Artykuły
II Rzeczpospolita 1918-1939
II wojna światowa 1939-1945
Wojny
Kultura
Biografie
Nauczyciele
Dorośli
Licealiści
Studenci
Dwa życiorysy Baczyńskiego
czas czytania:
Krzysztof Kamil Baczyński należał do tych twórców, których los został brutalnie przecięty przez historię. Zamiast studiów – konspiracja. Zamiast debiutów literackich – podziemne drukarnie. Zamiast spokojnego dojrzewania – śmierć rówieśników. W tym życiorysie zawierają się dwie historie: poety i żołnierza.
Krzysztof Kamil Baczyński przyszedł na świat 22 stycznia 1921 r. w Warszawie. Dzieciństwo spędził przy Bagateli 10, w charakterystycznej Kamienicy Wildera. Był to budynek wyróżniający się nie tylko architekturą, ale i standardem mieszkań. „Mieszkania w nim były duże, największe miały ok. 160 metrów i własne, kuchenne schody” – wspominał Wiesław Budzyński, badacz życia poety.
Rodzina, w której się wychowywał, ceniła wartości inteligenckie oraz patriotyczne. Ojciec, Stanisław Baczyński, był historykiem literatury, krytykiem i publicystą. Pisał książki, artykuły, recenzje i swobodnie posługiwał się kilkoma językami obcymi. W latach dwudziestych odbył liczne podróże po Europie i Bliskim Wschodzie – odwiedził m.in.: Francję, Grecję, Turcję, Palestynę i Egipt. Po powrocie do kraju zaangażował się w działalność wydawniczą i redakcyjną. Matka poety, Stefania z Zieleńczyków, pochodziła ze spolonizowanej rodziny żydowskiej. Była cenioną nauczycielką, współautorką podręczników szkolnych, pisała oraz tłumaczyła literaturę dziecięcą. To ona w największym stopniu kształtowała codzienny rytm wychowania Krzysztofa.
Małżeństwo Baczyńskich straciło swoje pierwsze dziecko. Być może to doświadczenie sprawiło, że Krzysztof był dzieckiem niezwykle kochanym i wspieranym, ale z drugiej strony musiał mierzyć się z nadopiekuńczością i kontrolą emocjonalną ze strony matki. Taki mechanizm mógł być formą kompensacji żałoby oraz próbą uchronienia dziecka – oraz siebie – przed potencjalnymi niebezpieczeństwami. Pedagogiczna pasja Stefani nie pozostawała zapewne bez znaczenia. Zachęcała swojego syna do rozwoju i ekspresji, dzięki czemu mógł szybciej rozwijać swój talent. To był zarówno dar, jak i obciążenie. Ich wzajemna relacja sprzyjała rozwojowi twórczemu, ale odciskała piętno na kształtującej się osobowości. Jan Walc, opozycjonista i literaturoznawca, zauważy: „Porównywano go [Baczyńskiego] ze Słowackim i zwracano uwagę na podobną atmosferę domu rodzinnego, podobny, maminsynkowaty charakter”.
Na to nakładała się napięta sytuacja rodzinna. Gdy Krzysztof był jeszcze mały, jego rodzice zdecydowali się żyć w separacji, która trwała przez kilka lat. Biograf, Piotr Łopuszański, pisał: „Nadmierna opiekuńczość matki źle wpłynęła na Krzysztofa. Stał się przewrażliwiony i kapryśny, co z kolei negatywnie ustosunkowało do niego ojca. Krzyś wolał więc przesadną troskę matki od szorstkiego w stosunkach ojca”. Taka sytuacja sprzyjała emocjonalnej niestabilności.
Rodzina, w której się wychowywał, ceniła wartości inteligenckie oraz patriotyczne. Ojciec, Stanisław Baczyński, był historykiem literatury, krytykiem i publicystą. Pisał książki, artykuły, recenzje i swobodnie posługiwał się kilkoma językami obcymi. W latach dwudziestych odbył liczne podróże po Europie i Bliskim Wschodzie – odwiedził m.in.: Francję, Grecję, Turcję, Palestynę i Egipt. Po powrocie do kraju zaangażował się w działalność wydawniczą i redakcyjną. Matka poety, Stefania z Zieleńczyków, pochodziła ze spolonizowanej rodziny żydowskiej. Była cenioną nauczycielką, współautorką podręczników szkolnych, pisała oraz tłumaczyła literaturę dziecięcą. To ona w największym stopniu kształtowała codzienny rytm wychowania Krzysztofa.
