Konstytucja z 3 maja 1791 r. – świt lepszej przyszłości. Rozmowa z prof. Richardem Butterwick-Pawlikowskim

Michał Przeperski: O Konstytucji z 3 maja 1791 r. mówi się, że jest pierwszą w kontynentalnej Europie i drugą na świecie nowoczesną konstytucją zaraz po tej uchwalonej w Stanach Zjednoczonych w 1787 roku. Czy takie twierdzenie jest uprawnione?

prof. Richard Butterwick-Pawlikowski: Konstytucję rozumiem jako uroczyste ramy prawne, które nakreślają, podbudowują i ustanawiają formę rządu oraz stosunek obywateli do rządu, a całość wywodzi się ze wspólnych wartości wspólnoty obywateli. Ustawa Rządowa tj. Konstytucja z 3 Maja 1791 r. jest z pewnością takową, choć była to również konstytucja w starszym znaczeniu tego słowa, czyli ustawa uchwalona przez Sejm. Niewątpliwie konstytucja amerykańska również spełnia te kryteria. Istnieje trzech alternatywnych kandydatów do tytułu pierwszej nowoczesnej konstytucji na świecie: „Pacta et Constitutiones Legum Libertatumque Exercitus Zaporoviensis” Filipa Orlika z 1710 roku, szwedzki „Instrument rządu” (års regeringsform) z roku 1719 (nowelizowany w latach 1720, 1772 i 1789) oraz „Custituzione di a Corsica” Paolo Pasquale z 1755 roku. Są to niezwykłe dokumenty konstytucyjne, które zasługują na większe uznanie niż to, jakim zazwyczaj się cieszą. Pierwszy z nich jednak nigdy nie wszedł w życie ‒ był manifestem wygnanego hetmana kozackiego. Szwedzki dokument z 1719 roku był tylko częścią szerszej ugody konstytucyjnej; można go porównać do angielskiej Deklaracji praw (Bill of Rights) z 1689 roku. Konstytucja korsykańska przetrwała zaś czternaście lat, zanim Francja zdławiła korsykańskie powstanie przeciwko Genui i zaanektowała wyspę. Spośród wczesnych pretendentów do tytułu ten jest najmocniejszy, gdyż konstytucja Korsyki zawierała pewne daleko idące tendencje demokratyczne, choć jej zakres był węższy niż konstytucji amerykańskiej czy polskiej. „Custituzione” w co najmniej równym stopniu zajmowała się rozwiązywaniem problemów bieżących, co ustalaniem formy rządu na przyszłość.

Cechą charakterystyczną wszystkich tych dokumentów w porównaniu z późniejszymi konstytucjami jest ich ożywcza zwięzłość. Konstytucja z 3 maja 1791 r. pozostawiała wiele szczegółów nierozwiązanych, a własną podniosłą rangę nadawały jej ustawy uchwalone nieco wcześniej (dla miast królewskich) i później (dotyczące unii Korony Polskiej z Wielkim Księstwem Litewskim). A jednocześnie wyraźnie określała podstawowe ramy dla struktury społeczeństwa i formy rządów, wywodząc je z „woli narodu” (o której mowa zarówno w preambule, jak i w art. piątym). Znacznie dłuższa i bardziej szczegółowa konstytucja francuska została uchwalona dopiero 13 września 1791 r. Ówcześni polscy pisarze uznawali konstytucje angielską (niespisaną), amerykańską, polską i francuską i zakładali, że na każdą z nich z kolei miały wpływ jej poprzedniczki. Podsumowując, Konstytucja 3

Maja ma bardzo duże szanse na miano pierwszej nowoczesnej konstytucji w Europie, ale tak naprawdę osiemnastowieczny konstytucjonalizm jest zbyt ciekawym tematem, by sprowadzać go do rywalizacji o prawa do narodowych przechwałek.

Które elementy Konstytucji wydawały się kluczowe w momencie jej uchwalania, a które dziś, z punktu widzenia badacza, postrzegane są jako fundamentalne?

