Sekrety Marca 1981

Bydgoski marzec 1981 roku, mimo, że poświęcono mu szereg publikacji, nadal jest pełen tajemnic i zagadek. Doskonale znamy przebieg wydarzeń: doszło wówczas do najpoważniejszego kryzysu w stosunkach władz PRL z legalnie działającą „Solidarnością”. Jakie były jego prawdziwe przyczyny?


Bezsporną przyczyną kryzysu była brutalna akcja Milicji Obywatelskiej, której funkcjonariusze w dniu 19 marca siłą usunęli związkowców z sali obrad Wojewódzkiej Rady Narodowej w Bydgoszczy. W trakcie tej interwencji dotkliwie pobito przewodniczącego bydgoskiego Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego NSZZ „Solidarność” Jana Rulewskiego, a także Mariusza Łabentowicza i Michała Bartoszcze z rolniczej „Solidarności”. Uczestniczyli oni w sesji WRN na zaproszenie władz i mieli w jej trakcie przedstawić rację strajkujących rolników. Nie zostali jednak dopuszczeni do głosu, gdyż sesję niespodziewanie przerwano. Spowodowało to protest związkowców, a także części radnych (łącznie czterdziestu pięciu), którzy zostali na sali i zaczęli formułować wspólny komunikat. Brutalna akcja milicji wstrząsnęła całą Polską. Tym bardziej, że solidarnościowi radiowcy upowszechnili dramatyczne nagranie z tego incydentu, na którym szczególne wrażenie robiło wzywanie pomocy i krzyki Jana Rulewskiego.

Dlaczego jednak do tego dramatycznego incydentu doszło?

Czemu miał służyć? W przypadku obu pytań możliwych jest kilka teoretycznych odpowiedzi, niekoniecznie zresztą nawzajem się wykluczających – od celowej, na zimno zaplanowanej przez peerelowskie władze prowokacji, poprzez rozgrywki na jej szczytach, aż po wersję, według której sytuacja najzwyczajniej w świecie wymknęła się spod kontroli.

Jak wspomina stojący w tym czasie na czele związku Lech Wałęsa, ostrzegał on Jana Rulewskiego przed prowokacją. Jednak nie precyzuje na czym miała ona polegać. Rzeczywiście incydent bydgoski doskonale wpisuje się w tzw. taktykę odcinkowych konfrontacji, sformułowaną w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. Nie wiadomo od kiedy dokładnie ją stosowano, ale jej założenia

zostały przedstawione pod koniec grudnia 1980 roku podczas posiedzenia Sztabu Operacji „Lato 80”, .

Sztab ten był specjalnym ciałem utworzonym w MSW 16 sierpnia 1980 roku „dla koordynowania zintensyfikowanych działań jednostek resortu spraw wewnętrznych w celu zapewnienia bezpieczeństwa, ładu i porządku publicznego w kraju”. Na jego czele stał wiceminister Bogusław Stachura (przedstawiciel „jastrzębi” na Rakowieckiej). Sztab odegrał kluczową rolę w przygotowaniach stanu wojennego. Jak stwierdzano na jednym z posiedzeń tego gremium, „Właściwą i dającą szansę powodzenia może być taktyka >>odcinkowych konfrontacji<< w zakresie neutralizowania i sprowadzenia do defensywy sił antysocjalistycznych. Taktyka ta powinna wyrażać pełne zsynchronizowanie akcji politycznych i propagandowych oraz prezentacji programu rozwiązań w sferze ekonomiczno-społecznej ze stosowaniem skutecznej dolegliwości represyjnej wobec przywódców i ośrodków kierowniczych grup antysocjalistycznych. Mając przesłanki skuteczności, przy odpowiednim rozegraniu poszczególnych operacji, taktyka >>odcinkowych konfrontacji<< wydaje się być realna i daje większe szanse zabezpieczenia przed powstaniem stanu konfrontacji generalnej”.

