Artykuły
I Rzeczpospolita 1569-1795
Społeczeństwo
Cywilizacja
Nauczyciele
Dorośli
Licealiści
Studenci
„Merkuriusz Polski Ordynaryjny” – pierwsza polska gazeta
czas czytania:
Kiedy zaczęła się historia polskiej prasy? Zazwyczaj myślimy o wieku XVIII, kiedy na salonach królował „Monitor”. Tymczasem prawda jest inna, bowiem już 3 stycznia 1661 roku po raz pierwszy w Rzeczypospolitej można było wziąć do ręki polską, czy też raczej, gwoli ścisłości, polsko-litewską gazetę. „Merkuriusz Polski Ordynaryjny”, wydawany za czasów Jana Kazimierza, ukazywał się najpierw w Krakowie, a następnie w Warszawie. Nie tylko donosił o nowinach, stanowił także ważny element rozgrywki politycznej. Miał przekonywać szlachtę do pomysłów króla i jego żony.
Inicjatorem wydawania gazety był marszałek nadworny koronny Łukasz Opaliński – pisarz polityczny, autor dość szeroko znanego pisma Rozmowa plebana z ziemianinem albo dyszkurs o postanowieniu teraźniejszym Rzeczypospolitej i o sposobie zawierania sejmów. Wyraził w nim swój światopogląd polityczny i postulaty reform państwa – pisał m. in. o konieczności zwiększenia władzy królewskiej i ograniczenia kompetencji izby poselskiej, czyli panów braci. Nie był osamotniony w swoich pomysłach, podobne dążenia przejawiali król Jan Kazimierz i królowa Ludwika Maria. Wśród proponowanych przez Opalińskiego reform znalazła się zasada wyboru nowego władcy na mocy vivente rege (czyli jeszcze za życia poprzednika) oraz propozycja stworzenia monarchii dziedzicznej. Takie pomysły nie spotykały się z pozytywnym odzewem wśród szlachty. Ale król się nie poddawał i właśnie „Merkuriusz Polski” był jednym z narzędzi, które miało przekonać przeciwników do reform.
Co było wcześniej?
Dzień 3 stycznia 1661 roku to data przełomowa, bowiem wcześniej w Rzeczypospolitej nie było gazety jako takiej. Uczciwie trzeba przyznać, że zamiast gazet pojawiały się liczne okolicznościowe druki ulotne lub zbiory poezji politycznej. W takich drukach przedstawiano projekty polityczne, atakowano adwersarzy, obrzucano się kalumniami oraz publikowano pamflety. Miały one jednak charakter właśnie ulotny – ukazywały się w okolicach pewnego wydarzenia, lecz brakowało im ciągłości. Badacze wskazują, że przykładem tekstu podobnego do gazety mogły być Nowiny z Konstantynopola z 1550 roku – niewiele jednak o nich wiemy, ponieważ nie zachowały się do naszych czasów.
Wzorem dla „Merkuriusza”, przedsięwzięcia środowiska królewskiego, była „Gazette de France”, która ukazywała się już od 1631 roku i miała informować o tym, co dzieje się na arenie międzynarodowej, w dyplomacji i na dworze królewskim. Dzisiaj jest to dla nas naturalne, ale wówczas była to pierwsza poważniejsza próba utworzenia ścisłej, regularnej narracji, dzięki której mniej opierano się na spekulacjach i plotkach, a bardziej na pewnych danych. Pomagało to tym samym zarządzać zbiorową opinią publiczną – oczywiście tą jej częścią, która potrafiła czytać i pisać i miała jako takie znaczenie polityczne.
Wzorem dla „Merkuriusza”, przedsięwzięcia środowiska królewskiego, była „Gazette de France”, która ukazywała się już od 1631 roku i miała informować o tym, co dzieje się na arenie międzynarodowej, w dyplomacji i na dworze królewskim. Dzisiaj jest to dla nas naturalne, ale wówczas była to pierwsza poważniejsza próba utworzenia ścisłej, regularnej narracji, dzięki której mniej opierano się na spekulacjach i plotkach, a bardziej na pewnych danych. Pomagało to tym samym zarządzać zbiorową opinią publiczną – oczywiście tą jej częścią, która potrafiła czytać i pisać i miała jako takie znaczenie polityczne.
