Kartki z życia codziennego „Polskiego Londynu”: Kryzysy, nieporozumienia, „afery”

„Historia emigracji pomijająca afery pieniężne byłaby równie kompletna, co biografia Casanovy bez wzmianki o kobietach”. Pisał tak publicysta i satyryk Karol Zbyszewski (1957).


Nie tylko o pieniądze chodziło. Wszyscy to znamy z „Epilogu” „Pana Tadeusza”: „Przekleństwa i kłamstwa, niewczesne zamiary, za późne żale, potępieńcze swary” wydają się być wpisane w los każdej emigracji… Są nieuchronnym fragmentem jej dziejów. Przy odtwarzaniu najbardziej zbliżonego do prawdy obrazu Wychodźstwa wiele zależeć będzie od wyczucia i wrażliwości badacza. Może on dać się owładnąć – atrakcyjnej w sensie narracyjnym – wizji niekończących się kłótni, konfliktów, intryg, różnorakich jednostkowych i zbiorowych dewiacji. Szczególnie dla dzisiejszego odbiorcy, opis ludzi, którzy „[…] utraciwszy rozum w mękach długich, / Plwają na siebie i żrą jedni drugich!” może być bardziej interesujący niż prezentacja szarej i ciężkiej pracy społecznej, której wszak więcej było, niż kłótni. O tym, że niebezpieczeństwo takiej jednostronności rzeczywiście jest kuszące, świadczy popularnohistoryczna książka Ewy Winnickiej „Londyńczycy” (Wołowiec 2011, drugie wydanie Warszawa 2012).

 

 
"Londyńczycy" Ewa Winnicka

 

Pojawiły się jednak dojrzałe propozycje metodologiczne włączenia owego marginesu w całościowy wizerunek polskiej diaspory. Tak koncepcję emigracyjnego pitavalu, w odniesieniu do XIX wieku, rysuje Alina Witkowska: „Zarazem wszakże spojrzenie pod podszewkę, by tak rzec, narodowej czamary, w której zwykliśmy postrzegać patriotycznego Polaka, uczy jednak rozwagi i ostrożności. Rozwagi krytycznej i ostrożności w obcowaniu z pułapkami stereotypu. Bohaterowie pitavalu nie tyle podważają stereotyp emigranta – pielgrzyma, żołnierza wolności, patriotycznego ofiarnika. Bo tacy emigranci też byli i w znaczący sposób ważyli na wizerunku zbiorowości wychodźców. Ale ci «inni» zmuszają nas do zniuansowania obrazu, do rezerwy wobec patosu i niepoddawania się złudnym urokom jednej racji. Można emigrację widzieć poprzez „Księgi narodu i pielgrzymstwa” – ma to swoje mocne racje – ale wolno także, a może i trzeba, dostrzegać również ów wymiar «pitavalowy». Nie tylko dla równowagi, dla roztropności historycznej w postrzeganiu fenomenów przeszłości, ale także dla utrzymania elastyczności wyobraźni”.

Dodajmy, że żołnierz wolności, pielgrzym i bohater „pitavalowy” – to czasem ta sama postać. Karol Zbyszewski w dialogu pt. „Rozkład zajęć” pisze o rzeczywistości wychodźczej lat pięćdziesiątych: „Pan Wojciech: – Co pan robił przez ostatnie 11 lat? Emigreytan: – Naprzód walczyłem, potem cierpiałem, a teraz się kłócę”. Zaglądając pod podszewkę narodowej czamary widzimy nie tylko awantury, czy intrygi, ale i inne zachowania wykraczające poza kulturę obyczaju, czy prawodawstwo kraju osiedlenia. Przeglądając roczniki „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” natrafimy na wiele informacji o sprawach, którymi żyła emigracja. Nie tylko sprawach ważnych, czy kreowanych na ważne. Była (i jest) to gazeta codzienna, popularna, która hołdowała niekiedy (szczególnie chyba za czasów rządów Leszka Kirkena i w dziale „Tylon” Karola Zbyszewskiego) poetyce prasy lekkiej, popularnej, plotkarskiej i po trosze – sensacyjnej.

Znajdziemy tam sporo materiałów, mogących stanowić źródło informacji dla „emigracyjnego pitavalu”. Już tytuły mówią wiele: „Podniecony obrazem w telewizji zranił swą żonę nożem skazany na półtrora roku więzienia” – artykuł z roku 1966 o przypadku Jerzego Wernera, kucharza z Bournemouth. Gdzie indziej, w tym samym roczniku: Gdzie jest Stefan Knapp? Stefan Knapp zaginął jadąc na wystawę własnych emalii do kraju... Makabreska z 1960 roku: „Zamordował 63-letnią kobietę; obciął jej głowę”. GNYPIUK SKAZANY NA ŚMIERĆ zostanie stracony 7 grudnia b.r. Tutaj podamy szczegóły.