Tej ostatniej, „konfrontacji generalnej” nie zamierzano jednak wcale unikać. Wręcz przeciwnie. Jak bowiem dodawano, „Trzeba jednak liczyć się z tym, że każde nasze jednostkowe działanie może wywołać reakcję przeciwnika, uruchamiającą napięcia i zderzenia lokalne, regionalne, a nawet konfrontację w skali całego kraju pomiędzy społeczeństwem, a władzą. Do tego musimy być odpowiednio przygotowani”. Dlatego też przystąpienie do realizacji taktyki „odcinkowych konfrontacji” miało być „zsynchronizowane z odpowiednimi działaniami politycznymi, propagandowymi, pracą operacyjną MSW oraz zapewnieniem warunków panowania nad ośrodkami i strukturami zainteresowanymi stabilizacją wewnętrzną [Kościół], bądź politycznie niezdecydowanymi [bardziej umiarkowane kręgi >>Solidarności<<, inteligencja]”. Propaganda miała odgrywać ważną rolę, „powinna konkretnie i rzeczowo atakować przeciwnika i być przekonywującą dla społeczeństwa”.

Według takich założeń uderzenie w część opozycji uznaną przez Służbę Bezpieczeństwa za zagrożenie dla ustroju miało mieć „charakter działań selektywnych, odpowiednio przygotowanych, poprzedzonych analizą możliwości osiągania efektów i ukierunkowanych na wytypowane zjawiska, ośrodki i ludzi”.

Kryzys bydgoski pozwolił SB właśnie na ową „analizę”, władze w jakimś stopniu poznały postawy przywódców związku (zarówno na szczeblu krajowym, jak i regionalnym…).

O tym, że wydarzenia w Bydgoszczy 19 marca 1981 roku były tzw. odcinkową konfrontacją zdaje się świadczyć również inny szczegół - upublicznienie nagrania z usuwania działaczy związkowych z budynku Wojewódzkiej Rady Narodowej. Jak już zaznaczono, uczynili to solidarnościowi radiowcy. Problem w tym, że była to ścieżka dźwiękowa z filmu wykonanego przez funkcjonariuszy MO lub SB (!), a wymowa filmu była zupełnie inna, niż materiału radiowego. Co więcej nagranie magnetofonowe pozyskał agent Służby Bezpieczeństwa – tajny współpracownik „Mikołaj”, czyli Marek Chlebowicz. Był on pomysłodawcą Radia „Solidarność” Regionu Mazowsze Redakcji Programów dla Radiowęzłów Zakładowych, które pierwszą audycję (na kasecie) przygotowało na początku lutego 1981 roku. Chlebowicz pojechał 20 marca do Bydgoszczy, gdzie m.in. skopiował pełne nagranie wydarzeń z poprzedniego dnia. W nocy z 20 na 21 marca warszawscy solidarnościowi radiowcy przygotowali kasetę, która w dniu 21 marca w tysiącu egzemplarzy została rozesłana po kraju. Audycja wraz ze zdjęciami pobitych związkowców (zwłaszcza Rulewskiego) obiegła kraj i niewątpliwie podgrzała atmosferę.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że TW „Mikołaj” wykonywał polecenia bezpieki. Nie jest to jednak pewne. Okazuje się bowiem, że Marek Chlebowicz o powstaniu stołecznego radia poinformował swoich przełożonych z SB dopiero na początku kwietnia 1981 roku, czyli w dwa miesiące po wydaniu przez siebie i kolegów pierwszej kasety! (I to mimo, że ze Służbą Bezpieczeństwa współpracował już od pięciu lat…).

Niestety stan zachowania dokumentów (brak tzw. teczki personalnej tajnego współpracownika, w której znajdowały się m.in. zalecenia funkcjonariuszy dla ich agenta oraz informacje o wykonywanych przez niego zadaniach dla SB) nie pozwala na jednoznaczne ustalenie czy TW „Mikołaj” realizował w przypadku nagrania bydgoskiego polecenie bezpieki czy nie.

Kończąc wątek „odcinkowej konfrontacji” nie sposób nie zauważyć jeszcze jednego szczegółu przemawiającego na rzecz tezy, że właśnie z taką „konfrontacją” mieliśmy do czynienia. Otóż główny bohater wydarzeń z Bydgoszczy Jan Rulewski wyjątkowo nadawał się do ataku propagandowego.

