czas czytania:
Rok Jerzego Giedroycia
Jerzy Giedroyc – „Ksiażę z Maisons-Laffitte”, „Redaktor”. Tak go nazywano.
Dlaczego „Książę”? Bo pochodził ze starego rodu litewskich książąt. Dlaczego z Maisons-Laffitte? Bo w tej podparyskiej miejscowości osiadł tuż po wojnie i przez pół wieku kierował słynnym Instytutem Literackim – najważniejszym polskim wydawnictwem emigracyjnym. Dlaczego „Redaktor”? Bo, jak sam mówił, kwestia oddziaływania przez słowo była dla niego rzeczą najważniejszą. Za jego życia ukazało się 637 numerów miesięcznika „Kultura”, 134 „Zeszyty Historyczne” i 512 książek w serii Biblioteka „Kultury”. A Giedroyc był właściwie „jednoosobową redakcją” – dobierał ludzi i tematy, wysyłał tysiące listów do autorów mieszkających w różnych częściach świata, redagował teksty, pomagał w korektach.
Urodził się 27 lipca 1906 roku w Mińsku (wówczas zabór rosyjski) w rodzinie aptekarza Ignacego Giedroycia – potomka zubożałego rodu litewskich książąt – i Franciszki ze Starzyckich. Miał dwóch młodszych braci – Zygmunta i Henryka. Z domu rodzinnego wyniósł zamiłowanie do książek. Wcześnie nauczył się czytać, pochłaniał głównie literaturę polską i rosyjską. Jako dziesięciolatek został wysłany do gimnazjum w Moskwie. Naukę przerwał wybuch rewolucji, najpierw lutowej, potem październikowej. Jesienią 1918 roku, wraz z odzyskaniem przez Polskę niepodległości, rodzina Giedroyciów przeniosła się do Warszawy. Tutaj Jerzy ukończył Gimnazjum im. Jana Zamoyskiego, a następnie studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim. Przez półtora roku studiował też historię ukraińską u profesora Mirona Korduby.
W latach trzydziestych pracował jako urzędnik w ministerstwach, poznawał ludzi z różnych środowisk politycznych, intelektualnych, uczył się uprawiania polityki. Przez pewien czas należał do organizacji Myśl Mocarstwowa, skupiającej młodych ludzi o poglądach konserwatywnych, uważających, że Polska – ze względu na swoje położenie między Niemcami a Związkiem Sowieckim – musi być dużym i silnym państwem, jeśli chce zachować niepodległość. Karierę urzędniczą łączył z pracą redaktora, redagowane przez niego tytuły to „Bunt Młodych” i „Polityka”, w których teksty ogłaszali najzdolniejsi publicyści młodego pokolenia. Giedroyc był piłsudczykiem, państwowcem. Z takiego światopoglądu wynikała m.in. jego postawa wobec mniejszości narodowych. „Dla mnie wartością nadrzędną było państwo. Byłem przekonany, że rozsadzają je odśrodkowe dążenia poszczególnych narodowości, z którymi trzeba dojść do porozumienia, jeśli państwo polskie ma w ogóle istnieć” – wspominał w „Autobiografii na cztery ręce”. Szczególną uwagę poświęcał sprawom ukraińskim. Nie zgadzał się z polityką II Rzeczpospolitej wobec Ukraińców, uznawał ją za nieprzemyślaną i często niesprawiedliwą. Wraz z częścią środowiska skupionego wokół „Buntu Młodych” opowiadał się nawet za wprowadzeniem autonomii w Małopolsce Wschodniej.
18 września 1939 roku przekroczył granicę rumuńską wraz z ewakuowanymi władzami II RP i nigdy już do Polski nie wrócił. Jego wojenne losy prowadziły przez Bukareszt, Stambuł, Hajfę – gdzie wstąpił do Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich gen. Stanisława Kopańskiego – poprzez Tobruk, Gazalę, Irak, a następnie, już z 2. Korpusem Polskim gen. Władysława Andersa, przez cały Półwysep Apeniński, w tym Monte Cassino. W wojsku Giedroyc zajmował się głównie działalnością wydawniczą, redagując m.in. „Orła Białego”. Z lat wojennych pochodzą jego znajomości i przyjaźnie – z Józefem Czapskim, Zofią i Zygmuntem Hertzami, Juliuszem Mieroszewskim – które przetrwają na emigracji i zaowocują fenomenem Instytutu Literackiego i „Kultury”.
