Karol Marcinkowski – lekarz ubogich, opiekun młodzieży, patron polskości
czas czytania:
Karol Marcinkowski był najsłynniejszym poznańskim lekarzem w XIX wieku i liderem środowiska polskiego w Wielkopolsce. Choć zmarł w wieku 46 lat, dzieła jego życia – Towarzystwo Naukowej Pomocy oraz hotel Bazar – przetrwały pokolenia.
Jan Karol Marcinkowski urodził się 23 czerwca 1800 roku jako syn Józefa Marcinkowskiego i Agnieszki z Kopickich. Naukę rozpoczął w wieku siedmiu lat – najpierw uczył się w poznańskiej szkółce ks. Weissa, a następnie w szkole przy seminarium nauczycielskim na Grobli. Tam pobierał nauki religii, czytania i pisania, rachunków, geografii, historii naturalnej i rysunków. Nauczyciele chwalili młodego Karola, który opisywany był jako „ochędożny, skromny i bardzo grzeczny”.
W duchu Hugona Kołłątaja
Od października 1817 roku dzięki stypendium, które ufundował książę Antoni Radziwiłł, Marcinkowski rozpoczął naukę w Berlinie. To także dzięki wsparciu księcia przyszły lekarz został korepetytorem dzieci jego brata. Jednak nie tylko nauka zaprzątała myśli Marcinkowskiego. Angażował się także w działalność tajnej organizacji – „Polonii”. Witold Jakóbczyk przytacza „katechizm” tajnej organizacji:
pytanie: co cię zajmuje?;
odpowiedź: myśl Ignacego Potockiego;
pytanie: w jakim duchu?;
odpowiedź: Hugona Kołłątaja;
pytanie: w jakim zamiarze?;
odpowiedź: nieśmiertelnego Kościuszki
Studentom zależało na podtrzymaniu ducha polskiego, a sam Marcinkowski tłumaczył:
Pod zachowaniem narodowości rozumiałem tylko to, że każdy Polak tak się kształcić powinien, aby nie stracił charakteru narodowego, a tym sposobem narodowość nigdy nie zaginęła (…). Pochodzenie z Królestwa Polskiego lub z W. Ks. Poznańskiego było rzeczą obojętną, ponieważ uważaliśmy się wszyscy za Polaków, wspólny język bowiem i obyczaje stanowią narodowość, a te nie różnią się od siebie w Królestwie i Księstwie Poznańskim.
W lutym 1822 roku, już po absolutorium i podczas przygotowywania się Marcinkowskiego do państwowych egzaminów, na trop „Polonii” wpadła policja. Dzięki wstawiennictwu księcia Radziwiłła nie doszło do procesu o zdradę stanu, jednak Marcinkowskiego skazano na sześć miesięcy, które spędził w Gdańsku. Pod koniec stycznia 1823 roku został zwolniony, a dzięki ponownemu wstawiennictwu Radziwiłła udało mu się 2 kwietnia obronić dysertację doktorską De fontibus indicationum generatim, czyli „Ogólne źródła wskazań”.
Karol Marcinkowski, ilustracja z książki Augusta Sokołowskiego „Dzieje porozbiorowe narodu polskiego ilustrowane” (Biblioteka Narodowa)
W Poznaniu i na emigracji
Marcinkowski po studiach wrócił do Poznania, gdzie szybko pokochała go miejscowa ludność. Był lekarzem, który nie odmawiał pomocy nikomu. Z jednej strony prowadził wizyty domowe w bogatych domach ziemiańskich, z drugiej zaś odwiedzał pacjentów w najuboższych dzielnicach Poznania. Podjął m.in. współpracę z Zakładem Sióstr Miłosierdzia, gdzie asystował kierownikowi zakładu dr. Karolowi Schneiderowi. Miał także leczyć Emilię Sczaniecką, która podczas epidemii tyfusu zapadła w śpiączkę – przyłożył wówczas chorej rozgrzane żelazo po prawej stronie kości ciemieniowej, dzięki czemu pacjentka odzyskała przytomność. Gdy w 1829 roku Marcinkowski sam zachorował na febrę, w poznańskich kościołach modlono się o jego powrót do zdrowia.
