"Litwa będzie wolna" - wileńska wiosna 1991 roku

30 lat temu rozpadał się Związek Sowiecki. Odradzała się niepodległa Litwa. Śmierć 14 cywilów broniących w styczniu 1991 roku wileńskiej wieży telewizyjnej stała się jednym z przełomowych momentów na drodze do wyzwolenia. Jednocześnie, w tych dramatycznych tygodniach Warszawa i Wilno rozpoczynały dialog na temat swojej wspólnej przeszłości i perspektyw przyszłej współpracy.


Już w marcu 1990 roku Rada Najwyższa Litewskiej Republiki Sowieckiej ogłosiła Akt Przywrócenia Państwa Litewskiego i zapowiedziała usunięcie symboli rządów sowieckich. Te akty prawne nie zostały jednak uznane przez Kreml. Litwini szykowali się do obrony odbudowywanej niezależności. Dramatyczne zdjęcia z gmachu Rady Najwyższej Litewskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej oraz spod wileńskiej wieży telewizyjnej, zszokowały świat w styczniu 1991 roku. Dla międzynarodowej opinii publicznej były to obrazy niespodziewane ze względu na dominujący na Zachodzie wizerunek Michaiła Gorbaczowa jako przywódcy liberalnego, odrzucającego siłowe rozwiązania problemów.

W trzydziestą rocznicę odzyskania przez Litwę niepodległości Ambasada Republiki Litewskiej w Polsce, litewskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Litewski Instytut Kultury przygotowały film dokumentalny w reżyserii Vity Marii Drygas poświęcony dramatycznym wydarzeniom roku 1991.

„Nadzieja na niepodległość”

Prezentowane w filmie wypowiedzi litewskich dyplomatów pokazują, że przedstawiciele krajów Europy Zachodniej nie wierzyli w odzyskanie przez Litwinów własnego państwa. Wysłannik władz odradzającej się Litwy do Warszawy, obecnie ambasador w Polsce Eduardas Borisovas, wspominał swoją rozmowę z brytyjskim dyplomatą w kwietniu 1991 r. Po wysłuchaniu relacji z sytuacji nad Wilią, Brytyjczyk zapytał młodego litewskiego dyplomatę o jego wiek. „Kiedy odpowiedziałem, spojrzał na mnie przenikliwie i powiedział: »Wierzę, że twoje wnuki będą żyć w wolnej Litwie. Co do twoich dzieci – nie mam pewności. Ale czy odzyskacie niepodległość za twojego życia? Bardzo wątpliwe«”. Przed końcem lata tego roku Litwa była już w pełni niepodległym państwem i członkiem Organizacji Narodów Zjednoczonych.

Wydaje się, że tylko w dwóch stolicach Europy wiara w szybkie odzyskanie suwerenności przez Litwę była niezachwiana. Uczestnicy wydarzeń styczniowych wspominają, że paradoksalnie, mimo rozlewu krwi stały się one fundamentem odrodzenia narodowego. Opinię o przełomowym charakterze wydarzeń ze stycznia 1991 r. podziela litewski historyk prof. Alvydas Nikžentaitis. „Nadzieja na niepodległość istniała zawsze. Był obecny również optymizm, że Litwa będzie wolnym państwem. Po wydarzeniach styczniowych było jasne, że nie możemy pozostać w Związku Sowieckim. Taka możliwość nie istniała w głowach większości Litwinów. Bez wątpienia miała na to wpływ krew przelana w Wilnie” – stwierdził w wypowiedzi dla Muzeum Historii Polski.

Jego zdaniem znaczenie tych wydarzeń dla litewskiej pamięci historycznej rośnie w ostatnich latach i stają się one jednym z fundamentów tożsamości narodowej.

„Możemy mówić o zmianie pamięci o wydarzeniach roku 1991. W czasie pierwszej dekady niepodległości pamiętano głównie o ofiarach tamtego dnia. Dziś te wydarzenia oraz wcześniejszy o półtora roku Bałtycki Łańcuch są symbolem zwycięstwa i walki o niepodległość, która zakończyła się sukcesem. W tym kontekście można te wydarzenia porównać do odzyskania niepodległości w lutym 1918 r.” – podkreślił.

