wiele miejsc
Artykuły
Zabory 1795–1918
II Rzeczpospolita 1918-1939
Społeczeństwo
Kultura
Cywilizacja
Nauczyciele
Dorośli
Licealiści
Studenci
„Bluszcz” – czasopismo światłych obywatelek
czas czytania:
Był najdłużej wydawanym polskim czasopismem kobiecym, a z jego łamów czytelniczki mogły dowiedzieć się, w jaki sposób latem przechowywać dywany, jak istotna jest rola kobiety w życiu gospodarczym kraju, jak przygotować mus szodonowy i co warto zobaczyć w teatrze.
Korzenie prasy kobiecej są jednak starsze niż pierwszy numer „Bluszczu”. Jedną z najwcześniejszych prób stworzenia gazety dla kobiet podjął jeszcze pod koniec XVI wieku londyński wydawca John Dunton. Miał już na koncie sukces wychodzącej dwa razy w tygodniu „The Athenian Mercury”, a na pomysł założenia gazety dla kobiet wpadł, gdy do redakcji wpłynął list od czytelniczki. Zainspirowany tym faktem Dunton zdecydował się wówczas na wydawanie „The Ladies’ Mercury”, jednak pismo to nie cieszyło się zbytnią popularnością i zaledwie po czterech tygodniach zniknęło z rynku. Więcej szczęścia miały tytuły: „Die vernünftigen Tadlerinnen” (publikowane w Lipsku w latach 1726-1727), francuski „Journal des Dames” (1759-1778) czy angielski „Lady’s Magazine” (1770-1847).
Kobiety jako oddzielną grupę czytelniczą na ziemiach polskich zaczęto dostrzegać dopiero w XIX wieku, jednak pierwsze próby stworzenia kobiecego tytułu nie były zbyt ambitne. Jedną z nich było czasopismo „Wanda. Tygodnik Polski Płci Pięknej i Literaturze Poświęcony”, założone w 1818 roku (jako „Tygodnik polski i zagraniczny”), które od 1820 roku zmieniło swój profil na skierowany właśnie do kobiet. Efemerycznymi tworami okazały się również warszawski „Kurier dla Płci Pięknej czyli Dziennik Literaturze, Kunsztom, Nowościom i Modom Poświęcony” (wychodzący od stycznia do maja 1823) i „Dziennik Damski” (od października do 30 listopada 1830). Ten ostatni periodyk przedstawił w pierwszym numerze swoje założenia w formie rymowanki, kończącej się następującymi słowami: „Dla niej tutaj moda nowa,/ I kwiat uczuć się rozwije;/ Nie zawróci się jej głowa,/ kiedy mądrze ich użyje”.
Trudno uznać, że rynek prasy kobiecej na ziemiach polskich w XIX wieku był szczególnie ambitny – zwłaszcza że w głównej mierze opierał się na romansach i błahych wiadomościach z zakresu mody. Z tego schematu próbowała się wyłamać Wanda Malecka z Fryzów, wydając najpierw „Bronisławę, czyli Pamiętnik Polek” (cztery numery w 1822 roku) i „Wandę. Tygodnik Nadwiślański” (dwanaście numerów w 1828 roku), jednak i jej propozycje nie ostały się długo.
Kobiety jako oddzielną grupę czytelniczą na ziemiach polskich zaczęto dostrzegać dopiero w XIX wieku, jednak pierwsze próby stworzenia kobiecego tytułu nie były zbyt ambitne. Jedną z nich było czasopismo „Wanda. Tygodnik Polski Płci Pięknej i Literaturze Poświęcony”, założone w 1818 roku (jako „Tygodnik polski i zagraniczny”), które od 1820 roku zmieniło swój profil na skierowany właśnie do kobiet. Efemerycznymi tworami okazały się również warszawski „Kurier dla Płci Pięknej czyli Dziennik Literaturze, Kunsztom, Nowościom i Modom Poświęcony” (wychodzący od stycznia do maja 1823) i „Dziennik Damski” (od października do 30 listopada 1830). Ten ostatni periodyk przedstawił w pierwszym numerze swoje założenia w formie rymowanki, kończącej się następującymi słowami: „Dla niej tutaj moda nowa,/ I kwiat uczuć się rozwije;/ Nie zawróci się jej głowa,/ kiedy mądrze ich użyje”.
