Osobliwa jesień 1978: wybór Jana Pawła II. 42. rocznica wyboru kard. Karola Wojtyły na papieża

Przy okazji kolejnych konklawe agencje prześcigają się w dostarczaniu zdjęć kardynałów wybierających następcę świętego Piotra. Nawet po reformach Vaticanum II stroje dostojników Kościoła i ceremonie towarzyszące obejmowaniu urzędu przez nowego papieża pozostają barokowo malownicze. W roku 1978 największe zainteresowanie wywołały jednak zdjęcia przywódców partii komunistycznych w Polsce i ZSRS w niezgrabnych garniturach. Obecność Polaka na papieskim tronie odbierali oni jako zagrożenie i wyzwanie. Jak się okazało – niebezpodstawnie. 

Détente na całym świecie

Druga połowa lat 70. upływała na pozór, zarówno w polityce globalnej, jak w Polsce, pod znakiem odprężenia. Wielkie mocarstwa – USA i ZSRS - prowadziły rozmowy rozbrojeniowe, państwa obozu komunistycznego podpisały szereg dokumentów Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, w publicystyce pojawiło się pojęcie „konwergencji”, czyli upodabniania się do siebie dwóch systemów politycznych, pozostających dotąd w zimnowojennym konflikcie. Również w Polsce, po półtorej dekady zastoju kojarzonego z ekipą Władysława Gomułki nowy I sekretarz partii komunistycznej, Edward Gierek, po dojściu do władzy w grudniu 1970 zapowiadał modernizację gospodarczą i społeczną. W ślad za tym iść miała – choć zapowiedzi takie nie pojawiały się wprost – pewna liberalizacja polityki kulturalnej i wyznaniowej komunistów.

Rzeczywiście, kontrast z polityką gomułkowską był w I połowie lat 70. wyraźnie zauważalny. Doświadczał tego również Kościół w Polsce, który z okresu rządów Gomułki (1956-1970) wyniósł jak najgorsze doświadczenia. Mimo, że Gomułka doszedł do władzy na fali „reakcji antystalinowskiej” i nigdy nie uciekał się do terroru właściwego rządom komunistycznym w pierwszej połowie lat 50., Kościół pozostawał dlań jednym z pierwszoplanowych przeciwników politycznych. Ekipa Gomułki nieraz też nie ograniczała się do sporów o ideologię i „nadbudowę”, lecz decydowała się na brutalną konfrontację siłową. Lata 1956-1970 to zakazy budowy nowych kościołów lub przejmowanie majątku kościelnego, co nieraz prowadziło do starć wiernych z siłami porządkowymi (Zielona Góra, Nowa Huta, Kraśnik, Przemyśl).

Tamta epoka to również wielki spór o interpretację tysiąclecia narodzin państwa polskiego, które swój początek wywodzi od aktu przyjęcia chrztu przez pierwszego historycznego władcę z X w., Mieszka. Ten spór o interpretację przekładał się na zorganizowanie przez władze konkurencyjnych obchodów wobec kościelnego „Millenium”, na represjonowanie lub bicie uczestników uroczystości kościelnych. Władza rozbudowywała struktury inwigilacji duchownych, starała się pozyskać wśród nich jak najwięcej tajnych współpracowników policji politycznej.

Równolegle z tym władze komunistyczne nie rezygnowały jednak również z bardziej subtelnych form prowadzenia gry politycznej obliczonej na osłabienie Kościoła. Różnicowały one wsparcie dla poszczególnych grup katolików świeckich, od jawnie prorządowych (Stowarzyszenie PAX) do mocno zdystansowanych wobec władz (środowisko „Znaku”), usiłowały porozumiewać się z Watykanem „ponad głową” kardynała Wyszyńskiego bądź skłócić go z innymi biskupami, w tym z metropolitą Krakowa, abp Karolem Wojtyłą.

Liberalny Edward Gierek

W porównaniu z tymi zabiegami ekipa Edwarda Gierka budowała swoje relacje z Kościołem w sposób bez porównania bardziej poprawny. Żadnego rozbijania procesji. Żadnych konfiskat. Wymiana listów gratulacyjnych z okazji urodzin. W sierpniu 1976 roku Edward Gierek wysłał taki list na 75-lecie prymasa Wyszyńskiego, ten odwzajemnił się podobnym gestem w półtora roku później, na 65. urodziny pierwszego sekretarza partii komunistycznej. W Sejmie PRL nadal zasiadało kilku posłów oficjalnie reprezentujących katolików świeckich – rzecz nie do pomyślenia w żadnym innym państwie bloku wschodniego.

