Uchwalenie konstytucji Nihil novi

Z prof. Anną Sucheni-Grabowską                                                                                               rozmawia Wojciech Kozłowski

 

Czy prawo uchwalone na sejmie radomskim w roku 1505 możemy uznać za jeden z kluczowych punktów historii naszego kraju?  

Uchwalenie konstytucji Nihil novi bardzo słusznie znalazło się wśród dat najważniejszych dla historii Polski. Jednak jej geneza i interpretacja stanowią przedmiot żywych sporów od momentu jej uchwalenia. Spory te podejmują kolejne generacje Polaków, czujących historię naszego kraju i zainteresowanych ewolucją polskiego ustroju.

Skąd nazwa? Dlaczego Nihil novi?

Dawne prawodawstwo często przyznawało pierwszeństwo formule zakazu przed formułą pozytywnego zalecenia. Widzimy to także w tekstach religijnych, choćby w przykazaniach, w których przeważają zakazy. Ze względu na szacunek dla dawnego prawa istniała przy tym powszechna niechęć do nowości prawodawczych  - co nie stanowi oczywiście specyfiki polskiej. Jak się na ogół uważa, przełom w tej dziedzinie przyniosła dopiero epoka odrodzenia. Na te sprawy zwracał uwagę Konstanty Grzybowski, podkreślając przywiązanie do zastanych praw, dopuszczające wprowadzanie nowych jedynie w uzasadnionych przypadkach, co tłumaczyło przyjęcie takiego właśnie tytułu.

Czy był to rewolucyjny przełom, czy raczej przejaw ewolucyjnego procesu?

Opowiadam się za tym, że doszło do tego na drodze ewolucyjnej, jak to uzasadnił Juliusz Bardach - co oczywiście nie umniejsza rangi tego wydarzenia. Doktryna Rzeczypospolitej - systemu monarchii elekcyjno-parlamentarnej - kształtowała się w drodze praktyki. Działo się to w okresie od schyłku epoki Piastów do Unii Lubelskiej.
 
Konstytucja radomska spina dotychczasowe doświadczenia rodzimego procesu rozwojowego i otwiera kolejny ich etap oraz nowe perspektywy. Ewolucja ta odbywała się od czasów piastowskich, istotny był jednak zwłaszcza przeszło stuletni rozwój myśli politycznej do roku 1505. Należy tu sięgnąć do poglądów uczonych i myślicieli z Akademii Krakowskiej, zwłaszcza Stanisława ze Skarbimierza i Pawła Włodkowica, który prezentował je ówczesnej opinii europejskiej na soborze w Konstancji w roku 1415, potępiając narzucanie wiary drogą podboju.
             
Dlaczego zatem król wyraził zgodę na Nihil novi, dzieląc się  władzą z senatorami i posłami, skoro w tradycji monarchii patrymonialnej, za jaką uważa się Polskę piastowską, władca uważany był za suwerennego ustawodawcę?
 
Jak już wspomniałam, Nihil novi stanowiło kolejny etap rodzimych doświadczeń politycznych. Tak więc Piastowie uznawali tradycję sięgania przy ważniejszych decyzjach do zgromadzeń, tak zwanych wieców lokalnych, prowincjonalnych czy ogólnokrajowych. Ich znaczenie okazało się bardzo ważne w czasie bezkrólewia po śmierci Ludwika Węgierskiego, kiedy to często zwoływane były ogólnokrajowe zjazdy dostojników świeckich i kościelnych, przedstawicieli szlachty i miast. Takie zjazdy w Radomsku - w roku 1382 i 1384 - część historyków uważa za konfederacje, inni za prototyp parlamentaryzmu, uwzględniający czynnik reprezentacji. Za panowania Jagiełły istniała praktyka zjazdów stanów Królestwa, a badania Wojciecha Fałkowskiego wykazują,  że coroczne sejmy odbywały się już za Kazimierza Jagiellończyka.
 
Co tak ważnego jest w treści Nihil novi?
 
