Rząd Tadeusza Mazowieckiego – między PRL a III RP

12 września 1989 r. Sejm RP zatwierdził skład rządu z Tadeuszem Mazowieckim na czele, pierwszym niekomunistycznym premierem Polski po II wojnie światowej. 25 lat po tym wydarzeniu prof. Antoni Dudek opowiada o okolicznościach powstania gabinetu oraz ocenia jego działalność. 


Powołanie rządu Tadeusza Mazowieckiego było kolejnym - po obradach Okrągłego Stołu i wyborach parlamentarnych z 4 czerwca 1989 r. – krokiem na drodze przemian demokratycznych w Polsce, które doprowadziły do upadku zainstalowanego w niej po wojnie systemu komunistycznego.

 
Tadeusz Mazowiecki - pierwszy premier rządu III Rzeczpospolitej w latach 1989-1990. Fot. Chris Niedenthal / FORUM / źródło: www.polska.pl

 

Jaka była geneza powołania 12 września 1989 r. rządu kierowanego przez Tadeusza Mazowieckiego?

Prof. Antoni Dudek: Utworzenie rządu było efektem postępującej erozji systemu komunistycznego, w którym przełomowym momentem była porażka ekipy rządzącej w wyborach parlamentarnych. 4 czerwca 1989 r. stał się wydarzeniem, który przekreślił dominującą rolę PZPR w systemie politycznym – do tej pory obsadzała ona kolejnych szefów rządów na podstawie zapisanej w konstytucji zasady o przewodniej roli partii. To wszystko zaczęło się załamywać po 4 czerwca.

Powstanie rządu Mazowieckiego było także związane z błędami taktycznymi, który popełnił gen. Wojciech Jaruzelski. Wprawdzie zdołał on zostać prezydentem PRL, ale źle dobrał kandydata na nowego premiera, który miał zastąpić ustępującego Mieczysława Rakowskiego. Jaruzelski zaproponował kandydaturę gen. Czesława Kiszczaka, co zostało odebrane jako próba utrzymania starego porządku wbrew wynikom wyborów czerwcowych.

Efektem tego była rosnąca kontestacja dominacji PZPR przez jej dotychczasowych sojuszników, czyli Zjednoczone Stronnictwo Ludowe (ZSL) i Stronnictwo Demokratyczne (SD). W to wszystko wpisał się udany i przemyślany krok przewodniczącego „Solidarności” Lecha Wałęsy, mianowicie zaproponowanie w imieniu Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego koalicji właśnie ZSL i SD. Doprowadziło to do przewrotu w tych partiach; znaczna część posłów tych ugrupowań chciała oderwania od PZPR i uwiarygodnienia społecznego, dlatego przyjęła propozycję Wałęsy. W ten sposób PZPR straciła koalicjantów a wraz z nimi szansę na większość w Sejmie.

Na ile PZPR po wyborach czerwcowych zamierzała dzielić się władzą z opozycją?

Zakładano, że w nowo powstałym rządzie część tek otrzymają przedstawiciele opozycji. Komuniści chcieli jednak przekazać stronie solidarnościowej najtrudniejsze resorty, m.in. służbę zdrowia, budownictwo, handel wewnętrzny. Jaruzelski planował natomiast zachować dla swoich ludzi stanowisko premiera i najważniejsze ministerstwa.

W trakcie negocjacji na temat tworzenia rządu trwały bardzo ostre rozmowy z Tadeuszem Mazowieckim. PZPR nie chciała początkowo oddać ani ministerstwa finansów ani stanowiska w randze ministerialnej – Prezesa Komitetu ds. Radia i Telewizji, czyli państwowego szefa wszystkich mediów elektronicznych. To się Mazowieckiemu udało „odwojować”. Inny spór dotyczył obsady szefa resortu spraw zagranicznych. PZPR nie chciało – podobnie jak w przypadku MON i MSW – oddać tej teki opozycji. Ostatecznie zgodzono się na rozwiązanie kompromisowe, czyli na wybór kandydata niezależnego – prof. Krzysztofa Skubiszewskiego. Jego pierwszym zastępcą w randze sekretarza stanu w MSZ został jednak przedstawiciel PZPR. Widać więc wyraźnie, jak ten rząd.

Kandydatami do objęcia fotelu premiera, oprócz Mazowieckiego, byli Jacek Kuroń i Bronisław Geremek. Jak ich widzieli pozostali ludzie „Solidarności”, a jak ekipa rządząca?

