Premiera „Misia” Stanisława Barei

Film ten po premierze wyświetlany był przez osiem miesięcy i zgromadził stosunkowo niewielką liczbę widzów. Po wprowadzeniu stanu wojennego został na kilka lat zapomniany i dopiero koniec lat osiemdziesiątych przyniósł mu, wraz z emisjami telewizyjnymi, status dzieła kultowego.

Fabuła Misia, stworzona przez Stanisława Bareję i Stanisława Tyma, przedstawia perypetie Ryszarda Ochódzkiego, prezesa klubu sportowego "Tęcza", na których tle umieszczono szereg obrazów ilustrujących absurdy PRL. Wartość tych scen opiera się w dużym stopniu na doskonale opracowanych dialogach, niestroniących od przerysowanej biurokratycznej czy zideologizowanej nowomowy i niewybrednego języka klasy robotniczej. Nie dziwi więc to, że niektóre frazy z Misia weszły do języka potocznego; duża część scenariusza stała się kopalnią cytatów.

Wyjątkową zaletą filmu jest kreacja postaci - od epizodycznych, wygłaszających nieraz jedną kwestię bufetowych, sprzątaczek, pijaczków i tragarzy, poprzez stręczącego własną żonę (Zofię) Zdzisława Dyrmana, muzyka Wesołego Romka i pochlebcę Wacława Jarząbka, aż po główne postacie: kombinatora Ochódzkiego i jego alter ego - Stanisława Palucha.

Włączenie do fabuły scen związanych z kręceniem filmu Ostatnia paróweczka hrabiego Barry Kenta pozwoliło duetowi Bareja-Tym skrytykować część środowiska kinematograficznego. Dzięki postaci reżysera Zagajnego kpią oni z Bohdana Poręby - reżysera nadętych, bogoojczyźnianych produkcji, a przy tym twórcy nacjonalistycznej przybudówki PZPR - stowarzyszenia "Grunwald". Przedstawienie planu filmowego, na którym w scenie polowania kot udaje zająca, dziedzic Pruski przechadza się w pruskim mundurze, a tytułowe parówki znikają, co skutkuje zwołaniem wiecu, obnaża absurd usłużnego wobec władzy przemysłu filmowego.

Cenzura nie obeszła się z filmem zbyt surowo, choć wycięto jedną czwartą scen i zmieniono część zbytnio "kojarzących się" nazwisk bohaterów. Najgorsze przyjęcie zgotowali Misiowi krytycy, którzy odebrali go jako cios wymierzony w dorobek filmowy PRL. Nie przeszkodziło to jednak w uznaniu kilka lat później Misia za największe dzieło Stanisława Barei, a nawet za najlepszą polską komedię.

KG

Fotografia: replika słynnego misia na warszawskim Bemowie, Wikimedia Commons, domena publiczna.