Trudno uznać, że rynek prasy kobiecej na ziemiach polskich w XIX wieku był szczególnie ambitny – zwłaszcza że w głównej mierze opierał się na romansach i błahych wiadomościach z zakresu mody. Z tego schematu próbowała się wyłamać Wanda Malecka z Fryzów, wydając najpierw „Bronisławę, czyli Pamiętnik Polek” (cztery numery w 1822 roku) i „Wandę. Tygodnik Nadwiślański” (dwanaście numerów w 1828 roku), jednak i jej propozycje nie ostały się długo.
Trudy, pragnienia i rozkosze
Pismo, które miało zrewolucjonizować rynek prasy kobiecej na ziemiach polskich, pojawiło się po upadku powstania styczniowego. Wydawcą „Bluszczu. Pisma tygodniowego ilustrowanego dla kobiet” był Michał Glücksberg, a pierwszą redaktorką naczelną – Maria Ilnicka. Tytuł czasopisma miał nie kłuć w oczy rosyjskiej cenzury, a jednocześnie miał być symbolem walki narodowej i kobiecej siły. Jak tłumaczyła w wywiadzie w 1961 roku jego ostatnia redaktorka, Stefania Podhorska-Okołów:
Nawet tytuł dla uszu carskiej cenzury brzmiał niewinnie: „Bluszcz” symbol wiotkiej kobiecej istoty wspartej na dębie-mężczyźnie. Ale wtajemniczeni rozumieli, że bluszcz wiecznie zielonymi listkami okrywający ruiny i groby jest symbolem nadziei niezniszczalnego życia narodowego.
Ilnickiej zależało, by tworzone przez nią czasopismo odwoływało się do roli kobiety w rodzinie i jej patriotycznych obowiązków. Profil czasopisma określiła w pierwszym numerze, wydanym jesienią 1865 roku. W artykule wstępnym deklarowała, że pismo za zakres swojej działalności obrało świat kobiecy i przypadłe na niego „trudy, pragnienia i rozkosze”. Artykuł kończył się słowami:
Czasem wielkie pragnienia stają się wielkimi siłami, z głębokich przekonań wypływa moc na tyle odważna, a serdeczne uczucie może się przemienić w anioła dobrych natchnień. Z takim zapasem redakcja „Bluszczu” występuje do kobiety naszej, a słowem, które jej i sobie święte hasło obiera, jest rodzina.
„Bluszcz” zaczynał więc jako pismo konserwatywne, przede wszystkim podkreślające rolę kobiety w społeczeństwie jako matki i opiekunki domowego ogniska. Z pewnością Ilnicka byłaby dumna z opublikowanego w 1935 roku artykułu wspomnieniowego. Zauważono w nim, że słowem, które z „Bluszczem” kojarzyło się całym pokoleniom, było słowo „matka” – czasopismo miało bowiem zrodzić się z macierzyńskiej troski o ducha narodowego. Pod kierownictwem Ilnickiej taki właśnie był charakter „Bluszczu” – zachowawczy i utwierdzający kobiety w ich roli w rodzinie. Ten profil czasopisma budził wówczas sprzeciw środowisk emancypacyjnych. Szyderczo, jako „kilka łokci różowej gazy”, określiła „Bluszcz” Eliza Orzeszkowa.
Ilnicka pełniła swoją funkcję do 1896 roku. Za jej czasów na łamach gazety publikowali m.in. Józef Ignacy Kraszewski, Henryk Sienkiewicz czy Adam Asnyk. Zyskał także „Bluszcz” korespondentkę w Paryżu: Zofia Węgierska prowadziła kolumnę „Paryskie nowiny”, a wielbicielką jej twórczości była Narcyza Żmichowska. Od 1872 roku pojawiła się rubryka „Kronika naukowego, artystycznego i przemysłowego ruchu kobiet” (zamieniona później na „Kronikę działalności kobiecej”).