Wynikało to z faktu, że kilka dni wcześniej (16 marca) miał wypadek samochodowy, w efekcie którego zginął potrącony przez niego człowiek. Co prawda w wydarzeniu nie było winy Jana Rulewskiego, ale wypadek na pewno dawał pretekst do jego propagandowego atakowania: rzekomo miał celowo wywołać awanturę w WRN, by w ten sposób odwrócić uwagę od wypadku drogowego i uniknąć odpowiedzialności za jego spowodowanie.

Do ataku przystąpiły rządowe media, a także Służba Bezpieczeństwa, a nawet Wojskowa Służba Wewnętrzna. Kolportowane były m.in. ulotki szkalujące szefa bydgoskiego MKZ.

Równie ciekawa wydaje się odpowiedź na pytanie jaki był cel pobicia działaczy „Solidarności”. Czy polscy towarzysze chcieli się wykazać stanowczością, szczególnie przed Sowietami, czy może chcieli tych ostatnich wmanewrować w interwencję w PRL i wsparcie planowanego stanu wojennego? Warto przypomnieć, że kiedy miały miejsce wydarzenia w Bydgoszczy, w Polsce trwały (od 16 marca) manewry wojsk Układu Warszawskiego pod kryptonimem „Sojuz 81”. Zakończyły się w dniu 7 kwietnia, choć pierwotnie miały trwać jedynie do 25 marca. Notabene, jak wynika z dokumentów wschodnioniemieckich – przedłużono je na życzenie władz PRL… Ćwiczenia były oczywiście doskonałym pretekstem do nacisku na działaczy NSZZ „Solidarność”, choć niewykluczone, że nie tylko na nich. Jak poinformował władze amerykańskie i światową opinię publiczną kilka miesięcy później były polski ambasador w Japonii Zdzisław Rurarz, (który po 13 grudnia 1981 roku poprosił w Stanach Zjednoczonych o azyl polityczny), władze PRL miały przymierzać się do wprowadzenia w Polsce stanu wojennego właśnie już w marcu 1981 roku. Taką opcję zarysowano podczas posiedzenia Biura Politycznego Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej 27 marca 1981 roku, na cztery dni przed planowanym przez „Solidarność” strajkiem generalnym.

Niewątpliwie przeciwny wariantowi siłowemu był ówczesny I sekretarz KC PZPR Stanisław Kania, ale nawet on mówił tamtego dnia: „Proponuję przyjąć orientacyjny termin Sejmu na kwiecień bieżącego roku. Może okazać się niezbędne wprowadzenie stanu wojennego. W związku z tym potrzebny jest właściwy akt prawny, w formie nie ustawy, a postanowienia Rady Państwa”, choć zaraz potem dodawał: „Należy szukać elementów odprężających sytuację, bo nie każdego paraliżuje strach, niektórych pobudza do agresji, desperacji”.

Z drugiej strony powszechna była wówczas pogłoska, że pobicie działaczy w Bydgoszczy było decyzją skrzydła twardogłowych w PZPR. Taką wersję w rozmowie z pracownikiem ambasady USA Arthurem Skopem sugerował znany dziennikarz i reportażysta Ryszard Kapuściński. Jak zapisał jego amerykański rozmówca, podał on „przytaczaną często przez >>Solidarność<< wersję incydentu z Bydgoszczy: była to prowokacja przeciwko Jaruzelskiemu, przygotowana przez [Tadeusza] Grabskiego w nadziei na doprowadzenie do szerokich zamieszek i interwencji radzieckiej lub przynajmniej do ogłoszenia stanu wyjątkowego”.

 

Grzegorz Majchrzak

Autor jest pracownikiem Biura Badań Historycznych IPN

 

 

Grafika: Egzemplarz dziennika „Wieczór Wrocławia” z 20–22 marca 1981 z interwencjami cenzury w tekście komentującym pobicie związkowców w Bydgoszczy 19 marca

2021-03-25