Michał Sokolnicki był państwowcem, który swoje życie oddał służbie Rzeczypospolitej

Piłsudczyk, historyk i dyplomata – w tej kolejności. Kochał Polskę i Piłsudskiego, kochał historię – mówi o Sokolnickim dr Krzysztof Kloc, pracownik Uniwersytetu Pedagogicznego im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie. Muzeum Historii Polski właśnie pozyskało cenne eksponaty pamiątki po  tym zasłużonym działaczu.


MHP: Michał Sokolnicki (1880–1967) był jednym z najbliższych współpracowników Józefa Piłsudskiego. Od wczesnej młodości dał się poznać jako bardzo aktywny działacz niepodległościowy oraz dociekliwy historyk. Jego poglądy kształtowały się pod wpływem Kazimierza Twardowskiego, Szymona Askenazego i Alberta Sorela. Jakie były korzenie ideowe i naukowe Sokolnickiego?

Dr Krzysztof Kloc: Ojciec Michała, Zenon Sokolnicki herbu Nowina, był ziemianinem, czynnie brał udział w postaniu styczniowym, podczas którego był komisarzem Rządu na powiat kutnowski, matka – Natalia ze Stępowskich herbu Junosza także była wychowana w duchu patriotyzmu. To w sposób oczywisty musiało wpływać na atmosferę panującą w domu, przepojoną umiłowaniem Polski, jej historii i tradycji, uczuciem charakterystycznym dla wielu podobnych rodzin ziemiańskich. Jako młody człowiek Michał Sokolnicki zetknął się również z ideami socjalistycznymi. Pobierając nauki w Łodzi obserwował pierwsze strajki robotnicze, m.in. wielkie wystąpienia łódzkiego proletariatu w 1892 roku. Z bliska widział położenie tamtejszej ludności: biedę, zacofanie i wykluczenie społeczne. Z czasem podjął decyzję, by studiować we Francji w Szkole Nauk Politycznych. Była to dość nieoczekiwana decyzja, gdyż ta paryska uczelnia była przede wszystkim kuźnią kadr urzędniczych, a trudno było sobie wyobrazić, by Sokolnicki dostał szansę na podobną karierę w podległym Rosji Królestwie Polskim. Rodzina poparła jednak tę decyzję, choć uznała ją za dość ekstrawagancką.

MHP: „Częścią” nauk politycznych była historia.

Tak. Już wcześniej zetknął się Sokolnicki ze szkołą historyczną prof. Alberta Sorela, dzięki czemu podjął poważne studia historyczne. A ponieważ paryską szkołę ukończył ze znakomitymi wynikami, postanowił kontynuować naukę. Z inspiracji swego brata Gabriela, późniejszego inżyniera i znakomitego uczonego, trafił do austriackiego wówczas Lwowa. Został tam jednym z pierwszych uczniów Szymona Askenazego, wchodząc w orbitę szkoły historycznej, która dzieje Polski postrzegała w szerszym kontekście dziejów powszechnych i kładła nacisk na historię dyplomacji. Askenazy wskazał Sokolnickiemu kilka ścieżek rozwoju, czego owocem była biografia imiennika młodego uczonego, Michała Sokolnickiego, generała z okresu napoleońskiego, a zarazem stryjecznego pradziada naszego bohatera. To również z inspiracji słynnego uczonego Sokolnicki kontynuował swoje studia w Berlinie m.in. pod okiem prof. Kurta Breysiga, prekursora stosowania psychologii społecznej w nauce historycznej, a następnie w Heidelbergu. Doktorat obronił w 1908 roku, na uniwersytecie w Bernie, poświęcając swą pracę genezie Wielkiej Emigracji. Niedługo później rozprawa ukazała się w języku francuskim w Paryżu i Krakowie. Mniej więcej w tym okresie, na prośbę swego kolegi, przyszłego generała i znakomitego historyka Mariana Kukiela, Sokolnicki opracował również biografię jednego z przywódców Powstania Listopadowego - gen. Jana Skrzyneckiego. Z inspiracji Józefa Piłsudskiego, Sokolnicki - zaangażowany już wówczas mocno w prace ruchu niepodległościowego - napisał z kolei dzieło pt. „Sprawa armii polskiej” - pracę programową obozu irredenty spod znaku Związku Walki Czynnej i Związków Strzeleckich. Warto pamiętać o tym fakcie w aspekcie całej biografii Sokolnickiego;  w kontekście jego działalności publicznej bywa on często marginalizowany lub wręcz pomijany.

Jak kształtowały się relacje Sokolnickiego i Józefa Piłsudskiego?

