Podpisanie aktu unii brzeskiej

Powołanie do istnienia w 1589 r. prawosławnego patriarchatu moskiewskiego wzbudziło w Polsce przekonanie, że kwestia religii prawosławnej stanie się dla Moskwy argumentem gry politycznej. Ideę unii propagowali w Polsce jezuici (Piotr Skarga, O jedności Kościoła Bożego, 1577), zdecydowanie popierał ją król Zygmunt III Waza i papież Klemens VIII. Akt unii nie objął całego polskiego prawosławia. Sprzeciwili mu się biskupi przemyski Michał Kopysteński i lwowski Gedeon Bałaban, na czele zaś świeckich przeciwników unii stanął książę Konstantyn Ostrogski.

Akt unii związał w ramach katolicyzmu, pod zwierzchnictwem papieża dwa Kościoły: rzymskokatolicki i greckokatolicki. Wschodni kościół unicki zachował własny liturgiczny kalendarz (juliański) oraz ryt, język liturgii i organizację kościelną. Biskupi uniccy nie mogli jednak zasiąść w senacie, co z urzędu było prawem biskupów rzymskokatolickich.

Unia brzeska wpłynęła na pogłębienie antagonizmów religijnych w Rzeczypospolitej, sprawiając, że wyznawcy prawosławia (dyzunici) ciążyli ku Moskwie. Unia stała się też źródłem napięć, które w ciągu dziejów narosły w otwarty konflikt nie tylko religijny, ale też narodowościowy pomiędzy Polakami i Ukraińcami.
 
Rozmowa z prof. Andrzejem Sulimą-Kamińskim


Nie tak dawno ukazała się książka pewnego angielskiego historyka, w której podważał on ugruntowany w polskiej historiografii pogląd o równości różnych wyznań w obrębie Rzeczypospolitej. Czy rzeczywiście można powiedzieć, że polska tolerancja była fasadowa, a jej mit powstał przez porównanie sytuacji w Polsce z innymi krajami europejskimi, którymi co jakiś czas targały krwawe wojny na tle wyznaniowymi?

W Kościołach istniało zawsze głębokie przekonanie, zupełnie zresztą zrozumiałe, że ich własna religia jest jedyną słuszną. Pociągało ono jednak za sobą poważne konsekwencje. Bierze się to z głównego założenia, które mówi, że jeżeli człowiek ma być zbawiony, może się to dokonać tylko w tej konkretnej religii. Nie stanowi to zapewne dobrego wstępu do tolerancji. Kościołom na terenie Rzeczypospolitej tolerancja została narzucona. Chociaż we wszystkich Kościołach istnieli ludzie popierający tolerancję, wynikało to najczęściej z dążenia do ekumeniczności, jednak trudno było im przyjąć tolerancję jako zasadę. Wierzyli oni bowiem, że jeśli nie nawrócą zabłąkanego brata, zanim umrze, to po śmierci znajdzie się w piekle, a oni będą za to odpowiedzialni.

Na te zagadnienia trzeba patrzeć z punktu widzenia politycznego. Nie tylko w Rzeczypospolitej tolerancję narzucał władca po to, aby uzyskać spokój religijny w państwie. Najlepszym przykładem jest Turcja Otomańska - kraj niedemokratyczny, niby niedbający o prawa ludności, a jednak tolerancja była tam przestrzegana, właśnie ze względów politycznych. U nas natomiast mamy do czynienia z taką sytuacją głównie w okresie, w którym tworzy się społeczeństwo obywatelskie. Na początku była szlachta rozmaitych wyznań, głównie katolicka i prawosławna, ale też luterańska, kalwińska czy ariańska. Miały one do wyboru albo utrzymać solidarność obywatelską w walce o prawa, albo też dla dobra własnego Kościoła, wzorem Niemiec czy Francji, walczyć o prawo i pierwszeństwo jednego Kościoła.

Jak w tym kontekście rysuje się kwestia unii brzeskiej? Jaki był jej właściwy cel i dlaczego jej zawiązanie było aż tak kłopotliwe?

Sprawa unii brzeskiej jest bardzo trudna. Wywołała olbrzymie napięcie emocjonalne, obrosła rozległą legendą i historiografią. W takich okolicznościach trzeba pamiętać o początkach, a więc o tym, że o zbliżenie obydwu Kościołów - prawosławnego i katolickiego - zabiegano od dawna. Myślę, że Halecki bardzo ładnie już to kiedyś wyjaśnił. Można to pokazać nawet na materiale dotyczącym nie tylko ziem Rzeczypospolitej, ale Włoch, w których oddziaływanie prawosławia, szczególnie na południu albo w okolicach Akwilei, było bardzo silne. Dążenie do zawarcia unii jest bardzo stare. Niemniej z drugiej strony, np. w Moskwie, istniało silne dążenie do zachowania odrębności politycznej.