Drugą stolicą, w której pokładano nadzieję była Warszawa. W wydarzeniach w Wilnie wzięła udział liczna grupa polskich działaczy antykomunistycznych, wówczas już posłów i senatorów. „W publicznych oświadczeniach mówili, że będą tam stali razem z Litwinami, niezależnie od tego co będzie się działo. Mało kto pamiętał, że kontakty pomiędzy polskim i litewskim ruchem opozycyjnym miały miejsce już wcześniej, między innymi za pośrednictwem środowisk emigracyjnych obu krajów w Stanach Zjednoczonych” – przypomniał w rozmowie dla Muzeum Historii Polski dyr. Jan Malicki ze Studium Europy Wschodniej UW. Wspominał również, że w latach osiemdziesiątych pomiędzy krajami trwała wymiana „bibuły”. Część nielegalnych wydawnictw trafiała w ręce opozycjonistów po obu stronach granicy okrężną drogą – poprzez emigrantów w USA.

Praktycznie wszystkie środowiska „solidarnościowe”, mimo coraz większych różnic politycznych w kraju, udzieliły wsparcia walczącej o niepodległość Litwie. „Nastrój w Wilnie był taki jak na początku grudnia 1981 r. – niepewność co do tego, co może się stać, ale jednocześnie powaga przywódców narodu, wybijającego się na niepodległość. Dokonywało się to w spokoju, z godnością i przekonaniem, że nie ma się gdzie cofnąć. To było imponujące” – podkreślił w wypowiedzi dla twórców filmu „Litwa będzie wolna” ówczesny poseł, członek delegacji polskich parlamentarzystów Adam Michnik. Wspomina również wygłoszone wówczas przemówienie na forum litewskiego parlamentu w którym stwierdził, że „trzeba być niezłomnym, ale nie dać się zabić, a cały świat musi zobaczyć kto jest agresorem”. Poseł Zbigniew Janas wspominał, że na członkach polskiej delegacji zrobiła determinacja obrońców parlamentu. „To powodowało, że byliśmy przekonani, że Litwini wygrają” – podkreślił.

Do Wilna przyjechali również działacze Solidarności Walczącej. Wśród nich był Piotr Hlebowicz z małopolskiego oddziału SW. „Litwini widzieli, że przestąpili granicę za którą nie można się cofnąć” – wspominał w wypowiedzi dla autorów filmu „Litwa będzie wolna”. Przypomniał, że symbolem sprzeciwu Litwinów wobec rządów komunistycznych były karykatury wyśmiewające system, książeczki wojskowe i sowieckie medale umieszczane na barykadach otaczających parlament. Hlebowicz wspominał, że do Wilna udało mu się przewieźć matryce do druku. Po zatrzymaniu samochodu przez sowiecką milicję udało mu się wmówić milicjantom, że to element przygotowywanej przez niego wystawy malarskiej.

Dzień po ataku na wieżę telewizyjną Hlebowicz pojechał, aby na miejscu ocenić sytuację. „Żołnierze sowieccy musieli widzieć nienawiść w oczach mieszkańców Wilna. Pomyślałem, że została przekroczona ostatnia granica i nie może być już żadnych kompromisów” – powiedział. Dla uhonorowania zasług ze stycznia 1991 r. Adam Hlebowicz został wpisany do Księgi Pamiątkowej obrońców parlamentu.

Polacy zapewniali Litwinom także wsparcie materialne, między innymi leki, konserwy, ale również skanery do podsłuchiwania częstotliwości radiowych używanych przez siły sowieckie. Po ataku na wileńską wieżę telewizyjną w Puńsku, największym skupisku Litwinów w Polsce, powstał komitet pomocy medycznej Litwie. Zbiórkę środków finansowych prowadzono również na warszawskiej Pradze Południe. Jej inicjatorami byli radni tej dzielnicy. W Warszawie i Krakowie odbywały się manifestacje pod placówkami dyplomatycznymi Związku Sowieckiego. Litewską walkę o niepodległość wspierali również polscy dziennikarze, między innymi Maria Przełomiec, wówczas korespondentka BBC. „Pamiętam stojącą przed parlamentem kobietę z polską flagą, która mówiła, że musi zaznaczyć wsparcie Polaków dla wolnej Litwy” – wspominała.