Sokolnicki, jeszcze jako młodzieniec czytał artykuły Piłsudskiego publikowane w „Robotniku” – to było jego pierwsze zetknięcie się z ówczesnym towarzyszem Wiktorem. Dość szybko doszło do bezpośredniego spotkania, które miało miejsce już w 1901 roku w posiadłości Witolda Jodki-Narkiewicza pod Lwowem. Sokolnicki szybko stał się jednym z kilku najbliższych współpracowników Piłsudskiego. Zbliżył się do lewicy już podczas studiów w Paryżu, a następnie wstąpił do PPS, w którym prężnie działał, a po rozłamie w 1906 roku znalazł się nawet we władzach PPS Frakcji Rewolucyjnej. Przed I wojną światową działał w Polskim Skarbie Wojskowym oraz w Komisji Skonfederowanych Stronnictw Niepodległościowych, gdzie był już człowiekiem Piłsudskiego. Równocześnie stał się jednym z jego emisariuszy do Królestwa Polskiego, działając wśród inteligencji i robotników, a także na Zachodzie, co było możliwe dzięki jego kontaktom naukowym i stosunkom wśród tamtejszej młodzieży filareckiej. W przyszłości zaprocentuje to w pracy dyplomatycznej. Po wybuchu Wielkiej Wojny Sokolnicki stanął przed bodaj najważniejszym zadaniem w swojej karierze – z polecenia Piłsudskiego został sekretarzem krakowskiego Naczelnego Komitetu Narodowego, odpowiedzialnym za sprawy międzynarodowe. W konsekwencji, jak celnie określił to prof. Piotr Wandycz, Sokolnicki stał się nieformalnym „ministrem spraw zagranicznych” Piłsudskiego. W tej sytuacji, mimo, że przed wojną działał w „Strzelcu”, oczywiście nie mógł bić się w szeregach Legionów, czego zresztą chyba później żałował.

MHP: Na czym przede wszystkim polegała prowadzona przez Sokolnickiego dyplomacja?

Dzisiaj częstokroć nie doceniamy wagi i znaczenia wysiłków dyplomatycznych Piłsudskiego i jego obozu w latach 1914-1918, wskazując w jego działalności w tym okresie przede wszystkim na czyn zbrojny. Tymczasem m.in. dzięki zaangażowaniu Sokolnickiego, a także Stanisława Patka, czy Augusta Zaleskiego, Piłsudski od pierwszych tygodni wojny nawiązywał kontakty nie tylko z państwami centralnymi, ale również z Ententą, starając się zainteresować Paryż i Londyn swoją działalnością. Dużą częścią tych poczynań (które kontynuowano także po aresztowaniu Piłsudskiego w 1917 roku) m.in. w Rosji, na Ukrainie czy w Rumunii, kierował właśnie Sokolnicki.

Po aresztowaniu Piłsudskiego i Kazimierza Sosnkowskiego przez Niemców w 1917 roku rodzący się obóz piłsudczykowski musiał się odnaleźć bez swojego Komendanta. Dla koordynacji jego działań powołano Konwent Organizacji A, Sokolnicki znalazł się w jego ścisłym kierownictwie obok takich osób jak Jędrzej Moraczewski czy Leon Wasilewski. Kontynuował równocześnie swoje zadania na polu dyplomatycznym, ostatecznie starając się po rewolucji w Rosji przeorientować politykę obozu piłsudczykowskiego na państwa Ententy. To właśnie Sokolnicki był twarzą tej reorientacji w misjach na Wschodzie. Po Wielkiej Wojnie był z kolei jednym z członków delegacji Naczelnika Państwa na konferencję pokojową w Paryżu, a następnie w niepodległej Polsce radcą polskiego poselstwa w Londynie, posłem w Helsinkach, pracownikiem Centrali MSZ, posłem w Kopenhadze, zaś od 1936 roku – ambasadorem Rzeczypospolitej w Ankarze.

Znane jest słynne zdanie Józefa Piłsudskiego, który miał powiedzieć: „Towarzysze, jechałem czerwonym tramwajem socjalizmu aż do przystanku „Niepodległość", ale tam wysiadłem”. Kiedy również Sokolnicki zrewidował swój stosunek do idei socjalistycznej jako narzędzia uświadomienia Polaków i pracy na rzecz odzyskania suwerenności?

