Polskie Millennium w Rzymie w styczniu 1966 r.

Kardynałowi Stefanowi Wyszyńskiemu zależało na tym, by obchody Tysiąclecia Chrztu Polski miały charakter międzynarodowy. Tysiąclecie Chrztu Polski to inaczej tysiąclecie Polski katolickiej, a więc jej związków z papieskim Rzymem. Dlatego początkiem obchodów była uroczysta akademia 13 stycznia 1966 r. w audytorium Palazzo Pio przy Via della Conciliazione. Główną część programu stanowił wykład Oskara Haleckiego „Tysiąclecie Polski katolickiej”.


Prof. Halecki (1891-1973), wybitny mediewista, znawca dziejów Polski i Bizancjum, od 1939 r. przebywał na emigracji w USA. Będąc człowiekiem głębokiej wiary, przedstawił na wskroś chrześcijańską wizję historii Polski. Podkreślał opiekę Bożej Opatrzności nad naszym krajem, uwidaczniał rolę świętych w jego dziejach. Wskazywał też niebezpieczeństwa mesjanizmu, pokazywał solidarność losów narodów Europy Środkowo-Wschodniej. Pomimo utrzymanego w ciemnych tonach opisu strasznych wydarzeń ostatniego stulecia, kończył swój wykład wezwaniem do nadziei.

 

 


Pierwsza strona "Osservatore Romano" z 15 stycznia 1966 r. z relacją o rzymskich obchodach milenium z udziałem Pawła VI

 

Na akademii obecny był sam papież Paweł VI, większość kardynałów przebywających w Rzymie, korpus dyplomatyczny, przedstawiciele władz włoskich. Wśród zebranych brakowało jednak prymasa Wyszyńskiego, któremu odmówiono paszportu. Jego imię było wymieniane podczas uroczystości wielokrotnie i wywoływało burzliwe owacje.

Grudzień 1965 i styczeń 1966 to apogeum konfliktu wokół słynnego listu biskupów polskich do niemieckich, zawierającego zdanie „wybaczamy i prosimy o wybaczenie”. Odpowiedź episkopatu niemieckiego nie była na poziomie gestu biskupów polskich: przede wszystkim bardzo ogólnikowo odnosiła się do sprawy granic, nie zawierając jednoznacznej akceptacji linii Odry-Nysy. W odpowiedzi kard. Wyszyński zaznaczył, że „w pewnych sprawach dotyczących historii obu narodów i oceny pewnych faktów historycznych istnieje jeszcze niecałkowita zgodność między interpretacją polską i niemiecką” i w celu lepszego zrozumienia obiecał przesłać biskupom niemieckim niemieckie tłumaczenie „Historii Polski” pióra właśnie Haleckiego.

Tymczasem w polskiej prasie trwała kampania ataków na biskupów. Odwołanie się do pracy Haleckiego – historyka „reakcyjnego”, „wroga Polski ludowej” – stało się bezpośrednim pretekstem do uniemożliwienia prymasowi wyjazdu do Rzymu. „Dlatego właśnie odmówiliśmy kardynałowi Wyszyńskiemu paszportu, ażeby nie spotkał się ze swoim nauczycielem – profesorem Haleckim” – grzmiał Władysław Gomułka, który w sejmie rzucił o mównicę książką historyka. Kampania nienawiści wobec zasłużonego uczonego tylko nasiliła się po wygłoszeniu przez niego wykładu w Rzymie. Wystarczy przytoczyć takie tytuły jak: „Herold reakcji” (w „Żołnierzu Wolności”), „Halecki wie lepiej” czy „Historia, która wiedzie na bezdroża” (oba w „Argumentach”).

Jak słusznie przewidział prymas, apelując do Gomułki o wydanie mu paszportu, jego nieobecność w Rzymie została szeroko nagłośniona i przedstawiona jako dowód szykanowania Kościoła w Polsce przez władze. Przypuszczano, że papież na akademii się nie zjawi, by wyrazić swoją solidarność z kard. Wyszyńskim. Ostatecznie Paweł VI przybył do Palazzo Pio, a prasa włoska pisała, że obecność papieża wynikała z pragnienia Watykanu, by nie zaogniać i tak już napiętej sytuacji. Od kilku lat próbowano przecież doprowadzić do odprężenia między Stolicą Apostolską a reżimami komunistycznymi – to początki tzw. Ostpolitik, czyli „polityki wschodniej” Watykanu. W latach pięćdziesiątych prymas Polski wydawał się zbyt ugodowy wobec nieprzejednanej linii Piusa XII. Niewiele lat później ten sam prymas, nie zmieniając swej polityki, zaczął być przez niektórych w Rzymie postrzegany jako przeszkoda na drodze do uzyskania jakiegoś trwałego kompromisu z komunistami – w który kardynał nie wierzył, nie wierząc przede wszystkim w trwałość ich rządów, będącą aksjomatem dla zachodnich „znawców”.

Dlatego też w kręgach dyplomacji watykańskiej obawiano się, by obchody Tysiąclecia Chrztu Polski nie przybrały charakteru zbytnio politycznego. Niektórzy sam wybór znanego z antykomunizmu historyka za demonstracyjny, choć, jak słusznie pisał kard. Wyszyński do Gomułki po jego ataku na Haleckiego: Nie mogliśmy powierzyć odczytu na Akademii w Rzymie żadnemu historykowi w kraju, gdyż nie ma pewności, czy dostałby paszport. Obawa całkowicie uzasadniona, na moim przykładzie.

