Początek końca historii - prof. Cichocki

Na fali rewolucji liberalnej, jaka dokonała się w Europie w początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku, zadeklarowano, że oto nastąpił tryumf Zachodu i stworzonego przezeń nowoczesnego modelu cywilizacji europejskiej. Dzisiaj miejsce tamtego entuzjazmu zajmuje niepewność i gorzka refleksja. Gdzie należy szukać przyczyn kryzysu współczesnej Europy i jej zagubienia się w świecie? Czy będzie potrafiła odnaleźć się w nowej rzeczywistości i stanąć w obronie swoich wartości? Zastanawia się nad tym Marek Cichocki, autor książki „Początek końca historii. Tradycje polityczne w XIX wieku”.


Natalia Pochroń, Muzeum Historii Polski: W 1992 r., na fali optymizmu towarzyszącego początkowi lat 90., Francis Fukuyama wysunął kontrowersyjną tezę o końcu historii. Co miał ów koniec historii oznaczać?

Marek Cichocki: Koniec historii w rozumieniu Fukuyamy oznaczał tryumf Europy i Zachodu, moment, w którym świat dotarła do końca swoich możliwości historycznego rozwoju, w którym już nic lepszego – przynajmniej w sferze projektów ustrojowych – nie będzie w stanie wymyślić. Ostatnie lata pokazały jednak, że koncepcja końca historii i tryumfu liberalnej rewolucji jako uniwersalnego projektu okazała się iluzją. Jesteśmy dzisiaj świadkami tego, jak ów niepodważalny zdaniem Fukuyamy prymat liberalizmu i nowoczesnej zachodniej cywilizacji jest coraz bardziej kwestionowany i marginalizowany. Dzisiejszy świat definiowany jest przez pryzmat rywalizacji geopolitycznej i cywilizacyjnej między Zachodem a resztą świata, przy czym szala zwycięstwa przechyla się na stronę państw, traktowanych dotąd jako subregiony – przede wszystkim Chin, ale i Rosji, Turcji czy Indii. W tym sensie koniec historii w znaczeniu, jak rozumiał go Fukuyama, zdecydowanie nie nastąpił.

MHP: Dlatego pisze Pan o „końcu końca historii”?

Marek Cichocki: Proponuję, aby na ideę końca historii spojrzeć w nieco inny sposób niż Fukuyama – jako na koniec kształtowania się nowoczesnej cywilizacji europejskiej, a więc jako na koniec tylko pewnej historii. Trzeba widzieć dzisiejszą Europę jako produkt dwóch ostatnich stuleci – XIX i XX wieku. W tym czasie kształtowała się koncepcja jej cywilizacji, zarówno w sensie historiozoficznym, jak i ideologicznym czy filozoficznym. Wszystkie zachodzące wówczas procesy czy zjawiska dokonywały się z przekonaniem, że zbudowanie nowoczesnej cywilizacji europejskiej będzie oznaczało koniec historii. Między różnymi imperialnymi państwami Europy pojawiło się coś w rodzaju rywalizacji o to, które z nich ostatecznie zrealizuje ten cel i stanie się głównym twórcą nowoczesnej europejskiej cywilizacji. Tej wizji, w sposób bardziej lub mniej uświadomiony, podporządkowane były ich działania na przestrzeni dwóch ostatnich stuleci.

MHP: A co z różnicą między XIX a XX wiekiem? Dziewiętnastowieczna i dwudziestowieczna Europa wydają się dwoma całkowicie różnymi światami.

Marek Cichocki: Z całą pewnością to dwa różne światy. Wiek dziewiętnasty postrzega się często jako stulecie wielkiego optymizmu, nadziei, postępu. W porównaniu z nim, wiek dwudziesty, za sprawą dwóch wojen światowych i totalitaryzmów, przedstawia się zwykle jako wiek upadku, ciemności, zatracenia się zachodniej nowoczesnej cywilizacji. Ja jednak proponuję trochę inne podejście. Sugerowałbym, żeby spojrzeć na te dwa stulecia łącznie, jako na czas kształtowania się koncepcji nowoczesnej cywilizacji europejskiej, na proces realizowania się końca historii.

MHP: Gdzie należy szukać początków końca historii?

