Kulisy utworzenia NSZZ „Solidarność”

31 sierpnia jest uznawany za święto „Solidarności”, a podpisane tego dnia porozumienie gdańskie za jej akt założycielski. Jednak kształt związku „wykuwał się” przez następnych kilkanaście dni. W sierpniu nie było bowiem mowy o organizacji ogólnopolskiej, a droga do niej okazała się kręta. Niepewność co do możliwości zakładania niezależnych związków w innych regionach kraju była przyczyną kolejnej fali strajków – we wrześniu objęły one co najmniej 650 zakładów, brało w nich udział 350 tys. osób.


W tym miesiącu (11.09) zawarto też w Dąbrowie Górniczej tzw. porozumienie katowickie, którego najważniejszym punktem była gwarancja realizacji porozumienia gdańskiego w zakresie tworzenia struktur niezależnych związków w innych regionach kraju. Otwartym pozostawało pytanie o ich kształt, organizację – czy będzie to szereg oddzielnych związków czy też jeden ogólnopolskich i jaka będzie ich (jego) struktura (branżowa czy terytorialna).

Ostatecznie powstał jeden ogólnopolski związek z podziałem terytorialnym. Było do tego potrzebne przełamanie oporu zarówno działaczy gdańskich, jak i części doradców związkowych (np. Jacka Kuronia). Swoje stanowisko tak tłumaczył kilka lat później Andrzej Gwiazda: „Mieliśmy już doświadczenia, jak powstawały komitety strajkowe w niektórych zakładach. Na ugiętych nogach, praktycznie wyznaczone przez dyrekcję. Obawialiśmy się, że poza 2-3 ośrodkami w kraju, gdzie była opozycja przedsierpniowa, reszta MKZ-ów może być figurancka, po prostu agentura. Zgadzając się na jeden związek, tworzymy wtedy sytuację, w której decyzje głosowane są przez gremium, być może w 85% złożone z agentów. Natomiast w luźnej, federalnej strukturze utrzymalibyśmy jako Gdańsk znaczną pozycję i wiadomo by było, że reszta kraju za Gdańskiem pójdzie”. Z kolei Bogdan Borusewicz wspominał: „Pracowaliśmy nad naszym statutem, uważając, że każdy region będzie się rejestrował oddzielnie […] Ja i moi koledzy byliśmy zdecydowanie przeciwni powoływaniu ciała kierowniczego na szczeblu centralnym”. Przeciwko byli również doradcy. Szef Komisji Ekspertów Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego w Gdańsku Tadeusz Mazowiecki tak uzasadniał te stanowisko: „Nie była to uległość, czy obawa przed władzą […] uważaliśmy, że totalitarnej, monopolistycznej władzy skutecznie można przeciwstawić nie coś równie monolitycznego, ale właśnie bardzo demokratycznego, coś, co jest zasadniczo inne od tej władzy. I struktura możliwie federacyjna temu odpowiada”. Z kolei Kuroń – doradzający nieformalnie Międzyzakładowemu Komitetowi Założycielskiemu w Gdańsku – wspominał: „Mój pomysł z radą zakładową został już przyjęty i teraz chodziło o to, jak funkcjonować ma związek. Wszyscy zgodzili się, że powinien być tylko ciałem kontrolnym w zakładzie, że poza tym winien mieć strukturę regionalną i jakąś instancje porozumiewawczą między regionami. Nic więcej. Żadnej centrali”.

W zmianie tego błędnego stanowiska, przełamaniu oporów, które zresztą okazały się na wyrost, ogromny udział miało dwóch ludzi – Karol Modzelewski i Jan Olszewski. relacjonował ten pierwszy: „Na zebraniu prezydium gdańskiego MKZ z przerażeniem stwierdziłem, że tam jest przygotowywany statut NSZZ Związku Wybrzeża, czyli, że Gdańsk ma być odrębnym związkiem. Ich statut przewidywał dwa szczeble organizacyjne: zakładowy i regionalny […] Bardzo ostro przeciwko temu wystąpiliśmy […] Doradcy gdańscy nie oponowali […] Ale w rozmowie z WZZ-owcami okazało się, że opór jest żelazny. Gwiazdowie i Borusewicz nie chcieli słyszeć o żadnym połączeniu z krajem”. Rozmowy były trudne – jak potem stwierdzał na podstawie relacji Lecha Kaczyńskiego Lech Wałęsa – wręcz „na noże”. Dzień później do Gdańska przyjechał Jan Olszewski z Jarosławem Kaczyńskim. „Przywożą koncepcję, którą w sensie prawnym sformułował Kaczyński – jednego związku, który mógłby być unitarny, ale statut jest przygotowany w ten sposób, że w istocie byłaby to federacja” – można przeczytać w Drodze nadziei Wałęsy. Wcześniej Olszewski przekonywał Kuronia. Jak ten ostatni wspominał: „wziął mnie na stronę i spokojnie wytłumaczył, dlaczego ta koncepcja [w której każdy region występuję o rejestrację oddzielnie – GM] jest głupia […] Jeśli nie będzie to jeden związek, i jeden statut i jedna rejestracja, to związek po prostu nie powstanie”.

