Rzeczpospolita została zniszczona dlatego, że stawała się zbyt silna
czas czytania:
Rozmowa z prof. Richardem
Butterwickiem-Pawlikowskim
Zwykło się uważać, że do rozbiorów Rzeczypospolitej doszło przez samowolę szlachty oraz kryzys, który uczynił kraj łatwym celem dla sąsiadów. Prof. Richard Butterwick-Pawlikowski, główny historyk Muzeum Historii Polski, przekonuje, że było inaczej.
„Rzeczpospolita została zniszczona, ponieważ pokazała witalność i potencjał, umacniała się jako państwo wolnościowe, co było niebezpieczne gospodarczo, demograficznie, ideologicznie i geopolitycznie dla monarchów absolutnych. [...] Choć dla wielu może to być zaskakujące, Adam Mickiewicz znaczniej trafniej ocenił przyczyny rozbiorów od Dmowskiego, Piłsudskiego i wielu innych późniejszych polityków” – mówi historyk.
„Rzeczpospolita została zniszczona, ponieważ pokazała witalność i potencjał, umacniała się jako państwo wolnościowe, co było niebezpieczne gospodarczo, demograficznie, ideologicznie i geopolitycznie dla monarchów absolutnych. [...] Choć dla wielu może to być zaskakujące, Adam Mickiewicz znaczniej trafniej ocenił przyczyny rozbiorów od Dmowskiego, Piłsudskiego i wielu innych późniejszych polityków” – mówi historyk.
Muzeum Historii Polski: Czy w 1795 roku Rzeczpospolita upadła, czy została zniszczona?
Richard Butterwick-Pawlikowski: Została zniszczona. Pojęcie „upadek” pociąga za sobą negatywne skojarzenia. Sugeruje, że dawna Rzeczpospolita upadła, bo była państwem słabym, niewydolnym, a więc w pewien sposób sama zasłużyła na swój los. Stanowczo nie zgadzam się z takim tłumaczeniem. Trzeci rozbiór był bezpośrednią odpowiedzią zaborców na insurekcję kościuszkowską. Można więc także powiedzieć, że Rzeczpospolita poległa w boju.
Owszem, jeśli mówić o perspektywie długofalowej, można dostrzec oznaki głębokiego kryzysu trawiącego Rzeczpospolitą, mającego podłoże wojenne, demograficzne, geopolityczne, ideowe. Zaczął się w połowie XVII wieku i trwał przez większą część następnego stulecia. Niemniej już w latach 30. i 40. XVIII wieku widać było pewne oznaki odnowy. W ostatniej tercji XVIII wieku Rzeczpospolita wykazywała swoją żywotność i potencjał na różnych polach – najpełniej podczas Sejmu Czteroletniego. Drugi rozbiór był bezpośrednią konsekwencją reform tego sejmu. Doszło do niego, bo droga, na którą wkraczała Rzeczpospolita, była dla sąsiednich monarchów absolutnych nie do przyjęcia.
Richard Butterwick-Pawlikowski: Została zniszczona. Pojęcie „upadek” pociąga za sobą negatywne skojarzenia. Sugeruje, że dawna Rzeczpospolita upadła, bo była państwem słabym, niewydolnym, a więc w pewien sposób sama zasłużyła na swój los. Stanowczo nie zgadzam się z takim tłumaczeniem. Trzeci rozbiór był bezpośrednią odpowiedzią zaborców na insurekcję kościuszkowską. Można więc także powiedzieć, że Rzeczpospolita poległa w boju.
Owszem, jeśli mówić o perspektywie długofalowej, można dostrzec oznaki głębokiego kryzysu trawiącego Rzeczpospolitą, mającego podłoże wojenne, demograficzne, geopolityczne, ideowe. Zaczął się w połowie XVII wieku i trwał przez większą część następnego stulecia. Niemniej już w latach 30. i 40. XVIII wieku widać było pewne oznaki odnowy. W ostatniej tercji XVIII wieku Rzeczpospolita wykazywała swoją żywotność i potencjał na różnych polach – najpełniej podczas Sejmu Czteroletniego. Drugi rozbiór był bezpośrednią konsekwencją reform tego sejmu. Doszło do niego, bo droga, na którą wkraczała Rzeczpospolita, była dla sąsiednich monarchów absolutnych nie do przyjęcia.
W jakim sensie?