Dziś, w kontekście wspólnych polsko-litewskich obchodów rocznicy, wydaje się, że kluczowym elementem Konstytucji było Zaręczenie Wzajemne Obojga Narodów uchwalone 20 października 1791 r. Rozwiązywało ono niejasności w tekście Ustawy Rządowej, potwierdzając Unię lubelską z 1569 roku między „dwoma narodami” Korony Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Gwarantowała ona Litwie parytet lub przemienność we wspólnych komisjach rządowych i na samym Sejmie. Powrócenie w tej uroczystej ustawie do bardziej tradycyjnych określeń, w tym Rzeczypospolitej, kontrastowało z wielokrotnym podkreślaniem w Konstytucji 3 maja „narodu” (w liczbie pojedynczej), „Polski”, „Ojczyzny” i „kraju”. Z drugiej strony, Zaręczenie Wzajemne mówiło zarówno o „Obojgu Narodów” jak i o „Rzeczypospolitej Polskiej”‒ najwyraźniej nazwy te harmonijnie się pokrywały. Stanisław August uważał wówczas Zaręczenie Wzajemne za jednomyślną, dalszą legitymizację Konstytucji. Zapewne przyczyniło się to do wyjątkowo wysokiego poparcia dla niej wyrażonego przez sejmiki litewskie w lutym 1792 roku. Pozostaje jednak nurtujące pytanie ‒ dlaczego na niektórych sejmikach w Koronie Polskiej entuzjazm był najwyraźniej mniejszy?

Dla współczesnych w kraju i za granicą najbardziej kontrowersyjnym elementem Konstytucji 3 maja było zniesienie w pełni elekcyjnej monarchii i wprowadzenie dziedzicznego następstwa tronu. Eufemizm „elekcyjny przez familje” nikogo nie zmylił, choćby dlatego, że w tekście Ustawy Rządowej wyjaśniano katastrofalne skutki bezkrólewia i zalety sukcesji dziedzicznej. Tymczasem faktyczne ustalenia dotyczące sukcesji elektora saskiego, a po nim jego córki, przewidywały swoistą elekcję jej męża, który miał następnie założyć nową dynastię królów polskich. Katarzynę II zaniepokoił również zapis w czwartym artykule Konstytucji (o chłopach), że wszyscy imigrujący do Rzeczypospolitej będą osobiście wolni, będą mogli wybrać osiedlenie się w mieście i zajęcie się handlem lub zawrzeć kontrakt z właścicielem ziemskim na uprawę ziemi. Obawiała się masowego exodusu chłopów pańszczyźnianych z Imperium Rosyjskiego. Postanowienie to, niedoceniane w większości późniejszych sporów historyków i polemistów, mogło w ciągu jednego pokolenia doprowadzić do upadku pańszczyzny w Polsce i na Litwie. Niepokoje carycy podzielały także Berlin i Wiedeń, jednak te dwa dwory były szczególnie zaniepokojone prawami obywatelskimi i obywatelskimi zagwarantowanymi mieszczanom w „miastach [...] królewskich wolnych w państwach Rzeczypospolitej”. Czy obciążeni nadmiernymi podatkami mieszczanie byliby zadowoleni z pobytu w przeregulowanych miastach monarchii pruskiej i austriackiej, skoro w Rzeczypospolitej czekały na nich ekscytujące możliwości wolności i dobrobytu?

Gorąco debatowano również, zarówno w Rzeczypospolitej, jak i poza nią, nad kwestią tego, czy Konstytucja przekształciła republikańską formę rządów w monarchię. Używając hiperboli Katarzyna II stwierdziła, że Stanisławowi Augustowi powierzono „arbitralną władzę”, a kontrrewolucyjni konfederaci targowiccy i wileńscy (ci ostatni dla Wielkiego Księstwa Litewskiego) powtarzali ten zarzut niczym mantrę. Jest to z pewnością ważne pytanie dla badaczy w dzisiejszych czasach. Jak dalece forma rządów w Rzeczypospolitej odeszła od bezkompromisowych aksjomatów szlachecko-republikańskich z przeszłości, w kierunku ograniczonej monarchii parlamentarnej, którą król tak podziwiał w Wielkiej Brytanii? To pytanie o prawa, instytucje, praktykę, idee, a przede wszystkim - kulturę polityczną.