To zdanie przypisuje się Piłsudskiemu, ale najpewniej nie on jest jego autorem… W każdym razie punktem zwrotnym dla obu  - i Naczelnika i Michała Sokolnickiego był ten sam czas i to samo zjawisko, mianowicie rewolucja 1905 roku. Sokolnicki z początku wszedł w nią jako zwolennik linii „młodych”, opozycji wobec „starych” reprezentowanych chociażby przez Piłsudskiego, Witolda Jodkę, Aleksandra Prystora, czy Walerego Sławka. Obserwując falę strajkową i atmosferę wśród robotników „starzy” zrozumieli szybko, że rewolucja nie miała charakteru socjalistyczno-niepodległościowego, lecz internacjonalistyczny, silnie zrusyfikowany. Sokolnicki zmienił wówczas swoje nastawienie względem „młodych” i ich polityki oraz w ogóle wobec roli socjalizmu dla idei niepodległościowej. Bardzo szybko doszedł do wniosku, że w tym sporze to Piłsudski ma rację; że trzeba stawiać na nową organizację, bojówkę i kształtowanie kadr przyszłego wojska polskiego. Za Piłsudskim doszedł Sokolnicki do przekonania, że socjalizm i proletariat są daleko niewystarczającą bazą dla ruchu niepodległościowego i że tę bazę trzeba poszerzać o nowe środowiska, metody i instrumenty walki. Stąd też w pełni popierał przeniesienie „roboty” niepodległościowej do Galicji i budowę tam ruchu paramilitarnego w postaci ZWC, któremu Piłsudski patronował, i Związków Strzeleckich. Z wyjątkiem krótkiego epizodu w 1915 roku, Sokolnicki pozostał odtąd wierny Piłsudskiemu aż do śmierci Marszałka.

Jak odnalazł się w polityce po śmierci Piłsudskiego?

W momencie śmierci Piłsudskiego był posłem i ministrem pełnomocnym w Kopenhadze. Rok później powierzono mu kolejne ważne zadanie – został ambasadorem Rzeczpospolitej w Turcji, gdzie podczas katastrofy wrześniowej 1939 roku wielce dopomógł Ignacemu Matuszewskiemu i Henrykowi Floyar-Rajchmanowi w transporcie polskiego złota wywiezionego z kraju. Funkcję ambasadora pełnił formalnie do 1945 roku, a nieformalnie także w kolejnych latach, jako ceniony dyplomata, zaprzyjaźniony z wieloma przedstawicielami tureckich elit. Był, można powiedzieć, żywym symbolem przyjaźni polsko-tureckiej. Po 1935 roku Sokolnicki sympatyzował z grupą skupioną wokół Walerego Sławka i Aleksandra Prystora, blisko przyjaźnił się także z gen. Kazimierzem Sosnkowskim, należał zatem do tzw. starych piłsudczyków. Podzielał ich punkt widzenia na sprawy polskie i sprawy własnego obozu, ale jako urzędnik nigdy nie pozwolił sobie na jakąkolwiek krytykę zwierzchników i pozostał lojalny wobec linii prezydenta Ignacego Mościckiego, marszałka Śmigłego-Rydza i ministra Józefa Becka.

Jednak w czasie wojny poglądy Sokolnickiego stały się zarzewiem sporu z premierem Władysławem Sikorskim.

Obaj znali się jeszcze sprzed I wojny światowej, blisko ze sobą współpracowali. Z poręki Piłsudskiego byli kontrolerami Wydziału Wojskowego Komisji Tymczasowej Skonfederowanych Stronnictw Niepodległościowych. Gdy po 1914 roku rozgorzał spór między Piłsudskim a Sikorskim, Sokolnickiemu przez moment, w 1915, bliżej było do tego drugiego. Prędko jednak zrewidował swój pogląd i opowiedział się za Komendantem i jego linią. Wydaje się, że tę chwilę zawahania z roku 1915 roku odpokutowywał do końca swoich dni i miał do siebie żal za to, że pozwolił sobie na moment zwątpienia. Późniejsze kontakty Sokolnickiego z Sikorskim uznać można za właściwie nieistniejące: obaj reprezentowali inne obozy polityczne, działali w zupełnie innych obszarach. Po 1939 roku ekipa gen. Sikorskiego kilkukrotnie próbowała odwołać Sokolnickiego ze stanowiska ambasadora, co spotkało się ze stanowczą reakcją Ankary. Rząd turecki zagroził, że w wypadku usunięcia Sokolnickiego nie zgodzi się na nowego ambasadora, co oznaczałoby dla Polski utratę szalenie ważnej i strategicznej placówki. Polski rząd nie mógł sobie wówczas na to pozwolić.

Dlaczego próbowano go odwołać?

Sikorski, prawdopodobnie za sprawą podszeptów różnych „życzliwych”, uważał Sokolnickiego za „beckowca”. W jednej z rozmów podczas inspekcji Sikorskiego na Bliskim Wschodzie, gdy wizytował również polskie placówki dyplomatyczne, powtórzył Sokolnickiemu ten zarzut, powiadając, że może tolerować piłsudczyków, ale nie „beckowców”, czy „rydzowców”. Ostatecznie jednak doszło pomiędzy nimi do porozumienia. Sokolnicki zapewnił Sikorskiego o swojej lojalności wobec jego rządu, a swoją postawę sprzed 1939 roku nazywał po prostu postawą polskiego urzędnika i państwowca, co po wybuchu wojny nie zmieniło się ani na jotę.