Ilnicka pełniła swoją funkcję do 1896 roku. Za jej czasów na łamach gazety publikowali m.in. Józef Ignacy Kraszewski, Henryk Sienkiewicz czy Adam Asnyk. Zyskał także „Bluszcz” korespondentkę w Paryżu: Zofia Węgierska prowadziła kolumnę „Paryskie nowiny”, a wielbicielką jej twórczości była Narcyza Żmichowska. Od 1872 roku pojawiła się rubryka „Kronika naukowego, artystycznego i przemysłowego ruchu kobiet” (zamieniona później na „Kronikę działalności kobiecej”).
Myśli nowoczesnej Polki
Największy rozkwit czasopismo przeżywało pod przewodnictwem Zofii Seidlerowej (redaktorki naczelnej w latach 1906-1918). Jeszcze w 1902 roku, przed objęciem najwyższego stanowiska w redakcji, Seidlerowa pisała: „Kobieta, która umie zrównoważyć w sobie zalety umysłu i serca z hartem ducha i siłami fizycznymi, pożyteczną zaś dla rodziny i społeczeństwa pracę – z pieczą o dobro domowego ogniska, do tego ze swojską nutą w duszy – oto ideał kobiety naszej doby”.
Zdanie o „Bluszczu” zmieniła wówczas sama Orzeszkowa, pozostająca w serdecznych stosunkach z Seidlerową, deklarując w jednym z listów do niej, że jej pismo „z żywem zacięciem” czytuje. Orzeszkowa – podobnie jak Maria Dąbrowska, Władysław Reymont, Maria Rodziewiczówna czy Kazimierz Przerwa-Tetmajer – publikowała także w „Bluszczu” swoje utwory. To za czasów Seidlerowej zaczęły pojawiać się numery tematyczne, poświęcone np. pracy kobiet polskich.
„Bluszcz” szedł z duchem czasu. Chociaż nie aspirował do bycia czasopismem feministycznym (zresztą jeden z artykułów wstępnych w 1929 roku zatytułowano „Detronizacja feminizmu”), stał się platformą wymiany informacji o kobiecej działalności, bez względu na poglądy czytelniczek.
Zdanie o „Bluszczu” zmieniła wówczas sama Orzeszkowa, pozostająca w serdecznych stosunkach z Seidlerową, deklarując w jednym z listów do niej, że jej pismo „z żywem zacięciem” czytuje. Orzeszkowa – podobnie jak Maria Dąbrowska, Władysław Reymont, Maria Rodziewiczówna czy Kazimierz Przerwa-Tetmajer – publikowała także w „Bluszczu” swoje utwory. To za czasów Seidlerowej zaczęły pojawiać się numery tematyczne, poświęcone np. pracy kobiet polskich.
„Bluszcz” szedł z duchem czasu. Chociaż nie aspirował do bycia czasopismem feministycznym (zresztą jeden z artykułów wstępnych w 1929 roku zatytułowano „Detronizacja feminizmu”), stał się platformą wymiany informacji o kobiecej działalności, bez względu na poglądy czytelniczek.
Jednocześnie redakcja starała się zajmować konkretne stanowisko w kluczowych momentach. W numerze opublikowanym 16 listopada 1918 roku lekarka, działaczka feministyczna i społeczna Justyna Budzińska-Tylicka pisała:
Wobec upragnionego przez nas od wieku zlania się trzech zaborów w jedno silne, niepodległe państwo polskie zjawia się tysiące niezbędnych zagadnień, które muszą być bezzwłocznie załatwione.
Sprawa kobieca, a głównie przyznanie pełni praw obywatelskich kobietom pol¬skim na równi z mężczyznami, staje się tak aktualnym zagadnieniem, jak aktualnym jest demokratyczny, republikański ustrój odrodzonego państwa polskiego. Dziś bowiem, wobec tego wszystkiego, co przeżywamy, niedopuszczalnym jest, by ostało jakieś państwo, które by połowę swego narodu mogło pozbawiać praw sa¬morządnych i politycznych, to jest pra¬wa wyboru i wybieralności do Sejmu.