W XVIII wieku na przestrzeni wielu dziesięcioleci nastąpiło odejście od założeń arystotelesowskiej forma mixta, w której arystokratyczni senatorowie utrzymywali równowagę pomiędzy monarchicznym „majestatem” a demokratyczną „wolnością”, w kierunku zdecydowanie republikańskiej formy rządów, co pozwoliło na coraz silniejsze wyłanianie się idei suwerennego narodu (pomijając na razie kwestię jego składu). W drugiej połowie Sejmu Czteroletniego, w latach 1790–92, dostrzegam zwrot w kierunku idei partnerstwa i zaufania między silniejszą władzą wykonawczą, kierowaną przez monarchę, a skuteczną władzą ustawodawczą, głosującą w razie potrzeby większością głosów, złożoną z przedstawicieli suwerennego narodu, niezwiązanych instrukcjami sejmowymi. Oznacza to, że zasada reprezentacji przezwyciężyła zasadę delegacji. Wraz z szybkim i bezstronnym wymiarem sprawiedliwości, wymierzanym przez wybranych sędziów, partnerstwo to stanowiło podstawę wizji króla, częściowo zaczerpniętej od Monteskiusza, autora „O duchu praw” (1748). „Uporządkowana wolność" zapewniona wszystkim w takich ramach konstytucyjnych była przeciwstawiana przez oświeconych regalistów i republikanów „arystokratycznej anarchii” z dawnych czasów. Jednak tradycyjne republikańskie podejrzenia wobec rządu centralnego pozostały silne, co znalazło odzwierciedlenie w ustawach uzupełniających Konstytucję 3 maja, uchwalonych w następnym roku. Niemniej jednak, gdy wiosną 1792 roku doszło do wojny z Rosją, Stanisław August otrzymał wiele uprawnień, lecz również obowiązków.

W tym roku obchodzimy 230. rocznicę uchwalenia tej Konstytucji. W swojej książce przedstawia Pan szersze tło i drogi prowadzące do jej uchwalenia. Pytanie, które zdaje się powracać, brzmi: czy uchwalenie tej ustawy zasadniczej nie było działaniem spóźnionym?

Rozwiązania przyjęte w Konstytucji z 3 maja 1791 r., nie mówiąc już o wpisanych w jej tekst strategiach perswazyjnych, były tak silnie naznaczone ideami i wartościami późnego oświecenia, że nie sposób przenieść ich wyobraźnią do przełomu XVII i XVIII w., kiedy to faktyczna niezależność i suwerenność Rzeczypospolitej wisiały na włosku. Niemniej jednak imponująca odporność, z jaką Rzeczpospolita znosiła inwazje i radziła sobie z głębokimi kryzysami politycznymi i gospodarczymi od 1648 roku, wyczerpała się pod koniec Wielkiej wojny północnej (1700–21). Decydujące znaczenie miała porażka wspólnoty politycznej - za panowania Jana Kazimierza, Michała Wiśniowieckiego, Jana Sobieskiego i Augusta Mocnego – co do przyjęcia fundamentalnych reform konstytucyjnych, które uniemożliwiłyby obcym mocarstwom wykorzystywanie bezkrólewia i liberum veto do utrzymywania Polski i Litwy w stanie słabości fiskalnej i militarnej.