Przypomnijmy jej brzmienie za Zygmuntem Wojciechowskim (Państwo Polskie w wiekach średnich. Dzieje ustroju, wyd. II, Poznań 1948):
 
"Ponieważ prawa ogólne i ustawy publiczne dotyczą nie pojedynczego człowieka, ale ogółu narodu, przeto na tym walnym sejmie radomskim wraz ze wszystkimi królestwa naszego prałatami, radami i posłami ziemskimi za słuszne i sprawiedliwe uznaliśmy, jakoż postanowiliśmy, iż odtąd na potomne czasy nic nowego stanowionym być nie ma przez nas i naszych następców bez wspólnego zezwolenia senatorów i posłów ziemskich, co by było z ujmą i ku uciążeniu rzeczypospolitej oraz ze szkodą i krzywdą czyjąśkolwiek tudzież zmierzało ku zmianie prawa ogólnego (pospolitego) i wolności publicznej".
 
W monarchii Jagiellonów suwerenna rola przypada prawu, co stwierdzają ówcześni prawnicy, na przykład Jakub Przyłuski i Jan Herburt. Podmiotowa rola posłów jako współustawodawców przysługiwała w ówczesnym układzie politycznym wyłącznie szlachcie. Jednakże formuła, że ustawa dotyczy całego narodu, wskazywała na wszystkie stany - i  tak też rozumieli to w konkretnych sytuacjach monarchowie, stwierdzając, że zaprzysięgają prawa wszystkim stanom. Ówczesne struktury prawne obejmowały różne kategorie uprawnień: swoje prawa posiadali mieszczanie, a nawet samorządne gminy wiejskie pod władzą pana gruntowego. Szczególnie szerokie uprawnienia posiadały instytucje kościelne. Istniały też pewne zróżnicowania regionalne. Nie były to jednak prawa obywatelskie.
 
Ta różnorodność doprowadzała w praktyce do kolizji i łamania którejś kategorii praw. Wywoływało to pretensje do monarchów, widoczne już od czasów Władysława Jagiełły. Stopniowo doszło do otwartego konfliktu politycznego, który zaczął się w w latach trzydziestych XVI wieku - rokosz lwowski, spory o egzekucję praw.
 
Dotykamy tu problemu miejsca króla w ówczesnym ustroju.
 
Najnowsza historiografia, nawiązując do dawniejszych poglądów, sądzi, że Nihil novi nie obejmowało całości prawodawstwa i tym samym utrzymało szeroką swobodę ustawodawstwa monarszego. Tymczasem w roku 1538 w wyniku konfliktów wewnętrznych została wydana konstytucja, która potwierdzała rozległy zakres stosowania zasady Nihil novi. Jeszcze w tym czasie kancelaria królewska opowiadała się bowiem za tym, że król może korygować ustawy swoją decyzją, czemu jednak zaprzeczała ówczesna praktyka sejmowa. Słuszne jest więc sformułowanie historyka ustroju Wacława Uruszczaka, sprecyzowane ostatnio w książce o doświadczeniu politycznym I Rzeczypospolitej na tle Europy, że "Monarchia Jagiellonów" była "państwem Konstytucyjnym", to znaczy podlegała prawu.
 
Jakiemu prawu?
 
Chodzi o tak zwane Ius Commune, czyli prawo powszechne, pospolite, ogólnokrajowe. Już stańczycy w drugiej połowie XIX wieku sformułowali pogląd, że przez prawo powszechne w Nihil novi należało rozumieć przywileje szlacheckie. Aby rozstrzygnąć to zagadnienie, należy poddać krytycznej ocenie treść tych praw, które szlachta nazywała "prawem powszechnym", by stwierdzić, czy były one rzeczywiście tak wąsko rozumiane. Jest to jedno z najpilniejszych zadań historiografii.
 
