Zamek Królewski w Warszawie
Bitwa pod Białą Cerkwią
czas czytania:
Dziewiątego października 1626 roku wojska Rzeczypospolitej powstrzymały tatarski najazd w bitwie pod Białą Cerkwią. Zwycięstwo to przyniosło dowódcy sił polskich – Stefanowi Chmieleckiemu – wielkie uznanie. Na kartach „Wojowników Sarmackich" tak sławiono jego imię: „Odniósł znakomite zwycięstwo z kilkoma tysiącami swoich nad ogromną ćmą barbarzyńców pod Białą Cerkwią. Męstwem swoim i sławą nazwiska napełnił całe Królestwo. Niestety jednak los niestały
i igrający z ludźmi u progu sławy i zaszczytów przedwcześnie go zgasił, gdy miał wejść do prześwietnego senatu Korony Polskiej z tytułem wojewody kijowskiego. Przeżył zaledwie 50 lat, zmarł z wielką szkodą dla Rzeczypospolitej w 1630 roku. Jeżeli kochasz Ojczyznę i cnotę, Przechodniu, nie zazdrość mu, proszę, i nie mąć spoczynku tego dzielnego wojownika”.
i igrający z ludźmi u progu sławy i zaszczytów przedwcześnie go zgasił, gdy miał wejść do prześwietnego senatu Korony Polskiej z tytułem wojewody kijowskiego. Przeżył zaledwie 50 lat, zmarł z wielką szkodą dla Rzeczypospolitej w 1630 roku. Jeżeli kochasz Ojczyznę i cnotę, Przechodniu, nie zazdrość mu, proszę, i nie mąć spoczynku tego dzielnego wojownika”.
Problem tatarski
Tatarzy stanowili jeden z najpoważniejszych problemów Rzeczypospolitej. Niegdyś Chanat Krymski wchodził w skład Złotej Ordy i na przestrzeni lat prowadził liczne wojny nie tylko z Rzecząpospolitą, ale również z Moskwą oraz innymi chanatami będącymi dawniej częścią Ordy (m.in. z Chanatem Kazańskim czy Astrachańskim). Z czasem jego pozycja osłabła i stał się wasalem Imperium Osmańskiego. Tatarzy byli takim samym kłopotem dla Turcji, jak Kozacy dla Rzeczypospolitej: działali niezależnie, podejmowali własne decyzje. Wywoływało to liczne problemy, ponieważ Tatarzy często prowadzili własną politykę ekspansji, napadając m. in. na Rzeczpospolitą, co nie było Turcji na rękę.
Sąsiedztwo z Tatarami determinowało życie mieszkańców Kresów Wschodnich Rzeczypospolitej. Ze względu na najazdy budowano w konkretny sposób miasta i dwory, tak aby były małymi twierdzami, zawsze gotowymi na odparcie wroga.
Tatarzy słynęli ze swojego skutecznego i bezlitosnego działania. Łupieżczo najeżdżali ziemie na Kresach, rabowali i mordowali. W średniowieczu zapuszczali się nawet w rejon Krakowa. W czasach Rzeczypospolitej Obojga Narodów nie byli aż tak zuchwali, co nie znaczy, że stanowili mniejsze zagrożenie. Nie tylko łupili, ale, co gorsza, polowali na ludzi.
Jasyr – to słowo wzbudzało prawdziwy strach w mieszkańcach Rzeczypospolitej. Bycie wziętym w jasyr de facto oznaczało „los często groszy od śmierci”. Wzięci w niewolę trafiali na targ w Stambule. Ci, którzy mieli szczęście, byli wykupywani przez bliskich, inni mogli liczyć na zbiórki pieniężne, organizowane między innymi przez Kościół, lecz wielu z porwanych nie miało najmniejszych szans na ratunek i do końca życia tkwiło w niewoli.
Nie dziwi więc, że walka z Chanatem Krymskim należała do ważniejszych działań militarnych, jakie nieprzerwanie podejmowano w Rzeczypospolitej. Było to zadanie trudne, ale także cieszące się wielkim uznaniem, o czym świadczy choćby kariera Jana III Sobieskiego, który swoje pierwsze sukcesy odnosił właśnie w walkach z Tatarami. Dla wielu żołnierzy Kresy były miejscem, gdzie uczyli się wojennego rzemiosła.
Sąsiedztwo z Tatarami determinowało życie mieszkańców Kresów Wschodnich Rzeczypospolitej. Ze względu na najazdy budowano w konkretny sposób miasta i dwory, tak aby były małymi twierdzami, zawsze gotowymi na odparcie wroga.