Pobyt w Wielkopolsce nie trwał jednak długo. Gdy wybuchło powstanie listopadowe, Marcinkowski wyruszył do Królestwa Polskiego, gdzie walczył mi.in. pod Olszynką Grochowską. Pełnił także rolę adiutanta Dezyderego Chłapowskiego, który – podobnie jak Marcinkowski – po klęsce powstania i powrocie do Wielkopolski poświęcił się pracy organicznej.
Pobyt w Wielkopolsce nie trwał jednak długo. Gdy wybuchło powstanie listopadowe, Marcinkowski wyruszył do Królestwa Polskiego, gdzie walczył mi.in. pod Olszynką Grochowską. Pełnił także rolę adiutanta Dezyderego Chłapowskiego, który – podobnie jak Marcinkowski – po klęsce powstania i powrocie do Wielkopolski poświęcił się pracy organicznej.
Ze względu na kary grążące Wielkopolanom za udział w powstaniu Marcinkowski – po upadku insurekcji – zdecydował się na emigrację. Najpierw udał się do Anglii, gdzie mógł obserwować działalność polskiej emigracji (nawiązał wówczas kontakty z księciem Adamem Czartoryskim). W 1832 roku przeniósł się do Paryża, gdzie również rozwijał swoją wiedzę medyczną. W 1833 roku Francuska Akademia Nauk postanowiła uhonorować go złotym medalem. Marcinkowski ostatecznie medalu nie przyjął, a 1000 franków, które otrzymał, przekazał na stypendia dla młodzieży na emigracji.
Wysłuchując ubogich
Po powrocie do Poznania ponownie zaangażował się w opiekę nad najuboższymi mieszkańcami miasta. W 1841 roku został wybrany do Rady Miejskiej, a dwa lata później objął funkcję zastępcy przewodniczącego Rady. Wspólnie z kolegami lekarzami – Ludwikiem Gąsiorowskim i Teofilem Mateckim – przedstawił projekt ulepszenia opieki lekarskiej nad ubogimi. Postulowano wówczas o zwiększenie (do sześciu) liczby zatrudnionych przez miasto lekarzy dla ubogich (od 1837 roku w Poznaniu funkcjonowało dwóch takich medyków oraz jeden chirurg). Co ciekawe, inicjatywa ta wynikała ze skarg samych ubogich, niezadowolonych z opieki miejskiej.
Ponieważ postulaty Marcinkowskiego, Gąsiorowskiego i Mateckiego nie zostały wysłuchane przez miasto, Marcinkowski postanowił zadziałać oddolnie. W 1845 roku założył Towarzystwo Ku Wspieraniu Ubogich i Biednych, które powstało „w celu dopomożenia według możności zubożeniu nie z własnej winy pochodzącemu uczciwych mieszkańców Poznania”. W organizacji tej – obok Polaków – zasiadali także Niemcy oraz Żydzi. Sam Marcinkowski stanął na czele organizacji jako prezes, na stanowisko sekretarzy wybrano kanonika Józefa Brzezińskiego i radcę rejencyjnego Ernsta Viebiga. O tym, jak istotnym przedsięwzięciem była nowa organizacja, może świadczyć fakt, że do współpracy zaproszono także arcybiskupa Leona Przyłuskiego, superintendenta Carla Freymarka i nadrabina Salomona Egera. Na pierwszym posiedzeniu poznańskiego Towarzystwa Marcinkowski zwracał uwagę zebranych na problemy, jakie przed nimi stały: szczupłość funduszy, wyszukiwanie odpowiedniej pracy dla potrzebujących, ale także niechęć do pracy samych ubogich. Przy Towarzystwie działać miał fundusz żelazny, przeznaczony na pożyczki dla ubogich.