W latach trzydziestych pracował jako urzędnik w ministerstwach, poznawał ludzi z różnych środowisk politycznych, intelektualnych, uczył się uprawiania polityki. Przez pewien czas należał do organizacji Myśl Mocarstwowa, skupiającej młodych ludzi o poglądach konserwatywnych, uważających, że Polska – ze względu na swoje położenie między Niemcami a Związkiem Sowieckim – musi być dużym i silnym państwem, jeśli chce zachować niepodległość. Karierę urzędniczą łączył z pracą redaktora, redagowane przez niego tytuły to „Bunt Młodych” i „Polityka”, w których teksty ogłaszali najzdolniejsi publicyści młodego pokolenia. Giedroyc był piłsudczykiem, państwowcem. Z takiego światopoglądu wynikała m.in. jego postawa wobec mniejszości narodowych. „Dla mnie wartością nadrzędną było państwo. Byłem przekonany, że rozsadzają je odśrodkowe dążenia poszczególnych narodowości, z którymi trzeba dojść do porozumienia, jeśli państwo polskie ma w ogóle istnieć” – wspominał w „Autobiografii na cztery ręce”. Szczególną uwagę poświęcał sprawom ukraińskim. Nie zgadzał się z polityką II Rzeczpospolitej wobec Ukraińców, uznawał ją za nieprzemyślaną i często niesprawiedliwą. Wraz z częścią środowiska skupionego wokół „Buntu Młodych” opowiadał się nawet za wprowadzeniem autonomii w Małopolsce Wschodniej.
18 września 1939 roku przekroczył granicę rumuńską wraz z ewakuowanymi władzami II RP i nigdy już do Polski nie wrócił. Jego wojenne losy prowadziły przez Bukareszt, Stambuł, Hajfę – gdzie wstąpił do Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich gen. Stanisława Kopańskiego – poprzez Tobruk, Gazalę, Irak, a następnie, już z 2. Korpusem Polskim gen. Władysława Andersa, przez cały Półwysep Apeniński, w tym Monte Cassino. W wojsku Giedroyc zajmował się głównie działalnością wydawniczą, redagując m.in. „Orła Białego”. Z lat wojennych pochodzą jego znajomości i przyjaźnie – z Józefem Czapskim, Zofią i Zygmuntem Hertzami, Juliuszem Mieroszewskim – które przetrwają na emigracji i zaowocują fenomenem Instytutu Literackiego i „Kultury”.
Instytut Literacki Jerzy Giedroyc założył w 1946 roku w Rzymie, korzystając ze wsparcia finansowego II Korpusu, z czasem Instytut przekształcił się w wydawnictwo prywatne i przeniósł do podparyskiego Maisons-Laffitte. Wydawał książki, a przede wszystkim (od 1947 roku) „Kulturę” – najpierw kwartalnik, później miesięcznik, który z pisma literackiego stał się pismem wszechstronnym, przeznaczającym wiele miejsca na politykę i sprawy społeczne. Taka formuła najlepiej służyła celowi, jaki od początku postawili sobie twórcy Instytutu, a mianowicie – odziaływaniu na rządzoną przez komunistów Polskę. „Choć nie mieliśmy wątpliwości co do tego, że pozostaniemy na Zachodzie, nasz stosunek do rzeczywistości polskiej nie był jej jednoznacznym i bezwarunkowym odrzuceniem. Chcieliśmy oddziaływać na tę rzeczywistość. A przede wszystkim chcieliśmy mieć obiektywną informację o tym, co się dzieje w Kraju” – wspominał Giedroyc. Takie podejście świadczyło o niezależnym sposobie myślenia, odwadze i dalekowzroczności Jerzego Giedroycia. Polski Londyn – siedziba władz na uchodźctwie i największe skupisko emigracji – odcinał się wtedy od wszelkich kontaktów z krajem, chciał budować Polskę na wygnaniu, nieufnie odnosząc się do Polaków decydujących się na powrót do PRL lub przyjeżdżających zza żelaznej kurtyny. Czas pokazał, że koncepcja Giedroycia zwyciężyła. Łamy jego pisma były otwarte dla wszystkich, decydowały jedynie względy merytoryczne. Numery „Kultury” czy wydawanych przez Instytut książek docierały do kraju – przewożone przez marynarzy, przemycane przez granicę czechosłowacko-polską w rejonie Tatr, wysyłane pocztą pod fałszywymi okładkami na różne adresy z książek telefonicznych. W Maisons-Laffite znajdowali gościnę przybywający z kraju pisarze i intelektualiści. Niewątpliwie działalność Instytutu przyczyniła się do powstania silnej opozycji demokratycznej w PRL i wpływała na jej kształt. W stanie wojennym podziemne wydawnictwa w kraju przedrukowywały za zgodą Giedroycia teksty i książki Instytutu Literackiego. „Tygodnik Mazowsze” – największe pismo opozycyjne – otrzymywał od niego znaczną pomoc finansową. Giedroyc wydawał też książki autorów krajowych, funkcjonujących poza obiegiem oficjalnym – ukazywały się od 1977 roku w stworzonej specjalnie podserii „Bez Cenzury”.