Na wieść o uchwaleniu Konstytucji 3 Maja 1791 roku imperatorowa Katarzyna zareagowała furią. Z wielką przesadą wypisywała do swoich zaufanych korespondentów, że król Polski zagarnął sobie arbitralną władzę, co – patrząc na tekst konstytucji – jest po prostu śmieszne. Z drugiej strony nie odpowiadało jej to, że Rzeczpospolita zdołała zreformować się i wzmocnić, przez co trudniej było nią manipulować. To, że nad Wisłą uważnie przyglądano się rewolucji francuskiej, również wydawało się carycy Rosji niebezpieczne.
Do tego dochodziło inne zagrożenie. Przez cały XVIII wiek z Imperium Rosyjskiego wyjeżdżało do Rzeczypospolitej dużo więcej chłopów niż w drugą stronę. Nie chodzi o to, czy panowie polscy i litewscy mieli bardziej humanitarny stosunek do poddanych, czy też nie. Spoczywający na chłopach ciężar podatkowy był w Rzeczypospolitej znacznie lżejszy niż w Rosji, a prawdopodobieństwo werbunku do armii o wiele mniejsze. Ponadto poddaństwo w Rzeczypospolitej było całą plątaniną zależności i powinności, najczęściej w zamian za kawałek ziemi pod uprawę. Natomiast w Imperium Rosyjskim bogactwo mierzono liczbą dusz poddanych, zatem takie poddaństwo przypominało niewolnictwo osobiste. Dlatego tak wielu chłopów opuszczało granice carskiego kraju, co niepokoiło jego władze. Jedną z przyczyn pierwszego rozbioru Rzeczypospolitej było więc zagrożenie demograficzne.
Prusy i Austria miały obawy podobnej natury, tyle że bardziej dotyczące mieszczan. Tamtejsze dwory martwiły się, że wizja miejskiego obywatelstwa, niskich podatków i stosunkowo luźnych regulacji prawnych w polskich miastach ściągnie tam ich własnych poddanych. Obawy te były w sporej mierze uzasadnione. Trzeba bowiem pamiętać, że inaczej niż ziemie polskie w XIX i XX wieku dawna Rzeczpospolita była krajem imigracyjnym. W XVIII wieku przyjeżdżało do niej sporo ludzi, którzy postrzegali ją jako prężnie rozwijający się kraj. To musiało niepokoić sąsiednie monarchie. Do tego doszły oczywiście względy geopolityczne.
Na wieść o uchwaleniu Konstytucji 3 Maja 1791 roku imperatorowa Katarzyna zareagowała furią. Z wielką przesadą wypisywała do swoich zaufanych korespondentów, że król Polski zagarnął sobie arbitralną władzę, co – patrząc na tekst konstytucji – jest po prostu śmieszne. Z drugiej strony nie odpowiadało jej to, że Rzeczpospolita zdołała zreformować się i wzmocnić, przez co trudniej było nią manipulować. To, że nad Wisłą uważnie przyglądano się rewolucji francuskiej, również wydawało się carycy Rosji niebezpieczne.
Do tego dochodziło inne zagrożenie. Przez cały XVIII wiek z Imperium Rosyjskiego wyjeżdżało do Rzeczypospolitej dużo więcej chłopów niż w drugą stronę. Nie chodzi o to, czy panowie polscy i litewscy mieli bardziej humanitarny stosunek do poddanych, czy też nie. Spoczywający na chłopach ciężar podatkowy był w Rzeczypospolitej znacznie lżejszy niż w Rosji, a prawdopodobieństwo werbunku do armii o wiele mniejsze. Ponadto poddaństwo w Rzeczypospolitej było całą plątaniną zależności i powinności, najczęściej w zamian za kawałek ziemi pod uprawę. Natomiast w Imperium Rosyjskim bogactwo mierzono liczbą dusz poddanych, zatem takie poddaństwo przypominało niewolnictwo osobiste. Dlatego tak wielu chłopów opuszczało granice carskiego kraju, co niepokoiło jego władze. Jedną z przyczyn pierwszego rozbioru Rzeczypospolitej było więc zagrożenie demograficzne.
Prusy i Austria miały obawy podobnej natury, tyle że bardziej dotyczące mieszczan. Tamtejsze dwory martwiły się, że wizja miejskiego obywatelstwa, niskich podatków i stosunkowo luźnych regulacji prawnych w polskich miastach ściągnie tam ich własnych poddanych. Obawy te były w sporej mierze uzasadnione. Trzeba bowiem pamiętać, że inaczej niż ziemie polskie w XIX i XX wieku dawna Rzeczpospolita była krajem imigracyjnym. W XVIII wieku przyjeżdżało do niej sporo ludzi, którzy postrzegali ją jako prężnie rozwijający się kraj. To musiało niepokoić sąsiednie monarchie. Do tego doszły oczywiście względy geopolityczne.