Małżeństwo Baczyńskich straciło swoje pierwsze dziecko. Być może to doświadczenie sprawiło, że Krzysztof był dzieckiem niezwykle kochanym i wspieranym, ale z drugiej strony musiał mierzyć się z nadopiekuńczością i kontrolą emocjonalną ze strony matki. Taki mechanizm mógł być formą kompensacji żałoby oraz próbą uchronienia dziecka – oraz siebie – przed potencjalnymi niebezpieczeństwami. Pedagogiczna pasja Stefani nie pozostawała zapewne bez znaczenia. Zachęcała swojego syna do rozwoju i ekspresji, dzięki czemu mógł szybciej rozwijać swój talent. To był zarówno dar, jak i obciążenie. Ich wzajemna relacja sprzyjała rozwojowi twórczemu, ale odciskała piętno na kształtującej się osobowości. Jan Walc, opozycjonista i literaturoznawca, zauważy: „Porównywano go [Baczyńskiego] ze Słowackim i zwracano uwagę na podobną atmosferę domu rodzinnego, podobny, maminsynkowaty charakter”.
Na to nakładała się napięta sytuacja rodzinna. Gdy Krzysztof był jeszcze mały, jego rodzice zdecydowali się żyć w separacji, która trwała przez kilka lat. Biograf, Piotr Łopuszański, pisał: „Nadmierna opiekuńczość matki źle wpłynęła na Krzysztofa. Stał się przewrażliwiony i kapryśny, co z kolei negatywnie ustosunkowało do niego ojca. Krzyś wolał więc przesadną troskę matki od szorstkiego w stosunkach ojca”. Taka sytuacja sprzyjała emocjonalnej niestabilności.
Uzdolniony chłopak
Uczył się w szkole prowadzonej przez matkę oraz w ramach nauczania domowego. W 1931 r. zaczął uczęszczać do prestiżowego Gimnazjum im. Stefana Batorego w Warszawie. Była to jedna z najlepszych szkół, skupiająca wyjątkową młodzież. Baczyński nie był wzorowym uczniem, do nauki – zwłaszcza przedmiotów ścisłych – podchodził z dystansem. Lubił parodiować nauczycieli, pisał żartobliwe wierszyki i szkolne satyry.
Wspomnienia kolegów z klasy ukazują Baczyńskiego jako chłopca wyjątkowo dojrzałego jak na swój wiek. „Jaki był Krzysztof? Nasi ojcowie byli braćmi. Znałem go głównie w latach szkolnych” – wspominał Zbigniew Baczyński. – „Urodziwy, o nieprzeciętnym umyśle. Zwykle zamyślony, skłonny do refleksji, już jako mały chłopiec”. Inni zapamiętali go jako osobę pogodną, inteligentną, nieco skrytą, fizycznie słabą, ale bardzo żywą intelektualnie.
W wieku 15 lat zaczął podejmować pierwsze próby poetyckie – z tego okresu pochodzą tzw. Juwenalia, które można określić jako swego rodzaju wprawki, ślady poszukiwania własnego stylu. Sam Baczyński nie chciał, by zostały publikowane – traktował je właśnie jako ćwiczenia warsztatowe. Wbrew jego życzeniom zostały wydane po śmierci poety. Stały się cennym świadectwem drogi twórczej, pokazując, jak ogromną przemianę literacką przeszedł w ciągu kilku zaledwie lat.
Wspomnienia kolegów z klasy ukazują Baczyńskiego jako chłopca wyjątkowo dojrzałego jak na swój wiek. „Jaki był Krzysztof? Nasi ojcowie byli braćmi. Znałem go głównie w latach szkolnych” – wspominał Zbigniew Baczyński. – „Urodziwy, o nieprzeciętnym umyśle. Zwykle zamyślony, skłonny do refleksji, już jako mały chłopiec”. Inni zapamiętali go jako osobę pogodną, inteligentną, nieco skrytą, fizycznie słabą, ale bardzo żywą intelektualnie.
