Dwie dusze Polski

Kiedy myślimy o polskiej kulturze i historii, szczególnie fascynujący jest fakt, jak bardzo geograficzna i społeczna przestrzeń, w której żyjemy, różni się od tej w której funkcjonuje polska kultura. Geografia Polski współczesnej obejmuje obszar pomiędzy Odrą a Bugiem, Bałtykiem i Tatrami. Tymczasem przestrzeń wyobrażona, w której żyje polska kultura, obejmuje wciąż jeszcze Wilno, Nowogródek, Lwów i wiele innych miejsc położonych na Litwie, Białorusi i Ukrainie. Nie jest to jedynie kwestia obecności w naszej pamięci spraw, ludzi i dzieł sprzed 1945 roku. Jeśli weźmiemy pisarzy drugiej połowy XX wieku, to mamy pióra tej rangi co  Jarosław Iwaszkiewicz, Czesław Miłosz, Tadeusz Konwicki i Włodzimierza Odojewski (co ciekawe urodzony w Poznaniu) i jeśli dodamy żywe zainteresowania historią i kultura polskich Żydów, Ormian czy Tatarów, to doświadczenie Rzeczypospolitej zamieszkiwanej przez wiele narodów jest wciąż chyba silniej obecne w naszej świadomości niż Wrocław lub Szczecin. O sile mitu Rzeczypospolitej w wyobraźni masowej świadczy również nieustanna popularność filmowej Trylogii Hoffmanna.



Sejm elekcyjny 1697 roku (Elekcja Augusta II), Martino Altomonte, 1697–1704, obraz olejny na płótnie. Zamek Królewski w Warszawie.

Obraz pędzla włoskiego malarza działającego w Polsce Martina Altomonte jest jednym z najlepszych przedstawień sejmu elekcyjnego. Sejmy elekcyjne
w okresie 1573–1764 odbywały się, z nielicznymi wyjątkami, na podwarszawskim polu we wsi Wola. Szlachta dokonywała wyboru monarchy na polu elekcyjnym pod gołym niebem, senatorowie zaś odbywali narady
w widniejącej w tle senatorskiej „szopie”.
Fot. A. Ring
              
Razem ze zmianą granic w czasie II wojna światowej i tuż po niej dokonała się totalna transformacja społeczna i kulturowa. Z jednego z najbardziej zróżnicowanych narodowościowo, etnicznie i kulturowo państw europejskich staliśmy się jednym z najbardziej homogenicznych. Kiedy jednak podróżujemy realnie lub intelektualnie do Wilna czy Lwowa, albo uważnie przypatrujemy się budynkom i pamiątkowym tablicom polskich miast to spotykamy nadal Białorusinów, Litwinów, Ukraińców czy pamiątki po Żydach. Co więcej, innego odkrywamy często w sobie. Śpiewając Rotę, przypominamy sobie, że jesteśmy szczepem Piastowym, ale przecież nasz genotyp – w przenośni i dosłownie – zasilony został również przez Giedyminowiczowów, Rurykowiczów, potomków Izaaka licznych innych migrantów ze Wschodu i Zachodu. Szczególnie wiele polskich rodzin, włączywszy w to wielkie rody historyczne, takie jak Sapiehowie, Druccy czy Czartoryscy wywodzi się od przodków litewskich i ruskich...

Od pytania o naszą tożsamość nie uciekniemy, sięgając nawet po najbardziej polskie z polskich fenomenów kulturowych. Historycy kultury sarmackiej, z Tadeuszem Chrzanowskim na czele wykazali, że oryginalność tego fenomenu wynika w wielkiej mierze z otwartości, a co za tym idzie synkretyzmu kultury staropolskiej. Niewiele nam pomoże mit Polski Piastowskiej, używany po II wojnie światowej do legitymizowania nowego stanu rzeczy. Przecież to Piastowie sprowadzili do Polski pierwszych osadników niemieckich i żydowskich, to ostatni z nich, Kazimierz Wielki przesunął granicę na Wschód, trwale obejmując we władanie Ruś Halicką ze Lwowem. Rzecz komplikuje się, kiedy dzisiejsze rozumienie narodu nakładamy na I Rzeczpospolitą. Współczesna polskość jest bowiem przede wszystkim definiowana kulturowo. Dla ówczesnej szlachty, była to jednak kategoria polityczna. Narodami byli Polacy i Litwini. Szlachcic pruski, posługujący się na co dzień niemieckim, albo szlachcic ruski z Podola, był wobec tego Polakiem, natomiast szlachcic z Podlasia – litewskiego, ruskiego czy polskiego pochodzenia, był już Litwinem.