Wzrost potęgi politycznej Moskwy, a jednocześnie ustanowienie tam piątego patriarchatu prawosławnego, bardzo silnie wpłynęły na władyków, biskupów i metropolitów prawosławnych ziem Rzeczypospolitej. Dla nich stanowiło to zagrożenie, gdyż Moskwa zaczynała wchodzić na tereny uprzednio zarezerwowane dla Konstantynopola. Nie zajmowała ich z pozycji słabej, jak patriarcha konstantynopolski, który politycznie był przecież nikim - był niejako poddanym sułtana tureckiego. Moskwa mówiła z pozycji władzy i potęgi cara. Przypuszczam, że silnie to odczuwali i dążyli do zabezpieczenia swojego Kościoła zarówno przed Moskwą, jak i przed Kościołem katolickim, polskim. Chcieli znaleźć niszę, która pozwoliłaby im zachować odrębność. I właśnie taki Kościół stworzyli. Czy osiągnęli to, czego chcieli? To już jest inna sprawa. Chcieli mieć swoje miejsce. Chcieli też, aby unia zyskała wymiar ekumeniczny. Zdawało im się, być może, że są na drodze, która ich do tego doprowadzi. Nic jednak z tych planów nie wyszło. Na domiar złego stali się kością niezgody pomiędzy Moskwą a Warszawą. Niewątpliwie zbliżali się do Kościoła rzymskiego, lecz nigdy się z nim nie złączyli. Unici na zawsze zachowali odrębną tożsamość, która w jakiś sposób oddzielała ich zarówno od katolików Polaków, jak i prawosławnych Moskali. Dawała im ona silną tożsamość, dzisiaj powiedzielibyśmy: narodowo-kulturową.

Czy w takim razie ci prawosławni, którzy przystąpili do unii, odnieśli w jej skutku jakieś realne korzyści, skoro mimo poparcia króla, silnego w tym okresie zakonu jezuitów i nuncjatury papieskiej, biskupi polscy nie dopuścili władyków do senatu?

To, że ich nie dopuszczono, pokazuje on siłę polskiego Kościoła rzymskiego i na pewno nie wystawia mu najlepszego świadectwa. Społeczeństwo natomiast nie potrafiło podjąć żadnego działania, które wspomogłoby interesy braci ze wschodu. To była jedna z tych spraw, w której ukazała się niejako słabość społeczeństwa, wynikająca z ustalonego zwyczaju i prawa. Nie pominięto uprawnień biskupów, mimo że były głosy, które się za tym opowiadały. Jednak pod wpływem nacisków politycznych od czasu do czasu prawa te odbierano, by potem je powtórnie przyznać. Jedyne więc, co uzyskano, to właśnie tę odrębność, biskupi zaś nie uzyskali politycznie wiele, ponieważ nie zasiedli w senacie, przez co znaczenie Kościoła unickiego niewątpliwie podupadało w odczuciu społecznym. Z drugiej strony proszę pamiętać, że w XVIII wieku na terenach tej wielkiej Białorusi, która wchodziła wtedy w skład Rzeczypospolitej, gdzieś aż za Smoleńsk i Witebsk, ponad 80% ludności to byli unici. Tak więc zwycięstwo Kościoła było olbrzymie i takież same wywołało skutki, gdyż mieszkańcy, głównie chłopi, mieli poczucie własnej godności, jak też spojrzenie na świat wartości, inne od panującego wśród prawosławnej ludności tego samego stanu społecznego.

Dlaczego ponowne uznanie Kościoła prawosławnego w Polsce, czyli przywrócenie praw dyzunitom, nie zdołało załagodzić konfliktu? 

To już jest okres wielkich napięć, politycznego zamieszania i olbrzymich wpływów rosyjskich na terenie Polski. Przywrócenie praw Kościoła ma stanowić przeciwwagę wobec zbyt częstego proszenia o pomoc Petersburga. To był oczywiście gest ze strony Kościoła prawosławnego. Główne napięcia jednak nie pojawiały się na najwyższym szczeblu. Dotyczyły grup silnie utożsamiających się albo z prawosławiem, albo z Kościołem unickim, co szczególnie wystąpiło na terenach ukraińskich i wybuchło olbrzymim płomieniem w czasie wojen okresu Chmielnickiego. Drugi taki moment następuje tuż przed rozbiorami, kiedy Kościół prawosławny naprawdę uzyskuje duże znaczenie w Polsce, ale stało się to zbyt późno i nie zdołało powstrzymać rzezi humańskiej.

Jak współczesna historiografia ocenia akt unii brzeskiej, biorąc pod uwagę fakt, że stała się ona w późniejszym czasie zarzewiem krwawych konfliktów na kresach? 

Zagadnienie to nadal budzi wiele emocji. Po przeczytaniu kilku stron pracy o tamtych wydarzeniach od razu wiadomo - niezależnie od całej bazy naukowej autora - czy jest on przedstawicielem Kościoła unickiego, prawosławnego, czy katolickiego. Liczne dyskusje na ten temat toczą się w dalszym ciągu i nie jest są łatwe dla nikogo, kto uczestniczy w tym wielkim sporze.

Prof. Andrzej Sulima-Kamiński - wykładowca Georgetown University, dyrektor Instytutu Przestrzeni Obywatelskiej i Polityki Społecznej Wyższej Szkoły Handlu i Prawa im. Łazarskiego w Warszawie, członek zagraniczny Wydziału Historyczno-Filozoficznego Polskiej Akademii Umiejętności w Krakowie, autor m.in. pracy Historia Rzeczpospolitej wielu narodów 1505-1795. Obywatele, ich państwa, społeczeństwa, kultura (2002).
 
K. G.

Ilustracja: portret jednego z twórców unii brzeskiej abp kijowski Hipacy Pociej, Wikimedia Commons, domena publiczna.