Wasyl Gnypiuk „określany początkowo przez prasę angielską omyłkowo jako Polak, a później jako polski Ukrainiec, był oskarżony o zamordowanie 63-letniej wdowy Mrs. Louis Surgey w jej domu […]. Podczas rozprawy sądowej [..] oświadczył, że od czasu, gdy wywieziony został z Polski na roboty przymusowe do Niemiec – miał koszmarne sny. 16 lipca b.r. wypił dużo koniaku, wrócił do domu i znalazł w izbie kuchennej trochę alkoholu […], który też wypił. […]”. Tłumaczył sędziom: „W głowie posłyszałem głosy: Odrąb głowę!... Wziąłem tasak, odciąłem głowę… Głowę włożyłem do torby papierowej znalezionej w kuchni… Pochowałem głowę i ciało oddzielnie. […] Wróciłem do swego baraku i spałem do popołudnia… Gdy się obudziłem dojrzałem na podłodze baraku pogniecione tabliczki czekolady w pudełku. Czekoladę zjadłem… cynfolię wyrzuciłem […]. Poprzednio Gnypiuk powiedział o swych przeżyciach w Polsce […]: Widziałem jak zastrzelono mego ojca… pamiętam jak matka gotowała trawę, gdy byliśmy głodni… Widziałem Żydów, dorosłych i dzieci rozstrzeliwanych przy otwartych grobach… […]”.

Należałoby jednak wprowadzić rozróżnienie pomiędzy skandalami prywatnymi a publicznymi. Inny był charakter nieporozumień politycznych – „niedościgłe zjednoczenie” na górze, ambicje i tarcia – na dole, rozłamy i przetasowania. Afery o charakterze oficjalnym rzadziej gościły na łamach prasy. Odnotujmy – jako przykład – sprawę ppłk. dypl. Stanisława Pstrokońskiego przeciw Ryszardowi Piestrzyńskiemu, redaktorowi tygodnika „Orzeł Biały”, związaną z artykułami dotyczącymi broszury pt. „Kapitulacja Polskich Sił Zbrojnych”. Wyrok emigracyjnego sądu honorowego – Orzeczenie Obywatelskiej Komisji Orzekającej – wydrukowany został w „Orle Białym” 14 października 1950 roku. Również archiwum Instytutu Polskiego i Muzeum gen. Sikorskiego zawiera podobne źródła. Znów tytułem przykładu – kolekcja numer 489, „Łokaj Bronisław mjr” zawiera „dokumenty z działalności politycznej B. Łokaja m.in. sprawa wykluczenia z Rady RP i nominacji J. Sokolnickiego następcą Prezydenta RP”. Sprawa Juliusza Sokolnickiego została już częściowo opisania przez Krzysztofa Tarkę. Rozgłos zyskał także proces gen. Władysława Andersa przeciwko jednej z emigracyjnych gazet („Narodowiec” z Lens). Wiemy też trochę o konflikcie Generała z Tadeuszem Horką i Leszkiem Kirkenem.

Najbardziej chyba legendarnym wydarzeniem, z końca lat czterdziestych, które na długo pozostało w pamięci starszych emigrantów była epopeja chorążego Zborowskiego. Takie echo i świadectwo literackie znalazła ona w książce Hanny Świderskiej (Janiny Kowalskiej) Moje uniwersytety: „Niechęć do zdradzieckich tubylców objawia się w różny sposób. […] Uwielbiamy Zborowskiego i co rano wyrywamy sobie «Dziennik» szukając ostatnich o nim wiadomości. Bo w tym czasie słynny podchorąży urywa się z obozu i grasuje po Midlandach, głosząc że karze perfidny Albion za polskie krzywdy. W tym celu otwiera butelki mleka, które dotąd mleczarze w całym kraju stawiali bezpiecznie na progach, i spija z nich śmietankę – a mleko jest na racje, i jest święte, bo bez niego mowy nie ma o nice cup of tea. Policja jest bezsilna i Zborowski kpi z niej w żywe oczy, wymyka się jej z łap i wychodzi z aresztów jak z własnego domu. Kreujemy go na bohatera narodowego, domagamy się, żeby szkoła nazywała się «im. Zborowskiego» zamiast honorować swą nazwą jakąś nieżyjącą wielkość, chcemy doń pisać i marzymy, żeby raczył swą obecnością zaszczycić szkolną potańcówkę. Ale jest nieuchwytny i wcale mu się nie śpieszy na to wichrowe pustkowie, gdzie perfidni Albiończycy siedzą rzadko a mleko mają prosto od własnych krów”. Nie tylko Zborowski czeka na swego kronikarza.


Paweł Chojnacki

 


K. Zbyszewski, Kluski z custardem, Newtown 1957, s. 81, 151, A. Witkowska, Cześć i skandale. O emigracyjnym doświadczeniu Polaków, [Gdańsk 1997], s. 174, „Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza” nr 281, 24 listopada 1960, nr 63, 14 marca 1963, „Tydzień Polski” nr 2 (11), 12 stycznia 1963, „Orzeł Biały” nr 24 13 czerwca, nr 31, 31 lipca 1948, nr 41 (432), 14 października 1950, K. Tarka, Mackiewicz i inni. Wywiad PRL wobec emigrantów, Łomianki 2007, rozdziały „Prowokator «Mikron» – Juliusz Sokolnicki” oraz „Samozwańczy prezydent Sokolnicki”, s. 267–307, J. Kowalska, Moje uniwersytety, Londyn 1971, s. 140

2014-11-25