Gomułka odpowiedział: Muszę zakomunikować Ks. Kardynałowi, że nie interesuje mnie to jak wysoce „koła rzymskie” cenią sobie wroga Polski Ludowej Oskara Haleckiego. Jeśli Ks. Kardynał zdecydował się na wysłanie listu do mnie, to przynajmniej mógł sobie podarować tę impertynencję. [...] Ks. Kardynał nie ustosunkował się bezpośrednio do mojej krytyki koncepcji „przedmurza”. Po dzień dzisiejszy nie odpowiedział na moje pytanie: co i kto znajduje się za tym „murem”: Związek Radziecki – prawda? Ks. Kardynał chciałby budować mur oddzielający Polskę od Związku Radzieckiego. [...] Teoria „przedmurza” to najbardziej wsteczna, anty-narodowa, pokraczna myśl polityczna, która wciąż pokutuje w głowach niektórych książąt kościoła.

Wystąpienie Haleckiego różniło się trochę od przygotowanego tekstu, co wychwycili włoscy dziennikarze. Halecki nie wypowiedział zdania o odzyskanej po I wojnie światowej niepodległości, która pomimo pewnych swoich niedoskonałości dziś wydaje się nam rajem utraconym. Nie padły też słowa o równowadze strachu naszych czasów, które nie opierają się na zasadach chrześcijańskich. Pominięto fragment o cierpieniach innych narodów: o Węgrach, pozbawionych państwowości przez dłuższy czas niż Polacy, o Łotyszach i Estończykach, których pierwszy w historii okres niepodległości był tak krótki, o narodach bałkańskich cierpiących setki lat pod jarzmem tureckim i wreszcie o Moskwie, ciemiężonej ponad 200 lat przez Tatarów. Co ciekawe, zniknęła też pochwała listu biskupów polskich do niemieckich. Wszyscy zdawali sobie sprawę z nieadekwatności odpowiedzi tych ostatnich, chciano więc być może nie przypominać tej sprawy, wobec ogromnego znaczenia Kościoła niemieckiego – także w sensie materialnym – dla Kościoła powszechnego. Nie wiemy, czy te opuszczenia były decyzją Haleckiego, czy też wynikały z nacisków z Watykanu.

Upolitycznienie obchodów Tysiąclecia Chrztu Polski było jak najdalsze od intencji kardynała Wyszyńskiego. Prymas pilnował, by także obchody za granicą odbywały się wyłącznie pod egidą Kościoła. W Rzymie zorganizowano w 1961 r. Komitet Centralnego Obchodu Tysiąclecia Chrztu Polski. Prymas chciał, by rocznica chrztu przypominała o udzielanej przez niego łasce uświęcającej i wzywała do odnowy życia chrześcijańskiego – a nie do walki politycznej.

Nie mogło się to podobać co bardziej nieprzejednanym kręgom emigracji. W Anglii powstawały początkowo komitety millenijne niezależne od Kościoła (niektóre związane z ambasadą PRL). Ostatecznie udało się rzymskiemu Komitetowi skoordynować obchody Tysiąclecia na świecie i nadać im kościelny charakter. Jego podkreśleniem był m.in. rzymski wykład prof. Haleckiego, tak mocno zakorzeniony w katolickiej wizji historii, że jeden z włoskich dzienników („Il Messaggero”) uznał tę koncepcję za „poważnie przeciwstawną jakiejkolwiek laickiej (a nie tylko komunistycznej) interpretacji państwa”. Część prasy emigracyjnej wykład zbyła milczeniem. Haleckiemu osobiście dziękował z kolei sam Paweł VI, który dzień później przyjął go na audiencji prywatnej i powołał go do Papieskiego Komitetu Nauk Historycznych.

 


Auditorio Pio - miejsce rzymskich obchodów milenijnych (fot. ks. Stanisław Adamiak)

 

Wykład Haleckiego nie był zbyt udany z punktu widzenia retorycznego, towarzyszyła mu napięta atmosfera – ks. Walerian Meysztowicz, skądinąd przyjaciel historyka, uznał go wręcz za jego Waterloo. Profesor nie najlepiej znał język włoski, sama zaś próba przedstawienia całej historii Polski w godzinę nie mogła chyba przynieść satysfakcjonującego efektu. Jego wystąpienie jest jednak pięknym dowodem oddania wielkiego historyka sprawie Kościoła i jego osobistej lojalności wobec Prymasa Tysiąclecia. Halecki zawsze też za swoje zadanie uważał podtrzymywanie nadziei.

 

ks. Stanisław Adamiak

 

 

 

 

Modyfikacja: 01/14/2013 13:00:46 przez ŁW

Modyfikacja: 01/14/2013 13:05:48 przez ŁW

Modyfikacja: 01/14/2013 13:13:28 przez ŁW

Modyfikacja: 01/14/2013 13:14:52 przez ŁW

Modyfikacja: 01/14/2013 13:15:41 przez ŁW

Modyfikacja: 01/14/2013 13:19:26 przez ŁW
2013-01-14