Po umocnieniu się hegemonii rosyjskiej około 1720 roku wszelkie wysiłki zmierzające do naprawy Rzeczypospolitej napotykały na przeszkody i sabotaż. Co więcej, w porównaniu z luźniejszą rosyjską „strefą wpływów", która charakteryzowała panowanie Augusta III (po tym, jak wojska rosyjskie zdobyły dla niego tron polsko-litewski), od roku 1763 Katarzyna II dokręciła śrubę, że tak powiem. Zasadnicza reforma mogła zostać przeprowadzona dopiero podczas Sejmu Czteroletniego, ponieważ Imperium Rosyjskie było wówczas zajęte wojnami z Imperium Osmańskim i Szwecją, a także zagrożone przez Prusy i Wielką Brytanię. Sejm mógł więc zrzucić z siebie rosyjską „gwarancję” dla formy rządów Rzeczypospolitej, nie narażając się na rosyjską zemstę przez trzy i pół roku, co otwierało pewne możliwości.

Patrząc z punktu widzenia europejskiego oświecenia, a także z perspektywy wieloletniej tradycji prawnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów, jak należy traktować Konstytucję 3 maja? Czy była ona raczej elementem zmiany czy ciągłości?

Konstytucja 3 Maja była silnie zakorzeniona w tradycji Rzeczypospolitej: jednym z jej głównych motywów była „wolność", zawierała wiele zabezpieczeń przed nadużywaniem władzy wykonawczej, a uprzywilejowana szlachta zajmowała pierwsze miejsce w strukturze społecznej nakreślonej przez jej artykuły od drugiego do czwartego. Jednocześnie wzbogacono starą republikańską ideę wolności ‒ ramy prawne, zakładające polityczny udział szlachty we wspólnej Rzeczpospolitej, które uniemożliwiały władcy pozbawienie obywateli ich szczególnych wolności i praw. Konstytucja kładła stosunkowo nowy nacisk, widoczny w niektórych polskich traktatach prawno-ustrojowych z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XVII w. ‒ pozostających pod wpływem nurtów oświeceniowych ‒ na prawa powszechne, naturalne. Wolność była naturalnym stanem człowieka, stąd wskazany w Konstytucji kierunek drogi: od Rzeczypospolitej uprzywilejowanej szlachty do narodu wszystkich mieszkańców wspólnej Ojczyzny cieszących się pewnym stopniem indywidualnej wolności i własności, zabezpieczonym przez prawo i rząd. Najsilniej w tym oświeconym kierunku naciskał Hugo Kołłątaj, co uzupełniało wizję króla.

Innym aspektem zmian, który należy podkreślić, jest to, że „wola narodu" była teraz aktywna ‒ rozszerzając wolność i promując dobrobyt ‒ a nie pasywna ‒ broniąc wolności przed monarchą. To w gruncie rzeczy znane założenie zostało ożywione przez elokwentny język Jean-Jacques’a Rousseau. Tym samym nieskrępowana suwerenność narodowa była niezbędna dla realizacji woli narodu, a więc idea i hasło niepodległości odzyskały centralne miejsce w polsko-litewskiej kulturze politycznej. To też znalazło odzwierciedlenie w tekście Konstytucji.

Ostatecznie Konstytucja 3 Maja została obalona przez najazd rosyjski w 1792 roku. Historia alternatywna z pewnością nie jest przedmiotem naukowych rozważań, ale w dyskursie popularnym powraca pytanie: czy istniała szansa na obronę Polski, a tym samym na uratowanie nowego rządu ustanowionego przez Konstytucję?

Nie mam nic przeciwko historii alternatywnej czy wirtualnej, o ile jest ona wiarygodna w kontekście konkretnego czasu (a zwłaszcza jeśli opiera się na rzeczywistych dyskusjach o prawdopodobnych konsekwencjach wyborów). Niemniej jednak w tym przypadku trudno jest skonstruować optymistyczne scenariusze. Najlepszy, na jaki mogę sobie pozwolić, to taki, że gdyby anioł śmierci nie przyszedł wiosną 1792 roku po cesarza Leopolda II ani króla Gustawa III, lecz zabił Katarzynę II, moglibyśmy założyć, że jej ekscentryczny syn Paweł I zachowałby się inaczej niż jego niekochana i pozbawiona miłości matka.