Czy zatem można mówić o sielance? W żadnym razie. Nieprzerwanie trwała inwigilacja duchownych i pozyskiwanie wśród nich konfidentów, Kościół, do którego należała przeważająca większość obywateli Polski, nadal pozostawał „wielkim nieobecnym” w mediach i programach nauczania, na których wydawanie posiadało monopol państwo. W roku 1973, w ramach Departamentu IV Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, w całości odpowiedzialnego za kontrolowanie i zwalczanie struktur kościelnych, powstała wydzielona grupa operacyjna do zadań specjalnych, której celem była dezinformacja i dezintegracja środowisk kościelnych. Władze nadal prowadziły grę na rozłam w środowiskach katolików świeckich, popierając środowiska o sympatiach nacjonalistycznych. Inna gra prowadzona była przez partię na poziomie dyplomacji międzynarodowej: tu, podobnie jak w poprzedniej dekadzie, komuniści usiłowali uzyskać bezpośredni kanał komunikacji z  dyplomatami watykańskimi, „ponad” głowami prymasa i Episkopatu Polski. Temu służyła m.in. wizyta szefa resortu spraw zagranicznych, Stefana Olszowskiego, jaką złożył papieżowi Pawłowi VI w lecie 1973 roku.

Równolegle jednak postępowało w Polsce kilka innych procesów. Hucznie zapowiedziana przez nowego I sekretarza partii modernizacja gospodarki i kraju zaczęła spowalniać ze względu na złe zarządzanie uzyskanymi na Zachodzie kredytami. Zaczęło narastać zadłużenie, spadło tempo oddawania do użytku nowych mieszkań, coraz wyraźniejsza była recesja. To, w połączeniu z podwyżkami cen oraz brakami na rynku podstawowych produktów spożywczych zaczęło wywoływać frustrację robotników.

Deklarowana przez władze liberalizacja polityki kulturalnej sprzyjała z kolei funkcjonowaniu w życiu publicznych wielu inicjatyw i środowisk mających bardzo niezobowiązujący stosunek do marksizmu i oficjalnej polityki kulturalnej państwa. Środowiska twórców zdobywały się na kolejne krytyczne listy otwarte do władz. Tego rodzaju inicjatywom sprzyjało zresztą podpisanie przez władze PRL pakietu porozumień Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie: pomyślane jako propagandowe posunięcie, nakładało na nie jednak pewne ograniczenia i zobowiązania. Do swoistej kumulacji działań quasi-opozycyjnych i protestów społecznych doszło w lecie i jesienią 1976 roku. Kiedy w czerwcu tego roku robotnicy kilkunastu zakładów pracy rozpoczęli protesty przeciw podwyżkom cen żywności, władze zareagowały standardowo – represjami, pobiciami, aresztowaniami. Kilka środowisk skupiających intelektualistów, naukowców, pisarzy i studentów o orientacji opozycyjnej zawiązało wówczas Komitet Obrony Robotników (KOR), co uważane jest za początek istnienia jawnej opozycji politycznej w PRL po zakończeniu epoki stalinowskiej.

Kościół w Polsce był nieco „obok” tych procesów: znajdował się z władzami w konflikcie nie tyle politycznym, co światopoglądowym, dążąc przede wszystkim do zabezpieczenia prawa do pełnienia swojej podstawowej misji, czyli głoszenia Ewangelii. Zarazem jednak zarówno hierarchowie (w tym przede wszystkim prymas Wyszyński), jak i szeregowi duchowni współtworzyli drobne, organiczne przemiany wolnościowe. W marcu 1973 roku Episkopat, reagując na zmiany w oświacie, podkreślił prawo rodziców do wychowywania dzieci zgodnie ze swoim światopoglądem. W rok późnej w cyklu kazań, wygłoszonych w kościele św. Krzyża w Warszawie (i znanych jako „kazania świętokrzyskie”) prymas podkreślał znaczenie godności ludzkiej i narodowej. W roku 1977 działacze i sympatycy Komitetu Obrony Robotników zaczęli organizować głodówki protestacyjne, nagłaśniające represje władz, w kościołach warszawskich.

Konklawe i wstrząs

Wątpliwe, by 111 kardynałów-elektorów z całego świata, zebranych 15 października 1978 roku w Bazylice św. Piotra, miało tak szczegółową wiedzę o sytuacji Kościoła w Polsce. Wiedzieli, że jest jedynym krajem „bloku wschodniego”, w którym zdecydowana większość obywateli deklaruje przynależność do Kościoła i regularnie uczestniczy w życiu religijnym, władze zaś zmuszone były do złagodzenia represji i poszukiwania konsensusu z Kościołem. Nieobca im była prawdopodobnie wiedza o historii ostatnich kilkudziesięciu lat: spora część kardynałów uczestniczyła w 1973 roku w uroczystościach beatyfikacji polskiego zakonnika Maksymiliana Marii Kolbego, zamęczonego w obozie koncentracyjnym Auschwitz, wiedziała o uwięzieniu prymasa Wyszyńskiego w latach stalinizmu. Z pewnością natomiast zdecydowana ich większość zdawała sobie sprawę z kompetencji, dynamiki i charyzmy osobistej jednego z młodszych w tym gronie elektorów, 58-letniego arcybiskupa Karola Wojtyły.