Tatarzy słynęli ze swojego skutecznego i bezlitosnego działania. Łupieżczo najeżdżali ziemie na Kresach, rabowali i mordowali. W średniowieczu zapuszczali się nawet w rejon Krakowa. W czasach Rzeczypospolitej Obojga Narodów nie byli aż tak zuchwali, co nie znaczy, że stanowili mniejsze zagrożenie. Nie tylko łupili, ale, co gorsza, polowali na ludzi.
Jasyr – to słowo wzbudzało prawdziwy strach w mieszkańcach Rzeczypospolitej. Bycie wziętym w jasyr de facto oznaczało „los często groszy od śmierci”. Wzięci w niewolę trafiali na targ w Stambule. Ci, którzy mieli szczęście, byli wykupywani przez bliskich, inni mogli liczyć na zbiórki pieniężne, organizowane między innymi przez Kościół, lecz wielu z porwanych nie miało najmniejszych szans na ratunek i do końca życia tkwiło w niewoli.
Nie dziwi więc, że walka z Chanatem Krymskim należała do ważniejszych działań militarnych, jakie nieprzerwanie podejmowano w Rzeczypospolitej. Było to zadanie trudne, ale także cieszące się wielkim uznaniem, o czym świadczy choćby kariera Jana III Sobieskiego, który swoje pierwsze sukcesy odnosił właśnie w walkach z Tatarami. Dla wielu żołnierzy Kresy były miejscem, gdzie uczyli się wojennego rzemiosła.
Kampania 1626 roku
Rok 1626 nie był łaskawy dla Rzeczypospolitej. Na północy armia szwedzka prowadziła dynamiczną kampanię, w trakcie której zaczęła zajmować północne ziemie i podchodziła nawet pod Gdańsk. Aby zapobiec klęsce, jesienią 1626 roku główne siły koronne pod wodzą hetmana Stanisława Koniecpolskiego zostały przerzucone z Ukrainy właśnie na północ. Stałe siły na Kresach zostały więc znacząco osłabione. Obrona Ukrainy spoczęła na barkach regimentarza Stefana Chmieleckiego, który – jak się miało rychło okazać – stał się odpowiedzialny za całe bezpieczeństwo wschodnich ziem Rzeczypospolitej.
Sytuacja była więcej niż skomplikowana. Realnie obawiano się, że kraj zostanie zaatakowany z dwóch, a może nawet z trzech stron. Nie były to obawy bezpodstawne: Gustaw II Adolf wysyłał na Krym listy i posłów, próbując zachęcić Tatarów do uderzenia na osłabioną Polskę. Tak samo czynił Gabriel Bethlen, protestancki książę Siedmiogrodu.
Tatarzy wcale nie potrzebowali specjalnej zachęty, by skorzystać z osłabienia sił polskich na Ukrainie. Podobnie jak wielokrotnie przedtem, postanowili dokonać najazdu. W całej układance nie bez znaczenia była relacja Rzeczypospolitej z Kozaczyzną. Powstanie Żmajły zakończyło się zaledwie rok wcześniej. W trakcie rokowań uzgodniono ugodę kurukowską, na mocy której ustalono m.in. wysokość tzw. rejestru kozackiego (liczbę Kozaków pozostających na żołdzie Rzeczypospolitej) – miał on wynosić 6 tysięcy ludzi. Wybrano również nowego hetmana, lojalnego względem Rzeczypospolitej – Mychajła Doroszenkę. Podczas najazdu Tatarów w 1626 roku Doroszenko i jego ludzie – choć jeszcze niedawno walczyli przeciw wojskom koronnym – stanęli po stronie Rzeczypospolitej, broniąc jej terytorium przed wspólnym wrogiem. W takich to okolicznościach doszło do bitwy, która początkowo nie wydawała się wydarzeniem przełomowym, a jednak – w szerszym kontekście – odegrała niezwykle istotną rolę.
Sytuacja była więcej niż skomplikowana. Realnie obawiano się, że kraj zostanie zaatakowany z dwóch, a może nawet z trzech stron. Nie były to obawy bezpodstawne: Gustaw II Adolf wysyłał na Krym listy i posłów, próbując zachęcić Tatarów do uderzenia na osłabioną Polskę. Tak samo czynił Gabriel Bethlen, protestancki książę Siedmiogrodu.