Poważna dyskusja wśród historyków koncentrowała się na ogół na szansach wynegocjowania kompromisowego rozwiązania z Rosją, czy to w następstwie wydarzeń z 3 maja 1791 r., czy też poprzez przedłużanie niewypowiedzianej wojny, która rozpoczęła się wraz z rosyjską inwazją na Rzeczpospolitą 18 maja 1792 r. Zgadza się, negocjacje w sprawie sukcesji dla wnuka Katarzyny, Wielkiego Księcia Konstantego, powinny były zostać podjęte od razu. Czy jednak, gdyby się nie powiodły, polsko-litewskie dowództwo powinno było kontynuować działania wojenne latem 1792 roku próbując pokonać dwie armie rosyjskie w bitwach pod Warszawą, w nadziei na zmuszenie imperatorowej do bezpośrednich negocjacji, zamiast przystąpić do konfederacji targowickiej i odesłać armię tam, gdzie stacjonuje w czasie pokoju, czyli w efekcie skapitulować? Takie właśnie stanowisko zajął marszałek Stanisław Małachowski w dniu 23 lipca 1792 r. podczas słynnej rady ministerialnej. Była to strategia wysokiego ryzyka, która mogła doprowadzić do katastrofalnej i krwawej klęski, istniało bowiem podnoszone przez króla niebezpieczeństwo inwazji pruskiej na zachodzie (scenariusz odwrotny, można by dodać, do wydarzeń roku 1939). Wydaje się jednak, że przynajmniej część rosyjskich żołnierzy i polityków, w tym młody faworyt Katarzyny Płaton Zubow rzeczywiście spodziewała się w pewnym momencie długotrwałego oporu i bezpośrednich negocjacji. Kampanie w Koronie i na Litwie nie były dla Rosjan triumfalnymi pochodami, jakich oczekiwano. Nie ulega wątpliwości, że kapitulacja na warunkach carycy oznaczała porzucenie pozostałych kart ‒ żołnierzy, którzy nabrali pewności siebie i przeważającego poparcia społecznego. Zamiast opanować od wewnątrz kontrrewolucyjne konfederacje, na co miał nadzieję Stanisław August, został on zmuszony do kolejnych upokorzeń, zarówno dla siebie, jak i dla Rzeczypospolitej. Przynajmniej z perspektywy czasu można stwierdzić, że był to poważny błąd w ocenie sytuacji. Katarzyna II wkrótce uznała, że w jej interesie leży ponowne rozdrobnienie większości pozostałego terytorium Rzeczypospolitej, tym razem z samymi Prusami, ponieważ Austria była wygodnie zajęta Francją.

Pańska książka nie koncentruje się wyłącznie na wydarzeniach XVIII wieku, ale zwraca również uwagę na krytykę, z jaką traktowano Konstytucję w XIX i XX wieku. Dlaczego była ona tematem tak zażartych dyskusji?

Amerykańska konstytucja, choć zmieniana, wykazała się niezwykłą długowiecznością. Czy polska konstytucja mogła tego dokonać? Cóż, zawierała klauzulę o możliwości jej zmiany co ćwierć wieku, co dawałoby jej dużą elastyczność. Ale oczywiście obowiązywała tylko przez niecałe piętnaście miesięcy, więc jej tekst stał się archaiczny. Niemniej jednak, jak wszyscy wiemy, latem 1792 roku został on unieważniony przez armię rosyjską, która ustanowiła opresyjny i niekompetentny reżim kontrrewolucyjny. W czasie insurekcji 1794 roku Kościuszko i bardziej radykalni powstańcy uważali już treść Ustawy Rządowej za niewystarczająco republikańską i demokratyczną. Z kolei doświadczenia konstytucji Księstwa Warszawskiego i Królestwa Polskiego przyniosły bardziej monarchiczne i ministerialne podejście do rządów niż przewidywał to nawet Stanisław August.