Marek Cichocki: Już u końca XVIII wieku, kiedy to wraz z rewolucją francuską, ale i rozbiorami Polski, upadł porządek europejski ukształtowany przez pokój westfalski. To właśnie od tych wydarzeń zaczyna się proces kształtowania nowoczesnej cywilizacji europejskiej, który trwał aż do lat dziewięćdziesiątych XX wieku, a więc do zakończenia zimnej wojny i ukształtowania się nowego, post-zimnowojennego układu świata.

My mamy dziś skłonność do postrzegania historii przez pryzmat XX wieku – dwóch wojen światowych, ideologicznej rywalizacji epoki zimnej wojny, dążeń państw do odzyskania suwerenności. Wydaje nam się, że okrutne doświadczenia minionego stulecia w największym stopniu tłumaczą to, jaka jest dzisiejsza Europa. Tymczasem kto wie, czy nie większą rolę w procesie kształtowania się nowoczesnej cywilizacji europejskiej odegrał wiek XIX. To ówczesne wydarzenia i procesy w znacznym stopniu determinują to, jaka jest współczesna Europa i jakie miejsce zajmuje dziś w świecie.

MHP: Wiek XIX to szczególny czas: rozpoczyna się kultem indywidualizmu i niemal uwielbieniem jednostki, kończy zaś masowymi ideologiami, masowym społeczeństwem, a w XX wieku również masowymi rzeziami. Czy między tymi skrajnie różnymi zjawiskami istnieje jakiś związek? Czy to możliwe, że to ów kult jednostki doprowadził do wykształcenia się tej masowości?

Marek Cichocki: Rzeczywiście, to dość zastanawiające zestawienie dwóch skrajności. Zarówno rewolucja francuska, jak i później tradycja romantyczna czy koncepcja nowoczesnej demokracji w istotny sposób podnosiły rangę jednostki - nawet do tego stopnia, że próbowały oderwać człowieka od jakichkolwiek kontekstów politycznych, religijnych czy kulturowych. Wraz z upływem czasu to się jednak zmieniło. Ogromna rolę odegrał tu rozwój nauk pozytywnych. Pod koniec stulecia jednostka została całkowicie podporządkowana procesom historycznym i społecznym, które doprowadziły do wykształcenia się człowieka masowego.

Myślę, że te dwie różne perspektywy są ze sobą połączone. Ten niepokojący związek objawił się chociażby w fenomenie nihilizmu, który pod koniec XIX wieku zawładnął Europą, a także nacjonalizmu. Związek ten prowadził do dość jednoznacznego wniosku – że jeśli wyciągniemy człowieka z kontekstów, w których on żyje, doprowadzi to do wykształcenia się społeczeństwa masowego, rządzonego przez trafiające do wszystkich ideologie. Historia totalitaryzmów i wielkich zbrodni pierwszej połowy XIX wieku była dalszym ciągiem tych procesów.

MHP: Czy więc możemy zgodzić się z poetą Pawłem Hertzem, który mówił o głupim wieku XIX? Czy może zasadniej podzielić entuzjazm eseisty Tomasza Burka, który pisał o genialnym wieku XIX?

Marek Cichocki: Ciężko tu formułować jednoznaczne oceny. Myślę, że zarówno XIX jak i XX wiek wymagają ponownego przemyślenia, spojrzenia na nie z dystansu. Dotąd było to trudne. Dzisiaj, za sprawą tego, że historia kształtowania się europejskiej cywilizacji dobiegła – w mojej ocenie – końca i że Europa znajduje się w zupełnie nowej dla siebie sytuacji, zyskujemy dystans umożliwiający nieco inne spojrzenie na wiek XIX i XX. Możemy – i powinniśmy – spojrzeć na ten czas jako na łączny proces kształtowania się nowoczesnej cywilizacji europejskiej, w której żyjemy obecnie.

MHP: Rozbiory Polski przyczyniły się do rozpadu starego porządku świata i uruchomiły proces kształtowania się nowoczesnej cywilizacji europejskiej. Jaką rolę odegrali w tym Polacy i ich dążenia niepodległościowe? Czy mieli w tym jakiś swój udział?

Marek Cichocki: Jak najbardziej. Polacy, podobnie jak inne narody, uczestniczyli w procesie kształtowania się nowoczesnej cywilizacji europejskiej, z tym, że z innego poziomu. Znajdowali się w szczególnej sytuacji nieposiadania własnego państwa. Pomimo tego jednak przez cały ten czas historia Polski była sprzęgnięta z historią europejską, z procesem tworzenia się nowoczesnej europejskiej cywilizacji. Niejednokrotnie była wręcz próbą odpowiedzi na ten proces, pokazania własnego punktu widzenia, zaproponowania, jak należy tę nowoczesność europejską rozumieć ze stanowiska polskiego.