Wszystko to skłania nas do zainteresowania narodowościowymi i kulturowymi realiami I Rzeczypospolitej, ale też do refleksji, że Polska tożsamość jest uwarunkowana podwójnie. Z jednej strony XIX wiecznym kodem kulturowym, a z drugiej strony dziedzictwem I Rzeczypospolitej. Gdzie kończy się „nasze” a zaczyna „obce” i czy taką ostrą granicę daje się wytyczyć toczyliśmy i zapewne jeszcze toczyć będziemy spory. Bywały tu stosowane różne strategie: Strategia fascynacji różnorodnością i idealizacja przeszłości, jako utopii pokojowego współżycia narodów. Strategia jasnego obwarowania tego, co polskie – językowo, kulturowo, bronienia jego swoistości i podkreślania różnic. Powstała też swoista antyutopia, przedstawiająca przestrzeń dawnej Rzeczypospolitej jako miejsce polskiej dominacji, na której rozwinęło się w I połowie XX wieku piekło nacjonalizmów.

Pierwsza strategia była mocno zakorzeniona w tradycji romantycznej, u jej podłoża istniała wiara w trwałość historycznego kształtu Rzeczypospolitej i przekonanie, że uobywatelnienie chłopów i Żydów dokona się poprzez przyswojenie języka polskiego i zasadniczych cech kultury szlacheckiej. I długo wydawało się, że tak właśnie się stanie. Jeszcze w powstaniu styczniowym aktywnie uczestniczyli przedstawiciele najważniejszych grup narodowościowych dawnej Rzeczypospolitej.


Tora, 1802 r., Tarnów, pergamin, tusz, mosiądz.
Żydowski Instytut Historyczny w Warszawie.


Druga postawa ugruntowała się pod koniec w XIX wieku. Dla celów mobilizacji przeciw zaborcom i w dużej mierze pod ciśnieniem rusyfikacji i germanizacji nasi przodkowie coraz silniej podkreślali te wątki, które różniły nas od obcych. Dlatego tożsamość Polaka – stała się tożsamością nie – Niemca i nie – Rosjanina, ale również nie-Żyda. Znacznie bardziej złożona była relacja wobec Litwina, Białorusina czy Ukraińca. Na przełomie XIX i XX wieku nie było jeszcze jasne, na ile procesy kształtowania się tożsamości tamtych narodów doprowadzą je do separacji a na ile do integracji z polską tożsamością. Jeszcze w II RP część klasy politycznej wierzyła, że przynajmniej słowiańskie mniejszości ulegną polonizacji.

Te dwie postawy w praktyce rzadko występowały w formule całkowicie konsekwentnej, jednak stanowiły dwa bieguny publicznej debaty, która toczyła się zarówno wśród historyków, pisarzy jak i polityków. Stosunek do dziedzictwa narodowego był uwikłany w realne wybory dotyczące granic Polski, jej ustroju i polityki wobec mniejszości narodowych. Wśród wybitnych historyków, którzy zmierzyli polemiczne szpady w tej sprawie wymienić należy trzeba tu Oskara Haleckiego, autora „Dziejów Unii Jagiellońskiej” i Władysława Konopczyńskiego, autora „Dziejów Polski nowożytnej”. Oskar Halecki stał się głównym orędownikiem idei jagiellońskiej, kreując wizję Rzeczypospolitej jako kraju, którego siłą była tolerancja i równouprawnienie mniejszości narodowych etnicznych. W polemicznym tekście „O idei jagiellońskiej” Władysław Konopczyński nie bez racji twierdził jednak, że nie było jakiejś specyficznej polityki jagiellońskiej, tylko chłodny realizm. „U progu Unii stanęli wobec faktu rzeczywistego nie do usunięcia. Faktem tym był nadmierny obszar. Że Polska nie może naprawdę zaanektować Litwy, o tym przekonał się prędko Jagiełło. Również niepodobieństwem była prędka asymilacja przez rozkaz z góry: możliwym tylko misterium charitatis na podkładzie solidarnych interesów panującej warstwy społecznej.”