Po roku 1830 idea przywrócenia Konstytucji z 1791 roku stawała się coraz bardziej marginalna dla emigracji i powstańców. Konstytucja utrwaliła się jako symbol suwerennej polskiej woli narodowej, a jej treść została wtopiona w polemiki na temat Rzeczypospolitej jako całości. Na przykład Roman Dmowski gorzko krytykował Rzeczpospolitą szlachecką, chwaląc jednocześnie Konstytucję jako remedium na jej najgorszą wadę ‒ niezdyscyplinowanie. Najczęściej krytykowano fakt, że nie zniosła ona pańszczyzny, a współcześni Litwini zakładali ‒ aż do niedawnego podkreślania Zaręczenia Wzajemnego ‒ że Konstytucja 3 Maja znosiła odrębny status Wielkiego Księstwa, a więc była kolejnym polskim przestępstwem wobec Litwy. Uczeni i opiniotwórcy, którzy przede wszystkim cenią sobie różnorodność, podejrzewają, że Konstytucja była krokiem w kierunku jednorodnego etnicznie i katolickiego polskiego państwa narodowego, którego nie lubią. Na drugim końcu spektrum, Konstytucja jest potępiana jako kosmopolityczny masoński spisek przeciwko rodzimym, republikańskim wartościom katolickiej Polski. Tak czy inaczej, odrodzenie idei i wartości republikańskich sprawiło, że ruch w kierunku ograniczonej monarchii parlamentarnej i podziału władzy stał się podejrzany. Nigdy też nie brakowało komentatorów, którzy uznawali zerwanie z Rosją za prowokację i samobójstwo. Ja patrzę na Konstytucję 3 maja z innej, o wiele bardziej pozytywnej perspektywy.

Wreszcie, z punktu widzenia dzisiejszego zawodowego historyka, co było wyjątkowego w doświadczeniu Konstytucji, co po 230 latach nadal warto świętować?

Ta konstytucja była świtem lepszej przyszłości. Po 3 maja 1791 r. był czas na uchwalenie ustaw uzupełniających, na pracę instytucji, na funkcjonowanie nowego rodzaju polityką w ostatnim roku Sejmu Wielkiego. Ogólnie rzecz biorąc, przesłanki są bardzo obiecujące. Z jednej strony, niezwykły optymizm co do przyszłości był naiwny, biorąc pod uwagę realia stosunków międzynarodowych, ale ta aura sukcesu ‒ po tylu dekadach upokorzeń ‒ pomogła przekonać wielu wątpiących do poparcia lub przynajmniej zaakceptowania Konstytucji. Rzeczpospolita mogła w ten sposób zademonstrować swój ogromny potencjał. Reformy, których zwornikiem była Ustawa Rządowa, przygotowały Polskę i Litwę na XIX wiek ‒ znacznie lepszy niż ten, którego w istocie doświadczyli mieszkańcy regionu. Konstytucja 3 Maja pokazuje nam ponad wszelką wątpliwość, że Rzeczpospolita Obojga Narodów nie była państwem upadłym, wyrwanym ze swej anarchicznej nędzy przez lepiej rządzonych sąsiadów. Oczywiście, że taką narrację oni promowali, ale od tego czasu podziela ją wielu Polaków. Było jednak wręcz przeciwnie: Rzeczpospolita była żywotną wspólnotą obywateli, która szybko odbudowywała swoją siłę po długim kryzysie. „Rządna wolność” była zaraźliwa o wiele bardziej niż jakobiński radykalizm. I właśnie dlatego zagrożone monarchie absolutne Rosji, Prus i Austrii rozczłonkowały Rzeczpospolitą.

 

Książki prof. Richarda Butterwicka-Pawlikowskiego są dostępne w sklepie internetowym Muzeum Historii Polski.

2021-04-27