Jednak oporu zarówno gdańszczan, jak i ekspertów (a przynajmniej części z nich) nie udało się do końca przełamać. Kiedy 17 września 1980 r. w Gdańsku w spotkali się przedstawiciele komitetów (komisji) założycielskich z całego kraju i przedstawiciel Szczecina zaproponował wspólny statut dla całego kraju Lech Wałęsa replikował: „My proponujemy i mówimy otwarcie nasz statut może każdy wziąć, podpisać jako swój, czy to statut regionalny czy nawet branżowy […] A kwestię – jak będziemy się rejestrować, uzgodnimy później […] Każdy region faktycznie powinien mieć statut troszeczkę inny. Na pewno niedobrze by było, gdybyśmy zgłosili jeden statut”. Swe stanowisko uzasadniał tym, że prace nad takim ogólnopolskim statutem mogłyby trwać „co najmniej pół roku”. Ostatecznie jednak przekonano reprezentantów Trójmiasta. „To prawda, że relacje delegatów z tych terenów, gdzie był silny opór miejscowej władzy przeciwko zakładaniu nowych związków, gdzie działacze nie mieli za sobą wygranej batalii strajkowej, czuli się słabsi i mieli obawy, że się nie ostaną – zadecydowały” – oceniał w 1986 r. Mazowiecki. Bardzo do tego przyczyniły się zresztą wystąpienia mecenasa Jana Olszewskiego, który – w imieniu NSZZ Mazowsze – zaproponował utworzenie jednego ogólnopolskiego związku, a także Karola Modzelewskiego, który opowiedział się za związkiem ogólnopolskim nie tylko w imieniu Dolnego Śląska (Wrocławia i Wałbrzycha), ale też powołał się na poparcie Poznania i Warszawy. To zresztą właśnie on zaproponował nazwę „Solidarność”.

Oczywiście władze PRL nie były zainteresowane utworzeniem jednego, ogólnopolskiego związku. Początkowo zresztą liczyły, że zawierane porozumienia będą miały jedynie charakter regionalny i nowe niezależne związki nie powstaną w całym kraju. Kiedy zaś okazało się, że to nierealne postanowiły działać z jednej strony w celu ograniczenia ich zasięgu, a z drugiej na rzecz przyjęcia przez nie charakteru branżowego. Działania w tym kierunku prowadziła również Służba Bezpieczeństwa. W tym przypadku szczególnie liczono na górników, a konkretnie MKZ Jastrzębie kierowany przez Jarosława Sienkiewicza. W dniu, kiedy w Gdańsku zapadała decyzja o utworzeniu jednego ogólnopolskiego związku miał on skupiać 91 zakładów pracy (głównie kopalń), w których zatrudnionych było kilkaset tysięcy osób. Wbrew nadziejom rządzących jednak działania, aby utworzyli oni tworzyć własną strukturę centralną z pominięciem podziału na regiony zakończyły się ostatecznie niepowodzeniem. A ich promotor – Sienkiewicz – w związku m.in. z podejrzeniami o współpracę z SB usunięty został (na początku 1981 r.) z zajmowanego stanowiska.