W wieku 15 lat zaczął podejmować pierwsze próby poetyckie – z tego okresu pochodzą tzw. Juwenalia, które można określić jako swego rodzaju wprawki, ślady poszukiwania własnego stylu. Sam Baczyński nie chciał, by zostały publikowane – traktował je właśnie jako ćwiczenia warsztatowe. Wbrew jego życzeniom zostały wydane po śmierci poety. Stały się cennym świadectwem drogi twórczej, pokazując, jak ogromną przemianę literacką przeszedł w ciągu kilku zaledwie lat.
W 1936 r. rodzina Baczyńskich przeprowadziła się na ulicę Hołówki. Zachowały się liczne anegdoty z tego okresu, które nadają tej biografii bardziej ludzki wymiar. Sąsiedzi zapamiętali Baczyńskiego m.in. jako właściciela jamnika: „Był ostry, skakał na ludzi. Bałam się go” – wspominała jedna z mieszkanek. Z kolei ojciec poety, zirytowany hałasem bawiących się pod oknami dzieci, potrafił „polewać dzieciaki wodą przez okno”. Te drobne sceny odsłaniają codzienność inteligenckiego domu, daleką od literackiego patosu.
W 1937 r. Baczyński rozpoczął naukę w klasie humanistycznej Liceum im. Stefana Batorego. Był to czas intensywnej pracy nad własnym stylem. Czytał współczesną poezję, zwłaszcza skamandrytów, eksperymentował z formą i rytmem, próbował różnych środków wyrazu. W 1939 r. zdał maturę. Wkrótce potem nastąpiła seria dramatycznych wydarzeń: w lipcu zmarł jego ojciec, we wrześniu wybuchła wojna. Te dwa ciosy w krótkim odstępie czasu zamknęły definitywnie okres młodości.
W 1937 r. Baczyński rozpoczął naukę w klasie humanistycznej Liceum im. Stefana Batorego. Był to czas intensywnej pracy nad własnym stylem. Czytał współczesną poezję, zwłaszcza skamandrytów, eksperymentował z formą i rytmem, próbował różnych środków wyrazu. W 1939 r. zdał maturę. Wkrótce potem nastąpiła seria dramatycznych wydarzeń: w lipcu zmarł jego ojciec, we wrześniu wybuchła wojna. Te dwa ciosy w krótkim odstępie czasu zamknęły definitywnie okres młodości.
Młody poeta
Jeszcze przed wojną Baczyński planował studia na Akademii Sztuk Pięknych. Chociaż dziś słusznie pamiętamy go przede wszystkim jako autora wierszy, miał także talent plastyczny: rysował, malował, projektował ilustracje. Wojna przekreśliła te plany. Zamiast studiów przyszła okupacyjna codzienność. Jak pisał Piotr Klimczak: „Przez pierwsze lata okupacji, żeby zdobyć środki utrzymania dla chorej matki i dla siebie, pracował fizycznie, m.in. szklił okna, malował szyldy, znalazł też zatrudnienie u węglarza. Poza tym udzielał korepetycji, przyjmował zlecenia telefoniczne w Miejskich Zakładach Sanitarnych”. To doświadczenie zetknęło go bezpośrednio z realiami okupacyjnej biedy, przemocy i strachu – tym większego, że jego matka, która pozostała po aryjskiej stronie muru ryzykowała każdego dnia.
Jednocześnie był to czas jego najszybszego rozwoju artystycznego. Badacze podkreślają, że w latach 1941–1942 nastąpił gwałtowny przełom twórczy. Kazimierz Wyka nazwał ten okres „wybuchem dojrzałego całkowicie talentu”. W ciągu kilku miesięcy Baczyński napisał ponad 80 wierszy, które dziś uznaje się za najważniejsze teksty pokolenia wojennego.
Jednocześnie był to czas jego najszybszego rozwoju artystycznego. Badacze podkreślają, że w latach 1941–1942 nastąpił gwałtowny przełom twórczy. Kazimierz Wyka nazwał ten okres „wybuchem dojrzałego całkowicie talentu”. W ciągu kilku miesięcy Baczyński napisał ponad 80 wierszy, które dziś uznaje się za najważniejsze teksty pokolenia wojennego.