Tatarzy wcale nie potrzebowali specjalnej zachęty, by skorzystać z osłabienia sił polskich na Ukrainie. Podobnie jak wielokrotnie przedtem, postanowili dokonać najazdu. W całej układance nie bez znaczenia była relacja Rzeczypospolitej z Kozaczyzną. Powstanie Żmajły zakończyło się zaledwie rok wcześniej. W trakcie rokowań uzgodniono ugodę kurukowską, na mocy której ustalono m.in. wysokość tzw. rejestru kozackiego (liczbę Kozaków pozostających na żołdzie Rzeczypospolitej) – miał on wynosić 6 tysięcy ludzi. Wybrano również nowego hetmana, lojalnego względem Rzeczypospolitej – Mychajła Doroszenkę. Podczas najazdu Tatarów w 1626 roku Doroszenko i jego ludzie – choć jeszcze niedawno walczyli przeciw wojskom koronnym – stanęli po stronie Rzeczypospolitej, broniąc jej terytorium przed wspólnym wrogiem. W takich to okolicznościach doszło do bitwy, która początkowo nie wydawała się wydarzeniem przełomowym, a jednak – w szerszym kontekście – odegrała niezwykle istotną rolę.
Tatar nogajski (z lewej) i Tatar krymski (z prawej), ilustracja z 1805 roku, autor nieznany (Wikimedia Commons, domena publiczna)
Jesienią 1626 roku na ziemie Rzeczypospolitej uderzyła wielka wyprawa tatarska. Siły wroga – złożone głównie z oddziałów Tatarów krymskich i wspierających ich Nogajów budziackich – liczyły około 10–15 tysięcy ludzi (niektóre źródła podają, że mogło być ich nawet 40 tysięcy).Tatarzy weszli na Ukrainę Czarnym Szlakiem, który brał swój początek na uroczyskach rzeki Inguł, w tzw. Czarnym Lesie, lub u ujścia rzeki Siniucha. Dalej prowadził przez wyspę Tawań na Dnieprze koło twierdzy Kyzykermen, kierował się na północ przez Wyżynę Naddnieprzańską, na wysokości Korsunia rozgałęział się na Kijów i Zbaraż. Idąc w stronę Zbaraża, Tatarzy pustoszyli pograniczne okolice. Pod Białą Cerkwią założyli kosz, czyli warowny obóz, i wysyłali stamtąd czambuły – mniejsze ruchome oddziały tatarskie, które penetrowały okolicę w poszukiwaniu łupów i jasyru. W stosunkowo krótkim czasie złupili wiele wsi i miasteczek w województwie kijowskim, biorąc w niewolę lokalną ludność.
Zdając sobie sprawę ze słabości własnych sił, Chmielecki wezwał na pomoc oddziały Kozaków rejestrowych. Hetman kozacki Mychajło Doroszenko odpowiedział na ten apel, przyprowadzając do obozu polskiego swoje chorągwie. Trudno dziś powiedzieć, ile dokładnie wynosiły kozackie siły. Część źródeł wskazuje, że mógł to być pełen rejestr, czyli 6 tysięcy zbrojnych. Wojska walczące po stronie polskiej i tak były znacznie mniejsze od tatarskich.
Zdając sobie sprawę ze słabości własnych sił, Chmielecki wezwał na pomoc oddziały Kozaków rejestrowych. Hetman kozacki Mychajło Doroszenko odpowiedział na ten apel, przyprowadzając do obozu polskiego swoje chorągwie. Trudno dziś powiedzieć, ile dokładnie wynosiły kozackie siły. Część źródeł wskazuje, że mógł to być pełen rejestr, czyli 6 tysięcy zbrojnych. Wojska walczące po stronie polskiej i tak były znacznie mniejsze od tatarskich.
Chmielecki zdecydował się na odważny manewr wyprzedzający i zaatakował wroga z zaskoczenia, nie czekając, aż ten bardziej się rozproszy lub zbierze nadmierne łupy. Polski dowódca chciał wykorzystać fakt, że większość Tatarów tkwiła w błotnistym obozowisku pod Białą Cerkwią, nieświadoma zagrożenia.
Dziewiątego października oddziały polskie uderzyły na kosz tatarski. Atak został przeprowadzony, kiedy znaczna część sił wroga operowała w terenie, a ci, co zostali w obozie, zupełnie nie spodziewali się nagłego natarcia. Według relacji, Tatarzy wpadli w popłoch i nawet nie próbowali się bronić. Zginęło wielu ordyńców; zdobyto tatarskie chorągwie i buńczuki. Wojska Chmieleckiego odzyskały cały zrabowany wcześniej przez najeźdźców łup i – co ważniejsze – uwolniły pojmanych jeńców.