O Sokolnickim często wspomina się w kontekście jego związków z Muzeum Polskim w Rapperswilu, z którym miał styczność już podczas przygotowywania pracy dyplomowej na początku XX wieku.

Poszukując materiałów do swoich prac na Zachodzie nie mógł uniknąć wizyty w Rapperswilu, często tam przebywał, korzystając ze zbiorów tamtejszego Muzeum.. Krytycznie odnosił się do zarządzania tą instytucją i domagał się dbałości o jej rozwój. Włączył się tym samym w tzw. spór rapperswilski, jak można sądzić - w wyniku którego, został oskarżony o bezprawne przywłaszczenie niektórych zbiorów. Sprawa miała wymiar głównie honorowy i ostatecznie, po dwóch latach, rozwiązano ją w 1912 roku, orzekając, że „na czci pana Michała Sokolnickiego nie ciążyły i nie ciążą żadne zarzuty”.

Oddzielny aspekt bogatej aktywności Sokolnickiego stanowią jego dokonania jako historyka, chyba niesłusznie zapomniane. Jakie kwestie poruszał w swoich pracach ? Jak ocenić ich wartość dla współczesnego czytelnika?

Jak już mówiliśmy Sokolnicki zajmował się przede wszystkim dziejami Wielkiej Emigracji i genezą polskich popowstaniowych ruchów politycznych. Napisał m.in. dzieło „Wojna polsko-rosyjska w roku 1831”, które miało stanowić jego habilitację. O doktoracie, który czeka wciąż na przetłumaczenie z francuskiego już wspominałem. Niebagatelną wartość ma pozostawiona przezeń memuarystyka – mowa tutaj chociażby o dwutomowym „Dzienniku ankarskim”, z czego drugi tom ukazał się już po śmierci autora. Niestety dzisiaj dzieło to pozostaje trudno dostępne, tym bardziej warto byłoby pomyśleć  o jego wznowieniu i solidnym opracowaniu. Sokolnicki wydał również dwa tomy wspomnień obejmujących jego życie i działalność do roku 1915: „Czternaście lat” i „Rok Czternasty” – stanowią one znakomite źródło do dziejów polskiego socjalizmu i irredenty niepodległościowej. Warto dodać, że był jednym z najbardziej aktywnych konsultantów monumentalnej „Najnowszej historii politycznej Polski” Władysława Pobóg-Malinowskiego. Napisał przedmowę do pierwszego tomu książki. Wiele jego dzieł czeka jeszcze na odkrycie. Zachował się np. maszynopis jego „Historii II wojny światowej”, obszerna korespondencja oraz liczne artykuły naukowe i publicystyczne, przyczynki i komentarze. Podstawowym problemem jest ich rozproszenie – znajdują się w wielu miejscach, od Kalifornii przez Nowy Jork, Londyn, po Ankarę, a pewnie i Moskwę.

Prace te mają nie tylko wartość poznawczą, ale są również napisane piękną, literacką polszczyzną, którą znakomicie się czyta.

MHP: Czy można powiedzieć, że pomimo zamiłowania do nauki, na pierwszym miejscu zawsze stawiał działalność publiczną? Wydaje się, że te dwie sfery w życiu Sokolnickiego w ogóle się ze sobą nie kłóciły.

Sokolnicki był państwowcem, który swoje życie oddał służbie Rzeczypospolitej. Odwołam się tutaj do tytułu jego biografii mojego autorstwa – był piłsudczykiem, historykiem i dyplomatą – w tej kolejności. Kochał Polskę i Piłsudskiego, kochał historię. Za największego z Polaków, być może w całej naszej historii, uważał Komendanta, dbał o jego dobre imię również na wychodźstwie. Czuł się członkiem obozu piłsudczykowskiego, pomimo, iż dostrzegał jego wady, niejednokrotnie wdając się w wewnętrzne polemiki. Na ścieżkę dyplomacji trafił przypadkiem, dzięki swoim kontaktom i badaniom naukowym na Zachodzie. Rzucony przez Piłsudskiego na ten „odcinek” po 1914  już na nim pozostał. Jednocześnie potrafił sprawnie godzić obie ścieżki – historyka i dyplomaty. Ostatnią wizytę w Polsce złożył niedługo przed wybuchem II wojny światowej i nigdy już do ojczyzny nie powrócił, choć jeszcze długo po 1945 roku wierzył, że powrót do wolnej Polski będzie możliwy.

 

Rozmawiał Piotr Abryszeński

Fotografia w tle: Michał Sokolnicki jako sekretarz NKN, polona.pl

 

2021-05-24