Założone przez Marcinkowskiego Towarzystwo podzieliło miasto na dwadzieścia okręgów, z których każdy posiadał własnego przełożonego oraz lekarza dla ubogich. Medycy dysponowali własnymi drukami recept, które ubodzy mogli zrealizować w wyznaczonych aptekach. Leki wykupione na tego typu recepty były refundowane z ustanowionej przez miasto Kasy Ubogich.
Założone przez Marcinkowskiego Towarzystwo podzieliło miasto na dwadzieścia okręgów, z których każdy posiadał własnego przełożonego oraz lekarza dla ubogich. Medycy dysponowali własnymi drukami recept, które ubodzy mogli zrealizować w wyznaczonych aptekach. Leki wykupione na tego typu recepty były refundowane z ustanowionej przez miasto Kasy Ubogich.
Czołowy organicznik
W podręcznikach do historii Marcinkowski wymieniany jest w jednej linijce z Dezyderym Chłapowskim czy Karolem Libeltem – przedstawicielami pracy organicznej – a wśród jego największych osiągnięć najczęściej wymienia się założenie poznańskiego Bazaru. Inicjatywa ta miała swój początek w 1838 roku – zawiązała się wówczas spółka, która ogłosiła wybudowanie budynku przy ulicy Nowej, łączącej poznański Stary Rynek z nowym miastem. Oprócz Marcinkowskiego w Komitecie wykonawczym znaleźli się: Józef Łubieński, Józef Szułdrzyński, Maciej Mielżyński, Antoni Krzyżanowski, Paweł Gregor i Stanisław Powelski. To jednak przede wszystkim nazwisko Marcinkowskiego budziło zaufanie wśród angażujących się w inicjatywę ziemian. Gmach miał być przeznaczony na hotel oraz sklepy, choć początkowo rozważano także propozycję prezesa prowincji, Eduarda Flotwella, aby w budynku stworzyć muzeum archeologiczne.
Pierwsze lokale w Bazarze otwarto w grudniu 1841 roku – pojawił się tam wówczas handel zbożem i towarami bawełnianymi. Można było skorzystać także z usług m.in. zegarmistrza, szewca, krawca, litografia albo odwiedzić skład świec czy cukiernię. Swój lokal otworzył tam również drukarz i księgarz Walery Stefański (odpowiadający m.in. za redakcję czasopisma „Wielkopolanin”). W 1846 roku w Bazarze pojawił się skład narzędzi rolniczych Hipolita Cegielskiego. Swoje siedziby miały tam redakcje „Dziennika Poznańskiego”, „Kuriera Poznańskiego” czy „Orędownika”. Od stycznia 1843 roku w gmachu działało także Kasyno Polskie, które miało łączyć „w gronie osób zamkniętym zabawę z pożytkiem i dobroczynnością”.
Pierwsze lokale w Bazarze otwarto w grudniu 1841 roku – pojawił się tam wówczas handel zbożem i towarami bawełnianymi. Można było skorzystać także z usług m.in. zegarmistrza, szewca, krawca, litografia albo odwiedzić skład świec czy cukiernię. Swój lokal otworzył tam również drukarz i księgarz Walery Stefański (odpowiadający m.in. za redakcję czasopisma „Wielkopolanin”). W 1846 roku w Bazarze pojawił się skład narzędzi rolniczych Hipolita Cegielskiego. Swoje siedziby miały tam redakcje „Dziennika Poznańskiego”, „Kuriera Poznańskiego” czy „Orędownika”. Od stycznia 1843 roku w gmachu działało także Kasyno Polskie, które miało łączyć „w gronie osób zamkniętym zabawę z pożytkiem i dobroczynnością”.