Jego wybór na Stolicę Apostolską, po ośmiu turach głosowania, późnym popołudniem 16 października 1978 roku, był wydarzeniem niezwykłym również w dziejach Kościoła powszechnego. Po raz pierwszy od 455 lat papieżem zostawał nie-Włoch, po raz pierwszy – mieszkaniec kraju położonego poza Europą Zachodnią i z jej punktu widzenia – odrobinę peryferyjnego. Fakt jednak, że był to kraj położony
„za żelazną kurtyną” i doświadczający w XX wieku wyjątkowo dramatycznej historii, przydawał temu wyborowi dodatkowej wymowy. Wojtyła stał się niewątpliwie „człowiekiem roku” – nawet, jeśli tygodnik Time przyznał mu ten tytuł dopiero w roku 1994.

Dla wiernych wymiar polityczny wyboru nowej głowy Kościoła był drugorzędny. Natomiast dla polskich i sowieckich aparatczyków pozostawał bez wątpienia pierwszoplanowy. Władze PRL przybrały dobrą minę do złej gry, pisząc w depeszy gratulacyjnej o decyzji konklawe, która „sprawiła Polsce satysfakcję”, ponieważ na tronie Piotrowym zasiadł  „syn narodu budującego wielkość i pomyślność swej socjalistycznej ojczyzny”. Życzenia, jakie napłynęły z sowieckiego Kremla cedzone były przez zaciśnięte zęby.

Prymas Wyszyński i pozostali hierarchowie Kościoła w Polsce, prócz radości, dumy i wdzięczności, w wewnętrznych rozmowach dawali wyraz uldze. „Straciłem wielkiego przyjaciela i bliskiego współpracownika. Ale zarazem zyskałem, gdyż nie będę musiał [w Watykanie] długo tłumaczyć sytuacji Kościoła w Polsce” – zanotował Wyszyński w prywatnych zapiskach.

A „zwykli Polacy”, w świadomości których wybór papieża-Polaka był wydarzeniem należącym do kilku porządków naraz – patriotycznego, religijnego i politycznego? Cóż, Polacy oszaleli z radości. O 19 na dawnym zamku królewskim na Wawelu w Krakowie zaczęto bić w XVI-wieczny dzwon Zygmunt, odzywający się tylko w nadzwyczajnych okolicznościach. Wszystkie zachowane relacje – zapiski pamiętnikarskie, amatorskie zdjęcia i filmy – mówią o tłumach wylegających na ulice, o spontanicznych pochodach z flagami narodowymi, śpiewaniu pieśni religijnych i hymnu, o ludziach padających sobie nawzajem w objęcia. Żaden historyk ani socjolog, nawet osobiście mocno zdystansowany do Kościoła, nie może zanegować wpływu mobilizacji społecznej i „poczucia więzi”, jakie wytworzył wybór Jana Pawła II, na późniejszą o niespełna dwa lata rewolucję „Solidarności”.

Tamte dni października 1978 roku zostały utrwalone w dziesiątkach wspomnień i wierszy – w większości bardzo podniosłych, akcentujących uroczysty wymiar tamtego czasu, spełnianie się „proroctw” XIX-wiecznego polskiego poety romantycznego, Juliusza Słowackiego, który podczas trwających rozbiorów głosił wizję „słowiańskiego papieża”. Kto wie jednak, czy niepowtarzalnego nastroju tamtych dni najlepiej nie oddaje fragment wiersza Zbigniewa Macheja – poety przewrotnego i lekko libertyńskiego, szeroko znanego z poetyckich zachwytów nad urodą Czeszek. W tomiku „Wspomnienia z poezji nowoczesnej” (2010), wspominając swoje młodzieńcze zauroczenie poezją T.S. Eliota, napisał:

A jesień owego roku była dla Polaków

wielce osobliwą
bo spełniła się przepowiednia Juliusza
Słowackiego o polskim papieżu
więc kiedy nadszedł ów szesnasty wieczór

październikowy owej jesieni osobliwej,

wszyscy chodzili po Krakowie odurzeni

białym dymem przywianym po konklawe z Rzymu

przez płuca anielskie i wiatr historii

wszyscy chodzili i powtarzali crescendo

antyradziecką mantrę „habemus papam,

habemus papam”. I tą mantrą niejasną
cudownie podniesieni na duchu

z trudem zasypiali w jesiennej ciemności

(…)

Niektórzy już wtedy wiedzieli
że zaczyna się koniec

tamtego świata, tamtych języków

i tamtej historii

z jej tajnymi przejściami

i wyjściami awaryjnymi

 

I rzeczywiście, jak się okazało, wybór Jana Pawła II oznaczał dla Polaków początek końca „tamtej historii”.

 dr Wojciech Stanisławski (Muzeum Historii Polski)

 

Fotografia w tle: Jan Paweł II bezpośrednio po wyborze na papieża, dzieje.pl/PAP.

 

2020-10-15