Pojedynki na ziemiach polskich w XIX i XX wieku - Muzeum Historii Polski w Warszawie SKIP_TO
Wizyta w muzeum Przejdź do sklepu
W leśnym wąwozie dwie grupki ludzi. W jednej - przebrany za Pierrota młodzieniec z dwoma sekundantami. W drugiej - młody mężczyzna w kolorowym stroju pajaca, też z dwoma sekundantami. Sekundanci podają duellantom szpady.
Wiek XIX i początek XX to czas wyjątkowej popularności pojedynków. Poprzez walkę rozwiązywano najczęściej kwestie dotyczące honoru. Sprawy sądowe o obrazę czci toczyły się długo, a wyrok był często niesatysfakcjonujący dla obu stron. Aby dowieść swojej racji, sięgano zatem po szable, szpady i pistolety.
Pożółkła strona z czarnym drukiem. powiększ
Strona tytułowa książki Witolda Bartoszewskiego „Pojedynek, jego reguły i przykłady”, wydanie II, Lwów 1910 (Polona)

Rodzaje broni

Do najczęściej wybieranej broni należały szpady, szable i pistolety. Walka szpadą polegała przede wszystkim na zadawaniu pchnięć. Szablą zaś można było wykonywać zarówno pchnięcia, jak i cięcia. Niekiedy jednak umawiano się, że pchnięcia są zakazane, bo niosły ze sobą największe ryzyko śmierci. Podczas walki zazwyczaj nie zadawano ciosów poniżej pasa. Czasem pozwalano używać ochraniaczy na uszy i nos, by nie dopuścić do ich odcięcia. O zakończeniu walki mógł zadecydować jeden z uczestników starcia, uznając się tym samym za pokonanego. Prawo do przerwania pojedynku posiadał także lekarz w sytuacjach, w których zagrożone było życie lub zdrowie duellanta. Mimo zachowania licznych środków ostrożności dochodziło do przypadków tragicznych. Niejednokrotnie obaj pojedynkujący się odnosili ciężkie rany. Zdarzało się, że jeden ginął na miejscu, drugi zaś po kilku dniach cierpienia. 

Pojedynek na pistolety uznawano za bardziej wyrównany – wszak umiejętności szermiercze można było szlifować latami. Strzelano do siebie z wyznaczonej odległości, która mogła zmniejszać się po kolejnych nieudanych próbach. Strzały oddawano zazwyczaj po kolei. Niekiedy specjalnie celowano obok przeciwnika, aby uniknąć rozlewu krwi. Samo napięcie i strach o życie wystarczały, aby uspokoić i pogodzić zwaśnionych dżentelmenów. Byli jednak i tacy, którzy mordowali przeciwnika z zimną krwią.

„Gazeta Wągrowiecka” z 1923 roku donosiła o pojedynku dwóch polityków. Alfons Erdman wyzwał Henryka Wyrzykowskiego za obrazę słowną. Sekundantami Erdmana zostało dwóch posłów, a Wyrzykowskiego – dwóch oficerów. Pojedynek odbył się na szable. Po trzykrotnym skrzyżowaniu kling obaj politycy odnieśli lekkie rany. Spisano protokół, wedle którego sprawa została załatwiona honorowo. Erdman i Wyrzykowski nie żywili do siebie urazy i podali sobie ręce.

Duży wstrząs wywołał pojedynek Zbigniewa Łebińskiego i Kazimierza Bobińskiego. W 1926 roku grupa awanturujących się studentów została wyproszona z restauracji Varsovie przez jej właściciela. Ubodło to żaków, którzy wezwali do blokady lokalu. Dziecinne zachowanie kolegów piętnował Kazimierz Bobiński. Łebiński publicznie nazwał go zdrajcą sprawy akademickiej. Takiej zniewagi Bobiński, były oficer rezerwy, nie mógł puścić płazem. Natychmiast wyzwał adwersarza na pojedynek na pistolety. Sprawa miała tragiczny finał – Łebiński zginął. Na zwolenników pojedynków spadła fala krytyki. Ksiądz Józef Prądzyński opublikował artykuł pt. „Nie zabijaj”, w którym opowiadał się przeciwko tolerowaniu pojedynków i nawoływał do ich ustawowego zakazania. Wkrótce ukazał się też pierwszy całkowicie antyduelancki kodeks, zatytułowany „Kodeks honorowy. Załatwienie spraw honorowych na drodze pokojowej”. Tego typu głosy nie były jednak w stanie stłumić popularności pojedynków. Obyczaj ten zanikł dopiero po II wojnie światowej, w zupełnie nowej rzeczywistości społecznej i politycznej.

 
Antoni Olbrychski
Naprzeciwko siebie dwóch pojedynkujących się na koniach. Pan Wołodyjowski naciera z uniesioną wysoko szablą. Przeciwnik czeka nieruchomo z wystawioną szpadą. powiększ
Wacław Boratyński „Pojedynek Wołodyjowskiego z Kannenbergiem”, Wydawnictwo Salonu Malarzy Polskich, Kraków 1938 (Polona)
1/4