Budzińska-Tylicka, jako przedstawicielka Komitetu Równouprawnienia Kobiet, znalazła się w delegacji, która kilka dni później przedstawiła Józefowi Piłsudskiemu postulaty Polek. Ostatecznie prawo wyborcze przyznano każdemu, bez względu na płeć.
Niestety, wraz z końcem 1918 roku wydawanie czasopisma zostało zwieszone. Na wznowienie czekano aż trzy lata: w 1921 roku opiekę nad gazetą przejęło Koło Polek, a właścicielem zostało poznańskie wydawnictwo – Księgarnia św. Wojciecha.
„W chwili odradzania się zmartwychwstałej Polski nie może przepaść ani jedna myśl, ani jedna siła bez pożytku dla społeczności. W tym celu Koło Polek pomimo trudnych warunków wydawniczych postanowiło oddać wszystkim Kobietom Polskim «Bluszcz», aby mogły się zjednoczyć i skupić swe siły dla wspólnej pracy i służby narodowej” – deklarowało w pierwszym wydanym po przerwie numerze Koło Polek.
Niestety, wraz z końcem 1918 roku wydawanie czasopisma zostało zwieszone. Na wznowienie czekano aż trzy lata: w 1921 roku opiekę nad gazetą przejęło Koło Polek, a właścicielem zostało poznańskie wydawnictwo – Księgarnia św. Wojciecha.
„W chwili odradzania się zmartwychwstałej Polski nie może przepaść ani jedna myśl, ani jedna siła bez pożytku dla społeczności. W tym celu Koło Polek pomimo trudnych warunków wydawniczych postanowiło oddać wszystkim Kobietom Polskim «Bluszcz», aby mogły się zjednoczyć i skupić swe siły dla wspólnej pracy i służby narodowej” – deklarowało w pierwszym wydanym po przerwie numerze Koło Polek.
Kobieta w świecie
W 1924 roku powstało Towarzystwo Wydawnicze „Bluszcz” które (oprócz czasopisma) wydawało także książki i inne gazety dla kobiet, jak na przykład „Kobieta w Świecie i Domu”, „Matka i Dziecko”, „Praktyczna Pani”. Nadal także na bieżąco komentowano ważne z punktu widzenia Polek wydarzenia. W 1929 roku jako „niefortunny projekt” określono pomysł przedstawiony na Zjeździe Towarzystwa Nauczycieli Szkół Wyższych, gdzie pewna grupa pedagogów zaproponowała obniżenie poziomu programu żeńskich szkół średnich. W artykule wstępnym pisano: „Sprawa tkwi głębiej i zmierza dalej, niżby się zdawało. Tkwi głębiej – bo w złożach pospolitego egoizmu, lękającego się konkurencji kobiet w pracy zawodów umysłowych. Zmierza dalej – bo do stopniowego odbierania kobiecie jej praw. A pamiętajmy, że pierwszym prawem, o które walczyły kobiety, było prawo dostępu do wszystkich szkół i uczelni”.
Ale nie tylko walka o prawa Polek zajmowała redakcję – chętnie pisano także o sytuacji kobiet na całym świecie. W 1930 roku czytelniczki mogły przeczytać o kierowanym przez Kamaladevi Chattopadhyay ruchu kobiecym w Indiach, który aktywnie działał na rzecz niepodległości kraju. Z kolei w 1935 roku pojawiła się fotografia z manifestacji kobiet abisyńskich, protestujących przeciwko włoskiej aktywności na tym obszarze. Czytelniczki mogły dowiedzieć się także m.in. o pierwszej „doktorce medycyny” w Brazylii, „Ermelidzie de Sà” (właściwie: Ermelindzie Lopes de Vasconcelos), czy o „Lilianie Hamilton” (Lillias Hamilton) – lekarce, która pracowała na dworze emira Afganistanu Abdura Rahmana Chana.
