Artykuły
Historia współczesna po 1989
Społeczeństwo
Nauczyciele
Uczniowie kl. 4-5
Uczniowie kl. 6-8
Dorośli
Licealiści
Studenci
Niepodległość
czas czytania:
Od końca XVIII w. – od chwili upadku Rzeczypospolitej, którą dziś nazywamy Pierwszą − niepodległość to święte słowo Polaków. Bynajmniej nie wszystkich i nie zawsze.
Wydaną anonimowo broszurę Józefa Pawlikowskiego, sekretarza Kościuszki, pod tytułem „Czy Polacy mogą się wybić na niepodległość” (1800), policja francuska konfiskowała jako wywrotową – na skutek donosu polskich emigrantów politycznych... Nic dziwnego. Kościuszko zdążył już wyciągnąć wnioski z losów Legionu Dąbrowskiego i wysunął program inny, niż zawarty w naszym hymnie narodowym. Napoleon dał przykład, jak zwyciężać – ale i mimochodem (jeszcze przed San Domingo) nauczył, że z zasady powinniśmy się wystrzegać wszelkiej podległości. To się nie mogło podobać nawet potencjalnym sprzymierzeńcom.
„Pierwszy warunek szczęścia”
Nie ma tego hasła w Słowniku Lindego, choć być powinno. Tzw. Słownik warszawski, też cenzurowaniu (carskiemu) podlegający, jest znamiennie oszczędny w przykłady użycia słowa, od pokoleń już sławnego. Śpiewano przecież od 1831 r. w dworkach i zaściankach: „Pamiętaj, żeś Polka, że to o kraj walka, Niepodległość Polski to twoja rywalka”.
Prośba „O niepodległość, całość i wolność Ojczyzny naszej” kończy Litanię pielgrzymską, zamykającą Mickiewiczowskie Księgi pielgrzymstwa polskiego. Znamienne: hasło rzucone zostało na emigracji. I na emigracji, oczywiście, bo tylko emigranci mogli się wypowiadać pełnym głosem – najczęściej było powtarzane jako „pierwszy warunek szczęścia” (Edmund Chojecki, Alkhadar). Zawierało postulat radykalny i bezkompromisowy. Wyrażana w nim postawa była bardziej naturalna dla wychodźców, oderwanych od rzeczywistości porozbiorowej, która na co dzień zmuszała do współistnienia z zaborcami. Postulat niepodległości zawiera domaganie się przede wszystkim wolności „negatywnej” (w terminologii sir Isaiaha Berlina), wolności „od” przemocy innych. W warunkach Polski „rozebranej” przez trzy ościenne mocarstwa postulat ten umieszczał jego zwolenników, czy raczej wyznawców, w kręgu etyki zasad (takich jak honor), odmiennej od etyki pragmatycznej, opierającej się na rozważaniu prawdopodobnych skutków działania. Nie zawsze zdawano sobie sprawę, że przechodzące z pokolenia na pokolenie dyskusje między „romantykami” a „realistami” dotyczyły nie tylko i nie przede wszystkim politycznych i społecznych diagnoz, ale właśnie fundamentalnego wyboru między różnymi systemami wartości. W jednym chodzi o wierność pryncypiom, w drugim – o zachowanie własnego stanu posiadania i skuteczność. Nazywanie bojowników o niepodległość Polski „rycerzami” nie jest historyczną przebieranką; ich postawa i działania były głęboko zakorzenione w etosie rycerskim.
Postulat niepodległości zakładał zderzenie się z interesami i siłami wszystkich trzech mocarstw rozbiorowych. Nic dziwnego, że był uważany za nierealistyczny. Ale uznający siłę faktów dokonanych ugodowcy też nie byli realistami. Aleksander Brückner słusznie z nich szydzi w Dziejach kultury polskiej, że uważali za nierealne to, co zaborcy rozważali jako możliwość do wykorzystania lub groźbę – ambitną tożsamość podzielonego narodu. Rację miał uwięziony generał Leopold Okulicki, kiedy mówił podczas swojego moskiewskiego procesu, że niepodległość jest warunkiem normalnych stosunków z sąsiadami.