Daniel Schultz „Portret Ludwiki Marii Gonzagi”, olej na płótnie, przed 1667 r. (Muzeum Narodowe w Warszawie)
Krótka historia periodyku
Królowa (bo to przede wszystkim Maria Gonzaga opiekowała się tym tytułem) skierowała do pracy nad periodykiem dwóch ludzi. Pierwszym był Włoch, sekretarz królewski Hieronim Pinocci – on przygotowywał teksty. Drugim był Jan Aleksander Gorczyn – drukarz, matematyk i pisarz dewocyjny, który odpowiadał za stronę techniczną. Samą nazwę „Merkuriusz” zawdzięczał rzymskiemu bogowi Merkuremu, przynoszącemu wieści. Nakład pierwszej gazety nie wydaje się imponujący; szacuje się, że było to zaledwie od 100 do 300 egzemplarzy, które trafiały do oficjeli dworskich i do szlachty.
„Iż jest że tak rzecz jedyny pokarm dowcipu ludzkiego umieć i wiedzieć jeśli najpożyteczniej, tym się karmi, tym się cieszy, tym się kontentuje. Między własnemi domościami zaś rzeczy różnych, zaraz po Bogu, najpierwsze miejsce ma i najpotrzebniejsza człowiekowi cognitio rerum, i actionum humanarum, która najłacniej podana. Historya jako mater prudentiae i magistra vitae. Ta przykładami i doświadczeniem wzywa, przestrzega, napomina, strofuje i umiejętność spraw ludzkich i postępków czyni. Lecz historya starych nabytych i niepamiętnych wieków nie jest do tego tak skuteczna, jako tych, które nam są bliższe. Insze bowiem czasy coraz insze niosą obyczaje, i experientia non acquiritur, tylko ex similitudine temporum i morum”.
„Iż jest że tak rzecz jedyny pokarm dowcipu ludzkiego umieć i wiedzieć jeśli najpożyteczniej, tym się karmi, tym się cieszy, tym się kontentuje. Między własnemi domościami zaś rzeczy różnych, zaraz po Bogu, najpierwsze miejsce ma i najpotrzebniejsza człowiekowi cognitio rerum, i actionum humanarum, która najłacniej podana. Historya jako mater prudentiae i magistra vitae. Ta przykładami i doświadczeniem wzywa, przestrzega, napomina, strofuje i umiejętność spraw ludzkich i postępków czyni. Lecz historya starych nabytych i niepamiętnych wieków nie jest do tego tak skuteczna, jako tych, które nam są bliższe. Insze bowiem czasy coraz insze niosą obyczaje, i experientia non acquiritur, tylko ex similitudine temporum i morum”.
Tymi słowami rozpoczynał się pierwszy numer „Merkuriusza”. Początkowo drukowano go w Krakowie, gdzie przebywała para królewska, potem, kiedy w Warszawie rozpoczęły się obrady sejmu, przeniesiono druk do stolicy. Było to oczywiste rozwiązanie – toczyła się ważna sprawa i trzeba było trafić do decydentów. Zajrzyjmy, o czym pisano w numerach sejmowych, czyli tych wypuszczanych w trakcie najbardziej zaciekłych sporów.
„Z Warszawy 1 Julii, 1661. Sejm prolongowany jest znowu aż do soboty, dla spraw różnych nowo emergentis, które proponowanym potrzebniejszym sprawom czas biorą i consultationes interrumpunt. Obronę teraz Stany Koronne przed się wzięły, która słusznie od affrontowania Wojska Koronnego i Wielkiego Księstwa Litewskiego posterunek swój bierze, bo przeszłe exempla nauczyły, że kiedy w Wojszczach naszych była ochota, nil fuit ad superandum difficile”.
Oczywiście była to relacja bezpośrednio z czasów obrad, a o czym pisano na co dzień? Na łamach gazety poruszano również inne tematy. W „Merkuriuszu” relacjonowano przede wszystkim wydarzenia polityczne i militarne, donoszono między innymi o sukcesach Rzeczypospolitej w wojnie z Moskwą, która toczyła się wtedy cały czas. Informowano również dosyć szeroko o wydarzeniach z całego świata. Jeżeli sięgniemy do numerów pisma, przeczytamy tam wieści z Wiednia, Londynu, Wenecji, Hagi czy Paryża. Z zasady były to informacje opóźnione o kilka tygodni – na przykład w numerze 38. z czerwca 1661 roku donoszono o wydarzeniach z maja. Dzisiaj może się to wydawać długim spóźnieniem, ale w XVII wieku była to rewolucyjna zmiana, wpływająca na postrzeganie świata.