Ale nie tylko walka o prawa Polek zajmowała redakcję – chętnie pisano także o sytuacji kobiet na całym świecie. W 1930 roku czytelniczki mogły przeczytać o kierowanym przez Kamaladevi Chattopadhyay ruchu kobiecym w Indiach, który aktywnie działał na rzecz niepodległości kraju. Z kolei w 1935 roku pojawiła się fotografia z manifestacji kobiet abisyńskich, protestujących przeciwko włoskiej aktywności na tym obszarze. Czytelniczki mogły dowiedzieć się także m.in. o pierwszej „doktorce medycyny” w Brazylii, „Ermelidzie de Sà” (właściwie: Ermelindzie Lopes de Vasconcelos), czy o „Lilianie Hamilton” (Lillias Hamilton) – lekarce, która pracowała na dworze emira Afganistanu Abdura Rahmana Chana.
Czytelniczki mają głos
„Bluszcz” zachęcał także same czytelniczki, by udzielały się na łamach pisma. Przykładowo w 1928 roku zaproponowano udział w ankiecie na temat aktywizacji zawodowej kobiet. Proszono, aby Polki odpowiedziały na pytania m.in. o staż pracy, kwalifikacje, o satysfakcję z wykonywanego zawodu, a nawet – czy ich stanowisko i wynagrodzenie są równe stanowisku i wynagrodzeniu mężczyzn z takimi samymi kwalifikacjami. Uznaniem cieszył się dział „Nasza mównica”, w której Polki dzieliły się swoimi przemyśleniami odnośnie rodziny, prowadzenia gospodarstwa, sytuacji społecznej i politycznej. O tym, jakie zaufanie wzbudzało pismo wśród swoich czytelniczek, mogą świadczyć tematy, które poruszane były na łamach „Naszej mównicy”. Przykładowo w 1929 roku czytelniczka podpisana jako Mar. Mil. opisywała swoją trudną sytuację życiową związaną z chorobą męża i umieszczeniem go w zakładzie psychiatrycznym. Kilka numerów później doczekała się odpowiedzi: M. Mossoczowa z Krakowa radziła, w jaki sposób ubiegać się o zwolnienie z opłat. „Proszę przesłać szczegółowe dane (gdzie mąż pracował, kiedy zachorował, w jakim wieku są dzieci, gdzie chory umieszczony), a po naradzie z adwokatem prześlę odpowiednie wskazówki” – pisała Mossoczowa. I radziła dalej: „Doskonale Sz. Pani zrobiła, mieszkając z dziećmi na wsi – taniej to znacznie kosztuje i zdrowiej. O ile teraz kursów prowadzić nie można, może by szyciem dało się co zarobić? – dziewczęta wiejskie lubią ubierać się «modnie»”.
Paniom, które chciały pracować, przychodziła z pomocą sama redakcja, chętnie zamieszczając na łamach „Bluszczu” informacje o możliwościach zarobku. Na przykład w 1929 roku donoszono o kursach na przewodnika dla zagranicznych gości, organizowanych przez Polskie Towarzystwo Krajoznawcze. Notka kończyła się stwierdzeniem: „Niewątpliwie dla kobiet inteligentnych byłoby to odpowiednie pole zarobkowe”.
„Bluszcz” skończył się wraz z wybuchem wojny. Jak wspominała jego ostatnia redaktorka naczelna, Stefania Podhorska-Okołów: „1 września na redakcję spadła bomba, w wyniku której spłonął cały nakład, wraz z jej wstępnym, antyhitlerowskim artykułem”.
Choć czasopismo próbowano reaktywować w XXI wieku, nie utrzymało się długo na rynku – być może zabrakło w redakcji kobiet pokroju Marii Ilnickiej, Zofii Seidlerowej czy Stefanii Podhorskiej-Okołów.
„Bluszcz” skończył się wraz z wybuchem wojny. Jak wspominała jego ostatnia redaktorka naczelna, Stefania Podhorska-Okołów: „1 września na redakcję spadła bomba, w wyniku której spłonął cały nakład, wraz z jej wstępnym, antyhitlerowskim artykułem”.
Choć czasopismo próbowano reaktywować w XXI wieku, nie utrzymało się długo na rynku – być może zabrakło w redakcji kobiet pokroju Marii Ilnickiej, Zofii Seidlerowej czy Stefanii Podhorskiej-Okołów.
Agata Łysakowska-Trzoss