„Proletariusz ma prawo do ojczyzny”
W imię tej racji Polacy przez sto dwadzieścia lat uporczywie burzyli pokój i podpalali Europę – własnymi ciałami. Sposobem całkiem naturalnym marzenia niepodległościowe splatały się z dążeniami do obywatelskiej równości i swobód społecznych. Polacy włączali się do wszystkich europejskich ruchów rewolucyjnych XIX w. Byli czynni i w „jakobińskiej” lewicy, i w liberalnej masonerii. Polscy socjaliści z PPS zasadzie „proletariusz nie ma ojczyzny” przeciwstawili w 1893 r. inną, bardziej romantyczną i bardziej realistyczną: „proletariusz ma prawo do ojczyzny”. Natomiast przywódcy polskich ruchów politycznych, odwołujących się do haseł narodowych, uważali zachowanie „substancji narodowej” za istotniejsze od politycznej formy jej istnienia. Wysuwali więc przeważnie programy bliżej związane ze współczesnymi realiami, bardziej skłonne do wiązania nadziei i konkretnych działań ze strukturami państw zaborczych; przykładem są galicyjscy konserwatyści i królewiaccy narodowi demokraci, krytykujący powstania i gotowi iść na ugodę z Wiedniem czy Petersburgiem.
Dla katolicyzmu, tak ważnego w życiu zbiorowym Polaków, hasło niepodległości było bardzo długo kłopotliwe. Powstańcy i konspiratorzy byli w przytłaczającej większości ludźmi wierzącymi, ale hierarchia kościelna i Watykan otwarcie wspierały władzę rozbiorców; buntował się nie tylko – choć może najwymowniej – Słowacki. Otwarte i zgodne zespolenie haseł niepodległościowych ze stanowiskiem Kościoła nastąpiło dopiero po listopadzie 1918 r.
Początek XX w. okazał się dla marzeń o niepodległości okresem kluczowym; rysujący się konflikt między wielkimi mocarstwami przyspieszał formułowanie programów. W listopadzie 1912 r. powstała (w Wiedniu) Komisja Tymczasowa Skonfederowanych Stronnictw Niepodległościowych – pierwsza taka od czasu powstania styczniowego struktura, później firmująca Legiony.
NIE[podległość]
Józef Piłsudski doskonale się nadawał na postać symbolizującą Niepodległość. Nie tylko z uwagi na swoją historyczną rolę jako działacz polityczny, i nie tylko ze względu na konsekwentnie głoszony program. Żaden inny przywódca polski nie wykazał takiej gotowości do osobistego ryzyka – i żaden inny nie był zarazem inicjatorem czynu zbrojnego.
Odrodzona w listopadzie 1918 r. Rzeczpospolita Polska była nazywana zwykle Polską Niepodległą. Do września 1939 r. było to określenie dumnie i powszechnie celebrowane. Jego fundamentalną, twardą istotę przypomniała nazwa tajnej organizacji NIE[podległość], utworzonej przez kierownictwo Armii Krajowej w obliczu nadchodzącej okupacji sowieckiej. Jej pierwszy komendant, generał Emil August Fieldorf („Nil”), stracony w 1953 r., może być uznany za ostatniego męczennika za wiarę w to hasło.
Po 1945 r. „niepodległość” stała się słowem wstydliwym i omijanym, skreślanym często przez cenzurę. Kiedy w latach 1975−1976 tworzyliśmy tajne Polskie Porozumienie Niepodległościowe, mogliśmy się przekonać, że otwarcie wysuwany postulat niepodległości budził dwojaką reakcję: powątpiewania w możliwość realizacji celu tak radykalnego – i zadowolenia, że oto znaleźli się ludzie, jednoznacznie wyrażający istotę naszych zbiorowych pragnień.
Zdzisław Najder
Węzły pamięci niepodległej Polski, SIW Znak, Muzeum Historii Polski w Warszawie, Fundacja Węzły Pamięci, Kraków-Warszawa 2014, ss. 481-483