„Z Warszawy 1 Julii, 1661. Sejm prolongowany jest znowu aż do soboty, dla spraw różnych nowo emergentis, które proponowanym potrzebniejszym sprawom czas biorą i consultationes interrumpunt. Obronę teraz Stany Koronne przed się wzięły, która słusznie od affrontowania Wojska Koronnego i Wielkiego Księstwa Litewskiego posterunek swój bierze, bo przeszłe exempla nauczyły, że kiedy w Wojszczach naszych była ochota, nil fuit ad superandum difficile”.
Oczywiście była to relacja bezpośrednio z czasów obrad, a o czym pisano na co dzień? Na łamach gazety poruszano również inne tematy. W „Merkuriuszu” relacjonowano przede wszystkim wydarzenia polityczne i militarne, donoszono między innymi o sukcesach Rzeczypospolitej w wojnie z Moskwą, która toczyła się wtedy cały czas. Informowano również dosyć szeroko o wydarzeniach z całego świata. Jeżeli sięgniemy do numerów pisma, przeczytamy tam wieści z Wiednia, Londynu, Wenecji, Hagi czy Paryża. Z zasady były to informacje opóźnione o kilka tygodni – na przykład w numerze 38. z czerwca 1661 roku donoszono o wydarzeniach z maja. Dzisiaj może się to wydawać długim spóźnieniem, ale w XVII wieku była to rewolucyjna zmiana, wpływająca na postrzeganie świata.
Równocześnie z polskim wydaniem „Merkuriusza” ukazywała się jego włoska wersja, czyli „Continuatione del Mercurio Polacco”; w niej informowano Europę o wydarzeniach w Polsce. Co ważne, na co zwrócił uwagę badacz Jan Sulowski, nie były to przetłumaczone teksty z „Merkuriusza”, ale treść tworzona specjalnie dla zagranicznego odbiorcy, opracowywana w języku włoskim.
Śmiało można powiedzieć, że „Merkuriusz” był wydarzeniem efemerycznym. 18 lipca 1661 roku zakończył się sejm w Warszawie. Zakończył się nie po myśli środowiska królewskiego, które nie osiągnęło swoich celów. Ambitne plany Jana Kazimierza, jego małżonki i sympatyków spaliły na panewce. Reformy nie zostały przeprowadzone; wtedy też zakończyła się praca nad gazetą, ponieważ wydawcy mieli świadomość, że nie przyniosła ona zamierzonego efektu. 22 lipca 1661 roku po raz ostatni wyszedł „Merkuriusz” opatrzony numerem 42. Rzeczpospolita wróciła do dawnej metody rozpowszechniania informacji: do plotek i druków ulotnych.
Jak wyglądała historia „Merkuriusza” na tle innych tytułów? Jego pierwowzór, „La Gazette”, wychodził aż do 1915 roku (od 1631!), a szwedzka gazeta „Post- och Inrikes Tidningar” – której pierwszy numer ukazał się w 1645 roku – jest dostępna do dziś (co prawda w wersji online). Ale były też inne przypadki zbliżone do „Merkuriusza”. Najstarsza gazeta, „Relation aller Fürnemmen und gedenckwürdigen Historien”, wychodziła tylko przez 4 lata, również angielska „Corante: or, Newes from Italy, Germany, Hungarie, Spaine and France” ukazywała się przez krótki okres.
Śmiało można powiedzieć, że „Merkuriusz” był wydarzeniem efemerycznym. 18 lipca 1661 roku zakończył się sejm w Warszawie. Zakończył się nie po myśli środowiska królewskiego, które nie osiągnęło swoich celów. Ambitne plany Jana Kazimierza, jego małżonki i sympatyków spaliły na panewce. Reformy nie zostały przeprowadzone; wtedy też zakończyła się praca nad gazetą, ponieważ wydawcy mieli świadomość, że nie przyniosła ona zamierzonego efektu. 22 lipca 1661 roku po raz ostatni wyszedł „Merkuriusz” opatrzony numerem 42. Rzeczpospolita wróciła do dawnej metody rozpowszechniania informacji: do plotek i druków ulotnych.
Jak wyglądała historia „Merkuriusza” na tle innych tytułów? Jego pierwowzór, „La Gazette”, wychodził aż do 1915 roku (od 1631!), a szwedzka gazeta „Post- och Inrikes Tidningar” – której pierwszy numer ukazał się w 1645 roku – jest dostępna do dziś (co prawda w wersji online). Ale były też inne przypadki zbliżone do „Merkuriusza”. Najstarsza gazeta, „Relation aller Fürnemmen und gedenckwürdigen Historien”, wychodziła tylko przez 4 lata, również angielska „Corante: or, Newes from Italy, Germany, Hungarie, Spaine and France” ukazywała się przez krótki okres.