Kiedy Tatarzy zobaczyli klęskę swojego obozu, rzucili się do bezwładnej, wręcz panicznej ucieczki. Rozproszone grupy uciekały w różnych kierunkach przez step. Polska jazda ścigała je około czterech godzin.
Aby nie rozproszyć swoich, Chmielecki zdecydował się zatrzymać i nie gonić resztek Tatarów. Polski dowódca skupił się na pomaganiu lokalnej ludności. Jednocześnie powracał w rejon Białej Cerkwi i rozbijał kolejne grupy tatarskie, które – nieświadome klęski głównych swoich sił – plądrowały okolicę. I tak na przykład jeden z większych oddziałów tatarskich został doszczętnie rozbity w bitwie pod Fastowem, kiedy wracał z jasyrem. W tym starciu zginął dowódca tatarski sułtan Buchar wraz z synami murzy Kantymira. W ciągu zaledwie kilku dni siły tatarskie, które wtargnęły w granice Rzeczypospolitej, przestały istnieć.
O skali sukcesu polskiego świadczą liczby. Według źródeł poległo około tysiąca Tatarów, nie wliczając tych, którzy utonęli w bagnach lub zmarli z ran po ucieczce. W ręce zwycięzców dostały się liczne sztandary, uwolniono jeńców tatarskich, ujęto blisko 1200 Tatarów, w tym około 40 przedstawicieli tatarskiej szlachty, czyli murzów (dla porównania zginęło zaledwie 40 atakujących). Zwycięstwo pod Białą Cerkwią szybko stało się nie tylko militarnym, ale również propagandowym sukcesem. Zaczęto je wyolbrzymiać i pisać poematy na jego cześć, a Stefan Chmielecki stał się legendą. W trzy lata później poskromił najazdy tatarskie nad Gniłą Lipą, biorąc w niewolę dwa tysiące jeńców. Umarł niedługo później – w 1630 roku.
Dziewiątego października oddziały polskie uderzyły na kosz tatarski. Atak został przeprowadzony, kiedy znaczna część sił wroga operowała w terenie, a ci, co zostali w obozie, zupełnie nie spodziewali się nagłego natarcia. Według relacji, Tatarzy wpadli w popłoch i nawet nie próbowali się bronić. Zginęło wielu ordyńców; zdobyto tatarskie chorągwie i buńczuki. Wojska Chmieleckiego odzyskały cały zrabowany wcześniej przez najeźdźców łup i – co ważniejsze – uwolniły pojmanych jeńców.
Kiedy Tatarzy zobaczyli klęskę swojego obozu, rzucili się do bezwładnej, wręcz panicznej ucieczki. Rozproszone grupy uciekały w różnych kierunkach przez step. Polska jazda ścigała je około czterech godzin.
Aby nie rozproszyć swoich, Chmielecki zdecydował się zatrzymać i nie gonić resztek Tatarów. Polski dowódca skupił się na pomaganiu lokalnej ludności. Jednocześnie powracał w rejon Białej Cerkwi i rozbijał kolejne grupy tatarskie, które – nieświadome klęski głównych swoich sił – plądrowały okolicę. I tak na przykład jeden z większych oddziałów tatarskich został doszczętnie rozbity w bitwie pod Fastowem, kiedy wracał z jasyrem. W tym starciu zginął dowódca tatarski sułtan Buchar wraz z synami murzy Kantymira. W ciągu zaledwie kilku dni siły tatarskie, które wtargnęły w granice Rzeczypospolitej, przestały istnieć.
O skali sukcesu polskiego świadczą liczby. Według źródeł poległo około tysiąca Tatarów, nie wliczając tych, którzy utonęli w bagnach lub zmarli z ran po ucieczce. W ręce zwycięzców dostały się liczne sztandary, uwolniono jeńców tatarskich, ujęto blisko 1200 Tatarów, w tym około 40 przedstawicieli tatarskiej szlachty, czyli murzów (dla porównania zginęło zaledwie 40 atakujących). Zwycięstwo pod Białą Cerkwią szybko stało się nie tylko militarnym, ale również propagandowym sukcesem. Zaczęto je wyolbrzymiać i pisać poematy na jego cześć, a Stefan Chmielecki stał się legendą. W trzy lata później poskromił najazdy tatarskie nad Gniłą Lipą, biorąc w niewolę dwa tysiące jeńców. Umarł niedługo później – w 1630 roku.
Paweł Rzewuski