„Jako jednego ciała ogniwa”
Swoją siedzibę w Bazarze miało także założone przez Marcinkowskiego Towarzystwo Pomocy Naukowej dla Młodzieży Wielkiego Księstwa Poznańskiego, którego celem według statutu było: „wydobywać z mas ludu zdolną młodzież, a wykrywszy jej talent, obrócić ją na pożytek kraju, dając pomoc i stosowny kierunek jej wykształceniu”. Co ciekawe, w liście do „Dziennika Poznańskiego” to Karol Libelt przypisywał sobie pomysł utworzenia tego typu organizacji, a Marcinkowski miał tę ideę urzeczywistnić, wybierając ją spośród kilku przedstawionych mu przez kolegę pomysłów. To również doktor przekonał naczelnego prezesa prowincji o konieczności utworzenia tej organizacji. Pozytywna decyzja władz pruskich wpłynęła bardzo szybko – w marcu 1841 roku, już po tygodniu od złożenia statutu. W ciągu lat swojej działalności organizacja wspierała zarówno uczniów na terenie prowincji, jak i tych studiujących poza Wielkopolską – m.in. na uniwersytetach w Berlinie, Freiburgu Bryzgowijskim czy Wrocławiu.
Na zgromadzeniu Towarzystwa w 1844 roku Marcinkowski mówił:
Towarzystwo nasze, Szanowni Rodacy, ma za zadanie rozszerzać oświatę pomiędzy bracią naszymi i dać im sposób do wyuczenia się pracy, którą w całości socjalnej jako jednego ciała ogniwa, zlani w jednorodność ogółu, użytecznymi stać się mogą, zabezpieczając zarazem własną duchową i materialną niezawisłość.
Jak Petersburg na rozkaz Piotra Wielkiego?
Aktywność społeczna Marcinkowskiego przysporzyła mu zarówno wielu zwolenników, jak i przeciwników. Ludwik Mierosławski uważał, że działania Marcinkowskiego „napływu i wzrostu niemieckiego w Księstwie nie powstrzymały, ale za to powstaniu poznańskiemu 1846 r. niemało przeszkodziły, a w r. 1848 dostarczyły doskonałego materiału na klub kontrarewolucyjny”. Natomiast pisarka i publicystka „Tygodnika Literackiego” Julia Woykowska była zdania – podobnie jak wydawca czasopisma i jej mąż, Antoni Woykowski – że idee organicznikowskie wynikają z próżności i prowadzą do pustych gestów, a założenie Towarzystwa Naukowej Pomocy porównała do zbudowania Petersburga przez Piotra Wielkiego: „Powiedzmy sobie zaś sumiennie: co za impuls może dać towarzystwo naukowe, zbudowane jak Petersburg na rozkaz Piotra Wielkiego, nie podległe żadnemu rozwojowi myśli, będące li materialnym warsztatem, w którym kują ludzi”. Inny ciężar miały zarzuty opisane w artykule w „Leipziger Allgemeine Zeitung” – anonimowy autor wytykał Marcinkowskiemu, że swoją działalnością usiłuje „wcisnąć się między arystokrację”.
Razem we wspólnych sprawach
Marcinkowski angażował się także w spółkę akcyjną do budowy kolei żelaznej z Poznania do Frankfurtu nad Odrą, w utworzenie Opieki Teatralnej – polskiej instytucji kulturalnej. Jako radny brał także czynny udział w projekcie utworzenia szkoły realnej w Poznaniu. Nie mógł jednak doprowadzić wielu swoich inicjatyw do końca – zmarł jesienią 1846 roku w Dąbrówce. Tłumnie żegnali go chłopi, mieszczanie i szlachta, w kondukcie nie brakowało także przedstawicieli mniejszości żydowskiej oraz Niemców. Stanowiło to odzwierciedlenie poglądów Marcinkowskiego, które zawarł m.in. w jednej ze swoich mów w Radzie Miejskiej:
Z pewnością dla stosunków naszego miasta ma wielkie znaczenie fakt, która z dwóch zamieszkujących je narodowości jest tu panująca; niemniej jednak jest też pewne, że narody różniące się językiem i wyznaniem oraz sposobem życia mogą i muszą iść razem we wspólnych sprawach.
Agata Łysakowska-Trzoss