Te jednak w 1788 roku wydawały się dla Rzeczypospolitej sprzyjające. Rosja pogrążona była w wojnach z Imperium Osmańskim i Szwecją. Chociaż Austriacy poparli Rosjan, Prusacy stanęli po przeciwnej stronie. Jakie stanowisko zajęła Rzeczpospolita?
Zwróciła się bardziej w kierunku Prus, co dla Rosji również było nie do przyjęcia. Prusy, ongiś sojusznik Rosji, zawarły w roku 1788 sojusz z Wielką Brytanią i Holandią, co stanowiło dla Petersburga poważne zagrożenie. Wcześniej jednak Stanisław August Poniatowski próbował rozegrać to inaczej. W maju 1787 roku podczas zjazdu kaniowskiego zaproponował Katarzynie II, żeby uporządkować różne sprawy w Rzeczypospolitej i trochę ją wzmocnić – tak, by mogła walczyć u boku Rosji przeciwko Imperium Osmańskiemu. Imperatorowa nie przystała jednak na tę propozycję. Wszelkie próby wzmocnienia Rzeczypospolitej wydawały jej się podejrzane, obawiała się, do czego może to doprowadzić. Nie ufała Stanisławowi Augustowi, który, ku jej zaskoczeniu, okazał się zdeterminowanym reformatorem. Ostatecznie więc nic z tego nie wyszło.
Zwróciła się bardziej w kierunku Prus, co dla Rosji również było nie do przyjęcia. Prusy, ongiś sojusznik Rosji, zawarły w roku 1788 sojusz z Wielką Brytanią i Holandią, co stanowiło dla Petersburga poważne zagrożenie. Wcześniej jednak Stanisław August Poniatowski próbował rozegrać to inaczej. W maju 1787 roku podczas zjazdu kaniowskiego zaproponował Katarzynie II, żeby uporządkować różne sprawy w Rzeczypospolitej i trochę ją wzmocnić – tak, by mogła walczyć u boku Rosji przeciwko Imperium Osmańskiemu. Imperatorowa nie przystała jednak na tę propozycję. Wszelkie próby wzmocnienia Rzeczypospolitej wydawały jej się podejrzane, obawiała się, do czego może to doprowadzić. Nie ufała Stanisławowi Augustowi, który, ku jej zaskoczeniu, okazał się zdeterminowanym reformatorem. Ostatecznie więc nic z tego nie wyszło.
Czy ostatni król Rzeczypospolitej mógł coś zrobić inaczej? Lepiej wykorzystać sytuację międzynarodową, w tym fakt, że Rosja pogrążona była w wojnie?
W tamtej sytuacji zrobił chyba wszystko, co mógł. Często zarzuca mu się prorosyjską postawę, ale orientacja polityczna na Rosję upadła w pierwszych miesiącach Sejmu Czteroletniego. Był to w dużej mierze wynik grabieży popełnionej przez rosyjskie wojska we wschodnich województwach Rzeczypospolitej, ale także skutek rosyjskiej dyplomacji oraz upokarzającej polityki imperatorowej, która traktowała Rzeczpospolitą nie jako sojusznika, lecz jako poddaną prowincję. To poczucie upokorzenia i buntu wśród szlachty narastało, a Stanisław August nie był w stanie nad tym zapanować. Nie miał zbyt wielkiego pola manewru.
W tamtej sytuacji zrobił chyba wszystko, co mógł. Często zarzuca mu się prorosyjską postawę, ale orientacja polityczna na Rosję upadła w pierwszych miesiącach Sejmu Czteroletniego. Był to w dużej mierze wynik grabieży popełnionej przez rosyjskie wojska we wschodnich województwach Rzeczypospolitej, ale także skutek rosyjskiej dyplomacji oraz upokarzającej polityki imperatorowej, która traktowała Rzeczpospolitą nie jako sojusznika, lecz jako poddaną prowincję. To poczucie upokorzenia i buntu wśród szlachty narastało, a Stanisław August nie był w stanie nad tym zapanować. Nie miał zbyt wielkiego pola manewru.
W historiografii jest on jednak dość surowo oceniany.