Rozgrywającym był od początku Wałęsa, a cała historia z trzema kandydatami była elementem gry politycznej lidera Solidarności, komedią, którą odegrał on przed gen. Jaruzelskim i koalicjantami. Wałęsa od początku stawiał na Mazowieckiego; Kuroń i Geremek nie mieli szans ze względu na sposób ich postrzegania ze strony PZPR, jej koalicjantów, a także hierarchów Kościoła z prymasem Józefem Glempem na czele.

Najkrócej mówiąc, Mazowiecki jako były poseł na Sejm PRL, katolik, jawił się obozowi Jaruzelskiego jako kandydat najbardziej umiarkowany. Dla Kościoła katolicyzm Mazowieckiego, którego nie można było przypisać już Geremkowi i Kuroniowi, był istotny. Zwłaszcza Kuroń uchodził wtedy za skrajnego radykała, z kolei pozycję Geremka jako przewodniczącego OKP Wałęsa uznał za wystarczająco silną. Lider „Solidarności” uważał Mazowieckiego za osobę, która będzie najbardziej posłuszna. To okazało się później nieprawdą.

Mazowiecki odgrywał przy Wałęsie bardzo istotną rolę do momentu rozpoczęcia obrad Okrągłego Stołu – był głównym negocjatorem przygotowań do rozmów z władzą. W trakcie obrad Wałęsa zamienił Mazowieckiego na Geremka, który później stał się głównym architektem list wyborczych „Solidarności”. Mazowiecki został kompletnie zmarginalizowany, dlatego odmówił kandydowania w wyborach czerwcowych. Wydawało się zatem, że Geremek był naturalnym kandydatem na premiera, ale nagle został oblany przysłowiowym kubłem wody i okazało się, że Wałęsa nominował na szefa rządu Mazowieckiego. Po objęciu tej funkcji zrodził się konflikt między nowym premierem a Wałęsą, nazwany „wojną na górze”. Zakończyły ją wybory prezydenckie w 1990 r.

Jak Wałęsa zareagował na propozycję Adama Michnika, której istota zawiera się w tytule jego artykułu „Wasz prezydent, nasz premier”?

W pierwszej fazie niechętnie. Kto wie, czy Wałęsa nie myślał już wówczas o prezydenturze dla siebie, jednak szybko się zorientował, że w istniejącej sytuacji nie ma na nią szans.

Po publikacji artykułu „Wasz prezydent, nasz premier” w „Gazecie Wyborczej” (3 lipca 1989 r.), Michnik udał się do Moskwy, gdzie odbył rozmowę w Komitecie Centralnym KPZR. Dowiedział się wówczas, że Kreml nie będzie protestował przeciw takiemu scenariuszowi i że jego powodzenie wiąże się jedynie z wywarciem odpowiednio silnej presji na kierownictwo PZPR. Po powrocie Michnik przekazał tę wiedzę Wałęsie, który wydał oświadczenie, w którym zaproponował koalicję ZSL i SD.

Praźródłem pomysłu o premierze z „Solidarności” był jednak obóz PZPR, a konkretnie prof. Janusz Reykowski, który rozmawiał na temat ewentualnej obsady urzędu szefa rządu z Michnikiem wkrótce po wyborach czerwcowych. Reykowski wyszedł jednak wówczas przed szereg, nie reprezentował oficjalnego stanowiska kierownictwa partii. Trzeba bowiem pamiętać, że obóz komunistyczny nie był już wówczas monolitem, ścierało się w nim wiele koncepcji ratowania władzy. Ta którą reprezentował Reykowski zakładała, że w obliczu klęski wyborczej trzeba podzielić się władzą z „Solidarnością” w większym zakresie niż wcześniej planowano.

Jak przedstawiał się skład nowego rządu? Komu przypadły najważniejsze teki?

Skład rządu był efektem głębokiego kompromisu. Największym udziałowcem w nim była „Solidarność”, która obsadziła 12 na 24 wszystkich ministerstw. Najważniejsze były resorty gospodarcze, przede wszystkim resort finansów, który przypadł Leszkowi Balcerowiczowi. To była zapowiedź najbardziej radykalnej zmiany dokonanej przez rząd Mazowieckiego, zapowiedź „skoku w nową epokę”.