Inną ważną sprawą, w której ludzie „Kultury” zajęli odmienne stanowisko niż emigracja londyńska, był stosunek do powojennej granicy wschodniej. W przeciwieństwie do Londynu ośrodek Giedroycia zaakceptował ją bardzo szybko. W piśmie ukazały się teksty przyznające Litwinom prawo do Wilna, a Ukraińcom do Lwowa. Przez kolejne lata na łamach „Kultury” propagowano stworzoną przez Ludwika Mieroszewskiego tzw. koncepcję ULB (Ukraina, Litwa, Białoruś), która zakładała samostanowienie tych państw w granicach pojałtańskich. Dziś wydaje się to nam oczywiste, ale tuż po wojnie dla żyjących na emigracji Polaków – często pochodzących z Kresów Wschodnich – było czymś nie do pomyślenia. A więc także w tej kwestii redaktor „Kultury” był dalekowzroczny i nie bał się iść pod prąd.
Jerzy Giedroyc zmarł 14 września 2000 roku, w czasie pracy nad 637. numerem „Kultury”. Zostawił nam swoją wizję Polski, polityki, jaką powinna prowadzić, zwłaszcza w relacjach z sąsiadami. Ciągle możemy się od niego uczyć – autentycznej tolerancji, uczciwości wobec siebie i innych, niezależności myślenia i tego, że warto poświęcić się sprawom, w które się wierzy.
Izabela Korybut-Daszkiewicz
Z okazji ustanowionego przez Senat Rzeczpospolitej Roku Jerzego Giedroycia w związku ze 120. rocznicą jego urodzin i 80. rocznicą założenia Instytutu Literackiego w całym kraju odbywają się wydarzenia poświęcone Redaktorowi „Kultury” i samemu pismu.
Inną ważną sprawą, w której ludzie „Kultury” zajęli odmienne stanowisko niż emigracja londyńska, był stosunek do powojennej granicy wschodniej. W przeciwieństwie do Londynu ośrodek Giedroycia zaakceptował ją bardzo szybko. W piśmie ukazały się teksty przyznające Litwinom prawo do Wilna, a Ukraińcom do Lwowa. Przez kolejne lata na łamach „Kultury” propagowano stworzoną przez Ludwika Mieroszewskiego tzw. koncepcję ULB (Ukraina, Litwa, Białoruś), która zakładała samostanowienie tych państw w granicach pojałtańskich. Dziś wydaje się to nam oczywiste, ale tuż po wojnie dla żyjących na emigracji Polaków – często pochodzących z Kresów Wschodnich – było czymś nie do pomyślenia. A więc także w tej kwestii redaktor „Kultury” był dalekowzroczny i nie bał się iść pod prąd.
Jerzy Giedroyc zmarł 14 września 2000 roku, w czasie pracy nad 637. numerem „Kultury”. Zostawił nam swoją wizję Polski, polityki, jaką powinna prowadzić, zwłaszcza w relacjach z sąsiadami. Ciągle możemy się od niego uczyć – autentycznej tolerancji, uczciwości wobec siebie i innych, niezależności myślenia i tego, że warto poświęcić się sprawom, w które się wierzy.
Izabela Korybut-Daszkiewicz
Z okazji ustanowionego przez Senat Rzeczpospolitej Roku Jerzego Giedroycia w związku ze 120. rocznicą jego urodzin i 80. rocznicą założenia Instytutu Literackiego w całym kraju odbywają się wydarzenia poświęcone Redaktorowi „Kultury” i samemu pismu.