Nie do końca – większość jego biografów i historyków zajmujących się źródłami z tej epoki ocenia go pozytywnie, czasem nawet bardzo. Inaczej jest u badaczy piszących ogólne, przekrojowe prace – u nich rzeczywiście można spotkać się z surowymi ocenami rządów ostatniego króla Rzeczypospolitej i one mocniej oddziałują na społeczeństwo. W polskiej pamięci zbiorowej Stanisław August Poniatowski ma dość niepochlebną opinię. Jest nawet nie tyle krytykowany, ile traktowany niepoważnie – jako filigranowy król Staś, marionetka carycy Katarzyny, niemająca zbyt dużej sprawczości.
Nie do końca – większość jego biografów i historyków zajmujących się źródłami z tej epoki ocenia go pozytywnie, czasem nawet bardzo. Inaczej jest u badaczy piszących ogólne, przekrojowe prace – u nich rzeczywiście można spotkać się z surowymi ocenami rządów ostatniego króla Rzeczypospolitej i one mocniej oddziałują na społeczeństwo. W polskiej pamięci zbiorowej Stanisław August Poniatowski ma dość niepochlebną opinię. Jest nawet nie tyle krytykowany, ile traktowany niepoważnie – jako filigranowy król Staś, marionetka carycy Katarzyny, niemająca zbyt dużej sprawczości.
Skąd taka negatywna ocena?
Z pewnością niemałą rolę odgrywa tu czynnik emocjonalny – w końcu za jego panowania doszło do rozbiorów Rzeczypospolitej, a więc niejako z automatu obarcza się go winą za nie. Rzecz jasna, nie był zwycięskim wodzem na miarę Batorego czy Piłsudskiego. Nie zginął też honorowo jak jego bratanek, książę Józef Poniatowski. Nie przeczę, że Stanisław August podjął kilka błędnych decyzji, a jego abdykacji na warunkach carycy nie broni chyba nikt. Patrząc jednak obiektywnie na całokształt, uważam, że należy w pozytywny sposób ocenić jego rządy. Jego pech polegał na tym, że przyszło mu je sprawować w arcytrudnych okolicznościach i w obliczu rosnących ambicji imperialnych potężniejszych sąsiadów.
Z pewnością niemałą rolę odgrywa tu czynnik emocjonalny – w końcu za jego panowania doszło do rozbiorów Rzeczypospolitej, a więc niejako z automatu obarcza się go winą za nie. Rzecz jasna, nie był zwycięskim wodzem na miarę Batorego czy Piłsudskiego. Nie zginął też honorowo jak jego bratanek, książę Józef Poniatowski. Nie przeczę, że Stanisław August podjął kilka błędnych decyzji, a jego abdykacji na warunkach carycy nie broni chyba nikt. Patrząc jednak obiektywnie na całokształt, uważam, że należy w pozytywny sposób ocenić jego rządy. Jego pech polegał na tym, że przyszło mu je sprawować w arcytrudnych okolicznościach i w obliczu rosnących ambicji imperialnych potężniejszych sąsiadów.
Katarzyna II nie była odosobniona w swoich zakusach wobec Rzeczypospolitej, w zasadzie wszyscy władcy Rosji – począwszy od Piotra I – dążyli do jej osłabienia i podporządkowania. Dlaczego zatem Petersburg zdecydował się „podzielić” terytorium Rzeczypospolitej, dokonać rozbioru z innymi krajami?
To prawda, już od czasów Piotra Wielkiego (panował w latach 1682-1725) w polityce Imperium Rosyjskiego istniała niepisana zasada, że lepiej jest mieć wpływy w całej Rzeczypospolitej, niż dzielić je z innymi państwami. Traktować ją jako własną strefę buforową. Z pewnością Katarzyna II również miała takie ambicje, ale nie zawsze pozwalała jej na to sytuacja międzynarodowa i ta wewnątrz kraju. Wojny z Turkami tymczasowo osłabiły jej imperium, do tego doszły rosnące apetyty dworzan i niepokoje na wsi rosyjskiej. To wszystko sprawiło, że w kluczowych momentach Imperium Rosyjskie nie było zdolne do tego, by samodzielnie podporządkować sobie terytorium Rzeczypospolitej, ignorując roszczenia Prus i Austrii. Katarzyna II robiła więc wszystko, aby podział terytorium jej sąsiada był jak najkorzystniejszy dla Rosji.
