Rozterki konserwatystów

Dzieje formacji politycznych nie są tak malownicze jak historie konspiracji, wojen czy bodaj wynalazków i wymagają od swoich kronikarzy szczególnego temperamentu badawczego. Praca nad możliwie pełnym obrazem ugrupowania lub „wiązki” ugrupowań i ich wzajemnych relacji w złożonym, zaawansowanym otoczeniu politycznym wymaga drobiazgowych kwerend, znajomości szczegółów życia publicznego, detali biograficznych, a przede wszystkim – cierpliwości w śledzeniu drobnych, infinitezymalnych nieraz różnic w odcieniach programowych poszczególnych formacji. Decyzja bowiem, czy w dane ugrupowanie uznać należy za „konserwatywne z sympatiami narodowymi” czy też raczej za „narodowe z sympatiami konserwatywnymi” może się bowiem okazać równie niełatwa, co opowiedzenie się za danym kolorem jako „koralowym” względnie „morelowym”, albo (by odwołać się do ugrupowań politycznych fikcyjnych wprawdzie, lecz w pewnych kręgach szerzej znanych niż „Narodowo-Chrześcijańskie Stronnictwo Ludowe” i „Chrześcijańsko-Narodowe Stronnictwo Rolnicze”) między „Ludowym Frontem Wyzwolenia Judei” a „Frontem Wyzwolenia Ludu Judei” (w filmowym oryginale odpowiednio „People's Front of Judea” i „Judean People's Front”).

Nagrodą za wysiłek, jakiego wymaga podobne „gatunkowanie” niewielkich formacji może być przede wszystkim satysfakcja, że udało się szczegółowo opisać wycinek krajowej sceny politycznej – a zarazem, niejako w tle, stworzyć fascynujący obraz rzeczywistej dynamiki życia politycznego, którą kształtują, w zmiennych proporcjach, sztywne założenia ideowe, ocena realiów partyjnych, parlamentarnych, społecznych i międzynarodowych, wreszcie ambicje osobiste i partyjne, interes majątkowy (własny i „klasowy”) oraz motywacje patriotyczne, najszerzej wspólnotowe.

To właśnie udało się, w moim przekonaniu, drowi Maciejowi Słęckiemu, który wziął na warsztat działalność i mentalność polskich ugrupowań, zdefiniowanych jako „narodowo-konserwatywnych”, w dekadzie rozpoczynającej się odzyskaniem niepodległości, a zakończonej zamknięciem (by nie rzec „petryfikacją”) systemu politycznego w półtora roku po zamachu majowym. Więcej – zdołał podjąć próbę rozważenia problemu schyłku formacji ziemiańsko-konserwatywnych, z silną składową „narodocentryczną”, w innych krajach środkowo- i wschodnioeuropejskich.

Decydując się na podobny wybór tematu, miał świadomość solidnego, istniejącego już w tej dziedzinie dorobku, by wymienić bodaj tylko należące do kanonu badań nad dziejami polskiego konserwatyzmu prace prof. Szymona Rudnickiego („Działalność polityczna polskich konserwatystów, 1918-1926”, Ossolineum 1981), Adama Wątora („Chrześcijańsko-narodowi: z dziejów nurtu politycznego do 1928 roku”, Uniw.Szczeciński, 1999) czy Włodzimierza Micha („Myśl polityczna polskiego ruchu konserwatywnego”, UMCS, 1994), by nie wspominać już o pracach apologetycznych, w rodzaju „Konserwatystów…” Stanisława J. Rostworowskiego (Prohibita, 2018). Do tego – obfitość świetnej publicystyki pióra autorów tej miary co Stanisław Cat-Mackiewicz czy Stanisław Stroński, żywo zainteresowanych ewolucją polskich ugrupowań zachowawczych, ale też nie szczędzących sobie uszczypliwości. Wreszcie – digitalizowane na coraz większą skalę periodyki okresu II RP.

Oddając już w przedmowie sprawiedliwość prekursorom, dr Słęcki postanowił jednak zadać kilka kluczowych pytań badawczych. Zastanawia się w pierwszej kolejności nad samym, jeśli tak można powiedzieć, fenomenem zniknięcia (lub przynajmniej „miniaturyzacji”) formacji, jakim

był polski konserwatyzm – przez co najmniej sto lat stanowiący jeden z najważniejszych nurtów refleksji i aktywności politycznej. Oczywiście, wiele tłumaczą przemiany społeczne i obyczajowe, do jakich doszło z początkiem XX wieku (w książce powraca jak echo wątek nieprzystosowania ruchów ziemiańskich i konserwatywnych do funkcjonowania w warunkach demokracji i powszechnego prawa wyborczego) – przecież nie wszystko.

Dla historyka idei najważniejszym może zadaniem, jakie postawił sobie autor pracy, było wypreparowanie nurtu narodowego konserwatyzmu spośród wielu formuł pokrewnych mu lub „macierzystych” względem niego. Historyk formacji politycznych pozostaje z kolei pod wrażeniem tego, z jaką szczegółowością dr Słęcki jest w stanie odtworzyć panoramę polskich ugrupowań konserwatywnych u progu niepodległości w roku 1918.

Ugrupowań, czy może szerzej: postaw i frakcji. Bo też jedną z większych zalet tej pracy pozostaje umiejętność sięgnięcia poza retorykę „deklaracji ideowych”, często współbrzmiących ze sobą (można założyć, że w każdej z nich pojawiały się, wysoko waloryzowane, kategorie „narodu”, „tradycji”, „wspólnoty” i „zasług”) i wydobycie drobnych, lecz istotnych różnic, wynikających zarówno z osobowości aktywistów ruchu konserwatywnego, jak z odmienności kondycji ustrojowych i ekonomicznych, w jakich formułował się on w trzech zaborach. W istocie, różnice między warszawskimi „realistami” (członkami Stronnictwa Polityki Realnej) a lwowskimi i stanisławowskimi „podolakami” (do czasu stanowiącymi frakcję obozu stańczyków) sięgają nieporównanie głębiej, niż świadczyłyby o tym ich deklaracje ideowe, czy krytyka, kierowana przez ugrupowania ludowe i socjalistyczne hurtem pod adresem wszystkich „ziemian”.