Debata o wydarzeniach w Wilnie i wsparciu dla litewskich aspiracji odbyła się w polskim Senacie. Na jego forum przemawiał jeden z przywódców polskiej mniejszości na Litwie i sygnatariusz Aktu Przywrócenia Państwa Litewskiego Czesław Okińczyc. Przypomniał, że przemiany w Polsce sprawiły, że „realne stało się litewskie marzenie o wolności”.

Równocześnie do Warszawy przybyła niewielka grupa litewskich polityków. Wśród nich był minister spraw zagranicznych Algirdas Saudargas. Jego zadaniem miało być stworzenie rządu emigracyjnego, jeśli Moskwa zdecydowałaby się na zmiażdżenia litewskiego ruchu niepodległościowego. Fiasko moskiewskiego puczu Janajewa w sierpniu 1991 r. i uznawanie niepodległości Litwy przez kolejne kraje były ostatecznym potwierdzeniem, że Litwa stała się wolna.

Problemy

U zarania litewskiej niepodległości jedną z największych przeszkód w uregulowaniu stosunków pomiędzy dwoma narodami była kwestia praw polskiej mniejszości na Litwie. W okresie upadku Związku Sowieckiego wśród Polaków na Wileńszczyźnie odżyły nadzieje na możliwość odrodzenia niezależnego życia kulturalnego i społecznego. W rozmowie dla Muzeum Historii Polski pochodząca z Wileńszczyzny dr Barbara Jundo-Kaliszewska z Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politologicznych Uniwersytetu Łódzkiego przypomniała, że po ponad trzydziestu latach wiele postulatów wysuwanych przez Polaków na Wileńszczyźnie i uregulowanych traktatem z 1994 r. nie zostało spełnionych. „Polacy na Litwie zabiegają o możliwość używania języka ojczystego w urzędach - obok państwowego - w miejscach zwarcie przez nich zamieszkałych (w niektórych miejscowościach - w tym w Ejszyszkach, z których pochodzę - także dzisiaj stanowią oni ok. 90% lokalnej społeczności). Walczą uporczywie o zalegalizowanie dwujęzycznych toponimów, za które po wygaśnięciu Ustawy w mniejszościach narodowych w 2010 r. byli karani m.in. grzywnami” – stwierdziła. W jej opinii wielkim problemem pozostaje sprawa zwrotu polskich majątków zagrabionych przez władze komunistyczne. Na rozwiązanie oczekują również sprawy polskiego szkolnictwa” – mówi dr Jundo-Kaliszewska.

Zdaniem Jana Malickiego problemy polskiej mniejszości negatywnie przekładały się na stosunki obu państw w latach dziewięćdziesiątych. Dodał, że „temperatura kontaktów pomiędzy Polską i Litwą przypominała sinusoidę”. „Bardzo dobra atmosfera stosunków między Wilnem i Warszawą panowała w czasach prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Zawdzięczaliśmy to jego osobistym kontaktom z Valdasem Adamkusem. Wielkie znaczenie miało również to, że prezydent Kaczyński był wizjonerem polityki wschodniej. Uważał, że stosunki z Litwą, Łotwą, Estonią i Ukrainą powinny być bardzo bliskie. Po drugiej stronie był inny wizjoner – Valdas Adamkus, który uważał, że zagrożoną przez Rosję Litwę może zabezpieczyć tylko Polska” – stwierdził Malicki. W jego opinii, gdy zabrakło obu prezydentów stosunki uległy ochłodzeniu, ale dziś na nowo ulegają ociepleniu, między innymi za sprawą zmian politycznych w obu krajach i zagrożenia ze strony Rosji.