Przełom dokonał się także w jego życiu osobistym. Pod koniec 1941 r. poznał Barbarę Drapczyńską. Związek rozwijał się błyskawicznie – zaręczyli się i 3 czerwca 1942 r. wzięli ślub. Barbara stała się jedną z najważniejszych postaci w jego życiu i twórczości, inspirując wiele liryków miłosnych. W tym samym czasie oboje rozpoczęli studia polonistyczne na tajnym Uniwersytecie Warszawskim. Rok później matka Baczyńskiego przeprowadziła się do podwarszawskiego Anina, co dodatkowo zmieniło układ jego rodzinnych relacji. Po raz pierwszy najważniejsza figura w jego życiu – matka – zniknęła.
W środowisku konspiracyjnej inteligencji Baczyński szybko zdobył uznanie. Jego nazwisko zaczęło funkcjonować jako jedno z najważniejszych. Do legendy przeszło spotkanie z Czesławem Miłoszem, przyszłym laureatem Literackiej Nagrody Nobla: „Słuchaj, ty będziesz większy ode mnie” – miał powiedzieć Miłosz. „Ja już jestem większy od ciebie” – odpowiedział Baczyński. Choć anegdota ta ma charakter półlegendarny, dobrze oddaje atmosferę rosnącej świadomości artystycznej młodego poety, który w okupacyjnej Warszawie dojrzewał szybciej. Jarosław Iwaszkiewicz stwierdził po latach: „Śpieszył się z pisaniem, jak gdyby przeczuwał, że niedługo będzie mu dane trzymać pióro w wątłej dłoni”.
W środowisku konspiracyjnej inteligencji Baczyński szybko zdobył uznanie. Jego nazwisko zaczęło funkcjonować jako jedno z najważniejszych. Do legendy przeszło spotkanie z Czesławem Miłoszem, przyszłym laureatem Literackiej Nagrody Nobla: „Słuchaj, ty będziesz większy ode mnie” – miał powiedzieć Miłosz. „Ja już jestem większy od ciebie” – odpowiedział Baczyński. Choć anegdota ta ma charakter półlegendarny, dobrze oddaje atmosferę rosnącej świadomości artystycznej młodego poety, który w okupacyjnej Warszawie dojrzewał szybciej. Jarosław Iwaszkiewicz stwierdził po latach: „Śpieszył się z pisaniem, jak gdyby przeczuwał, że niedługo będzie mu dane trzymać pióro w wątłej dłoni”.
Zapoznając się z tym fragmentem biografii Baczyńskiego, współczesny młody czytelnik może odnaleźć w nim zaskakująco wiele punktów wspólnych: wrażliwość, potrzebę ekspresji, poszukiwanie własnej drogi, doświadczenie rodzinnych napięć czy emocjonalnej niepewności. Różnica polega jednak na historycznym ciężarze, który przyszło dźwigać tamtemu pokoleniu. Dla Baczyńskiego i jego rówieśników dorastanie nie było wyłącznie sferą osobistych wyborów, lecz nieustanną konfrontacją z wojną. Okupacja wojenna i narodowe tragedie nie stanowiły jedynie tła ich życia – były obecne od samego początku, przenikając codzienność ich samych i ich rodzin. Z tej perspektywy ten sam życiorys można opowiedzieć inaczej: nie jako historię dojrzewania poety, lecz jako proces kształtowania się żołnierza.
Kolumb
Krzysztof Kamil Baczyński urodził się w rocznicę wybuchu powstania styczniowego. Ta symboliczna data, silnie związana z historią jego rodziny, zdaje się zapowiadać napięcie i tragizm, które naznaczyły całe jego krótkie życie.
Baczyński należał do tzw. Pokolenia Kolumbów, generacji młodych Polaków urodzonych około 1920 r., których dorastanie przypadło na czas wojny i okupacji. Termin ten, nawiązujący do tytułu głośnej książki Romana Bratnego, odnosi się do „odkrywców” nowego, wojennego świata. W miejsce planów studiów, kariery czy spokojnego życia pojawiła się konspiracja, walka zbrojna, działalność podziemna oraz doświadczenie śmierci rówieśników. Baczyński był jednym z nich.
