Czerwiec 1976 - Muzeum Historii Polski w Warszawie SKIP_TO
Wizyta w muzeum Przejdź do sklepu
Czarno-białe zdjęcie przedstawia teren zakładów z lotu ptaka. Widoczne hale fabryczne, parkingi, drzewa.
25 czerwca 1976 roku w Radomiu, Ursusie i Płocku doszło do jednego z najważniejszych – choć długo niedocenianych – buntów w dziejach PRL. Pół wieku temu, po raz kolejny okazało się, że władza oparta na sile i masowej propagandzie potyka się o bardzo przyziemną sprawę: ceny jedzenia.
Mural na bloku mieszkalnym przedstawia twarz młodego robotnika w białym kasku na głowie. powiększ
Mural upamiętniający Czerwiec 1976 w Radomiu, fot. P. Tracz (Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, domena publiczna)

Dzień gniewu: Radom

25 czerwca stał się dniem prób zarówno dla społeczeństwa, jak i dla władz. Strajki i przestoje odnotowano w zakładach pracy w 24 województwach, od Śląska po Wybrzeże. Łącznie protestowało około 70–80 tysięcy osób, ale tylko w kilku miastach robotniczy gniew wyszedł poza bramy fabryk. Najmocniej wybuchł tam, gdzie podwyżka dotykała ludzi żyjących na granicy biedy: w Radomiu, w podwarszawskim Ursusie i w Płocku, mieście rozbudowującej się Petrochemii.

Radom, miasto o przeciętnych płacach i dużym bezrobociu ukrytym w statystykach, stał się symbolem tamtego buntu. Rano przerwała pracę załoga Zakładów Metalowych „Walter”, wkrótce wyszli także robotnicy innych fabryk. Z kolejnych ulic do pochodu dołączały grupy z „Radoskóru”, Zakładów Sprzętu Grzejnego czy Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego. Świadkowie wspominali, że ludzie początkowo pytali tylko: „o co chodzi?”, a odpowiedź była prosta – „protestujemy przeciw podwyżkom, idziemy pod komitet”. Zrywając z latarni czerwone flagi, robotnicy zabierali ze sobą biało-czerwone, które szybko stały się znakiem protestu.

Represje i sprzeciw

Wieczorne wystąpienie Jaroszewicza, w którym ogłosił rezygnację z podwyżki, uspokoiło sytuację w większości zakładów pracy w kraju. Strajki wygasały, ludzie wracali do domów. Jednocześnie w Radomiu, Ursusie i Płocku trwała już inna „operacja” – tym razem nie cenowa, lecz represyjna. Zatrzymywano uczestników manifestacji, często przypadkowych przechodniów, których milicja wyciągała z klatek schodowych czy z przystanków. W Radomiu w ciągu dwóch dni ujęto co najmniej 368 osób, w Ursusie – 173, w Płocku – kilkanaście; wiele z nich przewieziono do aresztów w innych miastach.

To, co działo się później w komendach MO i aresztach śledczych, na trwałe zapisało się w pamięci społecznej jako „ścieżki zdrowia”. Zatrzymanych ustawiano w szpalerach i bito pałkami, kazano im biec korytarzem, skakać po schodach, klęczeć na betonie z rękami w górze. Równolegle ruszyła fala procesów w trybie przyspieszonym, wysokich grzywien nakładanych przez kolegia do spraw wykroczeń oraz szykan administracyjnych: zwolnień z pracy, wyrzucania z mieszkań zakładowych, odmowy przyjęcia dzieci do szkół zawodowych. W oficjalnej propagandzie nazywano protestujących „chuliganami”, „warchołami” i „elementem antysocjalistycznym”, starając się odciąć strajki od robotniczej tożsamości, na którą władza tak chętnie się powoływała.
Kobieta w białym fartuchu nakleja na ciemne wazony naklejki z Syrenką warszawską i napisem „XX lat ZOMO” powiększ
Jadwiga Bąkiewicz nakleja na wazonach naklejki dotyczące jubileuszu dwudziestolecia ZOMO, 1978 r. (NAC)
Twarz księdza - młoda, pociągła, z dużymi, dobrymi oczami, falowane ciemne włosy zaczesane do tyłu.  Na szyi widoczna koloratka i stuła. powiększ
Ks. Roman Kotlarz – obrazek religijny (Archiwum Państwowe w Radomiu)

Równolegle w Radomiu i okolicznych miejscowościach rodziło się doświadczenie oporu codziennego. Jednym z jego symboli stała się postać księdza Romana Kotlarza, proboszcza z podradomskiego Pelagowa. Kapłan odprawiał msze w intencji pobitych i zatrzymanych, a w swoich kazaniach mówił o godności pracy i o krzywdzie wyrządzonej robotnikom. Był też bity przez funkcjonariuszy SB i śledzony; kilka tygodni po Czerwcu zmarł w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach, co wielu wiernych wiązało z pobiciami. W tle tej historii jest jeszcze inna ofiara represji – Jan Brożyna, robotnik, który zginął po zatrzymaniu przez milicję. Obie te postaci przypominają, że konsekwencje buntu nie kończyły się na salach sądowych.

Ślady Czerwca 1976 znajdziemy także w języku potocznym. To wtedy na większą skalę pojawiło się w propagandzie słowo „warchoł” – termin mający zdyskredytować buntowników, a jednocześnie sugerować, że są oni kimś z wewnątrz, godnym potępienia. Odpowiedzią było ironiczne odwrócenie tego epitetu: w późniejszych latach część uczestników z dumą nazywała się „warchołami z Radomia” czy „warchołami z Ursusa”, wydając pod takim tytułem wspomnienia i gazetki.
1/4

PowiązaneMateriały