Tymczasem Służba Bezpieczeństwa obserwowała zarówno przygotowania do spotkania związkowców z całego kraju w Gdańsku w dniu 17 września 1980 r., jak i jego przebieg. Jej tajnym współpracownikom udało się zarejestrować przebieg obrad, a przynajmniej ich części. Nie był to zresztą jakiś spektakularny sukces, gdyż jak wynika z zachowanych materiałów SB pełniejszym, prawie dwukrotnie dłuższym od esbeków stenogramem dysponowali sami związkowcy… Z drugiej jednak strony dzięki swoim agentom bezpieka wiedziała również, co się działo za kulisami oficjalnego spotkania. Ponadto dysponowała – dzięki tajnemu współpracownikowi „Koledze” (czyli Jerzemu Kozłowskiemu) – listą 80 zakładów, które w dniach 15 i 16 września zgłosiły się do Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego w Gdańsku, czyli tych, których przedstawiciele mieli uczestniczyć w obradach. W ocenie tego TW do Trójmiasta przybyło – przynajmniej do chwili jego spotkania z oficerem prowadzącym – około siedmiuset delegatów, z których w spotkaniu mogła – ze względu na wielkość sali – wziąć udział w obradach. Szczególną uwagę, oddzielną notatkę, SB poświęciła wystąpieniu Olszewskiego. Informowano w niej, że dokonał on analizy uchwały Rady Państwa w zakresie rejestracji nowego związku i przedstawił „szereg uwag jego zdaniem napawających niepokojem”. Opowiedział się on przeciwko powielaniu branżowej struktury Centralnej Rady Związków Zawodowych – optował za powołaniem jednego ogólnopolskiego związku i utworzeniem „komisji porozumiewawczej, jako organu konsultacyjno-doradczego z jednoczesnym utrzymaniem silnych i samodzielnych związków regionalnych”. Stwierdzenie funkcjonariuszy, że był rzekomo „ w tym zakresie propagatorem inicjatyw J. Kuronia” nie wymaga chyba komentarza…

O ile Służba Bezpieczeństwa – za pośrednictwem swych tajnych współpracowników śledziła, co się dzieje w sali klubu „Ster” to Wojskowa Służba Wewnętrzna skoncentrowała się na obserwacji zewnętrznej, co zresztą nie przeszkodziło jej również raportować – obrady były transmitowane na zewnątrz za pomocą 12-watowego głośnika – na temat przebiegu samego spotkania związkowców. W ocenie pracowników aparatu tajnego WSW, czyli oficerów występujących pod tzw. przykryciem, na salę obrad wpuszczono około dwustu delegatów „z różnych stron kraju”, a także dwóch księży (jednym z nich był przedstawiciel Episkopatu, „powitany przez Wałęsę, jako przedstawiciel prymasa Polski”), a także dwoje cudzoziemców – „mężczyznę i kobietę o azjatyckim typie urody”. Według ustaleń WSW byli to dziennikarze amerykańscy, dla których zrobiono wyjątek, gdyż innych (zarówno krajowych, jak i zagranicznych) miano nie wpuszczać do środka. W ocenie wojskowej bezpieki obrady, które trwały ponad cztery godziny (z półgodzinną przerwą) miało śledzić na zewnątrz około pięciuset osób. Skrupulatni oficerowie odnotowali, że siedziba MKZ „została udekorowana hasłami i transparentami >>Witajcie u nas – NSZZ Gdańsk<< oraz napisem dużymi literami niebieskimi na białym płótnie >>Niezależne Związki Zawodowe<<”, a także, iż jedyną dekorację sali obrad stanowiło „godło państwowe z lewej strony stołu prezydialnego i krzyż z prawej strony”. Z kolei relacjonując obrady pisali m.in., że „Występujący dyskutanci podkreślali solidarność z Gdańskiem […] Niemal wszyscy postulowali potrzebę centralizacji i jedności ruchu związkowego oraz jednolitego statutu dla wszystkich ogniw”.

Władze PRL musiały pogodzić się z utworzeniem jednego, ogólnopolskiego NSZZ „Solidarność”. Co nie zmienia faktu, że MSW nadal zbierało dane o tworzonych strukturach związkowych, włącznie z informacją czy skłonne są one podporządkować się MKZ w Gdańsku czy też opowiadają się one za udziałem „w innych organizacjach regionalnych”. Jednak w kolejnych tygodniach okazało się, że również działania w celu rozbicia „Solidarności” zakończyły się niepowodzeniem.

Na koniec warto przypomnieć, że wobec utworzenia NSZZ „Solidarność” obojętni nie pozostali sojusznicy PRL. I tak np. Węgrzy zaniepokojeni wydarzeniami w Polsce postanowili na posiedzeniu Biura Politycznego Komitetu Centralnego Węgierskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej w dniu 30 września 1980 r. omówić – profilaktycznie – kwestię powołania organów samorządu robotniczego. Głównie jednak oczywiście naciskali na polskich towarzyszy, aby ci zrobili porządek z kontrrewolucją.

 

Grzegorz Majchrzak, pracownik Biura Badań Historycznych IPN.

 

Fotografia w tle: Instalacja artystyczna na zieleńcu wokół placu Solidarności w Gdańsku, Wikipedia.

2020-09-15