Rodzinna tradycja sprzyjała takiemu wyborowi. Jego dziadek, Zygmunt Baczyński, właściciel zakładu krawieckiego we Lwowie, był powstańcem styczniowym. Hart ducha przekazał swojemu synowi. Stanisław Baczyński przejawiał zamiłowanie do literatury, jednak równie silne do walk. Za młodu był zaangażowanym socjalistą, należał do PPS Frakcji Rewolucyjnej. W czasie I wojny światowej działał w Polskiej Organizacji Wojskowej, następnie w Komendzie I Brygady Legionów. Ostatecznie w 1919 r. trafił do wywiadu wojskowego: Oddziału II Sztabu Generalnego. Był zdolnym żołnierzem, prowadził liczne tajne operacje, m.in. w czasie trzeciego powstania śląskiego.
Piotr Klimczak zwraca uwagę, że rodzina Baczyńskich była głęboko osadzona w tradycji służby wojskowej. W okresie międzywojennym i w czasie wojny aż sześciu bliskich krewnych młodego Baczyńskiego nosiło mundur oficerski, wliczając w to jego ojca. Wśród nich znaleźli się również ppłk Karol Baczyński oraz jego syn, kpt. Zdzisław Baczyński, którzy zostali zamordowani przez NKWD w czasie II wojny światowej.
Baczyński należał do tzw. Pokolenia Kolumbów, generacji młodych Polaków urodzonych około 1920 r., których dorastanie przypadło na czas wojny i okupacji. Termin ten, nawiązujący do tytułu głośnej książki Romana Bratnego, odnosi się do „odkrywców” nowego, wojennego świata. W miejsce planów studiów, kariery czy spokojnego życia pojawiła się konspiracja, walka zbrojna, działalność podziemna oraz doświadczenie śmierci rówieśników. Baczyński był jednym z nich.
Rodzinna tradycja sprzyjała takiemu wyborowi. Jego dziadek, Zygmunt Baczyński, właściciel zakładu krawieckiego we Lwowie, był powstańcem styczniowym. Hart ducha przekazał swojemu synowi. Stanisław Baczyński przejawiał zamiłowanie do literatury, jednak równie silne do walk. Za młodu był zaangażowanym socjalistą, należał do PPS Frakcji Rewolucyjnej. W czasie I wojny światowej działał w Polskiej Organizacji Wojskowej, następnie w Komendzie I Brygady Legionów. Ostatecznie w 1919 r. trafił do wywiadu wojskowego: Oddziału II Sztabu Generalnego. Był zdolnym żołnierzem, prowadził liczne tajne operacje, m.in. w czasie trzeciego powstania śląskiego.
Piotr Klimczak zwraca uwagę, że rodzina Baczyńskich była głęboko osadzona w tradycji służby wojskowej. W okresie międzywojennym i w czasie wojny aż sześciu bliskich krewnych młodego Baczyńskiego nosiło mundur oficerski, wliczając w to jego ojca. Wśród nich znaleźli się również ppłk Karol Baczyński oraz jego syn, kpt. Zdzisław Baczyński, którzy zostali zamordowani przez NKWD w czasie II wojny światowej.
Mimo że Stanisław oraz Krzysztof nie mieli najłatwiejszych relacji, to nie wydaje się możliwe, żeby syn nie chłonął wiedzy o wojennej przeszłości ojca. Jeden z kolegów przyszłego poety opisywał swoje wrażenia z wizyty w domu Baczyńskich: „Pamiętam, na ścianie wisiał duży portret jego ojca w mundurze legionowym. Bez dwóch zdań, był to dom o polskiej tradycji”.
W czasie nauki w Gimnazjum im. Stefana Batorego w Warszawie kolegami z klasy Baczyńskiego byli Jan Bytnar, Maciej Aleksy Dawidowski oraz Tadeusz Zawadzki – czyli słynni „Rudy”, „Alek” i „Zośka”. Był duchem trochę niespokojnym, szukającym zaangażowania najpierw w drużynie harcerskiej, następnie w półlegalnym związku „Spartakus”.