To prawda, już od czasów Piotra Wielkiego (panował w latach 1682-1725) w polityce Imperium Rosyjskiego istniała niepisana zasada, że lepiej jest mieć wpływy w całej Rzeczypospolitej, niż dzielić je z innymi państwami. Traktować ją jako własną strefę buforową. Z pewnością Katarzyna II również miała takie ambicje, ale nie zawsze pozwalała jej na to sytuacja międzynarodowa i ta wewnątrz kraju. Wojny z Turkami tymczasowo osłabiły jej imperium, do tego doszły rosnące apetyty dworzan i niepokoje na wsi rosyjskiej. To wszystko sprawiło, że w kluczowych momentach Imperium Rosyjskie nie było zdolne do tego, by samodzielnie podporządkować sobie terytorium Rzeczypospolitej, ignorując roszczenia Prus i Austrii. Katarzyna II robiła więc wszystko, aby podział terytorium jej sąsiada był jak najkorzystniejszy dla Rosji.
Rzeczywiście był? To Rosja zyskała najwięcej na rozbiorach Rzeczypospolitej?
To zależy od rozbioru. Jeśli chodzi o pierwszy rozbiór – niekoniecznie. Trudno jednoznacznie rozstrzygnąć, kto wyszedł na nim najlepiej. Podział ziem między zaborców przysporzył tu wiele trudności. Problematycznym zyskiem z punktu widzenia Wiednia była Galicja – najludniejszy zabór, lecz strategicznie nie do obrony. W przypadku drugiego rozbioru łatwiej wskazać zwycięzcę – imperatorowa Katarzyna specjalnie wybrała moment, kiedy Austria zajęta była prowadzeniem wojny z Francją, i wykluczyła ją z rozbioru, dzieląc ziemie Rzeczypospolitej między siebie a króla pruskiego. Oddała mu to, co chciał, ale sama zgarnęła olbrzymie, strategicznie położone, znacznie liczniej zamieszkane terytoria. Podobnie było w przypadku ostatniego rozbioru – caryca rozstrzygnęła konkurencyjne roszczenia austriackie i pruskie, ale sama zajęła te ziemie, na których najbardziej jej zależało.
To zależy od rozbioru. Jeśli chodzi o pierwszy rozbiór – niekoniecznie. Trudno jednoznacznie rozstrzygnąć, kto wyszedł na nim najlepiej. Podział ziem między zaborców przysporzył tu wiele trudności. Problematycznym zyskiem z punktu widzenia Wiednia była Galicja – najludniejszy zabór, lecz strategicznie nie do obrony. W przypadku drugiego rozbioru łatwiej wskazać zwycięzcę – imperatorowa Katarzyna specjalnie wybrała moment, kiedy Austria zajęta była prowadzeniem wojny z Francją, i wykluczyła ją z rozbioru, dzieląc ziemie Rzeczypospolitej między siebie a króla pruskiego. Oddała mu to, co chciał, ale sama zgarnęła olbrzymie, strategicznie położone, znacznie liczniej zamieszkane terytoria. Podobnie było w przypadku ostatniego rozbioru – caryca rozstrzygnęła konkurencyjne roszczenia austriackie i pruskie, ale sama zajęła te ziemie, na których najbardziej jej zależało.
Interesy zaborców podczas trzeciego rozbioru Rzeczpospolitej były chyba mocno rozbieżne – Prusy nie chciały zaakceptować konwencji rozbiorowej w jej pierwotnej formie, o mało nie doszło do konfliktu między państwami. Dlaczego?
Prusy miały ochotę na dużo więcej, niż dostały w trzecim rozbiorze. Rościły sobie prawa nie tylko do Warszawy, ale także do Krakowa oraz Żmudzi i Kurlandii. Austria domagała się jednak rekompensaty za to, że nie wzięła udziału w drugim podziale Rzeczypospolitej, więc w 1795 roku dostała nieco więcej terytorium. To wywołało protest ze strony Prusaków, w pierwszej chwili zerwali nawet rokowania. Nie byli jednak w stanie wiele zdziałać, bo znajdowali się w słabszej pozycji negocjacyjnej – choćby przez to, że to nie oni stłumili insurekcję kościuszkowską, która wybuchła także na terenie Wielkopolski, tylko Rosjanie. Nie stać też było Prus na wikłanie się w konflikt zbrojny z Rosją i Austrią po wyczerpującej wojnie z Francją. Ostatecznie więc odpuściły i 24 października 1795 roku podpisały traktat rozbiorowy.