Istotny z punktu widzenia kreowania nowej polskiej polityki był minister Skubiszewski, który choć nie pochodził z „Solidarności”, ostrożnie reorientował politykę zagraniczną ze Wschodu na Zachód. Z kolei resort sprawiedliwości został obsadzony przez Aleksandra Bentkowskiego z ZSL.

Na drugim biegunie znajdowały się resorty siłowe, rządzone przez ministrów z lat 80. – gen. Kiszczaka jako ministra spraw wewnętrznych i gen. Floriana Siwickiego jako szefa resortu obrony narodowej.

Rząd Mazowieckiego był rządem dość osobliwym, bo choć formalnie tworzyła go koalicja OKP-ZSL-SD, to czteroosobowa reprezentacja PZPR była też w nim dalej obecna. Mazowiecki usunął ze swego gabinetu Kiszczaka i Siwickiego dopiero w lipcu 1990 r., w pół roku po rozwiązaniu PZPR. Można zatem powiedzieć, że jego rząd jedną nogą tkwił w starej epoce, a drugą – w nowej. Był klasycznym rządem przejściowym między PRL a III RP.

Jakie były oczekiwania strony solidarnościowej w związku ze sformowaniem nowego rządu? 

Główne oczekiwanie było takie, że ten rząd zdoła zahamować zapaść polskiej gospodarki. To była epoka hiperinflacji, czyli sytuacji, kiedy wprawdzie co miesiąc odbiera się wyższą pensję, ale widzi się niemal codziennie coraz wyższe ceny. Ludzie z wypiekami na twarzy, niemal z obłędem w oczach, biegali po pustych sklepach, aby cokolwiek kupić, zanim pieniądze, które mają w portfelu, do reszty stracą wartość.

Była także nadzieja na to, że Polska stanie się krajem demokratycznym. Jednak wówczas dla ponad połowy polskiego społeczeństwa kwestia demokracji parlamentarnej nie była zasadnicza. W przeciwieństwie do kwestii gospodarczej, warunkującej poziom życia.
Należałem do tych osób, którym wówczas się marzyła pełna demokracja. Obserwowałem Jesień Narodów i wydawało mi się, że rząd Mazowieckiego powinien jak najszybciej dążyć do przeprowadzenia wolnych wyborów parlamentarnych. Zamiast tego w maju 1990 r. rząd Mazowieckiego zafundował Polakom wybory samorządowe – pierwsze po wojnie całkowicie wolne wybory. To był sukces w obszarze polityki wewnętrznej, ale decyzja ta rozczarowała wiele młodych osób, takich jak ja, którym się wydawało, że była wówczas historyczna szansa na szybszą budowę demokratycznego państwa.

W efekcie Polska, z kraju, który był pionierem przemian, stała się ostatnim państwem bloku radzieckiego, w którym odbyły się wolne wybory parlamentarne – nastąpiło to dopiero w październiku 1991 r., czyli ponad dwa lata po powstaniu rządu Mazowieckiego. Zresztą wówczas już on nie istniał, bowiem zakończył działalność w grudniu 1990 r. z chwilą wyboru Wałęsy na prezydenta.

W obszarze polityki zagranicznej nadzieje wiązały się z budowaniem nowych relacji między Warszawą a Moskwą. Rzeczywiście, rząd Mazowieckiego starał się tę rolę spełnić, choć niektórzy krytycy podnoszą, że zbyt późno podjął sprawę obecności wojsk radzieckich na terytorium Polski. Przypomnijmy, zrobił to w rok po powstaniu rządu – we wrześniu 1990 r. To był jednak ważny krok w drodze Polski do pełnej suwerenności.

Jak komentowano wybór Mazowieckiego na premiera za granicą?

To było niezwykłe, szeroko komentowane wydarzenie. Polska była pierwszym krajem bloku wschodniego, w którym człowiek, który nie był nigdy członkiem partii komunistycznej, został premierem. To był wielki moment, takie nasze „5 minut”. Do listopada 1989 r. świat zastanawiał się, w jakim kierunku pójdą zmiany w Polsce. Dopiero w listopadzie, z chwilą upadku muru berlińskiego a następnie aksamitnej rewolucji w Czechosłowacji, przestaliśmy być krajem, który budził największe zainteresowanie opinii światowej.