Spór historyczno-polityczny został brutalnie podsumowany przez brutalną politykę okupantów w czasie II wojnę światową. Hitler i Stalin dokonali radykalnych zmian na terytoriach Europy Środkowej poprzez politykę zbrodni i przesiedleń, w których Polska nikt nie pytał Polaków o zdanie. W okresie Polski Ludowej polska opowieść o historii miała się dostosować do ram wyznaczonych przez nowe ramy polityczne.

Chociaż dyskusja na temat kształtu Polski, stała się bezprzedmiotowa, jednak zmiana granic nie wymazała pamięci dawnej Rzeczypospolitej. Badania i zainteresowanie jej dokonaniami i dorobkiem było kontynuowane między innymi przez profesora Jerzego Kłoczowskiego w Lublinie twórca Instytutu Europy Środkowo-Wschodniej i inspirator badań poświęconych narodowym historiom naszego regionu, pisanym w duchu poszanowania dla wspólnego dziedzictwa oraz na emigracji przez profesora Andrzeja Sulimę Kamińskiego, autora „Historii Rzeczypospolitej Wielu Narodów”. Jeśli do tego dodamy pisarzy i publicystów z kręgu paryskiej Kultury oraz szerokich środowisk antykomunistycznej opozycji przez nią inspirowanych, to widać, że nasza wyobraźnia wciąż błąka się po litewskich puszczach, poleskich błotach i ukraińskich stepach. Powojenne pokolenie badaczy i intelektualistów, nawiązujących do historiograficznych w kraju jak i na emigracji zmodyfikowało koncepcję „jagiellońską” odchodząc od protekcjonalnego stosunku wobec partnerów ze Wschodu. Historycy mówią dziś raczej o Rzeczypospolitej niż o idei Jagiellońskiej, co jest tyleż wyrazem poprawności, co realizmu, uznania, że dialog ma doprowadzić do lepszego zrozumienia wzajemnych racji i poznania prawdy, a nie narzucenia jednego punktu widzenia.


Muzułmański kobierzec modlitewny, Ladik, Turcja, koniec XVIII w., wełna, wiązanie. Depozyt Fundacji Teresy Sahakian w Zamku Królewskim
w Warszawie, nr inw. ZKW/1030/Dep.


fot. M. Bronarski

Idea traktowania Rzeczypospolitej wielu narodów ma jednak również swoich krytyków. Z jednej strony tych, którzy traktują z podejrzliwością jakiekolwiek objawy przejawy mitologizowania przeszłości. Z drugiej strony wciąż podnoszone są obawy przed rozmyciem się polskości w jakiejś europejskiej multikulturowości. Niezależnie od pewnych racji, które istnieją za tymi postawami należy powiedzieć sobie jasno, że uznanie praw narodów Rzeczypospolitej do wspólnego dziedzictwa dawnej Rzeczypospolitej jest elementem wspólnego interesu. Dziedzictwo Rzeczypospolitej pozostające poza granicami Polski, na którym nam zależy, może przetrwać tylko jako przedmiot wspólnej troski z Litwinami, Białorusinami, Ukraińcami. Jakkolwiek skomplikowane byłyby relacje polityczne z tymi krajami, dialog dotyczący wspólnego dziedzictwa nie może być zakładnikiem takich czy innych okoliczności zewnętrznych, ponieważ nie możemy i nie chcemy zmieniać, ani położenia geograficznego, ani naszej przeszłości.

Powyższy artykuł jest wstępem do katalogu wystawy „Pod wspólnym niebem. Rzeczpospolita wielu narodów, wyznań, kultur (XVI – XVIII w.)” zorganizowanej przez Muzeum Historii Polski i otwartej do zwiedzania na Zamku Królewskim  w Warszawie w dniach 3 maja – 31 lipca 2012 r.
Modyfikacja: 07/30/2013 14:26:05 przez WP
2012-04-30