy stole zabrakło za to miejsca dla przedstawicieli Ukraińskiej Republiki Ludowej, sprzymierzonej z Polską. Oznaczało to faktyczny kres tego sojuszu. Symon Petlura, Przewodniczący Dyrektoriatu Ukraińskiej Republiki Ludowej, był nadal wspierany – bardziej logistycznie niż militarnie – przez Piłsudskiego, jednak nie dysponował siłami pozwalającymi na samodzielne przeciwstawienie się Armii Czerwonej.
Pierwszy etap negocjacji zakończył się błyskawicznie. Jeszcze w październiku podpisano preliminaria pokojowe. Zgodnie z ustaleniami granica wschodnia Polski miała przebiegać od Dźwiny na północy po Zbrucz na południu, pozostawiając Mińsk po stronie sowieckiej, ale włączając Wołyń i zachodnią część Białorusi. Z militarnego punktu widzenia istotnym elementem kalkulacji było utrzymanie tzw. linii rokadowej, czyli ciągu kolejowego Lida – Baranowicze – Sarny – Równe, biegnącego równolegle do granicy. Umożliwiała ona szybkie przerzucanie wojsk wzdłuż wschodniego frontu i stanowiła podstawę systemu obronnego II Rzeczypospolitej.
Pierwszy etap negocjacji zakończył się błyskawicznie. Jeszcze w październiku podpisano preliminaria pokojowe. Zgodnie z ustaleniami granica wschodnia Polski miała przebiegać od Dźwiny na północy po Zbrucz na południu, pozostawiając Mińsk po stronie sowieckiej, ale włączając Wołyń i zachodnią część Białorusi. Z militarnego punktu widzenia istotnym elementem kalkulacji było utrzymanie tzw. linii rokadowej, czyli ciągu kolejowego Lida – Baranowicze – Sarny – Równe, biegnącego równolegle do granicy. Umożliwiała ona szybkie przerzucanie wojsk wzdłuż wschodniego frontu i stanowiła podstawę systemu obronnego II Rzeczypospolitej.
Porządek wersalsko-ryski
Linie wykreślone na negocjacyjnych mapach przyniosły konsekwencje dla milionów ludzi –dalekosiężne skutki nie tylko polityczne i militarne, ale także, i może przede wszystkim, społeczne. Traktat ryski regulował kwestie repatriacji – formalnie przewidywał możliwość wyboru przynależności państwowej, w praktyce jednak pozostawiał szerokie pole do arbitralnych decyzji władzom sowieckim. Chociaż akcję wymiany jeńców przeprowadzono stosunkowo sprawnie – mimo początkowego oporu ze strony rosyjskiej – repatriacja ludności cywilnej była znacznie bardziej złożona.
Szacunki się różnią, jednak pewne jest, że do Rzeczypospolitej powróciło ponad milion osób. Po wschodniej stronie granicy zaś pozostało około półtora miliona Polaków. Rozdzielono rodziny, zerwano więzi społeczne oraz gospodarcze. Znaczna część polskiej społeczności na Ukrainie i Białorusi znalazła się w granicach państwa, które w kolejnych latach prowadziło coraz bardziej represyjną politykę. Jej ukoronowaniem było ludobójstwo – w latach trzydziestych, podczas tzw. operacji polskiej NKWD, zamordowano ponad 110 tys. Polaków, innych więziono lub deportowano na daleką Syberię.
Szacunki się różnią, jednak pewne jest, że do Rzeczypospolitej powróciło ponad milion osób. Po wschodniej stronie granicy zaś pozostało około półtora miliona Polaków. Rozdzielono rodziny, zerwano więzi społeczne oraz gospodarcze. Znaczna część polskiej społeczności na Ukrainie i Białorusi znalazła się w granicach państwa, które w kolejnych latach prowadziło coraz bardziej represyjną politykę. Jej ukoronowaniem było ludobójstwo – w latach trzydziestych, podczas tzw. operacji polskiej NKWD, zamordowano ponad 110 tys. Polaków, innych więziono lub deportowano na daleką Syberię.