24 sierpnia 1989 r. w czasie sejmowego exposé Mazowiecki wypowiedział słowa: „(…) Przeszłość odkreślamy grubą linią. Odpowiadać będziemy jedynie za to, co uczyniliśmy, by wydobyć Polskę z obecnego stanu załamania". Określenie „gruba linia” bywało różnie interpretowane i wykorzystywane do walki politycznej. Jak należy rozumieć słowa Mazowieckiego?

Mazowieckiemu chodziło o odcięcie się od przeszłości komunistycznej w rozumieniu takim, że on nie ponosi odpowiedzialności za to, co robili w Polsce kolejni premierzy z ramienia PZPR. Jego słowa zostały jednak zinterpretowane inaczej – jako zapowiedź abolicji dla różnego rodzaju nieprawości i zbrodni z czasów komunistycznych.

Jak się później okazało, polityka wewnętrzna rządu Mazowieckiego częściowo takie oskarżenia uzasadniała. O ile w polityce gospodarczej ten gabinet dokonał bardzo radykalnych zmian, to w polityce wewnętrznej były one bardzo ograniczone. Zlikwidowano np. Służbę Bezpieczeństwa powołując do życia Urząd Ochrony Państwa. 95 proc. jego funkcjonariuszy stanowili jednak byli esbecy. Rodzi się pytanie, na ile 5 proc. nowych pracowników urzędu, wprawdzie pełniących stanowiska kierownicze, mogło efektywnie zmienić mentalność całej struktury?

Wymiar sprawiedliwości został w całości przejęty z czasów PRL, pomijając kilku prokuratorów, których wysłano na emeryturę z uwagi na ich zaangażowanie w represje polityczne. Zaniechanie głębszych zmian w prokuraturze i sądownictwie miało daleko idące negatywne konsekwencje.

Obrońcy Mazowieckiego podnoszą jednak, że w sytuacji tak radykalnych zmian w gospodarce nie można było otwierać „drugiego frontu” w zakresie szerokich reform wewnętrznych. Mazowiecki rzeczywiście stale obawiał się jakiegoś buntu ze strony sił starego systemu. Prawdopodobieństwo

Jakim politykiem był pierwszy po wojnie niekomunistyczny premier? Na jaką ocenę zasługuje po 25 latach wolności w Polsce?

Mój stosunek do Mazowieckiego jest ambiwalentny. Jestem daleko od osób, które oskarżają go o wszystko co najgorsze, ale i od apologetów,  nie dostrzegających jego słabych stron. Premier miał swoje zasługi – jego rząd zwłaszcza na polu reform gospodarczych odniósł sukces. Plan Balcerowicza uważam za jasny punkt, choć zdaję sobie sprawę z jego poważnych skutków społecznych. Sukcesem było też stworzenie samorządu na szczeblu gminnym oraz stopniowa reorientacja polityki zagranicznej. Są jednak i porażki – dla mnie to zwłaszcza zakonserwowanie postpeerelowskiego wymiaru sprawiedliwości. Warto też pamiętać, że premier chciał jeszcze w 1990 r. zachować cenzurę bojąc się, że powstaną jakieś publikacje drażniące Związek Radziecki. Sam ten fakt dowodzi, że Mazowiecki czasami zbyt mocno „dmuchał na zimne”.

Mazowiecki był człowiekiem niezwykle ostrożnym, często porównywał się do sapera chodzącego po polu minowym. Był uczciwy, od strony etyczno-moralnej nie można mu nic zarzucić. W końcu roku 1990, kiedy przegrał wybory prezydenckie, honorowo złożył urząd premiera, choć do pozostania na tym stanowisku zachęcał go Wałęsa. To był wyraz pewnej klasy politycznej. O tym, że miał zmysł polityczny świadczy też fakt, że po klęsce w wyborach prezydenckich stworzył silną partię – Unię Demokratyczną, która odgrywała później ważną rolę także jako Unia Wolności.

Mazowiecki źle się czuł w blasku reflektorów, w obiektywach kamer. To był typ polityka XX-wiecznego, klasycznego gabinetowego gracza. Nie był człowiekiem medialnym, a to cecha, która dziś tak bardzo liczy się w polityce.

W ocenie Mazowieckiego i działań kierowanego przezeń rządu potrzeba mniejszej ilości emocji, a więcej rozwagi w ważeniu sukcesów i porażek. Z pewnością jednak był to jeden z ojców III Rzeczypospolitej z wszystkimi jej zaletami i wadami.


Rozmawiał Waldemar Kowalski

2014-09-09