Zarazem warto odnotować umiejętność poruszania się po meandrach życia politycznego II RP i rozróżniania – znów sięgnijmy po cokolwiek kolokwialne określenie – różnych „kategorii wagowych” ośrodków życia konserwatywnego. Inne znaczenie posiadali posłowie orientacji narodowo-konserwatywnej zasiadający w Sejmie RP (i inne, dodajmy, było ich pole manewru), inne – członkowie i aktywiści partii pozasejmowych, inne wreszcie organizacje (szczególnie monarchistyczne, cieszące się sporą sympatią autora), korporacje i redakcje czasopism. Każda z tych kategorii wytwarzała jednak treści polityczne, zajmowała stanowisko w kluczowych dla formacji debatach (o formułę jednoczenia ruchu, o wybór „wielkiego sojusznika” – endecji lub obozu piłsudczykowskiego) – i dorobek większości z nich został przez badacza zważony i odnotowany. Zarazem – dr Słęcki posiada, cenną szczególnie u młodych, ambitnych pracowników naukowych, zdolność do samoograniczenia: w założeniach badawczych zadeklarował on, że tym razem nie obejmie swymi badaniami aktywnych i spokrewnionych politycznie z narodowymi konserwatystami licznych środowisk ziemiańskich, katolickich czy samorządowych o znaczeniu lokalnym lub „sektorowym” – i zdołał dotrzymać tego rygoru.

Dla szerokiego grona czytelników najcenniejszy będzie zapewne rozdział pierwszy, w którym scharakteryzowana została sytuacja ruchu zachowawczego u progu niepodległości – z uwzględnieniem wszystkich „zaszłości” personalnych, politycznych i programowych przyczyniających się do jego zróżnicowania. Kolejne rozdziały doskonale pokazują gry polityczne, szczególnie podejmowane w latach 1923-1926, losy inicjatyw integracyjnych i poszczególnych formacji, wybierających odrębność. Ze szczególną, podręcznikową wręcz przejrzystością ukazane zostały przyczyny i przebieg zjawiska pierwszoplanowego dla polskich środowisk ziemiańskich, a mianowicie przesunięcie „punktu ciężkości” ruchu zachowawczego z eks-Galicji do Wielkopolski. Wiązało się to, naturalnie, ze słabnięciem (w nowych warunkach politycznych i gospodarczych) środowiska „neo-stańczyków” i awansem politycznym ziemian wielkopolskich – wyjątkowo klarownie zostały tu jednak pokazane przyczyny społeczne,

gospodarcze, ustrojowe i politycznego tego „zmierzchu” środowiska najbardziej może spośród polskich konserwatystów zasłużonego dla kultury i myśli polskiej.

Historycy idei, myśli i programów politycznych śledzić będą szczególnie chętnie część drugą, w której wnikliwie (choć i nader szczegółowo) omówione zostały zarówno modalności ruchów konserwatywnych, jak i stosunku polskich myślicieli zachowawczych II RP do tak szerokich kategorii lub propozycji ideowych jak katolicyzm, nacjonalizm czy monarchizm.

Praca ta, poświęcona dziejom formacji i myśli, zachowała zdumiewająco wiele z temperatury sporów sprzed blisko już stu lat. Dystans, liczne zastrzeżenia formułowane w trybie coniunctivu, wielokrotnie złożone zdania, w które obfituje wstęp do książki, mogą rodzić przekonanie o ostrożności badawczej autora, więcej - o jego niechęci do stawiania zdecydowanych tez. Takie frazy, jak „jeśli wyjdziemy od tezy, a nawet hipotezy głoszącej, ze wymiarze doktrynalnym omawiany nurt przynależał jednak do ruch zachowawczego, to należy odczytać tę przynależność w kontekście licznych definicji i zróżnicowań wewnętrznych…” stanowią jednak zrozumiały trybut, niezbędny wręcz w sytuacji, gdy mamy do czynienia z pracą doktorską. W kolejnych rozdziałach każde zdanie niesie ze sobą treść, dokumentuje kontrowersje: „Zwraca uwagę ostrość tak sformułowanej krytyki. Ta grupa >pseudokonserwatystów<, na którą składają się galicyjscy >pseudodemoraci<, którzy >ciążą ku skrajnej lewicy<, to przecież ewidentnie neostańczycy z SPN! Zwraca uwagę także rozłożenie akcentów: bunt i żal wymierzone są głównie w neostańczyków, do których niedawno należał sam Kazimierz Marian Morawski!” – pisze Słęcki, relacjonując debaty, towarzyszące zawiązywaniu się Stronnictwa Konserwatywnego. Dziesiątki podobnych passusów pokazują nam, że słabnięcie formacji ziemiańskich w żadnym razie nie było procesem łatwym, „letnim” czy krótkim. Zwrócenie uwagi na temperaturę sporów ideowych wśród konserwatystów to jeszcze jedna zaleta tego tytułu.

Maciej Rywid Słęcki, „Narodowy konserwatyzm. Działalność i myśl polityczna polskich ugrupowań narodowo-konserwatywnych w latach 1918-1928”, Wydawnictwo von Borowiecky, Radzymin-Warszawa, 2020

Wojciech Stanisławski, Muzeum Historii Polski

2021-01-29