Wybuch insurekcji w Warszawie

U wylotu ulicy Piekarskiej przy murach warszawskiego Starego Miasta znajduje się pomnik Jana Kilińskiego. Jego postać kroczy naprzód, z szablą wzniesioną ku górze. Patrzy w kierunku pałacu Morsztynów, rozlokowanego pomiędzy ulicą Podwale a Miodową. W ten sposób autor pomnika Stanisław Jackowski chciał na stałe wpisać w warszawski krajobraz scenę, która rozegrała się tu 17 kwietnia 1794 roku.

Jan Kiliński, szewc, zamieszkały przy ulicy Szeroki Dunaj 5, należał do spisku, który miał doprowadzić do wybuchu powstania. Udało mu się przekonać starszyznę cechową, rzemieślników i czeladników, by - niezależnie od wojsk Kościuszki - samodzielnie oswobodzić Warszawę. Zadanie było trudne, gdyż garnizon rosyjski liczył 7,5 tys. żołnierzy, a regularne oddziały polskie tylko 3,5 tys.

Rankiem 17 kwietnia 1794 roku uzbrojony w Arsenale lud warszawski zaatakował wojska ochraniające rosyjskiego ambasadora Igelströma. Jego siedzibą był właśnie pałac Morsztynów.

Walki wokół pałacu i na ulicy Miodowej trwały cały dzień. Gdy skończyła się amunicja, do luf miały podobno powędrować guziki i kamienie. W innych miejscach Warszawy powstańcy także święcili triumfy. Regiment Działyńczyków rozbił Rosjan pod kościołem św. Krzyża. Odsiecz idąca na pomoc ambasadorowi została powstrzymana przez powstańców utrzymujących pozycje za murem Ogrodu Saskiego.

Następnego dnia Igelström nakazał odwrót. Rosjanom udało się ujść z Warszawy ulicą Miodową w kierunku Żoliborza. Miasto - największy ośrodek przemysłowy i węzeł komunikacyjny - zostało wolne w rękach powstańców.

KM

Ilustracja: szkice powstańców z czasów insurekcji, trzy postacie powstańców oraz studia popiersi, torsów i rąk, rycina Aleksandra Orłowskiego z 1794 r., Polona, CC-BY-NC.