MHP: A jak należy ją rozumieć? Czym jest ta europejska nowoczesność?

Marek Cichocki: Składa się na nią wiele elementów. Możemy tu wskazać choćby na dynamiczny rozwój zachodniego kapitalizmu, na kształtowanie się demokracji opartej na indywidualizmie, na tworzenie się nowoczesnego nacjonalizmu, nowoczesnej koncepcji narodu, także imperializmu mocarstw. Ale to też procesy sekularyzacji, kwestionowania religijnego i kulturalnego podłoża europejskiego modelu cywilizacyjnego, bardzo silnie połączone ze scjentyzmem czy pozytywizmem końca wieku. Jest to więc cała paleta zjawisk, które składają się na kształt i ewolucję nowoczesnej cywilizacji europejskiej w XIX i XX wieku. W większości nie omijały one Polaków – mieli oni w nich swój udział i wnieśli niemały wkład w kształtowanie europejskiego modelu nowoczesności, choć nie zawsze w sposób uznawany czy doceniany.

MHP: A oprócz tego udało im się dokonać istotnej modernizacji w ramach narodu. Jak to było możliwe bez istnienia państwa?

Marek Cichocki: Wydaje się, że kluczowym czynnikiem było zbudowanie przez Polaków nowoczesnej koncepcji kultury narodowej, która nie zrywała z republikańską tradycją pierwszej Rzeczpospolitej, a dostosowywała ją do nowych warunków modernizującej się Europy. Ważny był na pewno proces społecznej transformacji od modelu społeczeństwa post-republikańskiego do nowoczesnego modelu demokratycznego. Bardzo istotną rolę odegrała też zdolność do stworzenia różnego rodzaju strategii przetrwania, zachowania ciągłości i tożsamości narodowej. Nierzadko prowadziło to do sporów czy konfliktów między różnymi stronnictwami, tak jak chyba ta najbardziej oczywista rozbieżność między szkołą romantyczną, a pozytywistyczną, między tak zwanymi idealistami i racjonalistami. Wszystkie te postawy jednak, nawet całkiem od siebie różne, dążyły do jednego - zachowania ciągłości narodowej, budowy nowoczesnej kultury, która byłaby odpowiedzią na wyzwania płynące z ewolucji nowoczesnej europejskiej cywilizacji. Mimo braku istnienia państwa, Polacy próbowali odnaleźć swoje miejsce w procesach i zmianach dokonujących się w dziewiętnastowiecznej Europie. Często zresztą skutecznie, choć za dużą cenę.

MHP: Mimo że państwa europejskie zdawały się to dostrzegać, w imię spokoju na kontynencie, konsekwentnie odmawiały zgody na przywrócenie Polsce państwowości. W jaki sposób determinuje to współczesne relacje Polski z Zachodem?

Marek Cichocki: Determinuje w ogromnym stopniu. Polska jako wspólnota narodowo-państwowa została na długi czas odrzucona przez państwa europejskie, uznana za czynnik dysfunkcjonalny, niepożądany czy wręcz destabilizujący porządek europejski. Taki stan rzeczy utrzymywał się od kongresu wiedeńskiego aż po przemiany, które dokonały się w latach dziewięćdziesiątych XX w. Warto bowiem zauważyć, że nawet odrodzenie się Polski po I wojnie światowej nie było do końca akceptowane przez wiele państw europejskich, by wspomnieć tu chociażby o Republice Weimarskiej czy Związku Sowieckim, które przez całe dwudziestolecie międzywojenne dążyły do rewizji postanowień traktatu wersalskiego. To poczucie zdrady i odrzucenia przekłada się na nasze dzisiejsze podejście do Zachodu. Myślę, że głęboko w obszarze psychologii zbiorowej zakorzeniona jest obawa o to, że zostaniemy ponownie porzuceni, oszukani lub wręcz zdradzeni. Do tego dochodzi poczucie niesprawiedliwości, nie takie zresztą bezzasadne. Innym narodom, choćby Włochom czy Niemcom, udało się odbudować jedność państwową w XIX wieku. Polakom, mimo usilnych starań, konsekwentnie odmawiano do tego prawa. Nauczyli się, że mogą polegać tylko na sobie i jeśli chcą wrócić na mapy Europy i ponownie stać się częścią porządku europejskiego, muszą wywalczyć to wyłącznie własnymi siłami.