Znaczenie historii

Jednym z najważniejszych wyzwań dla stosunków pomiędzy Litwą i Polską był dialog dotyczący trudnych tematów wspólnej historii. Przez kilkadziesiąt lat okupacji sowieckiej w obu stolicach dążono do stłumienia pamięci o wspólnej przeszłości w ramach Rzeczypospolitej Obojga Narodów. W całkowicie nieprawdziwym świetle stawiano także stosunki obu państw w okresie międzywojennym. Sowiecka historiografia podkreślała skalę ówczesnego konfliktu. Prof. Alvydas Nikžentaitis wspominał, że w czasie jego studiów historycznych w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych „Polacy byli przedstawiani jako imperialistyczni zaborcy. W sowieckiej historiografii nie istniał pozytywny wizerunek Polaków, co najwyżej w niektórych przypadkach był to obraz neutralny”. Dodał, że niemal cała historia przed rokiem 1917 była traktowana w sowieckiej historiografii z pogardą.

W polskiej myśli politycznej refleksja nad wpływem przeszłości na przyszłość stosunków obu narodów nie była jednak całkowicie zamrożona przez dominację ideologii komunistycznej. Jej przyczółkiem okazały się środowiska emigracyjne. Od początku lat pięćdziesiątych w środowisku paryskiej „Kultury” wykuwała się „idea ULB” (współpracy Polski z Ukrainą, Litwą i Białorusią). Czerpiąc z dorobku przedwojennego ruchu prometejskiego i jego dążenia do rozprucia ZSRS po szwach narodowościowych Jerzy Giedroyć i Juliusz Mieroszewski wychodzili z założenia, że przyszłe relacje Polski ze wschodnimi sąsiadami muszą zostać przewartościowane. Jednym ze sposobów przeprowadzenia owej zmiany miało być według Mieroszewskiego wzięcie pod uwagę pamięci historycznej drugiej strony. „Rozważając perspektywy polskiej polityki względem naszych wschodnich sąsiadów pisał, że historia góruje nad polityką jak ojciec nad wyobraźnią małoletniego syna. I tak jest w istocie, chcąc prowadzić realistyczny dialog z partnerem należy brać pod uwagę nie tylko własne wyobrażenia o nim, ale również jego wyobrażenia o nas i o naszej wspólnej przeszłości” – stwierdził prof. Michał Kopczyński. Jego zdaniem Mieroszewski i Giedroyć wyszli z założenia, że „historia ma znaczenie, historycy również”, a ich zadaniem jest „rozbijanie potencjalnych raf”.

Idee współpracy z narodami ZSRR poprzez Żelazną Kurtynę stopniowo przenikały do środowisk intelektualnych polskiej opozycji. W 1991 r. były w zasadzie jedynym dostępnym programem politycznym wobec państw odzyskujących niepodległość, szczególnie Litwy i Ukrainy. W jego duchu działała nie tylko zdecydowana większość elit politycznych, ale również naukowych po obu stronach granicy. Zdaniem prof. Nikžentaitisa po trzydziestu latach polsko-litewski dialog historyczny, mimo trudnych początków, wydaje się być jednym z najbardziej udanych projektów przełamywania dawnych barier. „Gdy mówi się o dialogu historycznym często przywoływany jest przykład francusko-niemiecki po II wojnie światowej. Wydaje mi się, że dorównuje mu dialog polsko-litewski” – podkreślił. Dodał, że „wiele tematów wciąż musi zostać przedyskutowanych, ale będą to już zwyczajne dyskusje historyków. Podstawą dialogu między historykami jest przekonanie, że racja stanu oraz wizja dziejów przedstawiana przez historyków z jednego kraju nie wykluczają punktu widzenia drugiej strony. Nie musimy przekonywać się do prawdziwości swoich wizji. Możemy pozostać na swoich pozycjach, ale ważne jest rozumienie, dlaczego druga strona myśli inaczej”.

Michał Szukała, Dzieje.pl.

Grafika: Pałac Sejmowy podczas wydarzeń 13 stycznia w Wilnie na Litwie. Warunki GFDL.

2021-03-19