Prusy miały ochotę na dużo więcej, niż dostały w trzecim rozbiorze. Rościły sobie prawa nie tylko do Warszawy, ale także do Krakowa oraz Żmudzi i Kurlandii. Austria domagała się jednak rekompensaty za to, że nie wzięła udziału w drugim podziale Rzeczypospolitej, więc w 1795 roku dostała nieco więcej terytorium. To wywołało protest ze strony Prusaków, w pierwszej chwili zerwali nawet rokowania. Nie byli jednak w stanie wiele zdziałać, bo znajdowali się w słabszej pozycji negocjacyjnej – choćby przez to, że to nie oni stłumili insurekcję kościuszkowską, która wybuchła także na terenie Wielkopolski, tylko Rosjanie. Nie stać też było Prus na wikłanie się w konflikt zbrojny z Rosją i Austrią po wyczerpującej wojnie z Francją. Ostatecznie więc odpuściły i 24 października 1795 roku podpisały traktat rozbiorowy.
Jak rozczłonkowanie Rzeczypospolitej i jej zniknięcie z map zostało przyjęte przez państwa europejskie?
Nie było to zaskoczenie – po drugim rozbiorze dla wielu dworów i rządów było jasne, że to tylko kwestia czasu, aż Rosja sięgnie po więcej i ostatecznie weźmie sobie sąsiedni kraj. Pytanie brzmiało, kiedy tego dokona i czy zrobi to sama, czy z pozostałymi zaborcami. Nikt nie myślał o tym, by okazać Rzeczypospolitej jakieś wymierne wsparcie, bo każdy kraj zajęty był własnymi interesami. Wielka Brytania pogrążona była w walkach z rewolucyjną Francją. Ta ostatnia – choć chętnie korzystała z polskiej walki przeciwko Rosji i Prusom – nie miała ani sił, ani nadrzędnego interesu, by zbrojnie wesprzeć Rzeczpospolitą. Dla wielu jej koniec był więc przesądzony. Fakt ten zasmucił opinię publiczną w Wielkiej Brytanii, Francji, Rzeszy Niemieckiej i Skandynawii, ale nie mogło być mowy o podjęciu jakichkolwiek działań, aby pomóc Polakom. Tylko ceremoniał dworu osmańskiego nie przyjął do wiadomości faktu zniszczenia Rzeczypospolitej.
Nie było to zaskoczenie – po drugim rozbiorze dla wielu dworów i rządów było jasne, że to tylko kwestia czasu, aż Rosja sięgnie po więcej i ostatecznie weźmie sobie sąsiedni kraj. Pytanie brzmiało, kiedy tego dokona i czy zrobi to sama, czy z pozostałymi zaborcami. Nikt nie myślał o tym, by okazać Rzeczypospolitej jakieś wymierne wsparcie, bo każdy kraj zajęty był własnymi interesami. Wielka Brytania pogrążona była w walkach z rewolucyjną Francją. Ta ostatnia – choć chętnie korzystała z polskiej walki przeciwko Rosji i Prusom – nie miała ani sił, ani nadrzędnego interesu, by zbrojnie wesprzeć Rzeczpospolitą. Dla wielu jej koniec był więc przesądzony. Fakt ten zasmucił opinię publiczną w Wielkiej Brytanii, Francji, Rzeszy Niemieckiej i Skandynawii, ale nie mogło być mowy o podjęciu jakichkolwiek działań, aby pomóc Polakom. Tylko ceremoniał dworu osmańskiego nie przyjął do wiadomości faktu zniszczenia Rzeczypospolitej.
W dziejach Europy niejednokrotnie dochodziło do utraty niepodległości przez wybrane państwa lub do częściowych rozbiorów. Podział Rzeczypospolitej nazywa się jednak często wydarzeniem bezprecedensowym w historii Starego Kontynentu. Dlaczego?
Bezprecedensowe było to, że tak duże państwo – jedno z największych w ówczesnej Europie – po prostu zniknęło z map, zostało zniszczone i podzielone między pazernych sąsiadów. Owszem, zdarzało się, że na skutek różnych porozumień czy traktatów likwidowane były poszczególne księstwa, inne łączono w większą całość, dane prowincje zmieniały władców. Najczęściej dotyczyło to konglomeratów dynastycznych, takich jak choćby monarchia habsburska. Złożone one były zwykle z ziem o różnej tożsamości, zamieszkanych przez ludność różnego pochodzenia i wyznania, rządzonych według różnych praw i zwyczajów. Zdarzało się, że sąsiedzi rościli sobie prawo do spornych regionów i czasem na mocy porozumień zmieniały one przynależność państwową. W dyplomacji XVIII wieku było to na porządku dziennym. Przypadek Rzeczypospolitej był jednak inny.