MHP: Koniec końców udało im się odbudować państwowość i znaleźć własne miejsce u końca historii. Czy jesteśmy gotowi jako naród na to, by przeżyć ten koniec historii – historii europejskiej nowoczesności?

Marek Cichocki: To się okaże. Mam wielką nadzieję, że tak. Mimo ogromnych kosztów, jakie przyszło nam zapłacić, przetrwaliśmy proces tworzenia się nowoczesnej cywilizacji europejskiej i u końca jej historii jesteśmy wreszcie narodem żyjącym we własnym państwie. To pozwala patrzeć w przyszłość z pewnym optymizmem, choć przed nami stoi próba przetrwania końca końca historii. Jest to próba, przez którą będziemy musieli przejść, niosąc ze sobą cały bagaż doświadczeń XIX i XX wieku. Czy to się uda? Przyszłość pokaże.

MHP: A Europa? Jest gotowa przejść tę próbę?

Marek Cichocki: Zdecydowanie nie jest, dlatego, że w dalszym ciągu chciałaby żyć końcem historii. Zderzenie tego pragnienia z rzeczywistością, realnie zachodzącymi zmianami w samej Europie, ale i wokół niej, rodzi pewną frustrację, ale i obawę przed tym, że znany Europie dobrze świat, który de facto sama wytworzyła, dobiega właśnie końca. Z jednej strony żyje więc w pewnej iluzji, z drugiej coraz bardziej dociera do niej przekonanie, że trwanie w tej iluzji nie jest dłużej możliwe. Europa nie jest dobrze przygotowana na to, by przeżyć ów koniec końca historii. Jestem jednak optymistą i mam nadzieję, że będzie w stanie odnaleźć się w tej nowej dla siebie rzeczywistości.

MHP: Główne pytanie jakie stawiano sobie w 1989 roku brzmiało „jak Europa zmieniła resztę świata”. Czy przyszedł czas na refleksję nad tym, jak reszta świata zmieniła Zachód?

Marek Cichocki: Myślę, że tak. Świat zmienia Zachód w takim sensie, że wyciąga go z iluzji życia w końcu historii. Dotąd Europa postrzegała siebie jako awangardę globalnych przemian, jako podmiot, który kształtuje porządek świata. Dzisiaj świat pokazuje Europie, że nie będzie upodabniał się do jej modelu funkcjonowania. A skoro tak - czy Europa będzie próbowała się do tego zmienionego świata upodobnić, czy będzie jednak próbowała bronić własnych wartości, zasad, cywilizacji? To też pytanie o to, czy Europa jest zdolna do obrony samej siebie, czy potrafi zachować wewnętrzną spójność i samoświadomość oraz stawić czoła wyzwaniom, które stawia przed nią współczesny świat.

MHP: Czy jest na tyle silna, by bronić swoich wartości?

Marek Cichocki: Jeśli nie chce zatracić samej siebie i stać się subcywilizacją o drugorzędnym znaczeniu, to będzie musiała tę siłę w sobie odnaleźć. Nie będzie to na pewno łatwe zadanie, choćby z tego względu, że Europa jest dziś mocno podzielona co do wartości i fundamentów, których powinna bronić. Trawi ją wewnętrzny konflikt, który niektórzy postrzegają jako rodzaj wojny kulturowej, rozgrywającej się o to, jak ma wyglądać cywilizacja europejska. Tak długo, jak Europa nie rozstrzygnie tego wewnętrznego konfliktu i nie uświadomi sobie, kim tak naprawdę chce być w XXI wieku, nie będzie w stanie odnaleźć się w zmieniającym się świecie oraz stawić czoła tym, którzy rozdają dziś karty na arenie międzynarodowej. Będzie degradowana do roli drugorzędnego gracza, pozbawionego jakiejkolwiek mocy sprawczej. Czy jest to jednak proces nieunikniony? W moim przekonaniu nie. To od nas zależy, czy będziemy w stanie przezwyciężyć podziały i na nowo potwierdzić tożsamość europejską.

- rozmawiała Natalia Pochroń

2021-12-16