Następcy „Merkuriusza”
„Merkuriusz” dał impuls do rozwoju polskiej prasy. Poza nim zaczęły ukazywać się sporadycznie inne pisma, np. krótko wydawane miesięczniki (jak choćby „Mercurius Polonicus” w 1698 r.), ale dopiero wiek XVIII zmienił sytuację i przyniósł kolejne tytuły.
W styczniu 1729 roku. zaczęto w Warszawie wydawać regularne tygodniki drukowane, założone przez pijarów; tworzono dworskie „Nowiny Polskie”, które skupiały się na wiadomościach krajowych, oraz „Relata Refero”, zawierające informacje zagraniczne. I tak w 1730 roku można było przeczytać następujący artykuł:
W styczniu 1729 roku. zaczęto w Warszawie wydawać regularne tygodniki drukowane, założone przez pijarów; tworzono dworskie „Nowiny Polskie”, które skupiały się na wiadomościach krajowych, oraz „Relata Refero”, zawierające informacje zagraniczne. I tak w 1730 roku można było przeczytać następujący artykuł:
Z Kamieńca d. 21. Dec. IMć Pan Rozwadowski, Starosta Karaczkowski, przybył tu dnia onegdajszego pod wieczór, który dociekł Żydów Smotryckich, że monetę Turecką robią, złapawszy tedy z nich jednego tu przyprowadził, a w Grodzie tutejszym solenną uczynił manifestacyją z prezentą tejże monety, y tegoż winowajcę, którą zapieczętował Grodzką Pieczęcią. A Żyda do więzienia oddawszy, wyjechał. W Żwańcu z łaski Pana Boga już zdrowi, ale w Chocimiu do tych czas powietrze nie ustaje grasować, jednak już nie tak dużo jako przed tym, bo go mrozy nieco uśkromiły. Po Zagraniczu zaś wszystko spokojno. Z Węgier podróżni donoszą, że teraźniejsze wina bardzo białe i drogie, a do tego rzadko o dobre.
Gazety wydawane przez pijarów co jakiś czas zmieniały nazwy: ukazywały się jako „Kurier Polski” albo „Gazeta Polska”, a te skupione na tematyce zagranicznej – jako „Uprzywilejowane Wiadomości z Cudzych Krajów” albo „Gazety Cudzoziemskie”.
Skąd te zmiany i zamieszanie wokół tytułów? To pokłosie wydarzeń politycznych. Rzeczpospolita w latach 1733-1735 zmagała się z wojną o sukcesję, do tego dochodził konflikt między drukarnią pijarską a jezuicką. Wiadomo było, że przywilej i możliwość drukowania to łakomy kąsek w rozgrywce. Chodziło nie tylko o dotarcie do rządu dusz przez kolportowanie treści, ale również o profity finansowe. Z bitwy o prasę ostatecznie zwycięsko wyszli pijarzy, którzy byli głównym wydawcą.
Jakimi tematami żyła prasa w tym okresie? W periodykach osiemnastowiecznych zamieszczano informacje z urzędów, relacje korespondentów i tłumaczenia wiadomości z zagranicy – jednym słowem gazety były rzetelnym przeglądem informacji z kraju i ze świata. Pojawiały się też ogłoszenia wydawnicze, rocznicowe, anonsy oraz dystrybucja Volumina Legum, czyli dokumentów sejmowych, co stanowiło bardzo ważną inicjatywę.
A jak wyglądała kwestia cenzury? No cóż, dość ciekawie. Publikacje te, choć formalnie nie podlegały w Polsce cenzorom, były ściśle kontrolowane – drukarze nadzorowali treść, a egzemplarze przedkładano kancelarii królewskiej. Rzeczpospolita była w tamtym czasie miejscem pozornie wolnym, w którym działało prawo, ale też mającym swoje ciemne strony. Jeśli wydrukowany tekst nie trafił w gusta dworu, groziło to skazaniem całego nakładu na przemiał, więc wolano nie ryzykować.
Gazety miały zazwyczaj cztery strony w układzie dwukolumnowym, a ich nakłady w XVIII wieku były już znacznie większe niż w czasach „Merkuriusza” – liczyły od 500 do 1000 egzemplarzy. Roczny abonament wynosił około czterech czerwonych złotych. „Kurier” był jednym z niewielu czasopism wydawanych po polsku, które rzeczywiście można uznać za prawdziwą i dobrze redagowaną gazetę.