Przywykliśmy do podkreślania różnorodności „Rzeczypospolitej wielu narodów, wyznań i kultur”. Jednak na miarę osiemnastowiecznej Europy Rzeczpospolita miała zwarte terytorium, z silnym społeczeństwem obywatelskim, spajanym wspólną republikańską kulturą polityczną. Unia polsko-litewska od dawna już w tym czasie była skonsolidowana, a pozostałe tendencje odśrodkowe były co najwyżej umiarkowane. Rozczłonkowanie w miarę jednolitego państwa było wydarzeniem bez precedensu. Co prawda niedługo później, bo w 1806 roku, podobny los spotkał Rzeszę Niemiecką – wielowiekowe Święte Cesarstwo Rzymskie – ale składała się ona z wielu księstw i miast, więc była to jednak nieco inna sytuacja. No i Rzeczpospolita zniszczona została jako pierwsza.
Bezprecedensowe było to, że tak duże państwo – jedno z największych w ówczesnej Europie – po prostu zniknęło z map, zostało zniszczone i podzielone między pazernych sąsiadów. Owszem, zdarzało się, że na skutek różnych porozumień czy traktatów likwidowane były poszczególne księstwa, inne łączono w większą całość, dane prowincje zmieniały władców. Najczęściej dotyczyło to konglomeratów dynastycznych, takich jak choćby monarchia habsburska. Złożone one były zwykle z ziem o różnej tożsamości, zamieszkanych przez ludność różnego pochodzenia i wyznania, rządzonych według różnych praw i zwyczajów. Zdarzało się, że sąsiedzi rościli sobie prawo do spornych regionów i czasem na mocy porozumień zmieniały one przynależność państwową. W dyplomacji XVIII wieku było to na porządku dziennym. Przypadek Rzeczypospolitej był jednak inny.
Przywykliśmy do podkreślania różnorodności „Rzeczypospolitej wielu narodów, wyznań i kultur”. Jednak na miarę osiemnastowiecznej Europy Rzeczpospolita miała zwarte terytorium, z silnym społeczeństwem obywatelskim, spajanym wspólną republikańską kulturą polityczną. Unia polsko-litewska od dawna już w tym czasie była skonsolidowana, a pozostałe tendencje odśrodkowe były co najwyżej umiarkowane. Rozczłonkowanie w miarę jednolitego państwa było wydarzeniem bez precedensu. Co prawda niedługo później, bo w 1806 roku, podobny los spotkał Rzeszę Niemiecką – wielowiekowe Święte Cesarstwo Rzymskie – ale składała się ona z wielu księstw i miast, więc była to jednak nieco inna sytuacja. No i Rzeczpospolita zniszczona została jako pierwsza.
W jaki sposób wpłynęło to na politykę europejską?
Stworzyło pewien precedens dla tego typu rozwiązań terytorialnych. Rzeczypospolitej formalnie nie było na mapach Europy, ale mimo to wpływała na europejską politykę. Tak zwana sprawa polska wpływała na stosunki międzynarodowe przez większość XIX wieku, a ożyła w początkach XX wieku. Bezkarne unicestwienie jednego z największych państw na kontynencie dało też impuls do rozwoju różnego rodzaju prądów myślowych – od liberalizmu po marksizm i inne radykalne ideologie. Przyczyniło się też do rozwoju koncepcji praw narodów do samostanowienia.
Stworzyło pewien precedens dla tego typu rozwiązań terytorialnych. Rzeczypospolitej formalnie nie było na mapach Europy, ale mimo to wpływała na europejską politykę. Tak zwana sprawa polska wpływała na stosunki międzynarodowe przez większość XIX wieku, a ożyła w początkach XX wieku. Bezkarne unicestwienie jednego z największych państw na kontynencie dało też impuls do rozwoju różnego rodzaju prądów myślowych – od liberalizmu po marksizm i inne radykalne ideologie. Przyczyniło się też do rozwoju koncepcji praw narodów do samostanowienia.
Czyli zaborcom nie udało się osiągnąć ich celu? W dokumencie rozbiorowym z 1797 roku zobowiązali się do tego, że pamięć o Polsce zaginie, jej imię nigdy więcej nie pojawi się w żadnych dokumentach, mapach i w dyskusjach międzynarodowych.
Pod tym względem nie. Pamięć o Polsce nie zginęła. Aleksander I nawet wskrzesił kadłubowe, poddane sobie Królestwo Polskie na mocy traktatów Kongresu Wiedeńskiego. Rosjanom w pewnym sensie udało się jednak wyeliminować polską i katolicką konkurencję na obszarze wschodniej Słowiańszczyzny. To ułatwiło przerobienie większości mówiących po białorusku chłopów w lojalnych, prawosławnych i „zachodniorosyjskich” poddanych cara.
