Gdańsk w roku zero

Gdańsk nierozerwalnie kojarzy się z początkiem II wojny światowej. Zarówno ze względu na niemiecki atak na Westerplatte 1 września 1939 roku i tygodniową bohaterska obronę półwyspu przez polską załogę, jak i na hasło francuskiej prasy „nie chcemy umierać za Gdańsk”, które stało się symbolem defetystycznej postawy państw zachodnich w obliczu agresji Niemiec na Polskę.


Skoro powszechnie znana jest historia miasta u progu światowego konfliktu, to warto również przyjrzeć się jego losom w 1945 roku. Jak wyglądał koniec wojny? I co oznaczał dla polskich i niemieckich mieszkańców miasta? Jak toczyło się życie codzienne w pierwszych miesiącach po zakończeniu działań wojennych? 

Pod koniec marca 1945 r. armie 2. Frontu Białoruskiego przypuściły ostateczny szturm na Gdańsk, zaciekle broniony przez Niemców. I choć ostatnie oddziały niemieckie poddały się dopiero 7 kwietnia, to za datę zdobycia miasta przyjmuje się 30 marca, czyli dzień wydania dekretu o utworzeniu województwa gdańskiego, który pozwolił ukonstytuować się polskim władzom. Dla Polaków symboliczna była również data 28 marca, kiedy to w trakcie walk polscy żołnierze przebili się do śródmieścia i na dachu Dworu Artusa wywiesiły flagę biało-czerwoną.

Pierwszym prezydentem Gdańska został Franciszek Kotus-Jankowski, działacz komunistyczny, który 4 kwietnia przybył do miasta z 16 współpracownikami, by organizować struktury administracyjne i życie społeczne miasta. Jednym z pierwszych wyzwań, z jakimi musiała się zmierzyć polskie władze, była epidemia chorób zakaźnych, która wybuchła w areszcie śledczym. W jej wyniku zmarło ok. 1100 więźniów-cywilów, głównie pochodzenia niemieckiego.  Obok działań mających na celu zapewnienie aprowizacji i bezpieczeństwa ludności oraz prac porządkowych, szybko przystąpiono do nadania miastu polskiego charakteru. Usuwano niemieckie tabliczki i pomniki oraz zmieniano nazwy ulic. Już wiosną 1945 roku na murach zawisły plakaty, przedstawiające charakterystyczny zarys budowli z przekreślonym napisem „Danzig” i umieszczoną poniżej dużą, rzucającą się w oczy nazwą „Gdańsk”.

Tygiel

Wyjeżdżający w popłochu i wysiedlani „na dziko” Niemcy, Polacy napływający z centralnej Polski i Kresowiacy przesiedlani ze wschodu, gdańszczanie powracający z obozów i z Generalnego Gubernatorstwa – w pierwszych latach po wojnie społeczeństwo znajdowało się w nieustannym ruchu, ludzie przymusowo i dobrowolnie migrowali z i do Gdańska. Pierwsza grupa Polaków pojawiła się zaraz po przejściu frontu, jeszcze przed organizacją administracji polskiej. Mieszkańcy okolicznych powiatów i przybysze z głębi Polski spontanicznie i samorzutnie zajmowali opuszczane przez Niemców mieszkania, a już 24 kwietnia przyszedł pierwszy transport z przesiedleńcami z Kresów. Według danych polskiej administracji z czerwca 1945 roku w mieście przebywało 134 tysiące ludzi, w tym 124 tysiące Niemców. W październiku w Gdańsku żyło już tylko 93 tysiące Niemców i 46 tysięcy Polaków, a w połowie grudnia proporcje się właściwie odwróciły – w mieście znajdowało się ponad 80 tysięcy Polaków i tylko niecałe 40 tysięcy Niemców. Te zestawienia liczbowe jednak niewiele mówią o konfliktach, napięciach i dramatach, które rozgrywały się w związku z masowymi migracjami.

 


Pierwszych tzw. dzikich wysiedleń Niemców dokonano w Gdańsku zapewne z końcem czerwca 1945 roku, kilka tygodni przed decyzjami konferencji w Poczdamie, na której ustalono zasady przymusowych przesiedleń ludności niemieckiej. Poligonem doświadczalnym dla tych początkowych akcji wysiedleńczych stała się Oliwa, z której przy wsparciu komendantury radzieckiej wysiedlano całe ulice na podstawie sporządzonych naprędce spisów ludności niepolskiej. Jeden z organizatorów tych działań pisał: „Od pierwszych chwil leżała mi szczególnie na sercu sprawa spolszczenia Oliwy, która posiadała znikomy tylko element polski. Poza grupką ludzi, nieprzekraczającą 50-100 osób wszyscy tzw. miejscowi Polacy byli i są mocno niepewni, co sam stwierdziłem w okresie przemarszu wojsk niemieckich do niewoli, gdy szereg osób noszących polskie nazwisko i oznaki manifestowało na ulicach na rzecz niemców [!] i Wolnego Miasta Gdańska”.