Po wybuchu wojny opiekował się swoją matką, pracował dorywczo, jednocześnie pisał wiersze. Nie potrafił jednak pozostać bezczynny, gdy jego rówieśnicy angażowali się w działalność konspiracyjną. Porzucił studia na tajnym uniwersytecie i wstąpił do Armii Krajowej. Szybko znalazł się w wirze działań zbrojnych – brał udział m.in. w akcji wykolejenia niemieckiego pociągu. Z pozoru wydawał się mało predysponowany do roli żołnierza: od dzieciństwa chorowity, wrażliwy, stworzony raczej do pisania niż do walki z bronią w ręku. Sam jednak postrzegał to inaczej.
W czasie nauki w Gimnazjum im. Stefana Batorego w Warszawie kolegami z klasy Baczyńskiego byli Jan Bytnar, Maciej Aleksy Dawidowski oraz Tadeusz Zawadzki – czyli słynni „Rudy”, „Alek” i „Zośka”. Był duchem trochę niespokojnym, szukającym zaangażowania najpierw w drużynie harcerskiej, następnie w półlegalnym związku „Spartakus”.
Po wybuchu wojny opiekował się swoją matką, pracował dorywczo, jednocześnie pisał wiersze. Nie potrafił jednak pozostać bezczynny, gdy jego rówieśnicy angażowali się w działalność konspiracyjną. Porzucił studia na tajnym uniwersytecie i wstąpił do Armii Krajowej. Szybko znalazł się w wirze działań zbrojnych – brał udział m.in. w akcji wykolejenia niemieckiego pociągu. Z pozoru wydawał się mało predysponowany do roli żołnierza: od dzieciństwa chorowity, wrażliwy, stworzony raczej do pisania niż do walki z bronią w ręku. Sam jednak postrzegał to inaczej.
Jan Walc napisze po latach, że porównanie między Słowackim a Baczyńskim było nietrafione:
To właśnie tu, we wzięciu do ręki karabinu, leży różnica między dwoma poetami. Mimo próśb bliskich Baczyński nie zgodził się na opuszczenie pola walki, praktykowane przez wielkich romantycznych wieszczów. Wiedział, że nie mógłby sobie nigdy wybaczyć śmierci kolegów, gdyby sam nie stanął w szeregu. Nie chciał przez lata, jak Mickiewicz czy Słowacki, męczyć się wyrzutami sumienia za opuszczenie placu boju.
Powstanie Warszawskiego go zaskoczyło. „Rozstał się z żoną na pl. Piłsudskiego, ona go odprowadziła i poszła do rodziców na Sienną. On spieszył na godzinę 16.30 na zbiórkę przy Moliera. Już się nie zobaczyli” – tłumaczył Wiesław Buczyński. Baczyński zginął 4 sierpnia, postrzelony w głowę przez strzelca wyborowego, ukrytego najprawdopodobniej w gmachu Teatru Wielkiego. Jego żona również zginęła w powstaniu, przeżyła męża o niecały miesiąc. Była ciąży.
Kiedy Baczyński podjął decyzję wstąpienia do Harcerskich Grup Szturmowych, prof. Stanisław Pigoń wypowiedział zdanie, które zdefiniowało na zawsze myślenie o pokoleniu Kolumbów: „Cóż, należymy do narodu, którego losem jest strzelać do wroga z brylantów”. Baczyński nie zdążył dojrzeć ani jako człowiek, ani jako artysta – a jednak pozostawił po sobie dorobek, który na trwałe wpisał się w historię polskiej literatury. Był poetą, który musiał zostać żołnierzem, i żołnierzem, który do końca pozostał poetą. W tej sprzeczności kryje się siła jego legendy.
Kiedy Baczyński podjął decyzję wstąpienia do Harcerskich Grup Szturmowych, prof. Stanisław Pigoń wypowiedział zdanie, które zdefiniowało na zawsze myślenie o pokoleniu Kolumbów: „Cóż, należymy do narodu, którego losem jest strzelać do wroga z brylantów”. Baczyński nie zdążył dojrzeć ani jako człowiek, ani jako artysta – a jednak pozostawił po sobie dorobek, który na trwałe wpisał się w historię polskiej literatury. Był poetą, który musiał zostać żołnierzem, i żołnierzem, który do końca pozostał poetą. W tej sprzeczności kryje się siła jego legendy.
Tomasz Kozłowski