Prasa pierwszej połowy XVIII wieku była elementem polityki informacyjnej dworu królewskiego. Miała ona jednak wymiar ograniczony, trafiała do najbardziej zaangażowanego grona, posiadającego odpowiednie fundusze, a nie do ogółu. Niemniej w XVIII wieku istniało wiele tytułów poza wspomnianymi wyżej, np.: „Poczta Królewiecka”, „Warschauer Bibliothek” i jej kontynuacja „Acta Litteraria Regni Poloniae et Magni Ducatus Lithuaniae” (wydawana akurat w Lipsku), „Dziennik Handlowy” oraz słynny „Monitor”, będący forpocztą polskiego oświecenia, wzorowany na angielskim „The Spectator”.
O tym, jak ważny był „Monitor” dla polskiego oświecenia, świadczy fakt, że na łamach tego pisma po raz pierwszy zdefiniowano sarmatów jako „bałwany”. W „Monitorze” walczono z szeroko rozumianym (przez autorów) zacofaniem: pijaństwem, karciarstwem, próżniactwem, niechęcią do dorobku cywilizacyjnego zagranicy, z tzw. modnisiostwem, plotkarstwem, manią pojedynkowania się, panegiryzmem czy fanatyzmem religijnym.
Skąd te zmiany i zamieszanie wokół tytułów? To pokłosie wydarzeń politycznych. Rzeczpospolita w latach 1733-1735 zmagała się z wojną o sukcesję, do tego dochodził konflikt między drukarnią pijarską a jezuicką. Wiadomo było, że przywilej i możliwość drukowania to łakomy kąsek w rozgrywce. Chodziło nie tylko o dotarcie do rządu dusz przez kolportowanie treści, ale również o profity finansowe. Z bitwy o prasę ostatecznie zwycięsko wyszli pijarzy, którzy byli głównym wydawcą.
Jakimi tematami żyła prasa w tym okresie? W periodykach osiemnastowiecznych zamieszczano informacje z urzędów, relacje korespondentów i tłumaczenia wiadomości z zagranicy – jednym słowem gazety były rzetelnym przeglądem informacji z kraju i ze świata. Pojawiały się też ogłoszenia wydawnicze, rocznicowe, anonsy oraz dystrybucja Volumina Legum, czyli dokumentów sejmowych, co stanowiło bardzo ważną inicjatywę.
A jak wyglądała kwestia cenzury? No cóż, dość ciekawie. Publikacje te, choć formalnie nie podlegały w Polsce cenzorom, były ściśle kontrolowane – drukarze nadzorowali treść, a egzemplarze przedkładano kancelarii królewskiej. Rzeczpospolita była w tamtym czasie miejscem pozornie wolnym, w którym działało prawo, ale też mającym swoje ciemne strony. Jeśli wydrukowany tekst nie trafił w gusta dworu, groziło to skazaniem całego nakładu na przemiał, więc wolano nie ryzykować.
Gazety miały zazwyczaj cztery strony w układzie dwukolumnowym, a ich nakłady w XVIII wieku były już znacznie większe niż w czasach „Merkuriusza” – liczyły od 500 do 1000 egzemplarzy. Roczny abonament wynosił około czterech czerwonych złotych. „Kurier” był jednym z niewielu czasopism wydawanych po polsku, które rzeczywiście można uznać za prawdziwą i dobrze redagowaną gazetę.
Prasa pierwszej połowy XVIII wieku była elementem polityki informacyjnej dworu królewskiego. Miała ona jednak wymiar ograniczony, trafiała do najbardziej zaangażowanego grona, posiadającego odpowiednie fundusze, a nie do ogółu. Niemniej w XVIII wieku istniało wiele tytułów poza wspomnianymi wyżej, np.: „Poczta Królewiecka”, „Warschauer Bibliothek” i jej kontynuacja „Acta Litteraria Regni Poloniae et Magni Ducatus Lithuaniae” (wydawana akurat w Lipsku), „Dziennik Handlowy” oraz słynny „Monitor”, będący forpocztą polskiego oświecenia, wzorowany na angielskim „The Spectator”.
O tym, jak ważny był „Monitor” dla polskiego oświecenia, świadczy fakt, że na łamach tego pisma po raz pierwszy zdefiniowano sarmatów jako „bałwany”. W „Monitorze” walczono z szeroko rozumianym (przez autorów) zacofaniem: pijaństwem, karciarstwem, próżniactwem, niechęcią do dorobku cywilizacyjnego zagranicy, z tzw. modnisiostwem, plotkarstwem, manią pojedynkowania się, panegiryzmem czy fanatyzmem religijnym.
Paweł Rzewuski