Weszło w życie zawieszenie broni w wojnie polsko-bolszewickiej

Polsko-bolszewickie negocjacje pokojowe zaczęły się jeszcze w sierpniu 1920 roku, kiedy Armia Czerwona zbliżała się do wrót Warszawy. Nieoczekiwane zwycięstwo Polaków w bitwie warszawskiej 13–25 sierpnia zmieniło położenie polskiej delegacji w Mińsku.


Miesiąc później natomiast, w wyniku bitwy niemeńskiej rozegranej w dniach 20–26 września, po raz kolejny udało się rozbić wojska Michaiła Tuchaczewskiego, uprzedzając jego kontrofensywę i przypieczętowując polskie zwycięstwo (na froncie południowym 31 sierpnia rozbito 1 Armię Konną Siemiona Budionnego, która znalazła się w odwrocie). Armia Czerwona cofała się na całym froncie, a Włodzimierz Lenin nie miał pewności, jak szybko będzie można uzupełnić ją o nowe jednostki. (Rosja bolszewicka, podobnie jak Polska, była wyczerpana wojną, a ponadto na jej obszarze trwały jeszcze nie wygaszone konflikty wewnętrzne, chociażby konflikt z ostatnim „białym” dowódcą walczącym z bolszewikami, gen. Piotrem Wranglem, zajmującym pozycje na Krymie).

Sytuacja groziła ponownym zdobyciem przez Polaków Mińska i Kijowa oraz ponowną próbą urzeczywistnienia – niezwykle niebezpiecznego dla bolszewickiej Rosji – planu federacyjnego. 21 września negocjacje w sprawie rozejmu przeniosły się do Rygi. 23 września przewodniczący bolszewickiej delegacji Adolf Joffe zaproponował polskiej delegacji na czele z Janem Dąbskim ustalenie granicy nieco na wschód od linii Curzona, chociaż instrukcje z Moskwy mówiły o granicy na linii niemieckich okopów z korektą na niekorzyść Polski na północy. Wywołało to zaskoczenie polskiej delegacji (która zażądała dłuższej przerwy w rokowaniach), a także Gieorgija Cziczerina, który uznał takie posunięcie Joffego za błąd. W istocie Polacy ciągle byli w pościgu za bolszewikami, a przerwa w rokowaniach osłabiała pozycję negocjacyjną Joffego.

Do podpisania porozumienia polsko-bolszewickiego doszło dopiero 5 października 1920 roku. Polskie kręgi wojskowe naciskały na maksymalne przeciągnięcie rokowań, by wypracować jak najlepsze podstawy do dalszej samodzielnej akcji sojuszniczych armii – białoruskiej Stanisława Bułak-Bałachowicza, ukraińskiej Symona Petlury oraz towarzyszących im oddziałów rosyjskich Borisa Sawinkowa. Również naczelnik państwa Józef Piłsudski ostrzegał przed przedwczesnym zawieraniem rozejmu, sugerując, że bolszewikom nie można ufać.  Intencje większości przywódców partyjnych, podkreślających wyczerpanie narodu, były jednak odmienne. Wincenty Witos, mimo dostrzeganych braków w preliminariach, dopingował Jana Dąbskiego (również działacza ludowego) – „Podpisuj! Pokój twój bardzo dobry”.

Generał Edward Rydz-Śmigły w rozkazie do żołnierzy 2 Armii pisał: „Jesteśmy w końcowym okresie wojny, wymaga się przeto od wojsk jak największego wysiłku. Przemaszerowanie kilometra jest równoznaczne z rozszerzeniem o kilometr granic naszej Ojczyzny”. Polskie oddziały z poświęceniem pokonywały nawet do 60 kilometrów dziennie, odzyskując, już po podpisaniu preliminariów pokojowych 12 października, Wilejkę oraz Mińsk (umęczeni mieszkańcy Mińska witali owacyjnie swoich wyzwolicieli), z którego – zgodnie z postanowieniami rozejmu – musiały się następnie wycofać nocą z 18 na 19 października. Linia, na którą miały się wycofać wojska polskie w wyniku rozejmu, stała się podstawą do wytyczenia granicy wzdłuż rzek Dźwina – Słucz – Zbrucz. Podzieliła ona tym samym obszar dawnej wschodniej Rzeczypospolitej na dwie części, czego konsekwencje widoczne są po dziś dzień. Białorusini i Ukraińcy współcześnie mieszkający po dawnej polskiej stronie tej linii odznaczają się większym niż ich rodacy ze wschodu poczuciem odrębności od Rosjan oraz własnej tożsamości.
Ł.D.

Ilustracja: Delegacja polska na rokowania o zawieszeniu broni i zawarciu pokoju z Rosją Sowiecką w 1920 r. Od lewej siedzą: Władysław Kiernik, gen. Mieczysław Kuliński, Jan Dąbski, Stanisław Grabski, Leon Wasilewski. Stoją: Michał Wichliński, Witold Kamieniecki, Norbert Barlicki, Adam Mieczkowski, Ludwik Waszkiewicz. Źródło: Wikimedia, domena publiczna.