Ofiarą takich akcji padali niejednokrotnie rodzimi gdańszczanie, których brano za Niemców lub uważano za zdrajców narodu polskiego ze względu na figurowanie na niemieckiej liście narodowościowej. Przybysze z centralnej i wschodniej Polski, również urzędnicy, często nie znali realiów Gdańska okresu wojny, w którym polskich gdańszczan masowo wpisywano na volkslisty. Wrogość i pogarda, z jaką traktowano Niemców, uważanych za współwinnych zbrodni wojennych na Polakach, rozlewała się również na miejscowych. Padali oni często ofiarą napadów i grabieży, podobnie jak i ludność niemiecka.


Dzika Północ

Napięcia między różnymi grupami ludności potęgowały jeszcze problemy mieszkaniowe. W wyniku działań wojennych duża część zabudowy miejskiej została zniszczona. W „Blaszanym bębenku” Günter Grass tak opisał tragedię Gdańska: „Główne Miasto, Stare Miasto, Korzenne Miasto, Stare Przedmieście, Młode Miasto, Nowe Miasto i Dolne Miasto, budowane łącznie ponad siedemset lat, spłonęły w trzy dni”. Szacuje się, że w wyniku marcowych walk i bezpośrednio po nich zniszczeniu uległo ok. 65 proc. zabudowy, a w śródmieściu mówi się nawet o 90 proc. uszkodzonych i zniszczonych budynków. I o ile w pierwszym okresie przybyszom z różnych stron dosyć łatwo przychodziło znalezienie wolnego mieszkania poniemieckiego do zasiedlenia, o tyle z biegiem czasu coraz trudniej było o jakieś zakwaterowanie, a ludności wciąż przybywało. Często więc obowiązywała zasada „kto pierwszy, ten lepszy”, a w sporach o lokale uciekano się do argumentu siły. Pewna Gdańszczanka wspominała: „Było na to lokum więcej chętnych, którzy chcieli mojego męża z niego wykurzyć. On jednak trenował przed wojną u pana Sztama boks, tak że jeden z zuchwalców, który chciał się gwałtem dostać do mieszkania, nawet kiedyś zleciał ze schodów. Wtedy to była istna walka o dach nad głową”.

 Ucieczka ludności niemieckiej z Gdańska, luty 1945. Źródło: Bundesarchiv, Bild 146-1996-030-01A / Höber, Brigitte / CC-BY-SAUcieczka ludności niemieckiej z Gdańska, luty 1945. Źródło: Bundesarchiv, Bild 146-1996-030-01A / Höber, Brigitte / CC-BY-SA

Po przejściu frontu przemoc była zresztą zjawiskiem powszechnym. Czerwonoarmiści potraktowali Gdańsk jak miasto zdobyczne i wywarli zemstę na ludności cywilnej – gwałty, zabójstwa, rabunkowe napady stały na porządku dziennym. Choć władzę w zakresie bezpieczeństwa sprawowała komendantura wojenna, a pierwsze oddziały milicji dotarł do miasta jeszcze w marcu 1945 roku, właściwie panował stan bezprawia, do którego przyczyniali się sami funkcjonariusze służb bezpieczeństwa.

Powszechną plagą stał się szaber. Z mieszkań i zakładów wywożono wszystko, łącznie z elementami instalacji hydraulicznych czy grzewczych. Armia Czerwona rekwirowała mienie publiczne i prywatne, wywoziła tory kolejowe, maszyny rolnicze i przemysłowe, inwentarz żywy, a po kapitulacji III Rzeszy działania te się jeszcze nasiliły. Szabrowali jednak również polscy urzędnicy, a nawet polskie urzędy, wywożąc przedmioty przydatne w zdewastowanych placówkach centralnej Polski. Obok tego funkcjonował zaś szaber na potrzeby prywatne – jeden z mieszkańców Suchanina, dzielnicy Gdańska, wspominał: „Tutaj mój ojciec, który był bardzo obrotny, znalazł to mieszkanie i trzeba było je odremontować, było mocno zdewastowane. I myślę, że to nie wskutek działań wojennych, tylko tych, którzy przyjechali do Gdańska. Bo były powyrywane podłogi, na pewno na opał. Schodów nie było, dach wymagał pokrycia, bo był bez dachówek. […] Bo ludzie potrzebowali cegieł do odbudowy swoich mieszkań, okien, drzwi. I to się zrobiło puste zupełnie. Także rodzice doprowadzili mieszkanie do stanu używalności”.

Gdańszczanie i nowi mieszkańcy powoli odbudowywali miasto i organizowali sobie codzienność. Jednak długo jeszcze po zakończeniu wojny panować miał w mieście chaos.

***

Tak rysowało się życie Gdańska w pierwszych miesiącach po zajęciu go przez Armię Czerwoną i po przekazaniu w ręce polskiej administracji. O sytuacji Ziem Zachodnich i Północnych, również dawnych terenów Wolnego Miasta Gdańska, oraz o procesie zagospodarowywania tych ziem w kolejnych latach po wojnie opowiada wystawa: Przesuwanie Polski. Ziemie Zachodnie i Północne 1945–1948, prezentowana przez Muzeum Historii Polski na platformie Google Cultural Institut.

Cytaty za:
Günter Grass, Blaszany bębenek, przekł. S. Błaut, Warszawa 2004.
Piotr Perkowski, Gdańsk. Miasto od nowa, Gdańsk 2013.

Izabela Mrzygłód

 

 

 

 

2015-05-08