Pod tym względem nie. Pamięć o Polsce nie zginęła. Aleksander I nawet wskrzesił kadłubowe, poddane sobie Królestwo Polskie na mocy traktatów Kongresu Wiedeńskiego. Rosjanom w pewnym sensie udało się jednak wyeliminować polską i katolicką konkurencję na obszarze wschodniej Słowiańszczyzny. To ułatwiło przerobienie większości mówiących po białorusku chłopów w lojalnych, prawosławnych i „zachodniorosyjskich” poddanych cara.
Jak rozbiory wpłynęły na świadomość narodową Polaków? A może zostały wyparte przez bolesne doświadczenia XX wieku?
Odcisnęły mocny ślad w polskiej świadomości narodowej – w dużej mierze za sprawą propagandy zaborców pozostawiły przeświadczenie, że dawna Polska upadła, bo była skorumpowana, słaba, pogrążona w anarchii i samowoli. Kolejne pokolenia Polaków przyjmowały tę narrację, dokonywały zbiorowego samobiczowania za rzekome przewinienia szlachty, które ściągnęły na Polskę największe nieszczęście i doprowadziły do jej upadku. Takie podejście można było zaobserwować zarówno w pismach Romana Dmowskiego, jak i Józefa Piłsudskiego. Było to w zasadzie przekonanie ponad podziałami politycznymi i przetrwało obie wojny światowe.
Prawda historyczna jest jednak inna. O kryzysie państwa, społeczeństwa i kultury od połowy XVII do połowy XVIII wieku można by długo dyskutować, ale Rzeczpospolita ostatecznie została zniszczona, ponieważ pokazała witalność i potencjał, umacniała się jako państwo wolnościowe, co było niebezpieczne gospodarczo, demograficznie, ideologicznie i geopolitycznie dla monarchów absolutnych. Jeśli chodzi o przyczyny zniszczenia Rzeczypospolitej, polecam przeczytać „Księgi narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego” Adama Mickiewicza. Choć dla wielu może to być zaskakujące, romantyczny poeta trafniej ocenił przyczyny rozbiorów od Dmowskiego, Piłsudskiego i wielu innych późniejszych polityków i opiniotwórców. Posłuchajmy więc wieszcza:
Odcisnęły mocny ślad w polskiej świadomości narodowej – w dużej mierze za sprawą propagandy zaborców pozostawiły przeświadczenie, że dawna Polska upadła, bo była skorumpowana, słaba, pogrążona w anarchii i samowoli. Kolejne pokolenia Polaków przyjmowały tę narrację, dokonywały zbiorowego samobiczowania za rzekome przewinienia szlachty, które ściągnęły na Polskę największe nieszczęście i doprowadziły do jej upadku. Takie podejście można było zaobserwować zarówno w pismach Romana Dmowskiego, jak i Józefa Piłsudskiego. Było to w zasadzie przekonanie ponad podziałami politycznymi i przetrwało obie wojny światowe.
Prawda historyczna jest jednak inna. O kryzysie państwa, społeczeństwa i kultury od połowy XVII do połowy XVIII wieku można by długo dyskutować, ale Rzeczpospolita ostatecznie została zniszczona, ponieważ pokazała witalność i potencjał, umacniała się jako państwo wolnościowe, co było niebezpieczne gospodarczo, demograficznie, ideologicznie i geopolitycznie dla monarchów absolutnych. Jeśli chodzi o przyczyny zniszczenia Rzeczypospolitej, polecam przeczytać „Księgi narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego” Adama Mickiewicza. Choć dla wielu może to być zaskakujące, romantyczny poeta trafniej ocenił przyczyny rozbiorów od Dmowskiego, Piłsudskiego i wielu innych późniejszych polityków i opiniotwórców. Posłuchajmy więc wieszcza:
A na koniec, król i rycerstwo dnia trzeciego maja umyślili wszystkich Polaków zrobić bracią, naprzód mieszczan a potem włościan. […] I rzekła na koniec Polska: ktokolwiek przyjdzie do mnie, będzie wolny i równy, gdyż ja jestem Wolność. Ale królowie posłyszawszy o tym zatrwożyli się w sercach swych i rzekli: wypędziliśmy z ziemi Wolność, a oto powraca w osobie narodu sprawiedliwego, który nie kłania się bałwanom naszym. Pójdźmy, zabijmy naród ten.
Rozmawiała Natalia Pochroń.