Traktat ryski, stabilizując granicę, nie rozwiązał problemów społeczno-narodowościowych, lecz stworzył nowy podział o długotrwałych konsekwencjach. W granicach II Rzeczypospolitej znalazły się miliony obywateli narodowości ukraińskiej i białoruskiej. Z perspektywy wielu z nich traktat oznaczał podział ich narodów między dwa obce państwa. Aspiracje niepodległościowe Ukraińców i Białorusinów były nie do pogodzenia ze statusem mniejszości narodowej w państwie polskim.
Ostatecznie – po dyplomatycznych przepychankach – 18 marca 1921 roku podpisano właściwy traktat pokojowy. Dokument, obok wcześniej uzgodnionych kwestii, regulował między innymi zagadnienia odszkodowań czy zwrotu dóbr kultury. Polska miała otrzymać 30 milionów rubli w złocie jako rekompensatę za wkład ziem polskich w gospodarkę imperium rosyjskiego. Jednak litera wielu uzgodnień pozostała martwa, zarówno w kwestii odszkodowań, jak i zwrotu dziedzictwa historycznego i kulturowego. Dla Lenina traktat był przede wszystkim manewrem strategicznym, ustalone granice – rozwiązaniem tymczasowym, a sam pokój – sposobem na zyskanie czasu i uniknięcie dalszych działań wojennych w niekorzystnym momencie.
Traktat ryski był ostatnim elementem europejskiej układanki. Prof. Wołos zauważył, że „był [on] uzupełnieniem i dopełnieniem traktatu wersalskiego dla Europy Środkowo-Wschodniej. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że porządek międzynarodowy panujący w międzywojennej Europie był zatem ładem wersalsko-ryskim, nie tylko wersalskim”. Pokój oznaczał jednak także upadek idei federacyjnej i odejście od wizji Europy Wschodniej opartej na systemie sprzymierzonych, niepodległych państw. Zaledwie kilkanaście miesięcy po zawarciu pokoju Piłsudski – odnosząc się do fiaska swoich starań – stwierdził profetycznie: „Wy tej Polski nie utrzymacie. Ta burza, która nadciąga, jest zbyt wielka”.
Tomasz Kozłowski
Ostatecznie – po dyplomatycznych przepychankach – 18 marca 1921 roku podpisano właściwy traktat pokojowy. Dokument, obok wcześniej uzgodnionych kwestii, regulował między innymi zagadnienia odszkodowań czy zwrotu dóbr kultury. Polska miała otrzymać 30 milionów rubli w złocie jako rekompensatę za wkład ziem polskich w gospodarkę imperium rosyjskiego. Jednak litera wielu uzgodnień pozostała martwa, zarówno w kwestii odszkodowań, jak i zwrotu dziedzictwa historycznego i kulturowego. Dla Lenina traktat był przede wszystkim manewrem strategicznym, ustalone granice – rozwiązaniem tymczasowym, a sam pokój – sposobem na zyskanie czasu i uniknięcie dalszych działań wojennych w niekorzystnym momencie.
Traktat ryski był ostatnim elementem europejskiej układanki. Prof. Wołos zauważył, że „był [on] uzupełnieniem i dopełnieniem traktatu wersalskiego dla Europy Środkowo-Wschodniej. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że porządek międzynarodowy panujący w międzywojennej Europie był zatem ładem wersalsko-ryskim, nie tylko wersalskim”. Pokój oznaczał jednak także upadek idei federacyjnej i odejście od wizji Europy Wschodniej opartej na systemie sprzymierzonych, niepodległych państw. Zaledwie kilkanaście miesięcy po zawarciu pokoju Piłsudski – odnosząc się do fiaska swoich starań – stwierdził profetycznie: „Wy tej Polski nie utrzymacie. Ta burza, która nadciąga, jest zbyt wielka”.
Tomasz Kozłowski