Sama należę do grona obrońców ogólniejszego znaczenia terminu "prawo pospolite". Służyło ono bowiem obronie praw człowieka i obywatela, choć tylko w odniesieniu do licznego szlacheckiego narodu politycznego. Było ono przy tym użyteczne dla całego społeczeństwa, oddzielając sądy królewskie w sprawach kryminalnych od samorządowych powszechnych ziemskich, kontrolujących ceny i zapewniających powszechny dostęp do sądów, na co zwracał uwagę historyk Polski nowożytnej Andrzej Wyczański.
 
Pragnę też podkreślić ważną rolę podziału obszaru państwa na własność Rzeczypospolitej,  podlegającą królowi - około 20-30%, kościelną - 15% i pozostałą, prywatną - szlachty i magnaterii. W każdej z tych kategorii dóbr obowiązywało ogólnoeuropejskie, średniowieczne prawo immunitetu, przyznające właścicielowi gruntu pełnię władzy nad ludnością plebejską w tych dobrach, miejską i wiejską. W Polsce immunitet utrzymał się również w nowożytności, ponieważ stan rycersko-ziemiański nie utracił tytułów do ziemi w okresie trzykrotnej zmiany dynastii w końcu XIV wieku, co na przykład w Anglii nastąpiło podczas krwawych walk o tron. Monarcha faktycznie rządził poddanymi należącymi do stanu rycersko-ziemiańskiego, oni zaś pozostawali zwierzchnikami ludności plebejskiej. Fakt, że król polski był w pełni władny wydawać różnego rodzaju zarządzenia dotyczące stanów plebejskich, do czego obecnie nawiązują na nowo niektórzy badacze, nie wynika w zasadzie z przedmiotowego zakresu wymienianych przez nich spraw, ale przede wszystkim z immunitetowej zwierzchności monarchy jako gospodarza domeny monarszej, na przykład nad najważniejszymi miastami. Jest kwestią dalszych badań ustalenie, czy równie daleko mogło sięgać ustawodawstwo królewskie wobec innych rodzajów własności.
 
Z całą pewnością nie mają racji ci historycy, którzy zarzucają Zygmuntowi I, że nie zahamował wzrostu pańszczyzny. Na sejmach 1519-1520 roku podjął on tego rodzaju próby, ale musiał się z nich wycofać, aby nie naruszać prawa - praw zwierzchnich właścicieli dóbr, czyli właśnie immunitetu.
 
Skoro już wcześniej stan szlachecki wypowiadał się na zgromadzeniach w sprawach publicznych, to co, obok podsumowania dorobku poprzednich lat, jest największym osiągnięciem konstytucji z roku 1505?
 
Nihil novi dawało królowi możliwość prowadzenia ze szlachtą debaty w scentralizowanej instytucji ogólnopaństwowej, jaką był sejm - co prawda wyłącznie szlachecki; stworzyło też rodzimą doktrynę o trzech sejmujących stanach.
 
Największym walorem Nihil novi była ochrona wolności publicznej, ponieważ wolność osobistą i majątkową zapewniły przywileje Władysława Jagiełły już z początkiem XV wieku - chociaż tylko w odniesieniu do szlachty, także tej najuboższej. Nihil novi w połączeniu z owymi wcześniejszymi przywilejami gwarantowało wolność słowa w polskim sejmie.
 
Czy ta wolność mogła zagrozić państwu - to wciąż sprawa sporna. Osobiście doceniam wartości ustroju "demokracji szlacheckiej" i nie uważam, aby można było w nim widzieć genezę upadku I Rzeczypospolitej, co nastąpiło w wyniku ekspansjonistycznych działań zmilitaryzowanych, imperialistycznych mocarstw ościennych.
 
Prof. Anna Sucheni-Grabowska - jedna z najznakomitszych historyków polskich czasów nowożytnych, specjalistka z dziedziny ustroju i praktyki politycznej Rzeczypospolitej szlacheckiej, zwłaszcza w wieku XVI.
 

Ilustracja: pierwsza strona oryginalnego wydania konstytucji Nihil novi, Archiwum Główne Akt Dawnych, CC-BY-NC.